Kultura błędu

 

„W Polsce brakuje ducha, który unosi się nad Doliną Krzemową. Brakuje przekonania, że porażka to cenne doświadczenie i uznanie dla tych, którzy podejmują odważne decyzje, licząc się z porażką. Zamiast tego mamy spychologię i mnożenie przeszkód, uciekanie w przepisy i straszenie paragrafami. To paraliżuje ten kraj. To jest gorsze od katastrofy, bo działa długo i dyskretnie.” – Miłosz Brzeziński

Znacie tego (już) mema? To zadanie ze szkolnej klasówki?

 

sraczka

Zabawne, prawda?

Nie dla nauczyciela.
Ale dlaczego?
Czy dziecko nie miało racji?
Mleko i ogórek – każdy by się „posrał”…

Powiedzmy, że dziecko popełniło błąd. Moim zdaniem wykazało się niesamowitą kreatywnością. Ach, moja Tośka dostałaby ode mnie górę pysznych lodów za taką odpowiedź! Bo widać, że dziecko myśli życiowo. Ale według nauczyciela to błąd.

„Błąd łatwiej dostrzec niż prawdę, bo błąd leży na wierzchu, a prawda w głębi.” – Johann Wolfgang Goethe

I mamy takie dziecko. Dziecko, które, odpowiadając w ten sposób na pytanie, napawałoby mnie dumą. Lecz według nauczyciela dziecko popełnia błąd. Bo przecież odpowiedź nie mieści się w kluczu! Nie jest taka, jakiej oczekiwał nauczyciel. Nauczycielowi zapewne też brak poczucia humoru, ale załóżmy, że to kwesta względna.

Nauczyciel stawia jedynkę. Uczeń myśli, że jest głupi. Tak, głupi. Stwierdził fakt, który mieścił się w jego kategoriach rozumowania i został za to ukarany uwagą na czerwono. A przecież to dziecko jest bardzo kreatywne! Kto z nas dorosłych wpadłby na takie rozwiązanie? Kto, nie myśląc schematycznie o tym zadaniu, stwierdziłby w tym konkretnym przypadku, że mleko w połączeniu z ogórkiem powoduje sraczkę? Pewnie niewielu…

Od dziecka wpajają nam, by nie popełniać błędów. Każdy nasz błąd jest karany. Zwłaszcza w szkole. Tam to jest widoczne dobitnie, poprzez zaznaczanie na czerwono wszystkiego, co zrobiliśmy źle. Poprzez odejmowanie punktów na sprawdzianie, czego wynikiem jest gorsza ocena. Wiele dzieci boi się wyrwać do odpowiedzi, mimo, że ma dużo do powiedzenia, z obawy przed negatywną oceną nauczyciela, czy innych uczniów. W szkole brak jest miejsca na jakiekolwiek wyjście z szeregu, na bycie innym, odważnym – z obawy, że zostanie się uciszonym, a nawet wyśmianym. Popełnianie błędów jest zwyczajnie tępione.

Tak jest w szkole, tak jest później w dorosłym życiu. Wstydzimy się zrobić cokolwiek, żeby tylko nie polec, aby nie okazało się, że popełniliśmy błąd, zrobiliśmy coś źle i by przypadkiem nikt nas nie wyśmiał. I to nagminne: „A nie mówiłem?”…

I co z tego? Gadaj zdrów! Może i mówiłeś. Może i miałeś rację. Gdybym nie spróbował – nigdy bym się tego nie dowiedział!

W dzisiejszych czasach do wszelakich błędów przykładamy zbyt dużą wagę. Zdecydowanie większą niż do sukcesów. Sukces nie jest wielkim wyczynem, błąd to koszmarna porażka. Kultura błędu prowadzi do tego, że żyjemy pod presją. Boimy się błędów, nie podejmujemy ryzyka, co w rezultacie prowadzi do tego, że nie jesteśmy kreatywni. Obawiamy się oceny, opinii najbliższych, opinii ludzi postronnych, opinii publicznej.

Jednak przede wszystkim, nasza ostrożność w wystrzeganiu się błędów prowadzi do tego, że na tych błędach się nie uczymy!

„Kto nigdy nie popełnił błędu, ten nigdy nie robił nic nowego.” – Albert Einstein

Bardzo ważne jest, aby już w szkole uczyć dzieci, że popełnianie błędów to nic strasznego, a nawet jest wartościowe. Dać im do zrozumienia, że każdy popełnia błędy, ale robi to po to, by się na nich uczyć. Bojąc się popełniać błędy, stresujemy się, że popełnimy błąd i… popełniamy błędy! Koło się zamyka.

Głównym błędem jest strach przed jego popełnieniem!

W szkole często determinowane jest to przez złą ocenę (dlatego jestem za zniesieniem ocen w szkołach – tak, to możliwe, ale o tym może innym razem), a w dorosłym życiu przez obawę bycia źle ocenionym.

Koncentracja na błędach prowadzi do tego, że uczniowie nie myślą o tym, co naprawdę chcą powiedzieć (napisać), czy jakie maja wnioski, lecz jakiej odpowiedzi oczekuje nauczyciel – test – klucz (tragiczne rozwiązanie naszej edukacji).

W dorosłym życiu także nie koncentrujemy się na sukcesach. Patrzymy tylko, jak nie popełnić błędu. Robić wszystko w taki sposób, w jaki oczekują tego od nas inni. By przypadkiem nie powinęła nam się noga, by ktoś nie czerpał satysfakcji z naszego upadku.

Niestety każdy błądzi.

Dlatego warto uświadomić sobie, że WSZYSCY popełniamy błędy. Na każdym kroku. Trzeba to zrozumieć, przyjąć do wiadomości, nauczyć się z tym żyć, a także pojąć, że popełnianie błędów- zarówno swoich, jak i innych – należy dopuścić, tolerować i wybaczać.

Zamienić zaznaczanie na czerwono błędów na klasówkach, na zaznaczanie na zielono tego, co zrobiło się świetnie. Zwrócić uwagę nie na to, co zrobiło się źle, lecz na to, co zrobiło się dobrze. Dopingować, doceniać, głaskać. Zarówno dzieci, jak i dorosłych. O ileż to bardziej budujące!

Pozwólmy dzieciom popełniać błędy.
Zamieńmy kulturę błędu na kulturę sukcesu!

W końcu „Errare humanum est”…

 

 

42
30 Komentarzy w
“Kultura błędu”
  • To wszystko prawda o czym piszesz, ale nam wszystkim a urzędnikom chyba najbardziej brakuje odwagi i chęci żeby tak postępować. Nie wiem co to za stwór u nas się tworzy ale jest zimny i bezwzględny dla jednostki.

    • I dlatego trzeba zacząć od małego, od domu, od szkoły, od wychowania. Samo się to nie zmieni, a stwór nie ucieknie… :)

  • Ejmen!
    Sama boję się błędów i zachodzę w głowę jak nie przenieść tego na Zuzę. Zgrywam przy niej luzaka i nieustraszonego bohatera z dystansem do oczekiwań innych ludzi, ale wiem że to ciągle mało żeby się przed tą „kulturą” obronić. Już ją w żłobku wyłączają w ramy słusznego postępowania, więc i ja mam mało czasu na oznalezienie swojej drogi, która będzie dla niej kontrinspiracją.

  • Dokładnie! Kiedy tak bedzie., powiedz mi kiedy? Czy moje/nasze dzieci tego doświadczą? Czy zdążą? Czy będą karcone po łbie za każde potknięcie. Jak długo jeszcze? Czy to tylko chwilowa rewolucja ( szkoły budzące się) czy zmiana, które na stałe zagości w naszej mentalności? Nawet nie wiesz jak boję się tej szkoły, tej tradycyjnej, boję się jej okrutnie.

    • Aga, dobrze wiesz, że ja wierzę, że tak. Że nasze dzieci pójdą no nowej, „obudzonej” szkoły. I ta wiara w to, że system się zmieni trzyma mnie w tym kraju. Niestety niczego nie zmienisz w sekundę. Potrzeba czasu, lat pracy, walki z betonem… Ale róbmy to, walczmy, dla naszych dzieci, wnuków. Tak naprawdę, bądźmy egoistami, ponieważ te dzieci kiedyś będą nami rządziły! Od nich zależeć będzie los naszego kraju. I cudnie by było, gdyby Polacy nie poszli śladem premiera i dwóch milionów rodaków, tylko zostali w Polsce. Budowali kraj piękny i mądry. Chcę wierzyć, że to możliwe.

  • Dostajemy po łapkach za popełniane błędy, nasze dzieci też dostają. Otóż to.

    Mimo tego, że dwie z naszych dziewczyn są szkolne i radzą sobie świetnie, także pod kątem ocen, to jestem (razem z moją Justyną jesteśmy) przeciwnikiem ocen w szkole.
    Pozwól, że przybije Ci wirtualną piątkę.

    • Na całe szczęście Tomku to się zmieni. Oceny to zło i ludzie od edukacji to widzą. Potrzeba tylko czasu i wiary w dyrektorów oraz nauczycieli, że będą chcieli się zmieniać. Choć ja piszę do rodziców, by oni nie „dawali po łapkach” dzieciom za błędy i reagowali na takie przypadki w szkole, na korzyść dziecka oczywiście. Trzeba walić w mur z każdej strony. Wtedy jest szansa, że runie. Piąteczka!

  • Ciekawe jest to, że często powtarzają nam, że człowiek uczy się na błędach, ale jak już rzeczywiście ten błąd popełni, to dostaje łatkę lenia, idioty, nieudacznika. I niby czego ma się z tego nauczyć? Żeby myśleć według schematu i nie wyrywać się przed szereg? Chyba właśnie w szkole jest to najbardziej widoczne. Nie przypominam sobie, żeby w ciągu całej mojej szkolnej kariery – od podstawówki aż po studia – kiedykolwiek jakiś nauczyciel omawiał to, co zostało dobrze zrobione, za to pamiętam lekcje w całości poświęcane omawianiu błędów. Co ciekawe w szkole błąd ma zupełnie inną definicję, zależną wyłącznie od nauczyciela.
    p.s. Czekam cierpliwie na odpowiedź na maila :-)

  • Świetny tekst. Mnie niestety rodzice (głownie za sprawą taty) wychowywali tak, żeby ustrzec przed błędami, żeby wszystko było idealnie, próbowali myśleć za mnie. Do teraz odczuwam tego skutki, to jest bardzo ograniczające, ale teraz staram się nie powielać tego schematu, wychowując moje dziecko.
    A co do systemu szkolnictwa, to jeszcze kilka lat temu uważałam, że nie jest taki zły (przynajmniej w klasach 1-3), choć przeładowany, jak na każdym z resztą szczeblu. I pomimo, że na studiach pedagogicznych wpajają, żeby rozbudzać w dzieciach kreatywnośc, to właśnie odgórne ustalenia ministerstwa wszystko psują…

  • Dla mnie kluczowe jest to co się przewija w tym co napisałaś, mianowicie rozpoczęcie od nauczenia się nie patrzenia na to „co inni powiedzą”, wtedy w wielu aspektach życia będzie nam łatwiej :)
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Oj długa droga jeszcze przed nami nauczycielami. Całe szczęście, że na swojej drodze zawodowej trafiłam do placówki montessoriańskiej. Tam nie ma ocen, kar, nagród.
    Tego boję się najbardziej, że za 4 lata moja córka pójdzie do szkoły wpiszę „sraczkę” i dostanie pałę. Jeszcze trochę czasu jest i mam nadzieję, że system oświaty obudzi się jednak z tego letargu.

  • My się nauczyliśmy obracać w żart porażki, ale w brzuchu za każdym razem robią one wyrąb. I tak, masz rację wszystko leży u podstawy. I czy szkoła wystarczy? Moim zdaniem nie wystarczy, bo są domy, które nie uznają porażek.Są domy, które znacznie wcześniej niż szkoła determinują w nas brak zgody na pomyłkę. Mechanizm ludzki głaskany… Też bym chciała. Też bym chciała, żebyśmy do siebie wyciągali rękę gdy ktoś się potknie i umieli wskazać mu drogę jak zabłądzi i wiesz przecież, że robimy to w naszych światach. W naszych rzeczywistościach.
    Dobrze, że mówimy o tym głośno i szkoda, że mamy mniejszy niż byśmy chcieli wpływ na systemy, które obramują naszą codzienność. Ale też (ta idealistka we mnie) wierzy głęboko, że od myślenia konstruktywnego do czynu można dojść konsekwentnymi krokami i tego niniejszym Ci z serducha życzę!

    • Masz pełne prawo tak uważać. Może ja, Miłosz Brzeziński, neurodydaktycy i postępowi nauczyciele jesteśmy demagogami. Może popełniamy błąd. A może Ty, tak uważając. Na szczęście wszyscy mamy do tego prawo! :) Pozdrawiam ciepło!

    • Ja się z główną myślą absolutnie zgadzam. Zwłaszcza jako rodzic. Choć moje dziecko jest dopiero w przedszkolu, przewracam oczami, jak mi opiekunka mówi, że Antek ciągle z kolegą zapasy urządzają. Aż bym chciała jej powiedzieć: „A co mają robić? Są na etapie takich właśnie zabaw”. Natomiast jako nauczycielka (na detoksie hehe) czuję się trochę dotknięta taką oceną. Znaczy ja wiem, że tak właśnie oceniamy. I za to można nas krytykować, ale nie zrzucać na nas odpowiedzialności. To system jest chory. My jesteśmy trybami. Ktoś za nas podjął odgórnie decyzje, obowiązują nas programy nauczania i oczekiwania, nie tylko dyrekcji, ale też samych rodziców. Bo ostatecznie testy i egzaminy (też chore) weryfikują wiedzę. Człowiek zaczyna pracę i ma swoje ideały, chcę połączyć to co musi, z tym co chce osiągnąć. A po paru latach budzi się podczas sprawdzania kolejnej kartkówki czy wypracowania. Bo ich ilość w ciągu semestru też jest narzucona. Zresztą, godzinami można o tym opowiadać. Poczucie humoru i to, jakim człowiekiem jest nauczyciel, nie ma kompletnie znaczenia w kontekście efektów, jakie musi uzyskać. Niestety jest tylko narzędziem.

    • Piwnooka, no niestety z tym się nie zgodzę. Że jesteś tylko trybem. Będę jeszcze o tym pisać, ale teraz krótko. Od kiedy masz program nauczania w szkole? Od kiedy? Bo z tego, co mi wiadomo, jedyne co masz to podstawę programową i jej musisz się trzymać. To, w jaki sposób nauczysz dzieci zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. I zdziwiłabyś się, która szkoła ma najlepsze wyniki z testu 6-klasistów. Jak myślisz, ta która stosuje konwencjonalne metody, siedzenie w ławkach i trzepanie zadanek? :)

      Kto Ci narzuca ilość klasówek i testów? Kto?

      Co do dyrektora – zgadzam się, on musi chcieć się zmienić. Rodzice tak samo. I dlatego o tym piszę, by ich uświadamiać i dlatego polska szkoła będzie niedługo „budzącą się szkołą”. Jak w Niemczech. Jest nadzieja! :) Buziaki!

    • No jeśli tak wejść w szczegóły, to obowiązuje mnie masa dokumentów: program nauczania, podstawa, WSO, PSO. Oraz sam fakt, że nie pracuję w próżni i muszę trzymać się ustaleń zespołu przedmiotowego. Regularnego oceniania i to w zróżnicowanych formach pilnuje dyrekcja, a przykaz taki jeśli się nie mylę idzie z kuratorium. I nawet mając to wszystko na uwadze, nawet jednostka może iść pod prąd, napisać swój autorski program w oparciu o podstawę programową. Może w ogóle zrezygnować z podręcznika (choć ten jest „bezpieczny”, bo zatwierdzony przez MEN) a lekcje może prowadzić na boisku. Tylko gdy przychodzi do weryfikacji umiejętności i wiedzy ucznia (a mówię tu o Maturze), a ten zdaje egzamin na minimalnym poziomie albo w ogóle, odpowiedzialność spada na nauczyciela i jego nowatorskie metody nauczania. I później to on musi się tłumaczyć i udowadniać, że realizował podstawę. Taka jest rzeczywistość.

  • Oj, to prawda. Bardziej dostrzega się i głośniej się mówi o błędach, porażkach itp, a mówienie głośno o sukcesach uważane jest za przechwalanie się? Jak komuś się podwinie noga, to naokoło jest burza na ten temat, a jeśli ktoś zrobi coś super, to brakuje dobrych słów. System w szkołach jest żałosny, to trafienie w klucz… jak tutaj być kreatywnym? A przecież nie patrzenie na innych, nie zastanawianie się nad tym „co ktoś powie” prowadzi do rozwoju, do realizacji siebie. Szkoda, że w pewnym sensie zabrania się tego dzieciom (w szkołach) i ucina skrzydła.

    • I dlatego musimy zrobić wszystko, by niepostępowi dyrektorzy i nauczyciele, a także rodzice chcieli się zmienić i się zmienili. Nasze dzieci nie są szczęśliwe. Są zastraszone, jedyne co robią, to się uczą! To nie jest dzieciństwo, to nie jest życie! To musi się skończyć, a skrzydła zacząć rosnąć. Ściskam Cię Ola!

  • A ja pamiętam moją wiejską podstawówkę, gdzie w klasie było nas 12 dzieciaków, gdzie wszyscy wszystkich znali, a mamy i nauczycielki były i są nadal, koleżankami ;) I właśnie ta szkoła była super, pełna motywacja, wzajemna pomoc, przyjaźń… Wiadomo, błędy zawsze były omówione, ale po to, żeby kogoś jakoś upokorzyć, tylko po to, żeby następnym razem nie pisać „tagrze” i ogólnie było fajnie :) Gimnazjum też było niezłe, ale fakt – liceum w wielkim „mieście” po takich szkołach wcześniej było jak zderzenie ze ścianą – wyścig szczurów, wzajemna zawiść i przekonanie nauczycieli, że nawet na profilu biologiczno-chemicznym historia to podstawa :/
    Ja tam do ocen nic nie mam, ale fajnie by było, gdyby nauczyciele od początku starali się wyłapywać i wyszukiwać w dzieciach ich prawdziwe talenty i pomagać im w rozwoju :) To jest świetne i budujące, a nie przekonywanie humanisty z urodzenia i zamiłowania do tego, że całki są potrzebne i łatwe…. A robienie wszystkiego „pod klucz” jest porażkową porażką i tyle…

  • Ogromnie chciałabym tego samego co Ty. Bez oceniania, porównywania, przyklejania łatek itp.
    Chociaż wiem, że to wychowywanie szkolne które ma na celu wypuszczenie średniaków, którymi łatwo będzie sterować i którzy w głowach mają głównie myśl żeby działać pod dyktando (bo robią to od najmłodszych lat po wczesną dorosłość. .. czyli kilkanaście lat życia) będzie ciężko wyprostować i uelastycznić
    Ale też wierzę że w końcu się uda!

  • Oj, co wieku szkolnego to totalnie się zgadzam, ale i wśród dorosłych mam wrażenie, że sukces potrafi być odbierany negatywnie, jako błąd. Ktoś coś osiągnął? Pewnie oszukiwał! Oczywiście nie jest to norma (mylę się?) ale jest gdzieś takie poczucie, że ludziom nie może się powodzić ot tak.
    Piątka Mira! (nie ocena, tylko piątka, piąteczka! :))

  • Kurka, ja bym tak bardzo chciała na te błędy uwagi nie zwracać. Bo wszystko to, o czym piszesz – ta kreatywność, ten sposób myślenia. To właśnie to, czym szczycić się powinnam. Bo dziecko mam mądre, życiowe! I choć nie wiem, czy te „błędy” i u nas się pojawią, czy jako błędy traktować je będziemy, to przerażona jestem jednocześnie, patrząc na siostrę najstarszą, która (inteligentna okrutnie) tak bardzo przejmuje się stopniami swojego czwartoklasisty! Bo leń, bo mógłby więcej,lepiej (…). I tak sobie myślę, że ta szkoła z programem autorskim, te zajęcia dodatkowe – inne niż wszędzie, to jest właśnie to. Strzał w dziesiątkę. Żeby ten Syn nasz nie był zaprogramowanym idiotom bez uczuć i własnego zdania. Bo przecież patrzę dziś na tego mojego śpiącego krasnala (nie idealnego, z buzią pyzatą i czerwoną plamą na czole)i wiem, że On tak wiele może. Wystarczy podać mu rękę i nie przeszkadzać.

    • Swoją drogą… Ja sama tak niedoskonała- dążąca do perfekcjonizmu, więc wiecznie niezadowolona z siebie. Dopiero dzięki Niemu się uspokoiłam, wyciszyłam, zrozumiałam… Nie tylko Maksowi pozwalam na popełnianie „błędów”. Sobie również.

  • Ja bym do tego jeszcze dodała przyznanie się do niewiedzy. W szkole straszna zbrodnia. Od zawsze uczyli mnie, że trzeba mówić COKOLWIEK byle mówić, i byle nie przyznać się, że się nie wie. Coś takiego zawsze wewnętrznie budziło mój głęboki sprzeciw.
    Pracując swego czasu w urzędzie dostałam do zaopiniowania jakiś dokument (projekt ustawy) z dziedziny, o której miałam bardzo mgliste pojęcie. Na zebraniu zapytano mnie czy mam uwagi. Powiedziałam w prost, że nie mam bo się na tym nie znam i nie będę się w tym temacie wypowiadać. Rozpętało się piekło, wiele się wtedy nasłuchałam przykrych uwag i epitetów na swój temat, ale dzisiaj zrobiłabym to samo.
    Dodam jeszcze, że w urzędzie tym jeśli nie miałaś uwag, to żeby wykazać się byle czym, należało w takich sytuacjach wyszukać choćby literówek i błędów interpunkcyjnych w tekście :)

    • Te problemy, jak widać na Twoim przykładzie, są wszędzie, na każdym kroku, w każdej dziedzinie życia. Ale to smutne…

  • Z tą sraczką to bez przesady. Może jakby napisał biegunki? Już tak nadmiernie nie psychologizujmy naszych działań. W Polsce panuje to, w Polsce panuje tamto, w Polsce nie ma tego a powinno być….kim jesteście, ze macie prawo tak oceniać i uogólniać. Nie wiecie jak jest w fantastycznej szkole w Świdniku (pewnie nie wiecie gdzie jest Świdnik:) , nie macie pojęcia jak wiele jest dobrego, jak wielu jest zaangażowanych nauczycieli…napiszcie kiedyś taki artykuł jak jest super fajnie a nie jak ciągle źle i to czarno-białe smutne zdjęcie. PEEESYYYMIŚCI!

    • Cieszę się bardzo, że w Twoim Świdniku jest cudownie! Ekstra! Jakbyś znała mojego bloga, to byś wiedziała, że także piszę, że jest super fajnie. To raz. Dwa, to nie jest portal, żebym miała pisać artykuły. Trzy, nie musisz czytać tych pesymistycznych wynurzeń. Cztery, załóż bloga i piej nad szkołą w Świdniku. OPTYMISTKO!

    • I jeszcze mądralo Ci napiszę, że jakbyś znała mojego bloga, to byś wiedziała, że kocham czarno-białe zdjęcia i uwielbiam czarno-białą fotografię, nie jest więc to oznaką pesymizmu. Więc następnym razem poczytaj najpierw, zanim skomentujesz, bo inaczej będę usuwać takie durne wypowiedzi. Pozdrawiam.

  • chciałabym takiego nauczania dla mojej młodszej pociechy. Moja starsza córka chodzi do 4 klasy już i widzę to nauczanie teraz i mi ręce czasem opadają z bezsilności. Ile razy podjęłam rozmowę z nauczycielami to tyle razy przegrywam bo muszę uważać na słowa , aby przypadkiem nie zaszkodzić córce w szkole. ” Bo jeżeli nie jest tak jak ma być wg Pani to jest źle, co z tego że wynik dobry.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.