Życie to zmiany. Zrób na nie miejsce.

– Co tu się dzieje… w imię ojca i syna?! 
– Zmiany, zmiany, zmiany…
„Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” – Stanisław Bareja

Nie wiem, czy znalazłby się drugi taki wariat, który kocha zmiany tak bardzo, jak ja.

Ktoś, kto ustawi łóżko pod ścianą, by za tydzień przesunąć je pod okno.
Kto jednego dnia chciałby mieszkać w Polsce, a drugiego wyjechać zagranicę.
Kto kupi szarą pościel, by za chwileczkę stwierdzić, że nigdy w życiu nie uśnie już w innej, jak tylko w białej.
Kto już w trakcie gotowania ogórkowej, ma ochotę na kapuśniak, a w dzień po kupnie mieszkania, rozmyślił się i chciałby inne…

Dobrze mi z tym szaleństwem.
Kiedyś uważałam to za ułomność i doszukiwałam jakiejś nerwicy, czy psychozy!
Ale już się do takiej siebie przyzwyczaiłam i nie zamierzam z tym walczyć.
Lucek też odpuścił. Naczytał się Darwina, że szansę na przetrwanie mają tylko organizmy najlepiej przystosowane do warunków, w których przyszło im żyć – i dał sobie spokój. Ma silną wolę przetrwania i nie chce się ze mną nie kłócić…

I dobrze!
Bo kobieta zmienną jest, a zmiany są nieodłącznym elementem życia.
Obojętnie – zamierzone, czy te nieplanowane.
One były, są i będą.
Mniejsze, większe, szare, kolorowe, smutne i radosne.
I dobrze jest je zaakceptować.
Niech wejdą, rozgoszczą się, pobędą z nami chwilę i zrobią miejsce dla innych.
Bo takie jest życie!

Przez wiele lat wynajmowaliśmy mieszkania w różnych miastach i krajach.
W pewnym momencie śmialiśmy się już z nas samych, mówiąc, że przeprowadzka dla nas jest jak pójście po bułki do sklepu.
To doświadczenie było tak częste, że przestaliśmy już liczyć miejsca, w których przyszło nam tworzyć nasz prowizoryczny dom.
W końcu, po latach tułaczki, w związku z widmem odpływającej gotówki i pod wpływem impulsu, kupiliśmy nasze własne cztery kąty. Małe, zdecydowanie za małe dla naszej 4-osobowej rodziny i wariata Popcorna. Kompletnie nieustawne, z dużą ilością okien. Ale własne!
I miało być tylko na chwilę. Lecz jaka to będzie chwila – czas pokaże. Póki co, cieszymy się nową sytuacją i ciągle urządzamy.

Zmiany towarzyszą nam nieustannie.
Co chwilę los przynosi nowe, ciekawe doznania, doświadczenia i niespodzianki. Nie zawsze miłe, ale nie ma co się na niego obrażać. Wierzymy, że raz na wozie, raz pod nim. Ważne, że jesteśmy w komplecie i wszyscy zdrowi. Reszta jakoś płynie…

Ten rok jest dla nas wyjątkowy.
Julek skończył roczek i przestał być niemowlakiem. Wyszedł z sypialni na salony i teraz wszędzie go pełno! Niestety nie ma swojego pokoju, ale wydaje nam się, że jeszcze go nie potrzebuje. Tosia natomiast ma swoje królestwo, ale i tak ciągle siedzi z nami w salonie i szaleje na kanapie.

Być może za chwilę się to zmieni, gdyż właśnie wczoraj zaczęła swoją przygodę ze szkołą.
I mimo że przygotowywaliśmy się na tę zmianę, to wciąż nie mogę uwierzyć, że moja mała córeczka jest pierwszakiem.
Że nasze życie, dotąd tak niespójne, szalone i niepoukładane, teraz będzie podporządkowane planowi jej lekcji.
Że wszystko się zmieni, ona się zmieni, a my razem z nią…
Wzruszenie przeplata się z radością i obawą, czy sobie poradzi.
Czy pozna nowych przyjaciół?
Czy odnajdzie się w tak dużej grupie…?

Jesień idzie.
Chłodne, długie wieczory.
Owocowe herbaty i otulanie w ciepłe pledy.
Wieczorne rozmowy na kanapie po dniach pełnych wrażeń…

Ten czas przełomu, szykowania się do odpoczynku i wyciszenia, przyjmuję z otwartymi rękami i sercem.
Wierzę, że przyniesie dobre i piękne zmiany.

Wraz z naszym życiem, upływem czasu i porami roku zmienia się nasz salon. Ewoluuje do naszych potrzeb.
Początkowo bardzo minimalistyczny, biało-szaro-czarny, praktycznie bez żadnych dodatków, z minimalną ilością wszystkiego, powoli przekształca się w miejsce kolorowe, radosne, pełne życia.
Doszliśmy do wniosku, że skoro Tosia i Julek spędzają mnóstwo czasu w naszej wspólnej przestrzeni, miło jest zrobić miejsce i dla nich.
A dzieciom daleko do minimalizmu.
Tutaj nie ma miejsca na pustkę!
Przecież one same zapełniają przestrzeń, szalejąc, śmiejąc się i rozrzucając zabawki gdzie popadnie.

Życie to zmiany. A my zrobiliśmy na nie miejsce…

Wyciągnęliśmy z piwnicy starą, nieśmiertelną kuchnię Tosi z IKEA i postawiliśmy ją przy naszej prawdziwej kuchni. Trzymamy w niej Julka książki i autka, a ona sama stanowi doskonałe miejsce zabawy małego łobuza, który wprawdzie nie przejawia zainteresowań kucharskich, ale uwielbia swój mały kącik. Pozostałe zabawki znalazły swoje miejsce w koszach, tak aby były pod ręką do zabawy, ale by jednocześnie można było je szybko posprzątać.

Na środku salonu stanął namiot, a niebawem dołączy do niego huśtawka.

Plakaty na ścianie nie są już tylko czarno-białe, a bardziej kolorowe, z ulubionymi przez Tosię motywami roślinnymi.
Zresztą kwiaty w naszym domu to kolejna wielka zmiana.
Nigdy nie miałam do nich ręki i z podlewaniem byłam na bakier. Każdy kwiatek umierał po miesiącu, więc w pewnym momencie postanowiłam ich więcej nie męczyć. Jednocześnie cieszyłam się, że chociaż z dziećmi i psem idzie mi trochę lepiej…
Ale czym byłoby życie bez zmian i ryzyka?
Udałyśmy się z Tosią do centrum ogrodniczego na wielkie łowy i zrobiłyśmy sobie w domu małą dżunglę!
Przynajmniej ona nazywa tak te kilka mniejszych i większych roślin, które na dobre rozgościły się w naszym salonie i sypialni i podbiły nasze serca.

Kolejnym krokiem do małych-wielkich zmian była wizyta w IKEA!

Zmieniliśmy poszycie kanapy na jaśniejsze oraz dokupiliśmy kolorowe poduszki i pledy.
Głęboka zieleń, musztarda i ponownie piękne wzory w motywy roślinne przyjęły się u nas idealnie, choć bardzo się tego bałam, bo od zawsze mam z kolorami lekko na bakier. Okazało się jednak, że nie taki kolor straszny jak go malują!
Tym bardziej, jeśli jest złoty.
Choć złoto w postaci delikatnych dodatków gościło u nas od dawna, pozwoliłam sobie na więcej.
Tym bardziej, że IKEA stawia w tym sezonie na mocne akcenty i wszędzie go pełno!
Przepiękna misa, taca, serwetnik, osłonki doniczek
Wszystko to dodaje wnętrzu delikatnie eleganckiego szyku.

Nie byłabym sobą, gdybym przy okazji tej wizyty nie skusiła się na nowe filiżanki do kawy, mlecznik i cukiernicę.
W końcu kawa to najważniejszy posiłek w ciągu dnia i należy pić ją w pięknych okolicznościach!
Mój nowy mini serwis pozwala delektować się nią w pięknym stylu z nutką vintage.

Ostatnią zmianą, na którą sobie pozwoliliśmy był zakup dywanu i stolików kawowych.
Początkowo myślałam, że zmniejszy to naszą przestrzeń do funkcjonowania i zabawy, ale okazało się, że dywan jest świetnym miejscem do tejże, ponadto uratował Julka przed nabiciem niejednego guza przy spadaniu z kanapy, Tosia stwierdziła, że tak jest przepięknie, a Popcorn kocha się na nim wylegiwać i wycierać w niego swój mokry nos!

Nareszcie nasz salon jest bardzo przytulny i dostosowany zarówno do dzieciaków, jak i do nas.
Cieszymy się z tych zmian, bowiem jesienią i zimą większość czasu spędzamy właśnie tutaj.
Niech żyje dom!

 

 

 

 

12
7 Komentarzy w
“Życie to zmiany. Zrób na nie miejsce.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.