Jak Homebook uratuje Ci życie, związek i portfel

Widzę go oczami wyobraźni. Jest idealny. Minimalistyczna bryła, wielkie przeszklenia, drewniana elewacja dodająca odrobinę ciepła. Przez okno tarasowe widać biały salon z wielką, białą sofą i nowoczesnym kominkiem. Mało mebli, ascetyczny klimat, kilka designerskich dodatków robi robotę.

No tak, ale tych współczesnych stodół jest już tyle, że – choć je uwielbiam – powoli przestają robić na mnie wrażenie. Brak mebli równa się porozrzucane wszędzie zabawki, na białej sofie zaraz będą ślady łap Popcorna i czekoladowe odciski małych rączek, a kominek to może jednak taki bardziej klasyczny…? Nie, klasyczny to nie, ale dobra, jeszcze raz…

Widzę go oczami wyobraźni. Jest idealny. Dwuspadowy dach, biała elewacja, szara dachówka (pokoje dzieci na poddaszu będą takie klimatyczne: naturalne materiały, jasna kolorystyka, może podwójne biurko w jednym pokoju, a sypialnia w drugim?), wielki drewniany taras z jasnych desek…

Dwuspadowy dach? Bez sensu, przecież od zawsze jestem fanką nowoczesnych brył. Na tym poddaszu to się chyba jednak ugotują, a poza tym – jedno duże biurko? To chyba jednak nie może dobrze wyglądać i oni się tam pozabijają na sto procent… No dobra, to jeszcze raz.

Widzę go oczami wyobraźni. Jest idealny… a może dać sobie  spokój z tą budową???

Co ja chcę od swojego mieszkania?! Poza tym, że zrobiło się dla nas trochę za małe. Większy metraż chyba na razie nam wystarczy. Hura, większe mieszkanie! Widzę je oczami wyobraźni… Nie. Nie widzę. Pustka w głowie. Mętlik. Już sama nie wiem czego chcę. Ratunku, zaczyna się aranżacyjna nerwica. Spokojnie. Robię kawę. Odpalam Homebook. Wszystko będzie dobrze. Setki pięknych wnętrz przed oczami na pewno zaraz sprowadzą mnie z powrotem na właściwą ścieżkę i otworzą nowe krainy w mojej głowie. Tak kończy się zły sen blogerki wnętrzarskiej. Jak dobrze żyć na świecie, w którym jest internet! :)

Zawsze wiecie czego chcecie?

Powiedzcie, że też czasami tak macie! Że sami nie wiecie czego chcecie. Albo wiecie doskonale, aż do… jutra, kiedy to zmienicie zdanie. Albo wiecie tak mniej więcej, ale raczej mniej, niż więcej. Albo wiecie, czego nie chcecie, ale nie wiecie, czego chcecie. Albo… no, wiecie! 

W takich chwilach ratują mnie trzy rzeczy: próba pokłócenia się z Lucjanem, w celu rozładowania emocji (ale z nim naprawdę trudno jest się pokłócić, to oaza spokoju!), telefon do siostry w celu marudzenia, aż ją wkurzę, uśpię lub zniechęcę do remontów na najbliższy rok i wreszcie: Homebook. To sprytny sposób by – bez ofiar w ludziach – uspokoić swoje „marzy mi się nie wiem co”.

Bardzo lubię ten prosty, klarowny podział na wnętrza prezentowane w mojej ulubionej kategorii: „Inspiracje”. Wybieram jedno z kilkunastu rodzajów pomieszczeń (do wyboru są nawet „Schody” i gdy je oglądam znowu myślę, że może jednak dom!), klikam w jedną z kilku kategorii w danym pomieszczeniu (np. łazienka z prysznicem, łazienka z wanną, biała łazienka… zaraz, zaraz, to trzeba wybrać jedną?!) i pach! Bez męczących wizyt u znajomych i podglądania sąsiadów z bloku naprzeciwko zagłębiam się w detale aranżacyjne i wnętrzarskie triki.

No co ja poradzę, że tak to lubię. Jedni grają w pokera w sieci, inne kupują nałogowo torebki, a ja w ramach odprężenia lub nerwowego poszukiwania pomocy, oglądam zdjęcia wnętrz. I choć nigdy nie przenoszę do domu gotowych rozwiązań (mieć taką samą sukienkę jak inna kobieta na imprezie: żaden problem, ale – taką samą kuchnię?! Dramat!), to duża dawka dobrych pomysłów od czasu do czasu dobrze robi mojej kreatywności. Kiedyś godzinami wertowałam Pinterest i choć nadal go lubię, gdy potrzebuję szybko podejrzeć konkretne rozwiązania, wybieram Homebook.

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o wnętrzach, ale boicie się zapytać. WSZYSTKO!

Bardzo doceniam to, że ta platforma to takie kombo. Zdjęcia inspiracyjne są super same w sobie, ale – co mi bardzo ułatwia życie – są na nich też oznaczone produkty z przekierowaniem do sklepu. Dla takiego niecierpliwca jak ja, który zawsze wszystko robi szybko, jakby mnie kto gonił, to duże ułatwienie życia. Lubię to, że przeglądając Homebook, mogę szybko przenieść się na stronę sklepu lub producenta i obejrzeć jego inne pomysły (i ceny!).

Gdy nie mam ochoty oglądać wnętrz, a szukam konkretnego elementu wyposażenia: mebla lub dodatku do domu albo do sesji zdjęciowej, wybieram kategorię „Produkty” i znowu, obok szalonej ilości propozycji, znajduję od razu ceny, buton przenoszący do sklepu i propozycje podobnych produktów. Ludzie, ile to oszczędza czasu!  A ile pieniędzy można zostawić w portfelu, znajdując prawie identyczną lampkę, jak ta, którą omal wczoraj kupiłam w showroomie, za niemal połowę ceny. To dużo szybsze niż wyszukiwarka, Pinterest i telefon do przyjaciela. I właśnie tę łatwość znajdowania tego, czego szukasz (albo tego, czego nie szukasz, bo jeszcze nie wiedziałeś, że to Ci się podoba!), cenię w Homebooku najbardziej. Bo oglądać zdjęcia mogę bez końca, ale jak już kupuję, to szybko i konkretnie (co wcale nie znaczy, że po 2 tygodniach nie zmienię zdania co do przedmiotu zakupu, ale to już zupełnie, zupełnie inny temat, he he…).

A teraz prawdziwa bomba dla wszystkich dziewczyn, którym mąż/chłopak/narzeczony/konkubent rok temu obiecał, że założy listwy w mieszkaniu. Ewentualnie dla mężów/chłopaków/narzeczonych/konkubentów, którzy rok temu obiecali, że założą listwy w mieszkaniu…

Baza specjalistów! Wybierając województwo, znajdziemy tu nie tylko firmy remontowe i budowlane, ale także architektów, artystów i designerów (fajne!), producentów, fotografów wnętrz i sklepy wnętrzarskie… Idealnie byłoby, gdyby rzeczonym specjalistom można było wystawiać na Homebooku opinie. W tym miejscu musi wkroczyć Google.

Swoją drogą, wybierając firmę remontową lub budowlaną, tak czy owak każdy szuka rekomendacji – jeśli nie od cioci Joli, to od wujka Googla. Wiadomo. Taką rolę może pełnić „Forum”, zaprojektowane jako osobna sekcja. To miejsce wymiany informacji i opinii, ale – uwaga – nie dla miłośników mocnych emocji! Jeśli chcecie się pokłócić lub komuś nawymyślać, jak to bywa na forach, to nie tu. Tu jest krótka piłka: pytanie, odpowiedź, opinia, dziękujemy. Po emocje zapraszam na dowolnie wybrane forum parentingowe.

Jak się już zainspirujecie, zrobicie listę zakupów i znajdziecie fachowców, to możecie jeszcze sobie zapaść w miłą lekturę. W sekcji „Artykuły” znajdziecie inspiracyjne teksty o wnętrzach, poradniki, przeglądy trendów i tym podobne przyjemne treści, które zapewne dane jest czytać do kawy ludziom nie posiadającym małych dzieci. Może kiedyś.   

Na koniec – uwaga! To wciąga! Mówię poważnie. Na Homebooku można, całkiem przypadkiem, spędzić tyle czasu, że zupa się przypali, wino się ogrzeje, a obrażona koleżanka opuści stolik w knajpie, przy którym czekała na Was ponad pół godziny. Mogliby pomyśleć o opcji ustawiania alarmu dźwiękowego, który włączy się po spędzeniu określonego czasu na platformie. Bo, powiedzmy sobie szczerze, ile można siedzieć w internecie? Czasem trzeba się wylogować. Remont się sam nie zrobi! :)

Zdjęcia wykonała kochana i zdolna Angelika z bloga Diary of loving mother.

Angela dziękuję!

 

 

6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.