Człowiek tylko

 

Ależ one gryzą!

Wbijają się głęboko swymi zębiskami, przecinają skórę i wpuszczają truciznę w głąb poharatanej duszy.
Nie chcą jej zabić.
Chcą, by żyła taka pogryziona i czekała, aż wszystko minie. A czas zaleczy rany.

Ale nic nie mija.
Nie da się wyrzucić z głowy wszystkich złych podszeptów.
Złych myśli, które były, są i które nadejdą – to tylko kwestia czasu…

Trucizna rozlewa się po całym ciele i dochodzi do serca.
Serca, które potrafi pomieścić więcej uczuć, niż ocean wody.

Serca matki.

Potargane jest. I pogryzione. W strzępkach całe.

A ona siada każdego wieczora w fotelu i przy ciepłym świetle lampy ceruje je swymi drżącymi rękoma.
Palce krwawią od przerywania nitek, wzrok pogarsza od nawlekania igły.
Ale ona się nie poddaje.
Przecież musi być dzielna!

Trwa. Choć pod osłoną nocy łzę niejedną uroni.
Przy otwartym oknie staje w nadziei, że letni wiatr rozwieje wszelkie wątpliwości.
Przepędzi te nieznośne wyrzuty sumienia!

A one gryzą…

Niemiłosiernie. Coraz większe dziury zębiskami wyżerając.
Tu nawet łaty nie pomogą – myśli ona. – Choćby z najlepszego materiału były…

Nie wypędzi. Nie wyplewi. Wyrastają na polu wewnętrznej walki, jak chwasty.
A ona je jeszcze gołymi rękami, wariatka!

Matka.

Od pierwszych minut rozpruta, rozszarpana.
Pogryziona do szpiku kości.

Chciałaby się z nimi zaprzyjaźnić. Z dzieckiem do snu położyć i uspać.
Albo zapomnieć…
Ale jak tu zapomnieć, gdy patrzy na to Małe i każdą swoją porażkę pamięta, analizuje, przeżuwa…

Jak krzyczała, a przecież nie powinna, bo to oznaka słabości.

Jak to, że cierpliwość traciła z powodu drobnostki jakiejś.

Albo do babci oddała, bajkę włączyła, bo jeszcze tyle do zrobienia…

Kiedy wyszła akurat, tylko na sekundę po butelkę, a ono głową w stół wyrżnęło i krew poleciała strumieniem.

Wtedy, co kropli nie dała, a lekarz mówił, żeby zawsze przed snem!
A przed snem to jeszcze zęby trzeba umyć, ale po batalii w kąpieli zwyczajnie już te zęby wyleciały. Z głowy.

Gdy zamiast obiadu ciastko do ręki wsadziła.
A to przecież niezdrowe takie, bo co z tego, że bio, gdy z czekoladą.

Albo wtedy, gdy głośno płakała podczas układania klocków.
Już nie miała siły zamku budować, ani dziecku odmówić. Przytłoczona bezradnością…

I ciągle w głowie dzwoni, że coś źle, że za mało, że nie do końca, że mogło być lepiej, że następnym razem to już na pewno! Przecież umie, potrafi, chce, ale jakoś nie wychodzi.

Bo to człowiek tylko.
Nieidealny.
Kochający do bólu.
I do szpiku kości pogryziony przez te nieszczęsne wyrzuty sumienia…

 

DSC_0145DSC_0376DSC_0366Untitled-3DSC_0362Untitled-1DSC_0216DSC_0246Untitled-5DSC_0335DSC_0228Untitled-7DSC_0284Untitled-6DSC_0280Untitled-4DSC_0395DSC_0392DSC_0394DSC_0399DSC_0404Untitled-2DSC_0405DSC_0294

 

 

Sukienka Tosi – SoftTones

22
26 Komentarzy w
“Człowiek tylko”
    • A Ty tak samo pięknie wszystko opisujesz, wariatko Ty moja! Nie mogę się doczekać spotkania, ale na razie ciągle coś! Ręce nie wiem w co wsadzić, takie mam urwanie głowy, ale to fajnie. Lubię jak się dzieje. Gdyby się nie udało wcześniej, to widzimy się na Jarmarku! Buziaczki! :*

    • Wiesz, w sumie u nas to samo – zarobiona jestem! Siedzę i szyję, bojąc się jednocześnie, że produktów wciąż za mało… Ale to dobrze – bo ja w sumie lubię tę swoją pracę ;) Nie mogę się doczekać <3

  • Pięknie, mądrze i szlachetną polszczyzną. I te zdjęcia. I ta Tosia naturalna taka, różanousta, zdrowo szczupła i rączonoga. Mój znany Ci skądinąd mąż zauważył ostatnio jak Tosia niesamowicie się wyciągnęła i zmieniła proporcje. A te nogi długie to nawet chyba wiem po kim ma :).
    Jak zwykle przeczytałam z dużą przyjemnością, bo tekst niebanalny, co jak znam życie może niektórym nieco czytanie utrudnić. O tych jednak by, się nie martwiła – ostatecznie uproszczone i sprowadzone do banału „na sto słów” wersje Twoich esejów pojawiają się ostatnio z zaskakującą regularnością na pewnym blogu z narkotycznym kwiatkiem w nazwie. I tak to się właśnie tworzy sztuka wyższa i sztuka niższa pieniądzem podszyta jak to kiedyś ładnie ujęła Marina Abramowicz zdaje mi się. Dziękuję za inspiracje do przemyśleń. Tego nigdy nie za wiele.

    • i jakieś mniejsze juz te wyrzuty sumienia są…dziękuję..za to, ze jesteśmy nieidealne…idealnie kochające dzieci swe..:))
      kto tam Cię kopiować próbuje???

  • Nie lubiłam tego bloga się muszę pokajać. Poczytałam sobie inne choć ja w ogóle mało czytam w necie i wróciłam, bo tu się przynajmniej pisze o czymś. I komentarze wnoszą wiele, a nie tylko klaskanie, ochy i achy. Zdjęcia najlepsze w całej blogosferze rodzicielskiej. Teraz to mnie gryzą te robactwa, że Cię kiedyś nie lubiłam.

    • Rachel, ale przecież jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził! Wszyscy mamy swoje miłostki i uprzedzenia. Przecież nie może być tak, że każdy podoba się wszystkim, bo życie i świat byłyby tak cholernie nudne, że nawet nie byłoby o czym pisać, co opisywać, tematów by brakło… ;)

      To tak, jak z prawdą. Każdy ma swoją. Jeden będzie myślał i uważał tak, a drugi inaczej. I każdemu wolno! Wolno mieć swoją prawdę, swoje poglądy. Dlatego niech nic Cię nie gryzie! Możesz przecież jeszcze tysiąc razy zmienić zdanie! ;)

      A jeśli lubisz, szanujesz, zaglądasz – to ja tylko mogę w pąsy się ubrać i cieszyć z Twojego powrotu. I dziękować niezmiernie, że chciałaś tutaj ponownie zajrzeć. Choć nie powiem, nawet mnie ciekawi, dlaczego nie lubiłaś tego bloga? :)

      Witaj więc i bądź. Jak długo i na ile masz ochotę.
      Uściski! :*

  • Taki z Ciebie nieidealny człowiek, a wszystko co wychodzi z pod Twoich rak to mistrzostwo; zdjęcia, tekst, wreszcie idealne dziecko ( mądre, dojrzałe, ciekawe świata ). Wiem co piszę, Tosia jest niezywkła, a to przede wszystkim Twoja załuga.
    Marzę o takich fotach dla Heli, obiecaj mi…proszę…

    • Kasia po prostu jest szczera i choć czasem bywa w niej złość, to nigdy nie ma zawiści. Mimo dzielących nas różnic pokoleniowych i … wielu innych sporo się do niej nauczyłam. A te wszystkie dary, talent, wrażliwe oko szybkostrzelne, fajnie dziecko, fajny facet to myślę sobie oprócz włożony pokładów pracy i serca też trochę karma jest. Dobra energia wraca, a ona dobry chleb z tej dobrej mąki piecze ;).

    • Daj spokój Aga, jakie mistrzostwo! Jestem skrajnie niedoskonała i choć bardzo bym chciała, nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się zrobić coś dobrego. Może za dużo od siebie wymagam, ale to tylko moja ambicja…

      A Hela dostanie najpiękniejsze zdjęcia, jakie tylko uda mi się zrobić. Obiecuję! :*

    • M. to prawda. Zawiści we mnie, jak na lekarstwo, choć ostatnio – muszę się przyznać – pozazdrościłam jednej osobie jej życia. Ale tak pozytywnie. Zazdrość bez zawiści, zwyczajny podziw dla czyjegoś życia. Dla życia mojej koleżanki… Ale za chwilę pomyślałam, że w gruncie rzeczy nigdy nie wiemy, czy ktoś jest szczęśliwy na 100%, więc jednocześnie nie ma chyba czego komuś zazdrościć.

      A ja, każdego dnia, próbuję być lepszą wersją siebie. Żadne dary, talent, po prostu próba zrobienia czegoś, czego jeszcze wczoraj nie umiałam. I nic nie wychodzi mi idealnie. Nic nie jest doskonałe. Może w tym tkwi całe piękno, że człowiek się ciągle uczy, rozwija i nie osiąga tej doskonałości.

      A w dobrą energię, zwłaszcza od ludzi, wierzę. Tak bardzo, że wszystko mi się ostatnio pięknie układa! :) :*

    • Asiu, tak po prostu. I to jeszcze z Tosią tysiąc razy trudniej, bo przecież malutka jest i uprosić ją żeby na sekundkę stanęła to szczęście niepojęte i sekundę mam! ;) I dziesiątki zdjęć odrzucam, bo nie ostre, bo rozmazane, bo schrzanione, bo nie udało mi się uchwycić, choć kadr fajny… Ale to jest właśnie piękne, ta moja mała wariatka, która kocha język wywalić i udawać, że pozuje! :)))

  • Ten płacz nad klockami to u nas. Pamiętam doskonale.
    Mira, Twoje wpisy są piękne. Wierzę Ci w stu procentach. Że z serca. Że szczere. Że po prostu wiesz o czym piszesz. Niewymuszone to jest, prawdziwe. Mądre słowa i przesłanie zawsze zostają mi w pamięci. Już kiedyś pisałam, że dużo się tutaj uczę.
    Lubię Cię bardzo.

    • Jak ja się cieszę, że ktoś czuje jak ja, Iza! Że przychodzi tutaj po to, co od tygodnia noszę w sobie i przelewam na te łamy… Bo tekst piszę pół godziny, ale on we mnie dojrzewa długo. Ze środka wychodzi taki ciepły od przemyśleń. Tak, jak piszesz – prawdziwy. Bo taki chcę, by był. Żeby ktoś poczuł to, z czym ja się zmagam na każdym kroku. Bo przecież wszyscy jesteśmy inni, ale czujemy podobnie, myślimy podobnie, żyjemy podobnie… I mnie to cieszy, że przyjdzie ktoś, kto napisze, że on ma tak samo. Że nie jestem sama w tych swoich odczuciach. Dziękuję, że jesteś ze mną tak długo. I ślad po sobie zostawiasz. Ściskam gorąco! :*

  • Przepięknie ubrałaś w słowa to co wiele z nas przeżywa i myśli. Uwielbiam tu zaglądać, człowiek wie, że nie jest sam.

  • Mądre słowa + piękne zdjęcia i nic wiecej nie trzeba. Dziękuję.
    Daj znać jak już będziesz robiła zarobkowo sesje, to przyjade do Ciebie z rodziną na zdjęcia! ;o)

  • Mimo młodego wieku i braku dzieci, chętnie czytam Twojego bloga od niedawna. Bardzo dziękuje za poruszające teksty, dające do myślenia, skłaniające do refleksji. Często potrafię spędzić kilkadziesiąt minut czytając po raz enty Twoje teksty. Dużo siły i weny twórczej!
    PS. Tosia prześliczna!

    • O matko, aż tak? Bardzo mi miło. Przemiło wręcz. Muszę się niedługo bardziej postarać i częściej pisać, ale mam takie urwanie głowy w te wakacje, łącznie z przeprowadzką, że jakoś znów mi tu nie po drodze. Bo ja tak nie umiem byle czego dodać, żeby tylko ludzie wchodzili. Ja chcę tak od siebie, a teraz u mnie chaos. Ale taki pozytywny, budujący. Ściskam Cię gorąco!!! :*

  • Wzruszające i tak bardzo prawdziwe… Ja codziennie mam wyrzuty sumienia, że za mało czasu z nim spędziłam, że nie da się tego odzyskać, że idę do pracy a dziecko z nianią, że on płacze gdy ja wychodzę, że że że…………… długo by to wyliczać…a on tak szybko rośnie…

  • Lubię Twoją wrażliwość, lubię te piękne słowa poskładane niebanalnie i te zdjęcie… przecudowne. Po prostu świeże, nieudawane i piękne. Podziwiam i gratuluję – ten blog pokazuje pewnie skrawek tylko tego, jakie kroki milowe robisz w życiu, ale nawet ten skrawek motywuje mnie, żeby to, co robię, robić lepiej i że jednak można się uparcie rozwijać mimo tej tony naleśników do wysmażenia, muru pieluch przed nosem i ciągłego ‚”mamo” w uszach.
    Taką mi się wydajesz odlegle internetową, ale pokrewną duszą :) Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.