Dlaczego te koty tak strasznie tupią?

 

Nie.
Nie napiszę tego posta.

Poddaję się.
Po prostu nie ma to najmniejszego sensu.

Siadam do niego już drugi dzień, już setny raz.
I za chwilę słyszę walenie kluczem o szybę witryny.
Przecież on to potłucze! Roztrzaska w drobny mak!
Zabieram go stamtąd. Odstawiam na bok. Sadzam na podłodze i wracam do komputera.

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…
Tak, to to uczucie.

Kurwa znowu!
Tym razem czachę rozsadza zawodzenie: „No Juliuuuuuusz nooooo!!!”
A Juliusz już za chwilę przy mojej spódnicy i ciągnie jej poły.
I się drze.
A ty pisz sobie blog. Jasne…

Zgubiłam myśl.

A nie mam jak wyjść, nie mam jak zostawić.
Nie mam niańki i nie wiem gdzie jej szukać.
Boję się potem oglądać na wideo jak potrząsa moje dziecko.
Do dzisiaj nie wiem, jak mogłam oddać Tosię do żłobka.
Wyrzuty sumienia…
Sprzątaczki też nie mam, więc syf w domu niemiłosierny.
W sumie to nic nie mam, oprócz poczucia uciekającego czasu.

Przecież za chwilę Julek kończy rok. Rok!
12 chrzanionych miesięcy, które nie wiem gdzie są.
Gdzie mi się schowały i w kulki lecą…

Z dziećmi czas płynie szybciej.
Ani się obejrzysz i zostajesz dziadkiem, albo i nie, bo dzieci dzisiaj takie niemodne, to co będzie za lat 20?

I w sumie co się dziwić? Co to za moda na zarzygane bluzki i rozciągnięte poły spódnic…

Dobra, kupa.
Idę umyć, osuszyć, przebrać.
Zaraz wracam.

Wróciłam.
Cała mokra.
Przecież prysznic to największa frajda!

Przecieram okular i próbuję coś napisać, ale nie mogę, bo Tośka ryczy.
Nie ma się w co ubrać i skarpetki ją uwierają.
Chyba nigdy nie wyjdzie do tego przedszkola…

I tak sobie czasem myślę, po co mi te dzieci były.
Po co te wrzaski, afery, nerwy i stresy.
Te kłótnie i przerzucanie się argumentami.
Dobrze, niech dyskutuje! Niech się spiera!
Tylko dlaczego akurat w najgorszych momentach?
Kiedy człowiek się spieszy, coś musi zrobić, nie ma czasu na dyskusje…

Po co mi te dzieci, kiedy można by w spokoju posiedzieć.
Rano śniadanko na tarasie zjeść i ciepłej kawy się napić, delektując jej smakiem.
A nie te hausty w gardło wlewać i dusić się prawie, bo jedno na rekach, a drugiemu szukaj majtek. Tych, nie innych, przecież inne być nie mogą, bo uwierają noooo!

Na wakacje wyjechać i leżeć. Po prostu leżeć!
A nie biegać od jednego do drugiego, a każdemu ciebie mało.
I pobaw się ze mną, a weź mu to zabierz, bo on mi zabiera.

Czysto w domu mieć.
Nie musieć ciągle biegać z odkurzaczem, bo wszędzie okruszki, resztki jedzenia i sierść psa, psia kość.
A pies oczywiście też dla dzieci! Przecież nie dla siebie!
Kto by całe życie o psie marzył i taką łajzę pokochał.
No debil chyba tylko!

I po co mi te dzieci?
Żeby dla nich wszystko, żeby pieniądze w portfelu ostatnie na lalkę wydać.
Żeby być jednym wielkim chodzącym wyrzutem sumienia!
Bo przecież ciągle coś źle robię.
Żeby nie spać po nocach, bo wariują i nie spać, bo martwić się przestać nie można.
O wszystko!
O głowę rozbitą, szczepić czy nie szczepić, antybiotyk dać, czy nie dać. Czekolady kawałek jeszcze można, czy już za dużo?
I dlaczego ona wchodzi tak wysoko na tym placu zabaw, przecież zaraz spadnie!
No ale nic jej nie powiem, bo zniechęcę od razu!
To stoję i się trzęsę i trzymam za serce, bo wyskoczyć chce z tej matczynej piersi dorodnej karmieniem potomka młodszego.

A potomek odstawić się nie chce i jak mleko w butelce podam, to jak nie trzepnie, jak nie wyrzuci z impetem, żeby tej zarzyganej bluzce kilku plam modnych dodać…

I po co mi te dzieci były?
Pytam się siebie.
Codziennie!

Po to, żeby kochać nad życie i być kochanym.
Po to, że jak ich nie ma, to mam ochotę pociąć się czerstwą bułką, którą znalazłam pod kanapą.
Po to, że żyć bez ich śmiechu nie mogę.
Bo są moją wodą i powietrzem.
Po to, żeby docenić tę krótką chwilę spokoju z kawą w ręku.

Bo jak ich nie było, to było po prostu żałośnie.

A post napiszę kiedy indziej…

 

9
17 Komentarzy w
“Dlaczego te koty tak strasznie tupią?”
  • Kocham takie posty! szczere i z przekazem, że nie zawsze jest pięknie ale zawsze warto! Wszedzie na blogach sielanka, miłość itp… i fajnie bo nie każdy chciałby czytać przygnębiające posty ale czasami warto napisać coś co burzy tą idyllę
    Co do macierzyństwa to ja sama czasem wyrzucam sobie, że mogłam inaczej, spokojniej, że nie potrzebnie… ale czasami tak po prostu, po ludzku brakuje mi sił i chociaż kocham te moje księżniczki tak zdaje sobie sprawę, że zawodzę.
    Moja Lilla w wieku Twojej Tosi i błagam powiedz, że też taka zbuntowana… nic nie chce jeść nagle nic nie lubi… na wszystko NIE i smieje się w twarz kiedy próbuje coś wyegzekwować… błagam powiedz, że to minie :D bo mi ktoś dziecko podmienił :D
    Pozdrawim i życzę wytrwałości bo my mamy rozumiemy siebie bez słow :)

    • Kochana ja już dawno się wyzbyłam złudzeń, że jest idealnie. Nigdzie nie jest! Znam ludzi bogatych, którzy wydawałoby się mają piękne i idealne życia, a jak pojawiają się dzieci, to wszyscy mamy tak samo zasyfione podłogi i dresy na grzbiecie! :)

      A jak ktoś ma spokój, mnóstwo czasu jest ZAWSZE piękny i zadbany to chyba oddaje swoje dzieci na wychowanie komuś innemu. Bo ja nie wiem skąd na wszystko wziąć czas, gdy doba taka krótka a dzieciaki wrzeszczą i szaleją :)

      Buziaki!

    • A bunt w tym wieku to normalka. Tośka się tak buntuje i mnie nie słucha, że ja wymiękam. I tym bardziej jestem wykończona… Dlatego Cię rozumiem. Doskonale! I nic się nie przejmuj – minie (hahaha, napisałam to by pocieszyć i siebie i Ciebie! :))

    • Super! Zapraszam zapraszam, od nowego roku planuję wrócić na dobre do pisania, więc będzie mnie tu więcej! :)

  • Wpadłam tu zupełnie przez przypadek. Rozpłakałam się ze śmiechu! Tekst rewelacyjny. Zostaję tu na dłużej!❤️

    • Hej Wiola super! Cudnie, że jesteś i zapraszam po nowym roku! Mam nadzieję zmienić szatę graficzną i wrócić do pisania na dobre. Buziaki!

    • Hahaha, pięknie powiedziane. Chyba sobie wydrukuję i powieszę nad biurkiem, poważnie. Uwielbiam!!! :)

  • O losie! Dawno mnie u Ciebie nie było, tylko Instagrama podglądam i deski od Ciebie kupuje, i zapomniałam jak ja lubię cię czytać ! Tak lubię że aż się poryczałam jakie to prawdziwe co napisałaś! Dziś miałam ochotę chłopaków albo jeszcze lepiej siebie w kosmos wystrzelić ale to chwilowe :) w każdym razie nadrabiam zaległości i zaglądać będę częściej !!!

    • Kochana, ale ja też się w piersi biję, bo tak rzadko tutaj piszę… Ale mam postanowienie noworoczne, żeby od stycznia przysiąść i więcej skrobać… Brakuje mi tego jednak kurczę. I kontaktu z Wami, czytelnikami. Nie tylko na insta te krótkie wymiany zdań, ale takie dłuższe miłe rozmowy, a tutaj jest na to miejsce… Wrócić do dzielenia się przemyśleniami. Ach tylko tego czasu tak mało, z dwójką to już nie przelewki. Ale postaram się odpocząć w święta, zebrać myśli i ruszyć z kopyta. Zobaczymy jak mi wyjdzie, ale trzymaj kciuki! :)
      Uściski gorące kochana! :*

Odpowiedz na „JuliaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.