W strugach deszczu i świetle menory. Mój pierwszy raz w Izraelu z Nikonem Z6

Jak to jest pojechać do Izraela w święto światła i spotkać się ze ścianą deszczu i zasłoną chmur? Stracić nadzieję na jakikolwiek jasne kadry, by znaleźć się na skąpanej w słońcu pustyni z nowym, fantastycznym aparatem w ręku? Chłonąć niesamowity koloryt wielokulturowego kraju, skupiając się jednocześnie na testowaniu sprzętu fotograficznego, robieniu zdjęć na blog i IG, jednocześnie nagrywając instastory? Takie rzeczy tylko z Nikonem! :)

Chcecie przeżyć ze mną kilka dni z życia influencera? Chodźcie, zabieram Was na wycieczkę!

Pierwszy pełnoklatkowy bezlusterkowiec Nikona dał mi nieźle popalić.

Gdyby nie Nikon Z6 początek grudnia pewnie spędziłabym w domowym zaciszu piekąc pierniki i popijając zimową herbatę. Tymczasem przez cztery dni zdążyłam przelecieć pięć tysięcy kilometrów, podglądać jak pracują niesamowici fotografowie i dziennikarze, odkryć nową pasję i poznać kraj trzech religii, dwóch stolic i tysiąca kontrastów, a także pić kawę z Elvisem w barze na stacji benzynowej na drodze z Tel Awiwu do Jerozolimy…

Nikon postanowił wykorzystać ten wyjątkowy czas w roku i zorganizować wyjazd prasowy na warsztaty o pięknym i nieco tajemniczym tytule „W świetle menory”.

Pogoda nam nie sprzyjała – silny deszcz  i wiatr robiły co mogły, by popsuć nam humory. W tej ekipie jednak takie drobnostki nie mogły zaważyć na atmosferze. Tak – było gorąco! Mnie tym bardziej, gdy zdałam sobie sprawę z tego, co mnie czeka. Jak wiecie, jeśli chodzi o markę Nikon, to na co dzień pracuję z lustrzanką D610, w pojedynkę, najczęściej w bezpiecznym, domowym azylu. Wyobrażacie sobie jakim wyzwaniem było dla mnie znalezienie się w ekipie profesjonalistów, z którymi ręka w rękę i oko w oko miałam chwytać kadry fotografii streetowej z nowym, nieznanym mi bezlusterkowcem pod pachą? Na szczęście Nikon Z6 okazał się moim sprzymierzeńcem. Wytrzymał deszcz, wiatr, sprawdził się w tłoku żydowskiego targu, słońcu i piachu izraelskiej pustyni, a co najważniejsze, łatwo dał się poznać i był szybki i skory do współpracy. Zaprzyjaźniliśmy się na życie!

Przez tych kilka wspaniałych dni miałam szansę pospacerować po Jafie, najstarszej dzielnicy Tel Awiwu, odwiedzić  Masadę, zjeść kolację u rodziny ortodoksyjnych Żydów, poplażować nad Morzem Martwym i spędzić czas w Jerozolimie.

Zwiedzanie miasta z lokalnym fotografem to był strzał w dziesiątkę – nikt inny nie znajdzie tak ciekawych miejsc dla osób patrzących na świat przez oko aparatu. Kręte uliczki, świątynie i ludzie Starego Miasta. Kolory, faktury i gwar panujący na tętniącym życiem Mahane Yehuda Market. Łagodne kopuły meczetów, wieżyczki minaretów, chanukije w oknach i drzwiach żydowskich domów i knajpek. Choć pogoda nie pozwoliła mi robić tyle zdjęć, ile bym chciała, próbowałam chwytać niezwykły koloryt tego miejsca, naturalną fotogeniczność jego mieszkańców, piękno zróżnicowanej architektury wkomponowanej w – jakże odmienne od naszych – warunki naturalne, wreszcie atmosferę miasta, w którym – jak chyba nigdzie indziej – stare łączy się z nowym.

Lekki, poręczny i super wygodny w użyciu Nikon Z6 świetnie sprawdził się w tych wymagających warunkach i słabym oświetleniu. Co więcej, wygląda na to, że wspólnie odkryliśmy moją nową pasję – fotografię reportażową, z którą do tej pory nie miałam wiele do czynienia. Przez kilka lat żyłam w przekonaniu, że moje ulubione flat lay i zdjęcia wnętrz, które pozwalają mi na wyciszenie się i totalnie skupienie na zadaniu, to jedyna forma fotografii, która mnie kręci. W Izraelu okazało się, że fotografia streetowa i zdjęcia reportażowe to moja nowa zajawka!

 

Nie wyobrażam sobie biegania po Jerozolimie z ciężką lustrzanką i kierowania wielkiego obiektywu w twarze ludzi, których fotografuję. Nikon Z6 z obiektywem 24-70 mm. pozwalał mi na robienie zdjęć w tłoku i ścisku, chwytanie odległych kadrów i bardzo sprawne przerzucanie się między obiektywem i podglądem. Lekki aparat nie utrudniający przemieszczania się i pozwalający na robienie zdjęć z daleka, w słabym oświetleniu, to wymarzony partner do reportażu! Dzięki niemu, mimo niewielkiego doświadczenia i trudnych warunków, udało mi się uchwycić kilka autentycznych emocji i szczyptę lokalnego klimatu, ukazujących prawdziwe oblicze miasta.

Dodatkowym ułatwieniem okazała się aplikacja SnapBridge, zapewniająca stałe połączenie między aparatem i telefonem, co umożliwia nie tylko kontrolowanie zbiorów, ale – co dla mnie najważniejsze – udostępnianie wybranych zdjęć na bieżąco na portalach społecznościowych.

Aplikacja korzysta z technologii Bluetooth® low energy (BLE), więc nie pobiera wiele energii, a umożliwia udostępnianie zdjęć wysokiej jakości, aktualizuje godzinę i datę i ułatwia umieszczanie geotagów. Dzięki niej mogłam szybko i sprawnie dzielić się z Wami ciekawymi kadrami, nie tracąc czasu (i skupienia) na przesyłanie lub przerzucanie zdjęć z karty aparatu na telefon. Myślę, że nie jestem jedyną influencerką na świecie, która docenia tę opcję. SnapBridge to nie tylko sprytny gadżet technologiczny. Dzięki temu rozwiązaniu smartfone i aparat Nikon stają się nieodłączną parą. Rozumiecie? Zdjęcia przesyłają się automatycznie same, nic nie trzeba robić! :)

Gdybym teraz kupowała aparat, naprawdę miałabym duży dylemat czy wybrać lustrzankę czy ten lekki bezlusterkowiec, który równie dobrze sprawdził się w fotografii portretowej, w zupełnie innych warunkach.

W pełnym słońcu i odkrytej, piaszczystej przestrzeni plaży Premier Beach, pracowałam z obiektywem 50 mm. ze stałą ogniskową. Sesja z modelkami na plaży pokazała mi dwie rzeczy: po pierwsze, miałam kłopot z łapaniem ostrości. Nie jestem pewna czy to kwestia ustawień, których jeszcze nie poznałam, czy mojego warsztatu. Po drugie, praca z człowiekiem to jest ogromne wyzwanie! Przyznaję, że pewne trudności sprawiało mi to, w czym mistrzem jest Tomasz Zienkiewicz: nawiązanie kontaktu z modelkami i sprawna współpraca z żywym modelem. Na co dzień jestem skupiona na swoich statycznych kadrach i scenografii, tu trzeba było wykazać się zupełnie innym zaangażowaniem i energią. I Tomek ma w sobie to wszystko, czego ja jeszcze muszę się nauczyć, ale przyznaję, że zainspirował mnie do działania. Jego charyzma i temperament sprawiły, że mimo trudnych warunków i kompletnie nie pasującej mi stylistyki modelek, zrobiłam im kilka portretów. A jak wyszło, oceńcie sami.

Podpatrywanie sposobu pracy i gotowych kadrów profesjonalnych fotografów to chyba największa frajda podczas tej emocjonującej wycieczki! Jestem szalenie wdzięczna, że mogłam z nimi obcować. Czuję, że to bardzo rozwijające i w dodatku mam ochotę na więcej. Tak, zdecydowanie załapałam bakcyla reportażu i mam zamiar zgłębiać ten temat w Akademii Nikona. Ponadto zafascynowała mnie praca Adriana Kilara, który prowadzi swój kanał na You Tube i tak sobie pomyślałam, że może i ja kiedyś spróbuję swoich sił w tym temacie. A tymczasem vlogi Adriana z naszego wyjazdu możecie obejrzeć tutaj i tutaj.

Wróciłam także z silnym postanowieniem odwiedzenia Izraela po raz kolejny. Mam nadzieję, że uda mi się spędzić tam trochę czasu przy bardziej sprzyjających warunkach atmosferycznych i zrobić dużo, dużo więcej zdjęć! Dobrze jest wrócić z pewnym niedosytem – to uruchamia kolejne plany i marzenia.

Dziękuję cudownej ekipie Nikona (Magdzie i Jankowi za pomoc w ogarnianiu aparatu i rzeczywistości),  nie mającym sobie równych organizatorkom wyjazdu Oldze i Laurze z Walk PR, Wojtkowi z najlepszego biura podróży na świecie Travel Stories oraz całej wspaniałej ekipie z wyjazdu! ;)

To były niezapomniane chwile w deszczowym kraju pięknych ludzi, pysznego jedzenia i niezwykłej kultury. Do zobaczenia, Izraelu, I’ll be back!

9