O gotowaniu słów kilka…

 

Nie jestem wirtuozem patelni.
Absolutnie!
Właściwie to większość potraw przypalam, przesalam, niedosalam, wygotowuję, a czasem nawet i spalę…
Choć w tym ostatnim mistrzem jest Lucjan (może kiedyś mąż Lucjan?), który permanentnie biega do Saturna po nowe garnki.
Jeśli to przeczyta to pewnie się oburzy i powie, że ostatnio nic takiego nie miało miejsca, ale to tylko dlatego, że właśnie ostatnio to JA rządzę w naszej ciasnej, ale własnej kuchni.
Kuchni chyba nawet ładnej, bo pewna gazeta chce ją sfotografować…

Zatrzymam się na chwilę przy kwestii czasu.
Bo mało go od kiedy jest z nami Julek.
A chciałoby się tak więcej, coś mądrego, bardziej ambitnego niż quasi-rozprawkę o przypalaniu potraw popełnić.
Lecz jak to zrobić, gdy myśli uciekają, zanim zdążę je zebrać i wstukać w komputer. Albo analogowo na chusteczce (daj Boże, byle nie mokrej) zapisać?
Nawet myślałam, by wymyślić maszynę do spisywania myśli, ale na myśleniu się skończyło.
Myśli mi się zmyśliły i odpłynęły…

Wybaczcie zatem składnię, przypadki, przecinki i inne katachrezy.
Piszę jedną ręką na kolanie, a drugą trzymam Julka na kolanie drugim.
Więcej rąk i kolan nie pamiętam, obiecuję poprawę i proszę o rozgrzeszenie wszystkich, którzy chcieliby mnie tu widzieć więcej, częściej i ładniej…

Wracając jednak do kwestii jedzenia, a właściwie psucia go na etapie przygotowywania.
Dosyć smutne i przykre są moje kuchenne przygody, ale pracuję nad tym.
Na razie potrafię rzucać mięsem i tłuc talerze jak Magda Gessler.
Nie poddaję się, szukam coraz łatwiejszych przepisów, bez dziwnych składników, miar i wag. Te cyferki przy literkach i literki z cyferkami skutecznie potrafią ostudzić moją pasję do gotowania, czy pieczenia.
Szewską pasję.

Jednym z takich łatwych i szybkich przepisów są pankejki Dominiki.
Uwielbiamy je w domu wszyscy miłością słodką i absolutną!
Oczywiście moje pewnie nie są tak pyszne jak Domsli i wyglądem nawet nie smażyły się przy tych jej autorstwa, ale zawsze znikają dosłownie w pięć minut!
Moją porcją delektowałam się trochę później, czyli kiedy Tosia była już w przedszkolu, a Julek ucinał sobie krótką drzemkę.
Zdążyłam więc zrobić dosłownie kilka zdjęć, którymi dzielę się z Wami poniżej.

Ściskam Was, życząc pięknego weekendu!

Te przepiękne sztućce to Cutipol.

Lampa i marmurowa taca – Hübsch

Wazon – Ferm Living

Wełniany koc – Wool and dog

Pościel – Hop Design

9
9 Komentarzy w
“O gotowaniu słów kilka…”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.