Kamyki

 

Ile to mnie nie było?
Oj, długo…

Wyszłam z wprawy.
Zdarza się.

Powiedziałabym, że zdarza się najlepszym, ale do tych mi daleko. I dobrze. Obawiałabym się tej doskonałości…

Rozstania są trudne. Powroty piękne. I nigdy nie jest tak samo, jak przedtem. Teraz też nie będzie. I też dobrze!

Wszystko ma swój czas i miejsce.
W pozornym chaosie naszego życia, zdarzenia są przemyślane i uszyte na miarę.
Przecież nie ma przypadków.
Uwolniona dobra energia zaczyna krążyć, przynosić zmiany…

Jeszcze zimą poznałam człowieka, który pojawił się w moim życiu zupełnie przypadkiem. Na chwilę.

Wiecie, jak to jest. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą, jeszcze inni zostają, albo wracają, a pozostali jakoś tak przelotem zjawiają się niespodziewanie, dosłownie na moment. Robią małe zamieszanie i znikają. Czasem myślę, że to Anioły wysłane na ziemię, by pomagać ludziom w szczęściu. Bo ludzie sami tego szczęścia często nie widzą. A ono tak blisko, pod ręką, na nosie – jak te okulary. Tylko czasem szkło mgłą zachodzi, a ręce zajęte i nie ma komu tej uciążliwej pary zetrzeć…

I tak mignął mi ten człowiek tylko, choć spędziłam z nim dobrych kilka chwil. Ale czymże są chwile w obliczu całego życia? Ledwie westchnieniem… Lecz właśnie te westchnienia są domeną Aniołów. Ludzi na świecie miliardy, a ich znów nie aż tak wiele. Pracy mają dużo, to co będą czas na dłuższe wycieczki marnować.

Mnie jednak wystarczył moment. Wzięłam wskazówkę i schowałam do kieszeni. Jak kamyki, które Tosia zawsze daje mi na spacerze, prosząc o schowanie, żeby nie zginęły. I za każdym razem po tysiąckroć przekonuje, że są magiczne i wskazują drogę. Kiedy pytam jaką drogę, dziwi się i mówi: „Oj mamo, no jak to jaką? Po prostu drogę!”

Znajduję po czasie kamyki w kurtce. W ten sam sposób natknęłam się na schowaną wskazówkę, która pokazała mi drogę. Następnie zrobiłam maleńki krok, który pociągnął za sobą lawinę zdarzeń, a uwolniona dobra energia zesłała kolejne Anioły i dobre chwile. Jakoś tak znikąd.

W rezultacie postanowiłam tu wrócić.

Nie mam podstaw, żeby nie wierzyć w magię kamyków Antki.
Chowam je zawsze do kieszeni, żeby przypadkiem się nie zgubiły…

 

DSC_7610DSC_7651-1DSC_7780DSC_7665-1DSC_7656-21DSC_7763-1DSC_7908DSC_7905DSC_76433DSC_7762DSC_7804-22DSC_78725DSC_77294DSC_7823-1

 

Nie wiem, czy Anioły to czytają, ale wszystkim bardzo dziękuję.

 

PS. Nie ma to jak wrócić z przytupem, bez możliwości dodawania komentarzy na blogu!

Już naprawione, bo doszły mnie słuchy, że mieliście ochotę szepnąć mi słówko. Ale i tak już wszystko wiem, już wszystko przeczytałam, napiszę o tym może więcej w następnym poście. Dziękuję, że jesteście!

31

17 Komentarzy w
“Kamyki”
  • Ohh jak dobrze Cię czytać.
    Wiesz, że co kilka dni zerkałam, czy może coś naskrobałaś, że może po prostu na fb znać nie dałaś. Bo to wiadomo, że człowiek zawsze ma 1000 myśli na raz i może któraś się zagubić w gąszczu pozostałych…
    Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że powróciłaś – jak ten feniks, co odchodzi tylko na chwilę, po to aby wrócić silniejszym i piękniejszym :)
    Czytałam tego posta – tego wyczekanego i zrobiło mi się smutno, bo dotarło do mnie, że mogłaś już nic nie napisać, że koniec, kropka. Pomyślałam, że mogłaś zostawić tak mnie i zapewne wiele innych osób złaknionych Twych słów i już się nie odezwać. Że Tosiulki więcej nie zobaczę… ehh długo by można wymieniać.
    Nie ma co smutać, przecież wróciłaś, jesteś – taka „przeczytalna”
    Witaj Kochana! :*

  • Pewien niszowy poeta z jeszcze bardziej niszowego kraju, którego wiersze miałam zaszczyt tłumaczyć w ramach magisterki napisał, że „żeby się odnaleźć, trzeba najpierw się zgubić”. Oprócz oczywistego truizmu, że zgadzam się z nim w zupełności dodałabym jeszcze, że sztuką jest pozwolić sobie się zgubić, popatrzeć i wokół i do środka, zamiast hołdować nawykowemu codziennemu przeglądaniu się w lustereczku bloga i ekscytowaniu się sobą przerywanemu szeregiem spotów reklamowych. To prawdziwy szacunek dla siebie, który przekuwa się w szacunek dla nas czytelników. Dziękuję i cieszę się bardzo.

    • Iwona, to teraz będziesz komentować częściej, prawda? ;) Żartuję oczywiście i dziękuję, że mnie czytasz, a ja lecę do Ciebie! :*

  • Moco wierzylam, ze wrocisz, choc mialam obawy, ze to tylko nadzieja, ktora umiera ostatnia.
    Bardzo sie ciesze, ze postanowilas wrocic. Dziekuje Ci, ze jestes.

    Mocno pozdrawiam,
    Magdalena

  • Nareszcie! Blogosfera bez twoich zdjęć i twoich tekstów jest do dupy. Zaglądałam tu regularnie z nadzieją na nowe i nic nie było. A tu nagle bach i mam aż trzy teksty do przeczytania. Przyda się kolejna kawa :) Pozdrawiam ciebie i te twoje Anioły

    • Aj tam od razu do dupy! :P

      Dziękuję Ci Kochana! Ja też mam dużo do nadrobienia, choćby u Ciebie… Ale na quinoe mnie nie namówisz! Jakie to jest niesmaczne! Choć może dobrze przyrządzone, hmm… Bo jadłam tylko samą ugotowaną i tak jak wcinam wszystkie kasze itd, tak tego nie mogłam… Wiesz, że nie jem mięsa od 3 miesięcy? ;) Buziaki!

  • Dziękuję, że wróciłaś. Uwielbiam Cię czytać i uwielbiam oglądać.
    Powodzenia w pisaniu a ja biorę się za czytanie. Po powrocie z urlopu czekała mnie miła niespodzianka pod postacią postów od Ciebie!
    Pozdrawiam
    PS. Moja Lilla też zbiera kamyczki i czasami jej kurtka waży wiecej niż ona sama ;) dobrze że mi ich nie daje :P w domu chce je myć i układać ( jak MAKA PAKA z Dobranocnego ogrodu (taka bajka nie wiem czy oglądacie pewnie nie ;P ) )

    • Puszczaliśmy In The Night Garden jak mieszkaliśmy w Londynie! Zresztą mój Lucjan pracował dla CBeebies, więc mam do całego kanału ogromny sentyment! Poza tym jak byłam w ciąży to sobie puszczałam haha i sama oglądałam, bo tam mają naprawdę świetne programy edukacyjne. Chyba to wszystko jest też w Polsce, w sumie muszę puścić czasem Tośce, bo ona tylko Braci Grimm, którzy jej ryją banię hahaha!

      A to ja dziękuję, że jesteś, że wróciłaś do czytania. Mnie nie masz za co! Buziaki!!! :*

    • Mo, tak strasznie wyszłam z prawy… Ponad dwa miesiące nawet nie tknęłam aparatu. Ale po każdej burzy przychodzi słońce. Na tych zdjęciach jest go za dużo (co za wariat robi foty w pełnym słońcu? Ja!), ale załóżmy, że to taki symbol haha!

      Dzięki za dobre słowo, dobra kobieto. Mam nadzieję, że układa Wam się cudnie na szwabskiej ziemi!? :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.