Duża taka!

 

Zawsze mawiałam, że upływający czas najlepiej widać, patrząc na dzieci.

Bo gdy na siebie człowiek patrzy każdego dnia, to co widzi?

Ta sama twarz; może o jakąś zmarszczkę przy brwi więcej. Ale ta bruzda jest taka moja przecież. Oswojona. Pielęgnuję ją co wieczór, zaczynam lubić i już mi tak bardzo nie przeszkadza. Jest ze mną, nie wadzi, nie będę jej przecież niszczyć. Niech zostanie. Dziwnie by mi bez niej było. Pewnie niedługo kolejna obok się pojawi. Przywitam ją z godnością…

To samo ciało; raz grubsze, raz chudsze. Skóra już nie taka jędrna jak kiedyś, piersi plączą się między nogami. Ale przecież one takie moje. Oswojone. Nawet je lubię. Bo co mam nie lubić, skoro są ze mną już tyle lat i nawet dziecko wykarmiły. Niech sobie siedzą na swoim miejscu takie, jakie są…

I tak przegląda się człowiek co dzień w lustrze, patrzy na siebie i widzi, że niewiele się zmienia. Albo te zmiany niezauważalne, albo zbyt powolne, albo bardzo niechciane, więc niewidoczne. Tylko kurz co jakiś czas z tego lustra wypada zetrzeć, żeby z pierwszymi siwymi włosami nie pomylić.

A tu krząta się po domu taki mały człowiek. Z dnia na dzień zmienny, jak księżyc, choć słońcem jest najjaśniejszym. Wczoraj jeszcze stópki maleńkie całowałam, a dzisiaj to już takie stopy porządne! Wczoraj jeszcze przy stoliku stawała ledwo o własnych siłach, a dzisiaj wszędzie gdzie idzie, to biegnie. Wczoraj pieluchę przewijałam, a dziś ona wszystko sama. Sama! Wielka Dama. Wkurza się, bo nie umie, ale i tak sobie pomóc nie da. I mówi, że jest starszakiem, choć do średniaków ją zaliczają.

Przyszła raz do mnie zatroskana, bo ona nie rozumie…

– Czego nie rozumiesz, skarbie?
– No bo starszaki chodzą od strony ulicy, to dwa starszaki w parze? Tak dziwnie…

Oczywiście ona szła od wewnątrz. Serca nie miałam, by jej tłumaczyć.

Dwie kitki zrobić sobie ostatnio zażyczyła. I warkocz. Łącznie. Dwa kucyki więc sterczały po bokach, a dobieraniec z tyłu. I że ona tak do przedszkola. A proszę bardzo! Jej włosy, jej decyzje. Jak to mawia moja mama: „Nieważne, co na głowie, ważne, co w głowie”.

Siedzimy sobie na ławce przed domem, na taksówkę czekamy. Warkocz nieruchomo z tyłu zwisa, kitki dwie podskakują, gdy głową macha. Nogami też macha. Rozgląda się na boki. Wreszcie patrzy na mnie. Wwierca się we mnie oczyskami niebieskimi. Widzę w nich radość i dziecięcą niewinność. Ale te oczy już takie mądre, jakby dorosłe.

– Zimno dzisiaj – mówię.
– Spokojnie mamusiu, wyjdzie słoneczko, to zrobi się ciepło. Zaufaj mi!

Ufam jej, bo dlaczego miałabym nie ufać, kiedy jak Gardias z przekonaniem o pogodzie mówi. Ale patrzę na nią i trochę mi smutno, bo widzę, że ona już duża taka…

Cieszę się, gdy odbieramy ją wcześniej z przedszkola, a ona w podskokach, z radością biegnie w naszą stronę. A kiedy pytamy, czy chce z nami jechać, czy zostać z kolegami, wybiera rodziców. Pielęgnuję takie chwile, bo wiem, że upływający czas najlepiej widać, patrząc na dzieci. Kiedyś z pewnością wybierze kolegów. A ja wspomnę ten moment, gdy pożegnała się ze wszystkimi i wsiadła z nami do auta, mówiąc: „Chcę być tylko z wami, rodzice”.

I uśmiechnę się do siebie, poprawiając spadające na twarz kosmyki siwych włosów…

 

DSC_9162mattDSC_9103mattUntitled-5DSC_8859mattUntitled-1DSC_8871mattDSC_8850mattDSC_8845mattUntitled-2DSC_8941mattUntitled-6DSC_8870mattDSC_8884mattDSC_8888mattDSC_8873mattDSC_9058mattDSC_9073mattUntitled-3DSC_9015mattDSC_8880mattUntitled-4DSC_9110mattDSC_9144matt

 

Króliczek i Myszka – Maileg. Mamy zamiar powoli kompletować ten cudny świat…

___

Jak widzicie, zapisuję ten upływający czas na zdjęciach. Chciałabym także zrobić to dla Was. Jeśli macie ochotę na sesję zdjęciową mojego autorstwa, z dzieckiem, bez dziecka, samego dziecka, całej rodziny… Wyraźcie proszę w komentarzu takie życzenie, napiszcie skąd jesteście i opiszcie jakbyście chcieli, żeby taka sesja wyglądała. Czy miałaby być naturalna, stylizowana, w domu, lesie, lunaparku, na wsi, na jachcie w Monako, w rezydencji brytyjskiej królowej, na Mount Everest…

A ja umówię się z kimś, przyjadę i sfotografuję. Może niekoniecznie na jachcie, ani na Mount Everest, ale z pewnością coś wymyślimy. Dojadę w każde miejsce w Polsce (Berlin też spoko ;)), więc nie przejmujcie się lokalizacją.

Mam nadzieję do zobaczenia! :*

35
44 Komentarzy w
“Duża taka!”
  • Nawet nie wiesz jak bym chciala, jak tylko będziesz w okolicach Manchesteru.

    Ale ja nie o tym. Antka cudowna, Ty piękna i mnóstwo dobrej energii!

  • Chwilę przed przeczytaniem wpisu myślałam o tym.
    Znajomi mówią, że ja i syn to papugi nierozłączki. Ja się śmieję i mówię , że taka będę do niego przyklejona aż do osiemnastki. Takie wymienialiśmy komentarze na FB, potem przeczytałam wpis. W międzyczasie patrzyłam na mojego syna i myślałam o mijającym czasie. Że zaraz, że już. Że teraz się bawi w ogrodzie ale zaraz faktycznie będzie miał osiemnaście lat. Że marzę, aby był szczęśliwy, aby się zakochał, aby poznał prawdziwą miłość.
    Że żartuję, że Go nie puszczę w świat do osiemnastki, ale wiem, że to nieprawda. Że zaraz przyjdzie nowe, szkoła, koledzy, potem praca, świat. Wiem to doskonale i tak jak Ty teraz piekęgnuję ten czas nam dany.
    Widzę jak codziennie się zmienia. Jakie mądre zdania mówi, jakie ma słownictwo, myśli. Jakim jest już chłopcem nie niemowlakiem. I wiem, że ten czas, do tej umownej osiemnastki minie jak pstryknięcie palcami. Ale z drugiej strony, wiem też, że będą to jeszcze długie lata. Chcę je wykorzystać najlepiej jak umiem. Cenne są bardzo, bo miną bezpowrotnie. Bo od nich zależy jaki będzie mały człowiek potem. Bo, niestety, nie wszystkim jest to dane.

  • Oj. Tak. Przecież jeszcze wczoraj pierwsze ruchy pod sercem. A dziś pierwsze zawodu życiowe. Na tych właśnie najbliższych. I jak ja myślę o tej sesji.. to ja wianek widzę.. i brzeg jeziora.. i słońce co już się do zachodu bardziej zbiera. I las za plecami. I jezioro. A w tym jeziorze to po pas. W zwiwnej sukience i boso.. taka matka natura i czas i pewność, że wszystko co złe to tylko w głowie naszej. Bo najważniejsze to kochać to co dziś. Uparcie. I zapamiętać nawet to co trudne. Bo przecież to początek jest wyjątkowego..

    • A jezior to u nas Ci dostatek. I jedno nawet co mgłą piękną woda mu zachodzi kiedy słońce jesz ze tak jakby wysoko. I spokój na tej wodzie. Taki właśnie co ja w duszy bym go chciała. Więc wiesz.. gdybyś była czasem o krok od Piły.. :*

    • Pani Grey, to będzie zaszczyt robić Pani zdjęcia. To, co Pani wymyśliła, co Pani w duszy gra i śpiewa, to także moja piosenka! Musimy tylko wszystko dograć. Widzę to idealnie! Dziękuję! :*

  • Tosia wspaniała <3
    A ja tak bardzo chciałabym kilka kadrów od Ciebie! Tak bardzo przepełnionych uczuciem i miłością! Tak idealnie uchwyconych !

  • Mi to się marzy taka piękna sesja na łące, gdzieś za miastem. Zachodzące słońce, Iga w sukience albo w ogrodniczkach i kaloszach. Biegnąca w stronę tejże największej gwiazdy, ciesząca się ptaszkami, robaczkami i innymi małymi rzeczami, które są tak ważne dla takiego malucha. Gdańsk serdecznie zaprasza, a i kawą ugoszczę :)

  • Taka naturalna sesja jest wspaniała bo uchwyci najdrobniejsze szczegóły, uśmiech, spojrzenie… Mnie podobają się zdjęcia robione poza miastem na łonie natury. Mieszkamy w Warszawie i myślę że można znaleźć fajne miejsca, dziadków mamy w Suwałkach a tam piękne okolice są, w czerwcu jedziemy na Rancho -natura plus zwierzęta coś pięknego a lipiec to czas wakacji nad naszym morzem :)

  • No własnie ja o tym myślałam jak urodziłam córeczkę mijał miesiąc, dwa, pięć itd… a Ona rosła w oczach a ja nie nacieszyłam się jej widokiem jej gaworzeniem jej nieudolnymi próbami wstawania itp… i tak w dniu jej 1-wszych urodzin powiedziałam do męża, że chce i potrzebuję przeżyć to znowu bo kocham niewyobrażalnie i muszę to miłość podzielić i muszę to wszystko przeżyć jeszcze raz…. i tak miesiąc później rosło we mnie drugie serduszko które jest już znami 9 miesięcy… choć wiem, że zatęsknie za tym to muszę mierzyć siły na zamiary ;) i dlatego chciałabym taką sesje ich obu 2,5 letniej i 9 miesięcznej aby zatrzymać ten czas choćby na zdjęciach ale niestety muszę się o nie sama postarać ( na pewno nie będzie to sesja a zwykłe zdjęcia) bo jestemy z Dublina… ale pozdrawiamy Was serdecznie i miło się patrzy na miłość bezwarunkową i szczerą między mamą a córką wyglądacie obłędnie!

  • A ja bym chciała sesję rodzinną ale nie dla siebie tylko siostry. Ona wiecznie zapracowana zalatana…praca dom przedszkole i tak ciągle. Nawet nie zdaje sobie sprawy jak szybko ucieka czas chciała bym jej o tym przypomniec żeby na starosc mogla usiasc w fotelu wziąć album i wspominac:) Proszę pomóż mi to zrealizowac na Lubelszczyznie :)

  • Pieknie to ujęłaś… Mam wrażenie, ze czas sie zatrzymał tylko córa mi rośnie i to jakos tak bardzo szybko, za szybko :( dopiero była maleńka, a juz taka duża… Zdjec mam z nia tyle, ze na palcach zliczę :( a ze u nas nie ma jakichś pięknych miejsc to nic :) wystarczyłaby mi jakas laka i my i kilka wyłapanych kadrów, takich naturalnych :) Podkarpacie zaprasza i malutka wieś Majdan Królewski :)

  • Jesteście zen. Uwielbiam was. Zdjęcia piękne, jak zawsze. Wy piękne niezmiennie. Widzę, że ty szczuplejsza, ja zaś ostatnio grubsza :D. I dobrze. A tekst jest najcudniejszy. Siedzę na huśtawce, pije kawę i czytam w pełnym porannym słońcu. To już taka tradycja, wiesz? Dzieci jeszcze śpią, mózg wypoczęty po nocy. Na tę porę dnia jest blog Minimaliv, bo te twoje teksty Miro, grzech czytać byle jak, na szybkensa w ciągu codziennej bieganiny.

    • Maryno kochana, a mnie się marzy skraść kadrów kilka z Tobą. Może kiedyś, na tej huśtawce, z kawą w ręku… ♥

  • Mam bardzo mało zdjęć z synkiem. Po narodzinach Mateusz miał sesję noworodkową i bardzo żałuję, że nie zrobiłam sobie z nim zdjęcia i z małżonkiem ale byłam bardzo wyczerpana po cc. Marzy mi się sesja pościelowa z synkiem i zdjęcie rodzinne całej naszej piątki tzn synka, małżonka, mnie i naszych dwóch sierściuchów. Nie mamy żadnego wspólnego zdjęcia bo zazwyczaj to ja je robię.

  • Śliczne zdjęcia, a Antka już taka duża. Ostatnio przeglądałam Twoje stare wpisy, nadrabiałam zaległości w ich czytaniu, widać jak Antka się zmieniła od czasu kiedy powstał blog. U nas za miesiąc pojawi się Stasiek i wszyscy mi mówią, żeby robić jak najwięcej zdjęć, bo dzieci tak szybko rosną, a my tak szybko zapominamy jak wyglądały kiedyś. Bardzo dobry pomysł z robieniem zdjęć innym, jeśli będziesz w Warszawie zapraszamy, już ze Staśkiem, na jakąś plenerową sesję i na dobra kawę.

  • Piękne słowa, oddające wszystkie uczucia jakie czuje matka. Natomiast przy okazji zostawię swoje spostrzeżenia na temat sesji zdjęciowej. Mieszkam w małej miejscowości koło Skierniewic, w Mokrej Lewej. między Łodzią a Warszawą. Mam dwójkę wspaniałych dzieci, bo która matka by tak nie napisała :) Jakub w sierpniu skończy 5 lat a Natalia dziś skończyła 4 miesiące. Mój pomysł na sesję zdjęciową to zrewitalizowany park miejski w Skierniewicach, w zeszłym roku otwarto go ponownie po dłuższym „remoncie” teraz jest piękny, zielony, zachęca do spacerów i pięknej pamiątki w postaci zdjęć. Poniżej zostawiam link abyś zobaczyła jaka perełka jest w centrum Polski, zapraszam z córeczką bo chętnie mój Syn zaznajomi się z nową koleżanką i być może powstała by sesja fajnych dzieciaczków obok tej sesji prawdziwej rodzinnej.
    zapraszam i pozdrawiam najmocniej :)

    http://skierniewice.naszemiasto.pl/artykul/dawne-ogrody-biskupow-znow-zachecaja-do-spacerow,2336154,artgal,t,id,tm.html

    • a tu link do zdjęć parku w Skierniewicach na facebooku :)

    • W Łodzi bywałam jeszcze 2 lata temu jak tam studiowałam, a od niedawna jeździmy z córcią do Matki Polki ponieważ przypadkiem wyszła jej wada nerki. Przepraszam że długo nie pisałam, 2 tygodnie spędziłam z córcią na oddziale dziecięcym z powodu zapalenia płuc :/ a czemu pytasz??

    • O rany, to masakra!!! Mam nadzieję, że wszystko już ok z jej płucami…

      Pytam, bo łatwiej by mi było zrobić Wam zdjęcia w Łodzi, niż w Skierniewicach, a wiem, że to niedaleko i że czasami ludzie z bliskich stron bywają tutaj :)

    • Z córcią wszystko dobrze, już zdrowa jest ale psychicznie nie może dojść do siebie, jest marudna i wystraszona. Potrzebuje trochę czasu by wrócić do dawnej formy.
      Chętnie spotkam się i w Łodzi ale na razie będzie ciężko z terminem, jak byś była dalej chętna to może za jakiś dłuższy czas zgramy się :)
      pozdrawiam :)

  • Bardzo kusząca ta propozycja…., a mnie się marzy letnia,rodzinna sesja zdjęciowa pośród pól malowanych zbożem rozmaitem:) z mężuśkiem i synkiem Szymuśkiem-łobuziakiem.

  • Tosia coraz bardziej podobna do Ciebie, a Tobie z tym upływem czasu ubywa lat. Pięknie wyglądasz i jakbym była Tobą to zrobiłabym sesję samej sobie, bo ten dobry czas warto zatrzymać, żeby potem ograć sobie wspomnieniami serce w godzinach melancholii. Pozdrawiam czule i do zobaczenia sama wiesz gdzie – mam nadzieję!

  • Mi sie marzy sesja taka ponadczasowa, rodzinna ale inna, tzn. Inna od wszystkich dookoła. Wierze, ze Ty potrafisz taka wykonać, wiec czekam na info ;)))

  • Uwielbiamy zdjęcia zarówno robić jak i oglądać. Najbardziej marzy mi się sesja rodzinna,z uwagi na to, że zazwyczaj mamy zdjęcia we dwójkę albo w pojedynkę. Chciałabym sesję spontaniczna, niestylizowaną taką po prostu tu i teraz :) Miejsce – tereny zielone, las, łąka jakieś jeziorko :) Mieszkamy w Kielcach – góry świętokrzyskie, terenów zielonych nam nie brakuje i to nawet w centrum miasta :)
    Pozdrawiamy

  • A wiesz, że ostatnio o tym samym myślałam…? Wiesz, Maks wyjechał na trzy dni – trzy dni Go nie widziałam! – i mam wrażenie, że On nawet jakby więcej mówi. I mądrzej. I słów używa takich jakby mądrzejszych. No a rano to On SAM sobie ubranie wybiera – to nic, że spodnie żółto czarne, a bluzka pomarańczowa – co to specjalnie kupiona była, by do przedszkola jako Indianin na bal pójść mógł! A jednak wciąż wieczorem przychodzi i tulić się chce. I znów jest taki mały i bezbronny, choć stopą w rozmiarze 26 pewnie i zęby mógłby mi wybić.
    Co do sesji – zawsze <3 Koniecznie naturalnie. Koniecznie z Maksem. Koniecznie po Twojemu :*

  • Co te dzieci z nami robią… Wywołują uczucia i emocje, o jakie nigdy byśmy siebie nie podejrzewały. My, luzary z ripostami na każdą okazję.
    Taka duża, ale wciąż taka mała. A mamy będzie potrzebowała zawsze, tylko na nowo i w inny sposób.

  • Ja to i po dzieciach czasem nie widzę tego czasu Dopiero jak mi mąż niedawno puścił filmik jak to Klusek, całkiem jeszcze zdaje się niedawno, bawił się w piaskownicy i mówił głównie „śip, śip. Tatuś tu. Cimaj. Tatuś tu.” A teraz to już „Dziękuję, nie potrzebuję pomocy. Sam sobie poradzę.” Dopiero jak się człowiek zastanowi, przypomni sobie co było jeszcze rok czy pół roku temu, dopiero wtedy zauważam te zmiany:)

  • Kasiu,

    Twój „raport” z życia czyni blogosferę absolutnie bogatszą. Bogatszą o fenomenalne ujęcia fotograficzne – w kadrach ujęte piękno emocji; o teksty, które nie bywają jedynie dopełnieniem dla „idealnych” zabawek, szaf pełnych ubrań i ubranek, dla setek zbytków i ulepszaczy wizualnych dla mieszkań czy też domów. Twoje teksty nie polegają na stwierdzeniach oczywistych. Polegają na kreatywności myśli ujętych w słowa. Są wciągające, często kontrowersyjne, do polemiki i przedyskutowania. Bywają tak mocne, że zbliżają. Są bez żadnego wzoru. Acz wypływa z nich to, co czujesz, jak widzisz. Zupełnie inaczej aniżeli szablonowość >> innych wyglądających bliźniaczo blogów.
    Wyróżniam ten skrawek Twojego blogowego areału. Jest ubrany w prawdziwą rzeczywistość. Ponad przeciętną.

    • Umknął mi ten komentarz. A umarłam, gdy go przeczytałam… Taki jest piękny!

      Dziękuję!
      Bardzo!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.