Bo co to jest szczęście?

 

Przyszła wichura. Niespodziewanie zaczęło wiać i zrywać czapki z głów przypadkowym przechodniom. Skryliśmy się przed nią w domu. Co chwila było słychać świst żywiołu wkradającego się ukradkiem do naszego azylu wszelkimi możliwymi szczelinami. Tak bardzo się cieszę, że mamy dom – pomyślałam. Mamy dach nad głową, zdobiony sztukaterią na dodatek. Czego chcieć więcej? Może jakiejś przyjemności. W tym konkretnym momencie…

Leżymy więc z Antką w łóżku. To zawsze dla mnie ogromna przyjemność. Ten nasz czas, wieczorny, spokojny, błogi. Zawsze mamy wtedy dobry humor, choć w ciągu dnia zdarzają nam się krzyki, złości, awantury. Te chwile z jakiegoś powodu są dla nas bardzo magiczne. Oczyszczamy głowy przed spotkaniem z Morfeuszem. Opowiadamy sobie miniony dzień, przytulamy się, wygłupiamy, czytamy książki. Tym razem nasze pieszczoty przerywane są wietrznym gwizdem. Gdzieś musi być nieszczelnie – myślę i zaczynam rozmowę, głaszcząc córkę po białej główce.

– Perełko, wiesz, że mamy ogromne szczęście? Tak bardzo wieje na dworze, a nam tu dobrze, mamy gdzie mieszkać… – Perełka uśmiechnęła się, kiwając twierdząco głową.
– Wiesz Antosiu, niektórzy ludzie nie mają domów…
– Ale to chyba są źli ludzie! – przerwała wzburzona.
– Nie, kochanie. To są dobrzy ludzie, którzy nie mieli tyle szczęścia, co my.
– A dla mnie szczęście, to że mam mamę, tatę i ciepło pod kołdrą. – powiedziała, przytuliła mocno najpierw tatę, następnie mnie, a już po chwili czułam jej miarowy oddech na swoim policzku.

Bo co to jest szczęście?

Co myślimy, pocierając „na szczęście” nos, siedzącego z posągową miną na ławeczce pod urzędem, Tuwima? Co myślimy, wrzucając „na szczęście” monetę do fontanny. Co myślimy, szukając nerwowo guzika, by złapać go „na szczęście”, gdy zobaczymy kominiarza? Co myślimy, zdmuchując kolejną świeczkę na torcie?

Czy szczęście to ogromny dom, na który będziemy pracować następnych 30 lat? Czy pozycja prezesa w międzynarodowej firmie? Albo kolejna torebka Chanel? Tudzież szpilki od Louboutina? Impreza do białego rana? Nowe Audi? Film obejrzany w kinie, lody na patyku, kałuża na chodniku, czy może dach nad głową?

Nie wiem.
Nie wiem, co to jest szczęście.
Czy w ogóle ma definicję i czy warto jej szukać?
Dla mojej córki szczęście to mama, tata i ciepło pod kołdrą.

Dla mnie chyba też…

 

DSC_4977DSC_4980DSC_5002DSC_5010DSC_5039DSC_5060DSC_4995DSC_5065DSC_5020DSC_4983DSC_5045DSC_5070DSC_4997DSC_5100DSC_5096DSC_5071DSC_5006DSC_5085

12
40 Komentarzy w
“Bo co to jest szczęście?”
  • Szczęście to ta chwila co trwa – śpiewała kiedyś A. M. Jopek. Ja sie pod tym podpisuje. pozdrawiam i życzę dobrej nocy, moja chyba będzie nieprzespana

  • Jasne, sama sie zastanawiałam dlaczego nie mogę spać i mam taka galopadę myśli w głowie dopóki nie przypomniałam sobie o dwóch wypitych kawach o 19.00 i nie powiązałam tych dwóch faktów w związek przyczynowo- skutkowy

    • Mnie kawy nie ruszają w ogóle. Mogę wypić i iść od razu spać. A galopadę myśli mam zawsze i wszędzie. Taka natura… ;)
      No to miłej nocy! :)

  • W trójmieście tak wiało, że nam termometr z balkonu do sąsiada poleciał, więc też się w domu zamknęliśmy. A Maks. Nasz Maks, który jeszcze niedawno był bobasem, mówiącym tylko o swoich potrzebach, dziś – z dnia na dzień! – staje się coraz większym, coraz bardziej rezolutnym chłopakiem. Mówiącym o uczuciach! To jest szczęście. Udało się <3

    • Aha no i bosko, że Maks Wam tak rośnie i potrafi nazywać to, co ważne. Mnie Tośka zaskakuje codziennie. Jestem w szoku i wiem, że można mi nie wierzyć, że tak mówi, że ściemniam. To dla mnie samej jest ogromny szok. ale to prawda. Na drugi dzień w samochodzie powiedziała podekscytowana: „Mama, a pamiętasz, jak rozmawiałyśmy o ludziach, którzy nie mają domu i jak wieje to im zabawki wywieje daleko do chmury?” No wymiękłam, no!!! :)

  • Zawsze gdy jesteśmy w moim domu rodzinnym jest duże zamieszanie. Dziadkowie, dzieci, dorośli. Biegamy między pokojami, kawą, kolacją, pokojem dzieci, wiadomości w tv, spacer, obiad. Czasami część z nas siedzi na piętrze, część idzie na spacer, część z nas gotuje albo zmywa po gotowaniu. Zamieszanie. Oczywiście lubimy to. Teraz w te wichury, w oststnich dniah, również tam zawitaliśmy. I nagle zrobiło się inaczej. Wieczorem wyłączony prąd. Wszędzie świece. Dzieci z latarkami. I my wszyscy skupieni w jednym miejscu. Zabawy słowne, opowieści, nagle niepotrzebna była piąta kawa, telewizja, internet i żarówka. Siedzieliśmy tak długo. Dzieciaki skupione, nie wariowały, nie biegały. Bawialismy się i byliśmy razem. Na końcu odmówiliśmy wspólnie modlitwę, o zdrowie dla dziadka, dla nas to ważne. Nigy nie stałoby się to, gdyby był „normalny” wieczór podłączony do prądu. Dla mnie było to bardzo ważne. Wtedy na koniec powiedziałam, że brak prądu to ogromne utrudnienia, brak ciepłej wody, brak obiadu, ciepłej kolacji, ale ja życzę sobie, aby tego prądu częściej brakowało. Bo dla mnie te chwile były właśnie szczęściem. Cenne chwile.
    Wyobrażam sobie Was w łóżku z Tosią. To jest właśnie szczęście.
    I nie musisz szukać i zastanawiać się nad definicją. Znaleźliście swoje szczęście, macie je.
    Gratuluję Wam bardzo.
    I życzę wszystkim takich chwil, które są szczęściem.
    A Tosią na trzecim zdjęciu od końca, modelka niesamowita. Pozuje profesjonalnie :-)
    Piękna córka.
    Piękna Ty.
    Piękna noga Tosi :-)))
    Pozdrawiam

    • Oj tak, ten brak prądu bardzo do siebie zbliża. Nagle się okazuje, że można spędzać czas inaczej, bliżej siebie. Można robić to też i z prądem, ale pokusy są wszędzie. Nie dziwię się więc, że życzysz sobie braku prądu haha! Jakkolwiek komicznie i irracjonalnie to brzmi!

      Tośka ma różne fazy. Czasem pozuje jak „rasowa” modelka, a czasami wystawi jęzor i ma gdzieś zdjęcia. I w jednym i w drugim przypadku wtedy ciężko o zdjęcia. Ale tutaj wariowała bardzo, a ja starałam się złapać momenty. Ciężko było, bo światło złe, ona rozbrykana, ale chyba jakoś tak mi wyszło. Lubię te zdjęcia… ;)

  • Każdy ma swoją definicję szczęścia. Albo inaczej szczęśliwi jej nie posiadają, bo szczęście noszą w sobie. A Tośka jest ZEN.

    • No właśnie, ja jej nie mam, nie znam i chyba nie szukam…

      Co do Tośki, to ona uprawia chyba jogę. Ale to dobrze, wiesz, mam z kogo brać przykład do swoich postanowień! ;)
      Buziaki!!!

    • Nie napisałam, że nie warto szukać tej definicji. Rozważam to… ;)

      Kurczę, dla mnie buty i torebka to żadne szczęście. Najmniejsze. Ani ten dom. Chyba jednak nie chcę szukać tej definicji, tylko po prostu żyć! ;)

  • a ja uwielbiam tą dziecięca pulchność, z której Tośka jeszcze nie wyrosła :) moja Wikula trochę starsza i juz nie taka pulchniutka

    buziaki

    • Ona chyba już wyrosła, tylko… Znowu jej się troszkę zimą przytyło! :)))
      Ile lat ma Twoja Wiki?

    • Nie wiem jak odpowiedzieć bezpośrednio na Twoją odp. ;)
      Wikulita już ponad 6 lat ma i zaczyna sie z niej robić szczypior ;) albo pajączek – długie chude odnóża hahaha dlatego tak zatesknilam do tej pulchnosci

    • No to już duża dziewczyna! Ciekawe, jaka będzie Tośka za te 3 lata. Ale prawda, jest taka milutka w dotyku i pulchniutka, kocham to! Idę się do niej przytulić! :*

  • Dla mnie szczęście to momenty. Uśmiech, ciepłe słowo, spontaniczny buziak i przytulak, obślinione ramię, na którym zasypia moje dziecko. Mimo, że wplątane w codzienną gonitwę, nerwy i fochy, to i tak nadają temu wszystkiemu sens.
    Jeju, Mira… Czy rodzic może usłyszeć od swojego dziecka coś piękniejszego niż to, że dla niego szczęście to mama i tata?
    Jesteście z Luckiem szczęściarzami!

    I wiesz co… Nie wiem, czy to za sprawą tych samych imion może :-) ale po raz kolejny myślimy o tym samym w tym samym czasie. Ja właśnie o tych szczęśliwych momentach teraz. I mam pewien pomysł. Będę do Ciebie na dniach pisała maila w tej sprawie, jeśli można :-)

    • W dalszym ciągu moim ulubionym postem jest Chwila: http://minimaliv.com/2014/06/chwila/. O tych momentach właśnie…

      Nie wiem, czy jest coś piękniejszego. Ale to sprawia, że wymiękam. Rozpływam się. Topnieję… I to są właśnie te momenty, bo generalnie Tośka jest urwisem, ale to taki kochany urwis. Lubię ten jej charakter, jest dzięki temu jakaś! :)

      I pisz do mnie, pisz! Jestem ciekawa co tam wymyśliłaś. Ja też coś wymyśliłam. Tylko nie wiem, jak to ugryźć hihi. Ale może muszę to przespać, przegryźć, przetrawić. Ale pisz, bo umrę z ciekawości! :)

  • Jak pięknie napisane. Dla mnie szczęście to uśmiech mojego dziecka, ale każdy ma inną definicję szczęścia, tak jak różne poglądy na życie. Pozdrawiam was serdecznie

  • Ciepło pod kołdrą to i ja uwielbiam. Mężowi zawsze gorąco a ja taki zmarzluch. Zawsze specjalnie robi zimno przed snem abym się do niego wtulała bo mi musi być ciepło żebym mogła zasnąć. Tośka coraz piękniejsza. <3 Szczęściary jesteście.

    • Oj, ja też uwielbiam jak jest cieplutko. Tak mi ciężko wyobrazić sobie brak tego dachu nad głową, no… :(

  • Ale to właśnie takie szczęście w naszej prostej codzienności jest najcenniejsze i najpiękniejsze! A ja uwielbiam ludzi, którzy potrafią to dostrzec!

    • Kiedyś nie widziałam nic. Liczyło się dla mnie zupełnie coś innego. Dzisiaj już nie mam wątpliwości, że jestem w odpowiednim miejscu, odpowiednim czasie. Tylko jeszcze, żebym wiedziała, w którym kierunku chcę iść z tzw. karierą. A ja nie wiem. Miotam się. Z tym mi źle. Bo tak poza tym to mi wspaniale! :)

  • Pierwsze zdjęcie! <3 To co tutaj piszesz: "To zawsze dla mnie ogromna przyjemność. Ten nasz czas, wieczorny, spokojny, błogi. Zawsze mamy wtedy dobry humor, choć w ciągu dnia zdarzają nam się krzyki, złości, awantury. " – skąd ja to znam! :)
    Co do szczęścia… dla mnie to bliscy, miłość, zdrowie, siła, uśmiech… rzeczywiście ciężko o jakąkolwiek definicję, ale jestem szczęśliwa (!), że mogę powiedzieć, że jestem. Nagmatwałam, ale wiesz… ściskam Was!

    • No właśnie! Nie ma sensu silić się na definicje. Po prostu trzeba być szczęśliwym. Tu i teraz. Jak Ty! :) Również ściskamy! :*

  • wniosek: uczmy się od dzieci, one wiedzą, że szczęście jest tu i teraz, że to nie jest coś, na co się czeka albo do czego się dąży. Niemniej, taki tekst wypowiedziany przez własne dziecko to dla mnie idealne podłoże do ryczenia…
    Pozdrawiam ciepło!

    • O właśnie, to ciekawe, co napisałaś. Ona to mówiła dokładnie w momencie, w którym się to działo. Dla niej szczęście, to że byliśmy tam wtedy, że leżeliśmy razem, że miała ciepło, bo mówiłam jej, że na dworze wieje i zimno. To wszystko jest takie proste! Dziękuję Iwonka, ściskam! :*

  • szczeście – dla mnie to wspomnień kilka i ich czar. Czasem jednak i tych nie da się chwycić. Piękne zdjęcia i muzyka.

    • Nie da się, gdy pamięć zawodzi. Póki pamiętasz, pielęgnuj te wspomnienia, bo tak naprawdę w rezultacie to wszystko, co mamy prawdziwego. Reszta jest złudna i ulotna…

      Dziękuję Aga! :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.