Nasz weekend we Wrocławiu, czyli dlaczego musimy tam wrócić!

Uwielbiam podróżować. Nie tylko po Polsce.

Mieliśmy z Luckiem takie szczęście, że zwiedziliśmy kawałek Europy, a nawet zapuściliśmy się za ocean. I to z małą Tośką, która jest urodzonym podróżnikiem. Może dlatego, że w przypływie płomiennego uczucia i szaleńczej miłości, znajdując się akurat w Cannes, gdzie chwilowo mieszkaliśmy, postanowiliśmy zrewolucjonizować swoje życie i stworzyć nowego człowieka. Człowieka, który urodził się już w Londynie, bowiem nie potrafiłam poradzić sobie z faktem, że miałabym rodzić dziecko po francusku. Wolałam po brytyjsku. I to był doskonały wybór. Ale ja nie o tym.

Podróżowaliśmy z Tośką to tu, to tam, ciągle i wszędzie. Wypady weekendowe, wycieczki, wakacje… A później trafił nam się długo wyczekiwany drugi człowiek i trochę zaburzył nasze dotychczasowe życie. Ten drugi nie był zbyt skory do podróży i tak się jakoś zasiedzieliśmy. W nowym mieszkaniu, więc miłe to zasiedzenie, ale jak na nas – ludzi, którzy nie potrafią usiedzieć na miejscu – jednak zbyt długie.

A teraz zbliżamy się wielkimi krokami do drugich urodzin Julka i mamy na koncie tysiąc wyjazdów mniej, niż z Tośką do jej drugich urodzin. Ale to się powoli zmienia. Julek podrósł i uwielbia się przemieszczać. Najlepiej na nogach, z prędkością światła, oglądając się na swoich rodziców tylko raz. I w długą! Taki ma styl chłopak i nic nikomu do tego i każdemu według potrzeb.

A nasze potrzeby są takie, że, jadąc w jakieś miejsce, chcielibyśmy spokojnie coś zobaczyć, zwiedzić, zjeść, napić się, pokontemplować, a przede wszystkim, nie umierać z zażenowania, gdy oczy wszystkich ludzi wokół stają się coraz większe i patrzą ze zdziwieniem na ten mały, pocieszny wybryk natury, który postanowił akurat biec przed siebie, taranując wszystko, co staje na jego drodze, bądź – co gorsze – krzyczeć w niebogłosy. Bo tak!

A spróbuj coś powiedzieć nicponiowi! Żeby siedział cicho, albo zachowywał się jak na dwulatka przystało, czyli dostojnie, grzecznie i statecznie. Od razu licz się z wyśmianiem (skandal!), bo to przecież najlepszy dowcip jaki można zrobić rodzicom – wrzeszczeć na całą knajpę, rynek, hotel, niepotrzebne skreślić. A jeśli masz nadzieję, że zatykając usta swetrem, jakiś kłaczek z wełny utknie w gardle i uciszy delikwenta, a skonsternowana widownia w ogóle nie zauważy, że przez jej najbliższe otoczenie właśnie przetoczył się huragan Juliusz – licz się z tym, że absolutnie nic z tych rzeczy się nie wydarzy, a jeszcze jakby było mało, Twój pies akurat w tym momencie postanowi zapoznać się bliżej z jakąś suczką i gnany miłością wyrwie ci z barku rękę, w której trzymasz smycz.

W takiej to takiej atmosferze podróżujemy.

Przez to nie możemy się zorganizować na tyle, żeby odwiedzić, czy zwiedzić tyle miejsc, ile byśmy chcieli. Przestaliśmy nawet próbować. Oczekiwania zawsze stanowią źródło rozczarowań, więc nie nastawiamy się już na nic. Nie wiem, czy są ludzie, którzy planują coś z dziećmi i udaje im się wszystko zrealizować. Jeśli tacy istnieją, to serdecznie im gratuluję i zazdroszczę. Nasze życie to jeden wielki bałagan i absurd. Ale nie poddajemy się, postanowiliśmy ponownie wyjeżdżać często i wszędzie i tym sposobem spędziliśmy miłą majówkę, najpierw u znajomych pod Poznaniem, a następnie we Wrocławiu. I w tymże Wrocławiu mieliśmy przyjemność odwiedzić kilka cudnych miejsc i nocować w świetnym hotelu, co będzie mi niezmiernie miło zaprezentować Wam poniżej.

Gotowi na obszerną relację? :)

 

 

Na nasz nocleg wybraliśmy hotel Novotel Wrocław Centrum. Nie wiem, czy to ta konkretna kadra, czy po prostu ludzie we Wrocławiu są tak cudowni i przyjaźnie nastawieni do ludzi i życia (a może jedno i drugie), ale obsługa hotelowa jest tam po prostu wspaniała! Na najwyższym poziomie. Wszyscy się uśmiechają, są ogromnie pomocni i robią to z widoczną przyjemnością. Bardzo dbają, by pobyt był udany, a zwłaszcza o to, aby dzieci były szczęśliwe. Oni zapewne posiedli tę tajemną wiedzę, że na wyjeździe szczęśliwe dziecko, to szczęśliwa matka. Nie odwrotnie! :)

A kiedy spóźnisz się na śniadanie i zabraknie ciasta na gofry, wiedz, że w tym hotelu doniosą je specjalnie dla Ciebie, bo jak to tak śniadanie bez gofrów? To dzień stracony, a dziecko markotne, a tyle atrakcji na horyzoncie! Ciasto dorobić trzeba, a gofry okazują się jednymi z najlepszych, jakie jedliśmy (musimy tam wrócić, by wypytać o przepis). I można je sobie upiec samemu, co oczywiście stanowi dodatkową frajdę.

Ogromnym atutem Hotelu Novotel Centrum jest pokaźnych rozmiarów strefa chilloutu i zabaw dla dzieci. Mnóstwo miejsca do szaleństw – można bezkarnie rzucać się poduszkami, bez obawy, że przez przypadek uderzymy kogoś jaśkiem (wypróbowane osobiście!). Dla potrzebujących wyodrębnione zostało miejsce do relaksu i pracy z komputerem, a dla tych bardziej potrzebujących bar z pysznymi trunkami. Virgin Mohito podbiło serce Antoniny, a moje serce zabiło mocniej na widok designerskich mebli i dodatków, cieszących oczy na całym parterze hotelu.

Pokój już od wejścia ucieszył dzieciaki, gdyż stylizowany był na klimat bajek Walta Disney’a. Największą ścianę zdobiła komiksowa tapeta z Myszką Miki, a na łóżkach leżały myszko-mikowe poduszki. Naprawdę świetna opcja na nocleg dla rodziny z dziećmi, również ze względu na wannę w łazience. W Novotel Wrocław Centrum spędziliśmy cudowne chwile, co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej.

 

 

Spacer po Ostrowie Tumskim z uciekającym Julkiem nie należał do najprostszych, ale za to ogromnie przyjemnych. Miejsce to słynie ze swoich licznych mostów, łączących różne brzegi miasta. Przepiękna, najstarsza zabytkowa część Wrocławia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Liczne kamieniczki, deptaki spacerowe, pięknie oświetlona rzeka po zmroku i bardzo zadbana zieleń stanowią połączenie idealne dla miłośników historii, zakochanych, spacerowiczów oraz turystów. Może dlatego Wrocław nazywany jest drugą Wenecją. To właśnie w tym regionie miasta można zrozumieć, dlaczego nadano mu takie miano.

Najsłynniejszym obiektem tej dzielnicy jest Most Zakochanych powstały w 1889 roku, a dziś będący symbolem miłości. Na dowód swoich uczuć zakochani zapinają na stalowej konstrukcji kłódki, a kluczyk wrzucają do rzeki.

Ostrów Tumski był chyba najczęściej polecanym mi miejscem przez Was na Instagramie i rzeczywiście mieliście rację. Cieszę się, że udaliśmy się tam na spacer.

 

 

 

 

Bułka z Masłem to bardzo piękne, klimatyczne miejsce na kulinarnej mapie Wrocławia. Trafiliśmy tam już przed samym wyjazdem i byłam bardzo szczęśliwa, że dane nam było tam dotrzeć. Wspaniale urządzone patio przy wrocławskich plantach, z mnóstwem zieleni i świetnym dizajnem to doskonały pomysł na spotkania z rodziną i przyjaciółmi po weekendowym spacerze. Mimo, iż jedzenie zbytnio nas nie zachwyciło, to jednak urok i niesamowity wystrój tej knajpy stawia ją na liście do odwiedzenia. Choćby na drinka, czy kawę.

 

 

 

 

 

 

Charlotte chyba nikomu przestawiać nie trzeba. Cudowne, bardzo „instagramowe” miejsce z niezwykle urokliwym patio, gdzie szybko podają śniadania, co jest ogromnym plusem, gdy idzie się tam z dziećmi, które nie potrafią usiedzieć w jednym miejscu zbyt długo.

 

 

Nanan to rozkosz nie tylko dla podniebienia. Piękniejszego wystroju kawiarni, czy cukierni ciężko szukać w całej Polsce. Kameralny, klimatycznie urządzony lokal sprawia, że Nanan to miejsce, które może zauroczyć od samego progu tak, że czujesz się jak małe dziecko w fabryce cukierków i nie chcesz z niego wychodzić, dopóki nie spróbujesz wszystkich specjałów, wystawionych z gracją pod ladą w kształcie wielkiego eklera. Nanan to nie lada gratka dla miłośników amerykańskich wnętrz oraz pysznych ciast i monoporcji. Niesamowite, że trafiliśmy tam akurat, gdy goście wyszli, a nowi zjawili się po 5 minutach i to tak tłumnie, że cieszyłam się, iż trafiłam w okienko, gdy mogłam pstryknąć kilka fotek. Kawiarnia zdecydowanie warta odwiedzenia. To mój absolutny faworyt z miejsc „must visit” we Wrocławiu.

 

 

Po tej wycieczce już wiemy, że następny weekend we Wrocławiu spędzimy sami, bez dzieci. Jest tam tyle miejsc do zobaczenia i zwiedzenia, że zdecydowanie musimy wybrać się tam tylko we dwoje, by móc pochłonąć klimat tego miasta w pełniejszym wymiarze. Wrocławiu do zobaczenia!

A Wy podróżujecie z dziećmi, czy bez? Dajcie proszę znać w komentarzach jak wyglądają Wasze wyjazdy z dzieciakami. I jeśli macie jakieś porady, czy doświadczenia, podzielcie się nimi ze mną koniecznie! :)

 

7
1 Komenterz w “Nasz weekend we Wrocławiu, czyli dlaczego musimy tam wrócić!”
  • Jak to jest z fotografowaniem w miejscach publicznych? Hotelach lub restauracjach? :) Prosisz o zgodę managera czy inny sposób?

    Pozdrawiam,
    Dominika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.