Zwyczajnie

 

Nowy rok powitałam hucznie i w doborowym towarzystwie. Niestety (czy mam coś z głową?), mimo szampańskiej zabawy, brakowało mi Tośki. Może nie myślałam o niej intensywnie podczas imprezy, bo nawet nie było kiedy, a bawiłam się fenomenalnie, lecz gdy wybiła północ zwyczajnie miałam ochotę ją uściskać i wycałować. Cóż, zrobiłam to samo z Luckiem (tyle że namiętnie), a ona w tym czasie smacznie spała. Nasze wspólne pieszczoty nadrobiłyśmy dopiero na drugi dzień wieczorem, gdy leżałyśmy już w łóżku, gotowe do snu. Składałyśmy sobie noworoczne życzenia. Moja kochana córka jak zwykle mnie rozczuliła:

„Mamusiu, życzę ci, żebyś była zdrowa i dużo uśmiechała się. I żebyś nie chodziła do szpitala.” – usłyszałam, przytulając ją i głaszcząc po złotych włosach. Roztopiłam się. Moje matczyne serce wchłonęło te cudne życzenia i niezwykle przejęty wyraz twarzy dziecka, jak gąbka. To było piękne, magiczne. Kolekcjonuję takie chwile. Takie zdarzenia. Mogę być ich niewolnikiem…

Minął pierwszy tydzień nowego roku. Nie wydarzyło się podczas niego nic szczególnego. Ale czy na pewno? Czy najzwyklejsze momenty, które przeżywamy na co dzień, które są integralną częścią naszego zwykłego życia, które na pierwszy rzut oka jawią nam się jako coś kompletnie zwyczajnego – nie są właśnie czymś najbardziej szczególnym?

Jaki byłby Wasz wymarzony dzień życia? Co byście robili? Osobiście myślę, że każdy najzwyklejszy dzień jest tym wymarzonym, wyjątkowym. W końcu tych dni w naszym życiu jest najwięcej! A przecież nasze życie jest wyjątkowe i wspaniałe. Przynajmniej dobrze tak myśleć, by móc się nim cieszyć ot tak po prostu. Bez polepszaczy, ulepszaczy, jakichkolwiek kompensacji. Nikt, ani nic nie może sprawić, że będę szczęśliwa. Wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie samej.

Dzisiaj u nas tak zwyczajnie. Bo zwyczajnie znaczy wyjątkowo…

Niedawno moja czytelniczka napisała do mnie tymi słowy: „Gdy widzę mojego Szymonka jedzącego, mam przed oczami Waszą Tosię. Na zdjęciach widać jaka to ułożona dziewczynka. Grzecznie siedzi, nie stuka łyżką o talerz, nie brudzi się. Powiedz, powiedz, że czasami stuka i jakiś kotlet upadnie jej na podłogę.”

Upadnie. Nie raz. Całą kanapę mam poplamioną, gdy namówi mnie, by nie jeść przy stole. Za każdym razem się wściekam. Na siebie. Że znów się zgodziłam. Bałagan w całym domu, bo bawić musi się wszędzie. Codziennie stłuczony talerzyk, wylana herbata. Pomazane ręce, nogi, brudna od czekolady buzia i nie namówisz, by wytarła. Krzyki, płacze, złości, uśmiechy, tańce, śpiewy, miłości. Oglądanie bajek, zabawa plastikiem, kucyki Pony i Frozen, kąpiel w pianie i czytanie książek.

Zwyczajnie do bólu. I wyjątkowo. Jak w życiu. Bo jak sama piszesz: „Tak naprawdę każdy z nas ma takie samo życie, choroby, zmartwienia, smutki i radości. Każdy z nas ma taki sam początek i koniec. Taki sam bałagan w kuchni i taką samą łazienkę do umycia”. Właśnie tak. Nasze życia są całkowicie zwyczajne. A przez to pięknie wyjątkowe. Bo to my sami nadajemy tym chwilom ich wyjątkowego charakteru. Jeśli tylko chcemy. Jeśli robimy wszystko, by każdy nasz dzień był tym szczególnym. Wymarzonym.

Do blogów i tego, co na nich pokazane, należy podchodzić z dystansem. To czysta fikcja. Jak czyste pokoje naszych dzieci. Każdy wrzuca do sieci co chce i jak chce, by to wyglądało. I wcale nie znaczy, że tak to wygląda. Dobrze, by każdy o tym pamiętał. Zanim stwierdzi, że czyjeś życie jest lepsze od jego własnego. Nie jest.

Bo życie każdego jest wyjątkowe. Tak zwyczajnie…

 

DSC_4596-2DSC_4602Untitled-11DSC_4680Untitled-1DSC_4631Untitled-2DSC_4617Untitled-12DSC_4818Untitled-4DSC_4799DSC_4805DSC_4807Untitled-6DSC_4720DSC_4733Untitled-10DSC_4586Untitled-3DSC_4589DSC_4848DSC_4849

 

Na zdjęciach mogliście podziwiać Małych Drani oraz zdjęcia (taka mała incepcja) Mario Testino i Helmuta Newtona. Wszystkich uwielbiam! :)

 

 

18
52 Komentarzy w
“Zwyczajnie”
    • Rysiu jest bardzo fotogeniczny! I jak pozuje – umarłabyś, widząc to! :)

      A „Twój” w jakim sensie? Bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa rozwinięcia tej myśli! :) :*

    • „Mój”, bo mam te same myśli w głowie, więc czytałam go jakbym słuchała siebie ;) Tak samo patrzę na zwyczajność, na swoje życie, bez zbędnych porównań z innymi, skupiam się na chwilach, doceniam te proste, te bez patosu, za to z najbliższymi, czasami jak kolekcjoner minut, albo i sekund – cieszę się, że są. Uważam, że nasze szczęście zależy tylko od nas. Mam w domu na ścianie wielki napis: Happiness is an inside job :) Nie potrzebuję do szczęścia niczego prócz… poczucia szczęścia. A to mam w sobie. Tak po prostu.

    • „Uważam, że nasze szczęście zależy tylko od nas” – och, jak bardzo się z Tobą zgadzam, jak bardzo! Ale uważam, że w tej naszej pracy nad szczęściem jest też maleńkie ziarenko szczęścia z zewnątrz. Tej niewiadomego pochodzenia iskry, która sprawia, że mamy w sobie siłę, by budować swoje własne szczęście. Takie tam moje myśli rozczochrane… ;)

  • Rozumiem, o co chodzi z tym Sylwestrem. Mam tak samo. Najpierw marzę, żeby się na chwilę wyrwać sama z domu, a potem szybko wracam, bo tęsknie. Otwieram drzwi, widzę tą małą uśmiechniętą buzię krzyczącą: oooo! mama! i wiem, że trafiłam pod dobry adres. Gdzie mi będzie lepiej niż w tym naszym królestwie z walającymi się wszędzie zabawkami i okruchami na podłodze?
    p.s. Mój Krzysiu zobaczył zdjęcie Tosi z czerwonym nosem, chwilę się przyglądał i zastanawiał, po czym stwierdził, że to Peppa :)

    • Chyba umrę ze śmiechu. Peppa? Serio? Hahaha!

      No, a te okruchy, choć wkurzają, to są takie nasze, prawda? :*

    • No serio :-) Mało tego, jeszcze w ciągu dnia ze 4 razy mi mówił: pokaż Peppę. Także wiesz… trochę wyświetleń Ci tu dzisiaj nabiliśmy :)

  • Dokładnie wczoraj o tym myślałam. O blogach, które są produktami. Które muszą się sprzedać. Skierowane na statystyki.. a statystyki lubią piękno. Myślałam o blogowych pamiętnikach. Stworzonych dla wspomnień. Dla wspomnień, które lubią zapamiętać piękno. Jeszcze wczoraj wzdrygałam się na myśl o tej sztucznej idealności. Że wakacje to tylko all inclusive, bo o innych nie warto napisać. Że o książce z Biedronki to nie wspomnę. Bo wstyd. Za to wrzucę całą serię tych z Zakamarków. Większość blogów nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Przekonałam się o tym nie raz. Zderzyłam się w wielką ścianą namacalności. Nauczyłam się. Z czasem. Że te blogi to czytać trzeba jak książki. Często science-fiction. =)

    • Nie śmiem się nie zgodzić, ale czy ktoś kiedyś określił jakie mają być blogi. Nie ma odgórnej listy, że ludzie mają pisać tylko dla wspomnień, bo im ulatują chwile. Za niektórymi blogami kryje się już dobry PR, ale co z tego. Blogi, gazetka reklamowa, pamiętnik dla każdego co innego i na każdego jak widać znajdzie się odbiorca. Jedni chcą zarabiać inni pisać dla przyjemności, a jeszcze inni pisać i zarabiać. Co innego jak ktoś udaje, że wkłada serce przed publicznością, a za klawiaturą śmieje się” że te głupie baby wchodzą w te kolorowe linki, a ja dzięki temu co miesiąc wypłacam sobie dobrą pensje” to hmmm rozumiem, że blog miał być zarobkowy, ale taka dwulicowość już mnie po oczach razi bo nie lubię tej cechy u ludzi, ale żeby mnie raziła instytucja tej osoby bloga to mam gdzies, każdy robi jak chce i nikt na siłe nie zmusza mnie do nabijania odsłon. Tyle blogów, że każdy znajdzie coś dla siebie.

      Minimaliv mam w szkicowniku post pod tytułem „BLOG DAY”, a jedno określenie jakie sobie na szybko kiedyś dopisałam to „Detektora kłamstwa” po tym tutaj przyszłam :) O, tak w temacie

    • Jak dostałam ten komentarz na maila, to myślałam, że to do mnie. Nie pokazało mi się, że to odpowiedź na komentarz Pani Grey. I się zdziwiłam, bo ja nigdy w życiu nie negowałam blogów innych od mojego. NIGDY. Mam koleżanki, które prowadzą blogi tylko dla pieniędzy i ja im bardzo kibicuję. To ich wybór, ich praca, ich życie.

      Ja tylko zwróciłam uwagę na fakt, żeby nie patrzeć na życia tych blogerek, jak na coś fenomenalnego, bo te ich życia są dokładnie takie, jak moje, czy Twoje. Każdy blog to kreacja, nawet ten pamiętnikowy, chyba, że jest na poziomie wrzucania zdjęć kupy na łamy, to ok. Może on jest prawdziwy. Patologicznie. I ja nie piszę też, że kreacja to coś złego. W życiu! Sama nie chcę na blogu pokazywać wszystkiego, bo i po co? Nie ma sensu! Nawet jeśli to pamiątka, to robimy ją po to, by było na co popatrzeć, by było ładnie. Zdjęcia „syfu” można schować do szuflady, a i tego nie do końca rozumiem, bo – ponownie – i po co? Jak robimy sobie fotki do albumu u fotografa, to też nie takie, jak tutaj: http://www.smosh.com/smosh-pit/photos/19-family-photos-gone-wrong-very-wrong.

      Ten post nie uderza w inność. Nie wiem, jak długo mnie czytasz Anno, ale zawsze piszę o tym, że najgorzej jest, gdy wszyscy jesteśmy tacy sami, będąc przy tym nietolerancyjnymi. Ten post miał tylko na celu zwrócenie świadomości ludzi na to, że blogi to czysta kreacja. To nie jest prawdziwe życie. Ale to już napisałam w samym poście. Pozdrawiam.

  • Mój Tymuś ma 16 miesięcy, na razie patrzy na mnie, dotyka koniuszkiem palca mojego nosa, uśmiecha się i mówi „mama!”… i ja już się rozpływam, więc domyślam się, co czujesz w takich chwilach. Fajną masz córkę, a faza na dwa różne paputy świetna :)

    • Ta faza nie mija! Ona wróciła hahaha. Kiedyś, jak młodsza była, za żadne skarby nie chciała założyć takich samych skarpet. Teraz to samo z kapciami, hehe. Dobrze, że majtki są jednoczęściowe, choć te akurat ciągle… zdejmuje. Najchętniej chodziłaby na golasa!

  • Najbardziej podoba mi się zdjęcie burdelu (zapewne) u Tosi. Duża sztuka, żeby taki bałagan ładnie sfotografować;)

    • Tak, u Tosi. I to jeszcze w fazie tworzenia. Później było tylko gorzej, ale czekaliśmy na gości, więc nie wpadłam na pomysł sfotografowania. Po prostu sprzątałam, a Tośka udawała, że pomaga hahaha!

  • Właśnie z tego powodu odlajkowałam kilka blogów. I mam nadzieję, że tłum to kiedyś zrozumie. Że to dla poklasku, że dla reklamy. Że sztuczna idealność pokazana. Dobrze powiedziane w komentarzu powyżej.
    Czytając, czasami, miałam na myśli „Chwalipięta w kącie stała i tak wszem opowiadała” . Brryyy nie lubię tego. Ja chcę prawdziwe historie. Prawdziwe uczucia i zdjęcia. Takie jak tu. Mistrzostwo.

    • Ja wiem, że niektóre blogi to przeginka i chyba prowadzone są po to, by podnieść swoją samoocenę, ale ta reklama to praca i ja to rozumiem. Rozumiem też, że może się to nie podobać i ktoś może nie chcieć tego czytać/oglądać, tak samo, jak może nie chcieć czytać/oglądać mojego bloga, bo może uważać, że nic na nim nie ma. Ostatnio spotkałam się z takim stwierdzenie. No nic tutaj nie ma i nie ma na co patrzeć. Każdy potrzebuje czegoś innego. Fajnie by było, gdyby wszyscy to rozumieli. Jak to napisała wyżej Anna: „Tyle blogów, że każdy znajdzie coś dla siebie”. Ot, co! :) Ja się cieszę nad życie, że Ty jesteś akurat tutaj. Uściski! :*

  • Karmiłam się tym pięknem na tych blogach niczym nastolatki, które chcą być szczupłe na podobieństwo modelek z czasopisma. Ja chciałam być mamą z bloga. Bo One mają tak fajnie. I zawsze ładnie ubrane, i dzieci wystylizowane i piękne mieszkania. I pięknie się uśmiechają i wakacje boskie. I dzieci jedzą zdrowo i eko. Karmiłam się choć uważam, że dość bystra jestem no i nie mam nastu lat. Popełniłam ten błąd. I też tak chciałam. Ubolewałam, że nie mam.
    Błąd ogromny błąd.
    Bo to, że nie mam nie znaczy, że jestem gorszą kobietą, mamą.
    Być może jestem lepsza o 100 razy, być może? Z resztą dla naszych dzieci każda z nas jest najlepsza.
    Łapałam się i prawie leciałam kupić te kolejne kurtki, szaliki i buciki, i książki oczywiście. Prawie.
    Na szczęście w porę się opamiętałam.
    Trafiłam tutaj. I już kiedyś wcześniej pisałam, że pięknie tu i pokazane prawdziwe życie. Ja nie muszę widzieć relacji z wakacji, rocznic, chrzścin aby wiedzieć jakimi są ludźmi rodzice Tosi, jaka to jest rodzina. Nie muszę widzieć drogich prezentów i stylizacji, aby wiedzieć, w jakim świecie żyją.
    Nie muszę widzieć Tosi ubranej w setną kurtkę i szal, aby poznać gust Miry. Właśnie, znakomity gust Miry, a nie gust firm, które podsyłają ubrania do sesji.
    Nie muszę widzieć gdzie mieszka, jak mieszka, czy to dom, czy nowy dom, czy mieszkanie aby wiedzieć, że w Jej domu jest klimat. Że pięknie pachnie i w scrable grają. Że lubi kawę i kwiaty. Autorka to wszystko nam pięknie przedstawia. Nie jest nachalna, nie wciska się każdego dnia z dennymi tematami, które mają wywołać sensację, tylko po to aby się wylansować.
    Nie muszę mieć wyłożone jak krowie na rowie gdzie, co, jak, za ile, abym wiedziała że Mira, Lucek i Tosia mają zarąbiste życie i są fajni. I nie znam ich osobiście, nie widziałam na oczy, ale z tego bloga to bije.
    Takie prawdziwe blogi chcę czytać i uczyć się z nich.

    Ja wiem jaka autorka jest mądra i gdy jej się coś nie podoba to nie. I choćby płacili po stokroć Ona się nie skusi.
    I właśnie takiego bloga cenię. Chcę widzieć jaka autorka jest prawdziwa i jakie ma prawdziwe życie. Jaki jest jej gust. Jej własny. Nie opłacony.
    Mam nadzieję, że takie blogi kiedyś wygrają. Że coraz więcej czytelników będzie szukać wartości, jakości, pięknych zdjęć. Milion razy więcej wartych od stylizowanych sesji. Mam ogromną nadzieję, że Mira pokaże, że właśnie takie blogowanie ma sens. Kibicuję jej bardzo.

  • Najważniejsze nie zostało powiedziane. Tosia piękne życzenia Ci złożyła. Piękne. I żebyś nie chodziła do szpitala. Mądra dziewczynka.

  • Wiesz czego najbardziej Ci zazdroszcze? Zazdroszcze Ci tych fajnych i madrych czytelniczek. Te komentarze pokazuja, ze to co robisz ma sens!
    A Tosia i jej zyczenia rozwalaja. Mocno musi w niej siedziec, to co sie ostatnio dzialo.
    Zycze Wam wszelkiego dobra i oby sie Tobie nigdy nie odechcialo.

    Pozdrawiam,
    Magdalena

    • Magdalena, te czytelniczki są nasze, nas wszystkich. One piszą komentarze – my je czytamy i to dopełnia pięknie całości. Ty też ją dopełniasz. Dziękuję! :*

      Co do Tosi, to naprawdę dziwne. Bo, gdy byłam w szpitalu, zdawała się w ogóle tym wszystkim nie przejmować, odwiedzała mnie, szalała, jakby nie rozumiała całej tej sytuacji, choć wszystko jej wytłumaczyłam. Później nigdy już nie wspomniała o szpitalu. Aż do teraz. W sumie to niesamowite… :)

    • Nie mam pojęcia, nic nie robiłam, nic nie napisałaś! :(

      PS. Widziałam Twojego nowego bloga – wow!
      Też zmieniam szablon! :P

    • To jakieś załamanie czasoprzestrzeni. Drugi kometarz też zawierał dodatkowe zdanie. Coś w stylu „może to wina wina”. Ale pierwszego pisałam „pod wpływem” zbawczej mocy winogoronowego trunku, a drugi na trzeźwo. I tak zeżarło. Może jednak disqus? Nie, wiem że ty z tych którzy tego nie lubią :) Co do mojego bloga – jak ci się spodobało to miód na moje serce i 100% do mojej pewności siebie. Co do Twojego szablonu. Jak coś nie jest moje to jestem dużo mniej krytyczna, ale fakt jest taki, że lubię twój szablon. Masz wartościową treść i piękne zdjęcia. Nie potrzebne ci żadne wymyślne szablony. Really. Wysyłam tryliard migoczących serduszek i jestem ciekawa, czy ten komentarz (dla odmiany) przeczytasz w całości. Nie lubię, kiedy coś odbiera mi swobodę wypowiedzi :)

    • No i ten doszedł cały. Zmieniam szablon, bo ludzie mają problem w odczytaniu treści z telefonu, ucina im w połowie. Ale nigdy w życiu jeszcze nikt nie miał z komentarzem! I dlaczego niby jestem z tych, którzy tego nie lubią haha? Że taka staroświecka, tak? A może właśnie sobie go zrobię, i będę nowoczesna, o! :)))

      Szablon nowy będzie równie prosty, a nawet chyba prostszy bez tego szitu po prawej, bo średnio mi się to podoba. Już znalazłam i chyba go wezmę, ale jeszcze dumam i szukam. Jak zwykle w nadziei, że znajdę coś lepszego. A pewnie nie znajdę, bo ja chce total minimal. Nie znoszę udziwnień. Treść ma być szatą. Ot, co! :)

      A migoczące serduszka to najpiękniejsza rzecz, jaką ostatnio dostałam. Love you! :*

    • W takim razie cholernie mi miło, naprawdę. A z bloga widać mój gust? Jeśli tak to nieźle, bo wydawało mi się, że za bardzo niczego konkretnego nie pokazuję, a jednak! :)

  • No kochana dobrze wiedzieć, że nie Tylko ja odpuszczam a potem wysypuję sodę oczyszczoną na swoją nową narzutę którą młoda potraktowała pisakiem i herbatą tak mocną, że po pierwszym praniu nie zeszła plama :)
    Lubię te Twoje kadry ale Tosia jako klown na ost. zdjęciu do ramki jak nic :)

    • Ja zawsze odpuszczam, a później mam do siebie pretensje. Zero konsekwencji porządku, zero! No bo i po co się spinać w sumie. Kanapę mam tanią, kiedyś się wymieni. A póki co – wściekam się, a za chwilę macham ręką. W końcu to tylko kanapa… :)

  • „Bo życie każdego jest wyjątkowe. Tak zwyczajnie…” <3
    Z jednej strony sobie myślę – jakie to przykre, że jeszcze kilka miesięcy temu byłam w stanie poświęcić czas na ciągłe narzekanie. Zaraz potem sobie myślę – jakie to fajne, że tera chwytam każdy dzień i potrafię się cieszyć każdym dniem <3 Bo moje życie – choć nie jest jak z katalogu – jest wyjątkowe. Tak zwyczajnie… :*

    • A czyje życie jest z katalogu? No czyje? Nawet Beyoncé ma pewnie bajzel w domu! :P Katalogi są do oglądania, domy do mieszkania! I nie ma się co przejmować. Blogi pokazują nieprawdę. Po prostu fotografujemy to, co chcemy. Piszemy, co chcemy. I naprawdę nie zawsze tak wygląda rzeczywistość. Ja z reguły jak mi źle – piszę, że mi źle. Jak mi cudnie – piszę, że mi idealnie. Także po to, by mi było jeszcze lepiej. Blog to taka trochę kozetka u psychologa (myślę). Jednak, jak napisałam w tekście, kazdy ma kibel do umycia, każdy ma dziecko do ubrania, przebrania, uczesania. Jeśli nie mamy służby, która robi WSZYSTKO za nas (a nie wiem, czy w dzisiejszych czasach ktoś ma tak kogoś, kto na 100% zajmuje się naszym życiem i naszymi dziećmi) to naprawdę mamy tak samo! Mamy nasze zwyczajne życia, które mogą być niezwyczajne tylko wtedy, kiedy my tego chcemy! :) :*

  • Miro ja się zgadzam i „recami i nogami ” podpisuje się pod postem. Odpowiedz była do Pani Grey, tak jak już zauważyłaś.
    Co do ostatniego akapitu to pozwól, że nie będę pisała gdzie Cię znalazłam, ale Cię polubiłam … to znaczy bloga, bo charakterna baba mi się wydałaś. Pozdrawiam serdecznie :)

    • Anno, napisałaś coś o frazie „detektor kłamstwa”, po której tu przyszłaś, ale co to ma wspólnego z Blog Day to ja po prostu nie rozumiem i nie kojarzę ze sobą faktów, dlatego zapytałam. Ale jeśli to tajemnica, to rozumiem ;)
      No i super, że się zgadzamy, choć gdybyśmy się nie zgadzały, również byłoby super! :D

  • haha bałagan bałaganowi nie równy, Tosia ma olbrzymie ( gabarytowo) pole do popisu :) , pokoik Hanki jest malutki więc pod koniec dnia wygląda jak po wybuchu wulkanu a my wszyscy stąpamy po lawie z lego czy kredek, która zalewa każde pomieszczenie.. ale często myślę,że to cudowne, bo myśl ze w tym pokoju wszystko byłoby nie ruszone i takie „na swoim miejscu” mnie przeraza, bo wiąże się po prostu z moim czarnowidztwem.. … w dodatku kiedyś nawrzeszczałam strasznie na Hanke, że powywalam jej te zabawki a ona tak strasznie się rozszlochała ze nie mogłam jej potem dotulić ( mam wrażenie ze już o tym kiedyś mówiłam i nie wiem czy nie u Ciebie, bo ogólnie bardzo rzadko komentuje :))
    no a zdjecia na bloga robi sie ofc jak jest porządek, na ogół, po co mam karmić własne oczy tym jak wygląda przez wiekszość czasu :)) zresztą trudno sie robi zdjecia jak co chwile coś się wbija w stopy albo traci równowagę na szklanych kuleczkach :)))

    • Kochana powiem Ci tak. Szukaliśmy dużego mieszkania, żeby mieć dużo przestrzeni i nie stąpać po lawie z lego. I uwierz mi. Rozmiar nie ma znaczenia, hahaha! Tośka w godzinę potrafi zamienić połowę mieszkania (na trakcie – jej pokój – salon – kuchnia) w sajgon! Ale super, bo sypialnia pozostaje nietknięta i jak mam w dupie to idę spać, nie patrząc na ten cały syf. W każdym razie im masz więcej miejsca, tym na więcej sobie pozwalasz. Swobody! Czyli nie chodzisz, nie sprzątasz co sekundę i przez to masz taki sam bajzel na 150 metrach, jak i na 50. Oczywiście, że mam gdzie stąpać, że nie mam podłogi z lego, ale i tak syf jest straszny i muszę biegać po całym mieszkaniu, żeby to wszystko ogarnąć. Ale w porównaniu z poprzednim mieszkaniem, które wynajmowaliśmy – zdecydowanie łatwiej się sprząta duże mieszkania niż mniejsze. I to nie podlega żadnej dyskusji.

      Co do zdjęć, to ja generalnie nie lubię fotografować w domu. Fakt, że te foty może i są „blogowe”, ale ja wolę inne okoliczności przyrody. Dla mnie dom to tylko miejsce, w którym mieszkamy, przedmioty, których w większości nie potrzebujemy, przestrzeń, która służy nam jako dach nad głową. Oczywiście dbam o nią, chcę by była wspaniała, ale nie widzę tego na zdjęciach, bo to tylko dom! Na bloga ok, ale ja szukam czegoś innego. Ja szukam tej magii, a nie znajduję jej w dziecięcych gadżetach, kucykach pony, czy króliczkach mailega. Może dlatego tak rzadko robię zdjęcia w domu. Wolę pola, łąki, lasy i góry. Nie zawsze mam możliwość i wtedy bardzo cierpię… Może kiedyś, gdy będę miała własny dom, zmienię zdanie. Aczkolwiek jaką magię mogą mieć meble, mobile i nowe sukienki? :P If you know, what I mean? :))) Buziaki kochana, super, że tu zaglądasz! :*

    • Och Aguś, dziękuję! Rysiu uroczy, chyba go kiedyś porwę na jakąś sesję! Zresztą Helę także! A przede wszystkim Ciebie. Nie zapomniałam o Virginii Woolf! :) :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.