Z nowym rokiem, nowym krokiem… do TK Maxx. Jak nie zginąć wśród trendów, świetnie się przy tym bawiąc.

Konsekwentnie unikam robienia noworocznych postanowień.

Nie jestem też wyznawczynią hasztaga #nowyroknowaja. Ale już #nowyroknowysalon? Zawsze! Koniec stycznia to jest ten moment, kiedy potrzebuję dawki świeżej energii. W nieśmiałych promykach wyczuwam zapowiedź słońca Toskanii, w cherlawym śpiewie ptaków dosłuchuję się melodii nadchodzącej wiosny, a w domu, w którym po świątecznych porządkach nie ma już śladu, chętnie znów bym coś pozmieniała.

Jako, że zimowa aura nie rozpieszcza, postanowiłam sprawić sobie małą przyjemność i rozpieścić się sama.

A gdzie się chodzi po przyjemności? Nie, nie chodzi mi o te miejsca, które rujnują człowiekowi wątrobę, stan konta i reputację! Ja chodzę do TK Maxx. Zdrowo i niedrogo. Polecam z całego serca! :)

Mówiąc poważnie, jak tylko z naszego salonu zniknęła choinka, poczułam, że jest w nim trochę pusto. Nie do końca wiedziałam czym tę pustkę wypełnić, ale chciałam jeszcze przez chwilę utrzymać ciepłą, przytulna atmosferę – tak potrzebną w zimne, ciemne dni, wprowadzając jednocześnie powiew świeżości i słoneczne kolory. Postawiłam na musztardowe i złote akcenty, które namacalnie przenoszą zmysły w cieplejsze zakamarki świadomości :)

Do TK Maxx zawsze wchodzę bardzo podekscytowana, gdyż nigdy do końca nie wiem, co tam znajdę. Do działu „dom” często wchodzę bez konkretnego pomysłu, a wychodzę z pomysłem na nowe mieszkanie :) Na szczęście nauczyłam się sprawnie balansować na cienkiej granicy marzenia-rzeczywistość i doszłam do takiej perfekcji, że zakup kilku zaledwie dodatków sprawia, że budzę się w innym wnętrzu.

Ale! Żeby upolować designerskie perełki trzeba się wyluzować i potraktować zakupy w TK Maxx jak dobrą zabawę.

Przygotowanie do gry: otwarta głowa

Jeżeli wybieracie się na łowy z listą zakupów i szukacie konkretnych rozwiązań, takich „odtąd dotąd”, to… jedźcie gdzieś indziej haha. Zakupy w TK Maxx traktujcie jak przygodę, w której może zdarzyć się wszystko! Dostawy mebli i dodatków do domu odbywają się nawet kilka razy w tygodniu, a unikalne propozycje od topowych marek to często pojedyncze sztuki. Warto więc otworzyć się na przygodę i zwrócić uwagę na wzornictwo, które nas przyciąga. W ten sposób możemy znaleźć przedmioty, których być może wcale nie szukaliśmy, a które odmienią charakter naszych wnętrz, jeśli tylko damy im szansę. 

Czas: strat!

Mądre gospodarowanie czasem to ważna rzecz w miejscu, w którym aż sześć działów tematycznych kusi nas super okazjami. Kiedyś popełniałam ten błąd, że wpadając do TK Maxx na kwadrans, chciałam zajrzeć do działu „dom”, kupić sobie buty i znaleźć kurtkę dla Tosi. Za duży wybór i może zakręcić się w głowie. Dziś już wiem, że gdy mam tylko dwadzieścia minut i potrzebuję czegoś do mieszkania, skupiam się na tym jednym dziale. Tym razem ktoś inny odejdzie z markową torebką tańszą o połowę, trudno. Ja i mój nowy dywan jakoś to przeżyjemy! :)

Tryb „poławiacz pereł” włączony

Gdy jakaś rzecz przyciąga moją uwagę, nie waham się – chwyt Nelsona i jest moja. Czas na zastanawianie się „czy na pewno/czy pasuje/czy się zmieści” przyjdzie potem, gdy pled, dywanik lub obraz będą bezpiecznie spoczywać na dnie mojego koszyka. Tak, w TK Maxx działa prawo „kto pierwszy ten lepszy” – za dobry design w dobrej cenie trzeba płacić spostrzegawczością i refleksem. Słabsi zawodnicy odpadają w przedbiegach. Poławiacze pereł mają szansę na zakup życia. Wchodzicie w to?

Kolejna runda!

Last but not least – jeśli naprawdę zależy Wam na wyłowieniu wnętrzarskich smaczków, warto wpadać tu często. Jeśli nie znaleźliście nic dla siebie, nie poprzestawajcie na jednaj wizycie. Częstotliwość dostaw i różnorodność asortymentu sprawiają, że  za kilka dni możecie upolować coś naprawdę wyjątkowego. Potrzeba tylko trochę determinacji.

Moje ostatnie poszukiwania zaprowadziły mnie w kierunku, który zaskoczył mnie samą. Ja, od lat wierna bieli i rozbielonym szarościom, wyszłam z TK Maxx z dodatkami w kolorze musztardy i złota. Może jednak hasztag #nowyroknowaja się sprawdzi, haha!

Piękny, musztardowy pled oraz musztardowe poduchy przyciągnęły moją uwagę na samym początku. Reszta jest uzupełnieniem tej niewinnej zabawy kolorem.

Ramka z odważnym, złotym wzorem, piękna, marmurowa świeca oraz marmurowy pojemnik ze złotym uchwytem to małe, ale bardzo wyraziste akcenty. 

Surowość złota i marmuru przełamuje miękka, przytulna skóra, która będzie zapewne pełniła kilka funkcji na zmianę – raz będzie kocykiem, innym razem dywanikiem, niezmiennie wprowadzając do salonu przytulną elegancję – ale póki co głównie stała się legowiskiem dla Popcorna, który ukochał ją sobie od pierwszego wytarzania.

Na sam koniec postanowiłam zabrać do domu jeszcze dywan w geometryczne wzory, który nadał wnętrzu charakteru. Trochę szaleństwa nie zaszkodzi, prawda? :)

Chyba właśnie o taki efekt mi chodziło. Przyjemny misz masz, który dodał przytulności i ciepła pod postacią nowego koloru.

Jak wyszło? Dalibyście się zaprosić na kawę do takiego salonu? Mnie jest w nim bardzo dobrze… aż do następnych zakupów! :)

12
5 Komentarzy w
“Z nowym rokiem, nowym krokiem… do TK Maxx. Jak nie zginąć wśród trendów, świetnie się przy tym bawiąc.”
  • Ahahaha zdjęcia super! Kasia, mamy pytanie, czy ten cudny model naprawde jest taki grzeczny jak na zdjęciach? Nie zjada Ci potem tych poduszek i pledów? ? :) Salon piękny, mogę w nim pić kawę codziennie!

    • Kochana to jest mega szaleniec, ale Jacki kochają też spać :D Dlatego na zdjęciach zawsze śpi, bo on musi być z człowiekiem. Jeśli więc ja robię foty, on musi być ze mną haha. Nie zjada nic już, choć czasem coś porwie, jakąś skarpetkę itd, ale śmiesznie wtedy jest. Dla mnie zero kłopotu, ale wiem, że ludzie nie radzą sobie z Jackami niestety i dużo ich ląduje w schroniskach, albo w dziwnych miejscach… Dla mnie pies idealny, nie wyobrażam sobie mieć innego :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.