Wool and dog

Mieliśmy piękny piątkowy poranek. Bez pośpiechu, absolutnie żadnych obowiązków. Takie dni nie zdarzają się zbyt często…

Julek zajął się sobą, a ja złapałam za aparat i pstryknęłam kilka fotek Popcornowi. Piękne sploty, czysta biel i ten mokry nosek…
Minimalistycznie, bez zbędnych dodatków, po prostu tak jak lubię.

Marzy mi się, by mieć więcej czasu na takie zwyczajne, spontaniczne zdjęcia. O pisaniu dobrych tekstów na blog już nie wspominając.
Chciałabym robić to częściej, lepiej, piękniej, mądrzej, z puentą i górnolotnymi przemyśleniami…
Niestety nie potrafię szybko, na odwal się, na kolanie. A przecież Julek się zaraz obudzi, a tu ogarnąć mieszkanie trzeba, zmywanie i pranie wstawić, te samochody i instrumenty, które walają się od rana po podłodze sprzątnąć. Wszyscy mówią, że niby taka wielka kara nadepnąć gołą stopą na Lego, a nadepnij sobie człowieku na ciuchcię z Ikei, albo metalowy samolot linii Air France przywieziony z podróży do Paryża. No dalej, nadepnij!

Ale nie będę przecież pisać tu o deptaniu.
Choć może lepiej o czymkolwiek, niż o niczym?

Pisać chcę, ale ja każdą literkę pogłaszczę dwa razy i kolejne dziesięć zaszumi mi w głowie, zanim się zmyśli i zejdzie palcami na klawiaturę, by zmaterializować się w postaci słowa. Czyżby to moje dążenie do perfekcji dyktowało mi takie zasady?

Ostatnio znajoma napisała mi w mailu, że ona też jest perfekcjonistką i to ją zwyczajnie gubi, bo hamuje, a liczy się nie perfekcja, a sam progres.

Moja mama jest dyrektorem Budzącej się szkoły. Szkoły, która uczy, a nie każe umieć, wymaga i rozlicza z wiedzy pod postacią głupich testów. Zresztą koniecznie zapoznajcie się z ideą Budzących się szkół (tutaj) i dajcie znać, co o tym myślicie, ale ja Wam chcę napisać, że niedawno mama powiedziała mi, że w edukacji liczy się proces, a nie efekt.

Czyż to nie jest właśnie to samo, co napisała mi ta znajoma?
Czyż właśnie nie tak wygląda życie?
Cały czas się doskonalimy, a doskonalenie to nic innego, jak ciągły proces, który ma być przyjemny i dawać satysfakcję, a nie frustrować z powodu tego, że nie osiągnęliśmy perfekcyjnego wyniku.

Myślę, że nigdy nie dojdę do perfekcji, bo to by oznaczało, że mój proces twórczy zwyczajnie dobiegł końca…
I wiecie co? Ja już tego nie chcę. Nie czekam na doskonały rezultat.
Ja chcę eksplorować tę przestrzeń, która została mi dana. Chcę ją poznawać i wciąż czegoś się uczyć. Czerpać radość z samej nauki, doświadczania, nie skupiając się na efekcie idealnym. Bo on nigdy idealny nie będzie. Zawsze będę z czegoś niezadowolona, coś zrobiłabym inaczej, poprawiła, pozmieniała…

Za każdym razem, gdy patrzę na swoje zdjęcie, 5 minut po opublikowaniu go na Instagramie coś już bym zmieniła. Coś mi się nie podoba, gdzieś widzę błędy. Multum błędów… Często z tego powodu nie publikuję wielu zdjęć. I nagle, gdy nie mam niczego świeżego, a chciałabym coś dodać, wyciągam z czeluści telefonu jakąś staroć, która nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego i po prostu ją wrzucam. Okazuje się, że bardzo Wam się to zdjęcie podoba i nie widzicie tych mankamentów, które mi, w mojej głowie, zaburzyły cały obraz i nie pozwoliły wrzucić fotki.

Przysięgam – mam tak, że czasem kadr przesunięty o pół centymetra doprowadza mnie do szału i potrafi pogrążyć zdjęcie. A prawda jest taka, że widzę to tylko ja i moje chore, dążące do perfekcji ego.

Na warsztatach z fotografii flatlay, które prowadziłam w styczniu we Wrocławiu, mówiłam dziewczynom, że nie warto się przejmować i trzeba wrzucać zdjęcia na Instagram regularnie, budować społeczność, karmić ludzi kadrami, których tak bardzo pragną, inaczej przecież nie byłoby ich na tych wszystkich profilach. Mówię to zatem jeszcze raz. Tym razem sobie.

Bo chyba zapomniałam, że nie da się być ideałem, a czasami trzeba zwyczajnie wyluzować…

„Dwanaście świetnych fotografii każdego roku to wspaniały plon.”
Ansel Adams – amerykański fotograf

Czyż wełna i pies to nie najwspanialsze połączenie?

Psa Wam nie sprzedam, ale taki cudowny koc z wełny czesankowej możecie dostać tutaj.

 

4
9 Komentarzy w
“Wool and dog”
  • często to panie nie radzą sobie, oczekują nie niższych wynagrodzeń za pracę daleko przerastającą ich możliwości lub za wyniki ledwo mierne (błędy i niezrozumienia i koniecznośc poprawiania po takich). Oczywiście bywają nieliczne wyjątki.

  • „Done better than perfect” – staram się o tym pamiętać, ale to wcale nie jest łatwe. I dlatego na dysku „kurzą się” gigabajty własnych kompozycji, a na blogu wisi zaledwie kilka tekstów (sprzed roku ?).
    Perfekcjonizm to przekleństwo. Nie dość, że hamuje przed pokazaniem światu, co się robi (a właściwie to jak inaczej mamy się dowiedzieć czy ta nasza robota jest fajna, czy nie?) to jescze wpędza w głupie pułapki typu „ooo, ale jakbym miał ten czy tamten sprzęt to wtedy bym mógł robić takie fajne rzeczy”…
    Także ten, perfekcjonizmowi mówimy nie.

  • Budząca się szkoła jest super! Nie widzę dla miej alternatywy w PL. K. zaczyna już we wrześniu i wszyscy nie możemy się doczekać . Pozdrawiam ciepło!

  • Budzące się szkoły są super! Nie widzę alternatywy w PL… Kostek zaczyna już we wrześniu i wszyscy nie możemy się doczekać . Pozdrawiam ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.