Wspomnienie z mamą…

 

Dziś Dzień Mamy.

Przepiękny dzień!

Kiedyś, zupełnie bez okazji, z potrzeby chwili, napisałam pewien tekst. Później opublikowałam go tutaj. Co roku w okolicach Dnia Matki przypominam go sobie i uśmiecham do siebie.

Bo kim bym była bez swojej mamy, a kim byłaby moja córka beze mnie i bez… mojej mamy?

Nicością.

Mam mnóstwo wspomnień z mamą, ale takie jedno ostatnio uwiło sobie gniazdo w mych myślach.

Bardzo dobrze pamiętam ten dzień, kiedy pewnego piątkowego popołudnia mama poszła na zebranie do mojej szkoły.

Chodziłam wtedy do liceum i byłam bardzo niesubordynowana. Mimo iż dorastałam jako dziecko nauczycielskie, nauczone szacunku do ciała pedagogicznego, nie mogłam pogodzić się z wizją przyszłości serwowaną mi przez belfrów. Ściślej rzecz ujmując, nienawidziłam testów, które w trzeciej klasie wprowadziła i robiła nagminnie nasza polonistka. „Nowa matura za pasem, proszę państwa, musimy się sprężyć!” – mawiała. A ja, jak zwykle na przekór, mawiałam: „Dam sobie rękę obciąć, że będę zdawać starą”. Bardzo w to wierzyłam. Moja wiara uratowała mi rękę. Byłabym dzisiaj kaleką bez matury…

Testy to mój koszmar.

Nigdy nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć o co w nich chodzi i jakiej – oczywiście jedynej poprawnej i pasującej do klucza – odpowiedzi oczekuje ode mnie autor. Przecież odpowiedzi może być mnóstwo! To nie matematyka, gdzie wynik jest jeden (choć już dróg do jego poznania może być tysiące). Język polski jest złożony, kolorowy, piękny! Nie da się go zamknąć w jakieś luce. A, B, C, Dupa. To nie dla mnie.

Ale byłam sprytna.

Szybko wyśledziłam z której książki nauczycielka kseruje zadania. Zdobyłam ją i nawet nie zadałam sobie trudu przepisania klucza, a co dopiero mówić o uczeniu się odpowiedzi na pamięć. Szkoda czasu na bzdury! W liceum było tyle do roboty! Ściągałam więc prosto z książki i dostawałam czwórki. Stwierdziłam, że nie będę ściągać na piątkę, bo to zbyt podejrzane. Książka pod ławką na którymś z kolei teście okazała się równie podejrzana. Wpadłam. To oczywiste. Afera na pół szkoły! Nie tylko ze względu na te cholerne testy. Ale też na historię, niemiecki, matematykę… Każdy miał ze mną jakiś problem, bo nie byłam przykładną i grzeczną uczennicą. Na domiar złego napisałam i wyreżyserowałam przedstawienie, które wyśmiewało niektórych nauczycieli. No bo byli śmieszni! Ich metody nauczania były śmieszne, ich wiedza, ich oczekiwania…

Wezwali moją mamę.

Myślałam, że umrę.

Ze strachu! Że mama mnie zabije, że będzie wściekła, że to koniec mojego miłego życia licealistki i będę miała szlaban do studiów. Ale mama wróciła do domu i powiedziała dosłownie: „Kasia, ci wszyscy nauczyciele są jacyś popieprzeni. Przepisujesz się do innej szkoły”.

No i umarłam.

Ze szczęścia! Koniec testów, koniec marnotrawienia czasu na głupoty, luźna atmosfera. Wspaniała polonistka i wychowawczyni Szymańska, z totalnie specyficznym poczuciem humoru, które uwielbiałam i wielką miłością do swoich uczniów, której nigdy nie okazywała. To pewnie w wyniku specyficznego poczucia humoru…

Wspomnienie tego dnia, tego zebrania, towarzyszy mi od lat. Moja mama wyrwała mnie ze szponów żenującej edukacji. Stanęła za mną murem, przeciwko wszystkim nauczycielom. Ocaliła od reszty złych doświadczeń i stresów. Ona już wtedy wiedziała, że testy, wkuwanie na pamięć i ocenianie to zło.

I tę myśl kontynuuje do dzisiaj. Jest dyrektorem szkoły. Budzącej się szkoły. Jej uczniowie nie siedzą w ławkach, nie mają dzwonka na przerwę ani na lekcję, pracują projektami, nie rozwiązują testów, popełniają błędy, na które im się pozwala. Sadzą sałatę do kanapek w szkolnym ogródku, wiedzę o pieczeniu chleba zdobywają w piekarni, a nie w szkolnej sali z książki. Na lekcjach biegają, krzyczą, dyskutują i, o dziwo, uczą się. Bo w szkole można się uczyć inaczej. Bez stresu i testu, ale z motywacją i zabawą w tle.

Ona to wie.
Wiedziała już wtedy, gdy zabierała mnie ze szkoły, bo ci wszyscy nauczyciele byli jacyś popieprzeni…

Mam dziś dla Was konkurs sponsorowany przez sklep Muppetshop.

Opiszcie proszę w komentarzu jakieś wspomnienie ze swoją mamą, albo po prostu za co kochacie swoją mamę, lub za co Wy kochacie być mamą.

Do wygrania to, co poniżej, lecz jeśli Wam nie podpasuje, będziecie mieli możliwość wymiany nagrody na coś innego. Bawimy się do poniedziałku, kiedy to ogłoszę wyniki.

 

MUPPETSHOP_MINIMALIV_KOLAZ_D_MAMY-01 (1)

 

2 x Nakładki na iPhone – Iphoria
2 x Kubek na latte – Rice
2 x Zestaw 3 kartek – Timbergram

 

WYNIKI

Wszystkie odpowiedzi są wprost cudowne. Płakałam ze wzruszenia praktycznie przy każdej. Dlatego wraz ze sklepem Muppetshop postanowiliśmy nagrodzić wszystkie odpowiedzi konkursowe!!! W związku z tym nagrody wygrywają: Nati, Marta, Poli, M., Lidia, Gabi, Karolina, Kasia, Marta, Kasia, Irka. Dziewczyny poproszę o Wasze imiona, nazwiska, numery telefonów dla kuriera i adresy do wysyłki na maila: hello@minimaliv.com.

Gratulacje!

 

 

21
17 Komentarzy w
“Wspomnienie z mamą…”
  • Wspaniała Mama. Zastanawiam się co zrobiłabym na jej miejscu i nie jestem pewna czy byłabym w stanie zrobić tak radykalne kroki. Uściski wielkie dla niej! :)

    • Ja byłam w szoku. Ale mama wiedziała, że to mnie zdołuje, zniszczy i umrę. A skoro nie umiałam rozwiązywać testów, to powinnam była robić coś innego i czerpać z tego radość. Radość z nauki. Nie samymi testami człowiek żyje! :)

      Ja już tak zrobiłam Tosi. Przeniosłam ją do innego przedszkola! :) Buziaki! :*

  • Kocham Cię mamo. Dzis jest Twoje święto ! Kobieta uparta,kochana ,pracowita i silna. Moim marzeniem jest aby w końcu nastał taki dzien by odpoczęła. Wypiła kawę na spokojnie a nie w biegu i poczuła sie cudownie! Następnie aby takie dni były dla niej zwyczajem . I tak teraz weszłam na Twój blog i zobaczyłam te kubki do latte i tak bardzo pasują do mojego marzenia,ze musiałam napisać :-) pozdrawiam :-)

  • Mam piękne wspomnienie z ostatniej niedzieli:) Odwiedziłam Rodziców, od których dzieli mnie od 10 lat 170 km… Żegnając się z Mamą złożyłam jej życzenia z okazji Dnia Matki. Powiedziałam Jej, że jest najlepszą osobą, jaką znam i kocham Ją najbardziej na świecie. A potem ryczałyśmy ze wzruszenia w objęciach, na parkingu, nie zwracając uwagi na przyglądających się przechodniów:) Jeśli miłość matki do dziecka jest silniejsza od miłości dziecka do matki, to nie mogę się doczekać!

  • Liczba błędów wszelakich miała ogromne znaczenie w moim życiu. Nie każdego stać na korektora w Wordzie. Moja mama, w zasadzie wszystkie te błędy mi wybaczała, choć nie premiowała z tytułu rozlicznych. Nawet wtedy kiedy kuszona była wizją mojej aksamitnej poprawy. Miała własną intuicję. Wpływała na mnie różnorodnie – dzięki niej widzę i czuję rzeczywistość przez pryzmat delikatnej poezji, z lotu ptaka, z wkręceniem w doceniane uczucia. Tkwi w tym także i uśmiech, i radość, i najwyraźniej miłość, która stała się orężem w tym życiu. W cyklu lat dwudziestu jeden – tak właśnie krótka wypadła nam wspólna droga, najświetniejsza wydawała się jej czułość. Istotą jej zjawisk była wrażliwość. Zdaje się delikatniejsza niż jedwab.
    Mamo – tak bardzo chciałabym cudów niejasnych, na miarę szerokiej wyobraźni, bym na skraju pobliskiego parku znów ujrzeć Cię mogła. W otoczeniu długich kręconych włosów, a zwłaszcza z tym blaskiem niebieskich oczu.
    Tak potrzebne mi Twoje życie!

  • Za mikrokosmos zaglądania w kwiatki bzów i ratowanie ślimaków na ścieżce rowerowej. Za makrokosmos miłości”jak stąd do planety, której nie widać, bo jest za daleko „, za lepkie całuski i dzikie wyprawy 100 metrów od domu – ale inną ścieżką. Za siłę, którą daje mi ufny uścisk małej rączki w mojej dłoni. Za to, że prawie 4 lata temu zatrzymałam się w pędzie i nauczyłam wolniej i pełniej żyć i oddychać. Za to, że dzięki nie mu staję się lepszym człowiekiem. Za ogrom rzeczy nienazwanych kocham być Mamą.

  • za parę tygodni zostanę nauczycielem.. pragnę (z całego serca) trafić do szkoły, chociażby w minimalnym stopniu podobnej do tej prowadzonej przez Twoją mamę!

  • Kocham moją mamę za to, że jest uosobieniem wspaniałomyślności jak anioł, który jest ze mną, zawsze obecny, obserwuje mnie, anioł, który nauczył mnie kochać.
    Jest jedyną osobą, która zawsze wie o mnie wszystko, która jest gotowa zrobić dla mnie nawet to, co niemożliwe.
    Jest symbolem poświęcenia, ciepła, bezpieczeństwa, zrozumienia. Tylko ona potrafi pocieszyć smutek, uleczyć rany.
    Jest wspaniałą matką i powinna być dumna z tego, co osiągnęła.
    I choć podziękować za to wszystko trudno, mogę jedynie poprosić ją aby się uśmiechnęła – to w końcu jej dzień, kochana Mama!

  • Moja Mama nigdy nie byla zbyt wylewna i nie potrafila okazywać uczuć. Do konca zycia nie zapomnę chwili kiedy weszla na sale w której lezalam po urodzeniu synka i po prostu… pogłaskała mnie po ręce…

  • Pingback: Halo? | Minimaliv
  • Tak się składa, że w Dzień Mamy, mój trzydziesty jako córki i pierwszy jako mamy, sama napisałam za co moją mamę cenię i chętnie się tym podzielę i tutaj. W końcu można wygrać fajne kubki ;) (pragmatyzm po mamusi)

    Moja mama to najważniejsza osoba w moim życiu. No dobrze, od jakiegoś czasu ma silną konkurencję.

    Kiedy chodziłam do szkoły, każdego ranka, zanim jeszcze wstałam, moja mama przygotowywała mi herbatę i śniadanie. Nawet kiedy byłam już nastolatką i pomimo zdziwienia jej koleżanek. Powtarzała, że moim jedynym obowiązkiem jest nauka.

    Moja mama wpoiła mi wagę niezależności. Pokazała mi, że wykształcenie i praca to wartości które sprawią, że zawsze sobie poradzę.

    Moja mama pamięta o moich imieninach, nieodebranej poczcie, terminach składania dokumentów i wizyt u lekarza lepiej niż ja sama. Dzwoniła do mnie po każdym egzaminie na studiach, każdej rozmowie kwalifikacyjnej, każdym badaniu USG, każdym obchodzie w szpitalu.

    Moja mama zawsze cieszy się kiedy telefonuję i potrafi słuchać mnie kilka dobrych minut zanim subtelnie da znać, że ma gości. Sama dzwoni rzadko i nie dlatego, że nie jest ciekawa co u mnie, a dlatego, że nie chce się narzucać.

    Moja mama ukrywa przede mną swoje smutki, żeby mnie nie martwić. Ja boję się mówić jej o moich bo wiem, że będzie przeżywała je mocniej niż ja. Pamiętam nasz wspólny stres kiedy otrzymałam złe wyniki badań w ciąży i jej okrzyk szczęścia przez łzy kiedy po kilku dniach zadzwoniłam, żeby powiedzieć, że okazały się fałszywe. Jestem pewna, że przez te kilka dni ledwo spała.

    Moja mama zawsze mi wybacza chociaż nigdy nie powinnam dawać jej do tego okazji. Chociaż łatwo irytuję się, niepotrzebnie śpieszę i krytykuję. Przecież wiem, że gdyby cokolwiek złego mi się przytrafiło, skoczyłaby za mną w ogień. Zresztą, często mi o tym mówi.

    Moja mama jest dobra i skromna. Jej radą jest zawsze: Rób tak, żebyś była szczęśliwa. I co bym nie zrobiła wiem, że będzie po mojej stronie. Nigdy nie usłyszałam od niej a nie mówiłam.

    Moja mama nauczyła mnie, że zrozumiem jak mocno mnie kocha dopiero kiedy sama zostanę mamą. Jak zawsze, miała rację.

  • Pamiętam śniadania robione przez Mamę codziennie, przez 20 lat. Obiady niedzielne i kolacje ciepłe. Nauczyła mnie, że najedzona rodzina to podstawa, że sama nie musisz zjeść ale zadbaj o to, by bliscy mieli zawsze ciepły posiłek na stole.
    Pamiętam, że zawsze na taki posiłek mogli liczyć też moi znajomi, których wizyta zbiegała się z porą kolacji. Smażyła, gotowała, częstowała i niejednokrotnie oddawała im swoje porcje.
    Pamiętam, kiedy przynosiła z pracy stosy dokumentów, by móc pracować w domu ale zasiadała do nich wówczas, kiedy wiedziała, że lekcje mam odrobione, że nie jestem głodna, że spędziła ze mną kilka chwil, by podsumować mijający dzień. Nigdy nie powiedziała, że nie ma czasu dla mnie, choć potem nad papierkami ślęczała do północy. Była czarodziejką – dawała mi czas, czasu nie mając, dawała mi spokój, choć tysiąc myśli niespokojnych Jej głowę zaprzątało, dawała bezpieczeństwo, choć drżała o mój los.
    Na grzejniku ogrzewała kołdrę, by potem mnie ją przykryć, kiedy chora w łóżku leżałam. I herbatę lipową parzyła i termofor gorący w nogi kładła, i czuwała nocami, modląc się żarliwie.
    Na urodziny tort zawsze miałam robiony przez Nią i nadal mam, co roku.
    Jeździła ze mną do lasu, uczyła rozpoznawania grzybów, zbierała ze mną jagody, uczyła miłości do przyrody.
    Zabierała mnie na łąkę, uczyła prac polowych i odróżniania chwastów od małych wschodzących warzyw.
    Uczyła mnie gospodarności, zabierając na zakupy, podczas których mogłam wydawać swoje zaoszczędzone pieniądze.
    Uczyła makijażu, podsuwała ciekawe książki, tłumaczyła zasady ortografii.
    Nie oceniała moich przyjaciół, choć szczerze mówiła, kiedy coś się Jej w ich zachowaniu nie podobało.
    Pamiętam, jak uczyła, że trzeba pomagać słabszym i starszym, bo kiedyś każdy z nas tej pomocy będzie potrzebował.
    Sadzała na kolana i pokazywała, jak się robi na drutach. Podawałam jej kłębek włóczki, który uciekał stale. Ona wtedy całowała mnie po tych moich rączkach.
    Nigdy nie jeździłam na wakacje z mamą, nie oglądałam wysp, mórz i oceanów, nie opływałam w bogactwie.
    Jednak czułam się bogata – bo te chwile, te słowa, te gesty z każdym dniem pomnażały mój majątek.

    Dziś patrzę na Jej spracowane dłonie, siateczkę zmarszczek na twarzy i chciałabym być tym kłębkiem włóczki, który stale trzyma na kolanach, który mimo tego, że ucieka, wraca.
    Żebym tylko miała jak najdłużej gdzie wracać.
    Do mojej Mamy ♥

  • Moja historia związana z mamą, która bardzo mi zapadła w pamięć, jest podobna do Twojej. Nie skończyło się przeniesieniem do innej szkoły , ale …. może od początku.
    Grzeczną nastolatką nie byłam, dość wcześnie przeszłam okres buntu, bo zaczęłam w pierwszej gimnazjum (jestem pierwszym rocznikiem nowego systemu) i dałam się tym samym mocno rodzicom we znaki. W pierwszej klasie było dość burzliwie, zdarzały się wagary, nie do końca odpowiednie, starsze towarzystwo, ale przede wszystkim nie zgadzałam się z poglądami niektórych nauczycieli i za to obrywałam najbardziej i choć oceny miałam cały czas dobre, byłam przewodniczącą szkoły (tak to się chyba wtedy nazywało), to zachowanie na świadectwie – poprawne, trochę nie pasowało do całości. Mama zadowolona nie była, było jej po prostu przykro, ale wielkiej afery też nie zrobiła (chyba dzięki dobrym ocenom), tylko zawsze prosiła „pomyśl dwa razy zanim coś powiesz”.
    Problem zaczął się rok później. Bunt trochę mi przeszedł, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to, żeby nie mówić wszystkiego co myślę wprost i niekiedy po prostu „ugryźć się w język”. Mama widziała, że się staram. Może nie byłam najgrzeczniejszym dzieckiem, ale było dużo lepiej niż rok wcześniej. No i zaczęło się wystawianie ocen końcowych, a tam zachowanie – POPRAWNE. Nie mogłam uwierzyć, że tak się starałam, a skończyło się jak rok wcześniej! Bałam się powiedzieć w domu, że mama mi nie uwierzy, że starałam się nie pyskować nauczycielom, ale stwierdziłam, że wolę zrobić to sama niż ma to zrobić wychowawczyni. Mama była wściekła, ale o dziwo nie na mnie, ale na wychowawczynie, uwierzyła mi, bo widziała ile wysiłku kosztowało mnie kontrolowanie się przez cały rok. Poszła na rozmowę do wychowawczyni, z tego co wiem rozmowa nie była przyjemna, a wychowawczyni „przyciśnięta” przez moją mamę uzasadniła wystawioną mi ocenę tym, że „jadę na opinii z zeszłego roku, więc będę miała poprawne i nie ma znaczenia, że w tym roku się starałam”. Wyszło na to, że czego bym nie zrobiła i tak będzie źle.
    Po całej aferze ocena została bez zmian, ale nie to było ważne. Ważne było to, że mama wzięła moją stronę, że uwierzyła mi mimo moich wcześniejszych wybryków, że wspierała, pocieszała i zapewniała, że warto się starać, nawet jeżeli nie wszyscy to docenią, bo ona docenia, a jeżeli wychowawczyni nie, to jej strata… i że najważniejsze jest to co sami czujemy, a nie to co myślą inni. Była to dla mnie ważna lekcja, lekcja pokory.
    Kocham moją mamę, za wiele rzeczy, w zasadzie za wszystko i nigdy jej nie zapomnę, że wtedy walczyła o mnie jak „lwica” :)

  • Gdy byłam mała, Mama budziła mnie rano, najpierw delikatnie, a jak to nie skutkowało zabierała mi moją podusię (tzw. jaśka) i mówiła „Kaśka szukaj jaśka” zawsze się po tym budziłam i miałyśmy z tego masę radości. Kilkanaście lat pozniej, siedziałam przy niej w szpitalu. Umierała na nowotwór, nie było z nią kontaktu, a ona nagle otworzyła oczy, uśmiechnęła się i powiedziała „Kaśka szukaj jaśka”. W nocy odeszła. Czas wiele zamazuje ale wspomnienie jej roześmianej twarzy i lśniących brązowych oczu zawsze mi towarzyszy.

  • A czy ja już Tobie mówiłam, że masz fantastyczną Mamę? :) A mówiłam Ci już, że i Tosia ma fantastyczną Mamę? A w ogóle to mówiłam Ci już, że ogromnie Was lubię? ;) :*

  • Moja Mama… zawsze chciała więcej…, choć nie miała na to szans. Tak na zapas chciała… w dobrym senie tej chęci.
    I przeżywała bardziej te resztki lata, a później jesieni… bo one zawsze jakoś najbardziej cieszyły Jej serce.
    Pamiętam jak powtarzała: że resztki są zawsze najważniejsze.
    Może to wcale nie jest bez sensu… mocniej uwielbiać czy doceniać coś bo zaraz tego nie będzie…?

    Moja Mama zawsze chciała być SZCZĘŚLIWA. I udało Jej się być szczęśliwą nie w życiu jakiego się nie ma i o jakim się marzy, ale w tym, które się ma… ( ja osiągnąć tego nie umiem,… może czasami – na chwilę).

    Dziękuję Ci Mamo za to, że dzięki Tobie nasze rodzinne miliardy połówek sekund, które ktoś nazwałby dramatem dzięki Tobie miały swój sens, i mają po dziś swoje znaczenie. A niezmiernie łatwo byłoby nie nadać im znaczenia…

    Dziękuję, że byłaś zawsze sercem ze mną… i wciąż czuję że JESTEŚ!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.