Generacja Z. Rozwój, czy cyfrowa demencja?

W dzisiejszym poście odniosę się do filmu „Generacja Z” Natalii Hatalskiej, będącego pierwszym odcinkiem jej autorskiego projektu OnOff – cyklu poświęconego trendom społecznym. Na wstępie chciałabym zaznaczyć, iż moim celem nie jest dyskredytacja filmu, projektu, ani jego twórcy. Sama autorka pisze, że „film nie jest badaniem w dosłownym tego słowa znaczeniu”, a jedynie jej subiektywnym spojrzeniem na to pokolenie, poparte obserwacjami, rozmowami z dziećmi i ich rodzicami oraz ogólnodostępnymi badaniami. Następnie dodaje, iż żywi nadzieję, że jej film sprowokuje dyskusję.

Mnie sprowokował.

Cieszę się ogromnie z powstania tego filmu i jego zasięgu, ponieważ otwiera on furtkę do rozmowy na tematy niezwykle ważne. Dotyczące pokolenia „cyfrowych tubylców” (1), które w przyszłości będzie nami zarządzać. Pokolenia, które ma zmienić nasz świat. Na lepsze.

Postanowiłam podjąć temat, ponieważ moim zdaniem – mimo zapewnień autorki, że jej film to całkowicie subiektywna ocena zjawiska – mam pewne obawy, czy nie zostanie on opacznie odebrany przez rodziców. Mianowicie sposób wykorzystania technologii przez współczesne dzieci i młodzież w filmie, podkreślam – w moim odczuciu – może przynieść więcej szkód niż pożytku. Żywię obawę, iż rodzice mogą dać sobie przyzwolenie na ciągłe pozwalanie dzieciom grania w gry od najmłodszych lat, czy nieefektywne korzystanie z internetu, bądź oglądanie bajek, a – mogę się tylko domyślać – nie to było celem projektu i jego twórcy.

 

5

 

Niestety, nie każde dziecko dziecko jest zdolne w tej samej dziedzinie. Każde jest wyjątkowe (wszystkie dzieci są zdolne!) w czymś innym. Ma inną wrażliwość, podatność na uzależnienia. Technologia, wykorzystywana przez dzieci w niewłaściwy sposób, może działać na nie bardzo negatywnie. Tylko zapalone jednostki, zorientowane na sukces w tej konkretnej dziedzinie – zmienią świat. A przecież każde pokolenie zmienia świat. Dzięki tym jednostkom właśnie.

Dlatego nie powinno być oczywistym, że wszystkie dzieci są takie, jak przedstawione w prezentacjach TEDxKids (przytaczanych przez autorkę w komentarzach), ani nawet w filmie. Nie wszystkie mają świadomych rodziców, którzy dają im telefon, konsolę, włączają telewizor „tylko na chwilę”. Rewolucje wpływają na nas wszystkich, ale nie każdy jest Edisonem, czy Jobsem. Praktycznie wszyscy jeździmy dzisiaj samochodami, lecz nie wszyscy te auta udoskonalamy, produkujemy, naprawiamy. Tak samo nasze dzieci. Większość z nich grając w gry, korzystając z aplikacji, czy oglądając bajki nie będzie chciała tych gier pisać, tworzyć drugiego Facebooka, albo pracować dla Disney’a. Te dzieci po prostu marnują swój czas, który powinien być wykorzystany w innej dziedzinie – tej, w której dziecko wykazuje największy potencjał. Większość dzieci (i dorosłych) jest tylko biernymi odbiorcami technologii wymyślanych przez innych. I niestety, ale badania wykazały, że złe i nadmierne korzystanie z tych technologii nie ma na nas dobrego wpływu.

Stąd płynie prosty wniosek, iż pokolenie Z nie zmieni naszego świata. Zmienią go jednostki. Reszta straci swój prawdziwy potencjał i będzie walczyć z cyfrową demencją.

 

4

 

Chciałabym dodać, iż kompletnie nie neguję nowych technologii. Uważam, że nie powinniśmy zabraniać dzieciom korzystania z tych dobrodziejstw. Ale jednocześnie musimy mieć świadomość, że nasze pociechy powinny rozwijać kompetencję medialną. Niestety okazuje się, że generacja cyfrowych tubylców, mając powszechny dostęp do wiedzy, nie potrafi jej efektywnie wykorzystać (2).

Poza tym, warto zadać sobie pytanie, co jest ważniejsze: umiejętne korzystanie z bankowości mobilnej, czy umiejętność wyliczenia zysku np. z lokaty dziesięciodniowej? Umiejętność korzystania z Google Maps, czy zdolność odnalezienia drogi, gdy rozładuje nam się telefon? Czatowanie, czy rozwijanie kompetencji interpersonalnych, które jest możliwe jedynie w kontakcie z drugim człowiekiem – na żywo.

Nie chcę nikogo do niczego przekonywać, nie mówię, jak postępować, ani w jaki sposób wychowywać dzieci. Sama popełniam mnóstwo błędów wychowawczych, ale staram się je analizować i naprawiać. Przedstawiam Wam jedynie moją subiektywną opinię, że media cyfrowe nie powinny służyć głównie rozrywce (a tak zrozumiałam dokument), a pomagać nam funkcjonować we współczesnym świecie i ten świat ulepszać. Smutna prawda jest taka, że nie jest to możliwe podczas zabijania przeciwnika, czy smoka w grze komputerowej.

 

7

 

Zacznijmy od tego, że aby w ogóle móc powiedzieć cokolwiek o wpływie technologii na dzieci, a także ich funkcjonowania w cyfrowym środowisku, należałoby poznać trochę bliżej… ludzki mózg. Pominę jednak ogólne informacje o tym organie i przejdę do kwestii interesujących nas najbardziej.

NEURONY LUSTRZANE

To największe odkrycie w neuronaukach. Przełom na miarę poznania funkcji DNA przez genetyków. A może nawet jeszcze większy! Odkrycie neuronów lustrzanych pomaga nam rozumieć jak uczy się mózg i pozwala badać co robić, by ten mózg uczył się efektywniej. A przecież chyba wszyscy chcemy, by nasze dzieci były mądre!

Dzięki neuronom lustrzanym człowiek jest w stanie niemal natychmiast odczytać intencje drugiego osobnika. Jest zdolny do rozpoznawania cudzych emocji oraz empatii i współczucia. „Zasady działania neuronów lustrzanych pozwalały zrozumieć wiele zjawisk, np. dlaczego zarażamy się od innych osób śmiechem lub ziewaniem, dlaczego krzywimy się z bólu, oglądając w telewizji osobę, która przycina sobie palce drzwiami i dlaczego rodzice, karmiąc małe dzieci łyżeczką intuicyjnie otwierają usta, oczekując, że maluch zrobi to samo. Bez wątpienia coś każe nam naśladować innych ludzi i mechanizm ten jest wyjątkowo silny u dzieci. (3)”

Niemiecki neurobiolog i lekarz Joachim Bauer wykazał, że neurony lustrzane biorą udział w procesach uczenia się (4). Mając to na uwadze należy stwierdzić, iż obserwacja i naśladowanie drugiego człowieka przez dziecko powinno odgrywać największą rolę od pierwszych dni jego życia. Trzeba bowiem pamiętać, iż najbardziej intensywny rozwój sieci neuronów lustrzanych przypada na pierwsze lata życia dziecka. Dlatego tak bardzo ważne jest, by od urodzenia dziecka dbać o relacje z nim oraz dostarczać mu odpowiednich wzorców zachowania (wszyscy wiemy, że dzieci nas „kopiują” – właśnie za to odpowiedzialne są neurony lustrzane).

Najnowsze wyniki badań nad mózgiem pokazują, że „pełny rozwój neurobiologicznego wyposażenia człowieka możliwy jest jedynie dzięki relacjom międzyludzkim (5)”. W świetle tych badań łatwo dojść do wniosku, że jedynie kontakt człowieka z człowiekiem pozwala mu rozwijać relacje interpersonalne, uczyć się rozwiązywania konfliktów, wyzwalać empatię (tak bardzo brakuje jej współczesnej młodzieży!), czy współpracować w zespole. Dlatego też wyposażanie dzieci we wszelki możliwy sprzęt nie jest najlepszą inwestycją, jaką można sobie wyobrazić. Inwestycją w dziecko powinien być poświęcony mu czas, zabawy, rozmowy, czytanie książek i – najważniejsze – opowiadanie bajek! A jeśli chodzi o młodzież – jak najczęstsze kontakty z rówieśnikami, a nie przesiadywanie w domu na czacie.

 

10

 

MÓZG SPOŁECZNY

W sercu Doliny Krzemowej, mekce komputeryzacji i nowoczesnych technologii, znajduje się szkoła, w której nie ma ani jednego komputera, a używanie sprzętów elektronicznych jest zakazane. Swoje dzieci posyła tam prezes ds. technologicznych eBaya, pracownicy Google, Yahoo!, Apple, czy HP.

Komputery, zdaniem nauczycieli i rodziców, posyłających dzieci do Waldorfa, upośledzają kreatywne myślenie, ograniczają ruch, interakcje pomiędzy ludźmi i źle wpływają na zdolność skupienia uwagi. Odrzucam stwierdzenie, że w szkole konieczna jest technologia. Pomysł, że aplikacje na iPadzie lepiej nauczą moje dzieci czytania czy liczenia jest śmieszny – mówi 50-letni Alan Eagle, który jest odpowiedzialny w Google’u za komunikację najwyższych rangą menedżerów i m.in. pisze przemówienia dla Erica Schmidta. Jego 10-letnia córka nie wie, jak używać Google’a, a 13-letni syn dopiero się tego uczy. (6)”

System Waldorf School of Peninsula wynika z podejścia do kształcenia, które powinno odbywać się w kontekście społecznym, co w świetle badań nad mózgiem zdaje się być podejściem całkowicie słusznym. Zdaniem neurobiologów nasz mózg w znacznie większym stopniu niż przypuszczaliśmy jest organem społecznym, a jego rozwój wymaga współpracy z innymi osobami.

„Kontakt z komputerem i internetowe poszukiwania prowadzą do wytworzenia nowych połączeń [neuronalnych], ale jednocześnie pojawia się ryzyko, że inne, czyli te które powstają tylko poprzez relacje z innymi ludźmi w świecie realnym, zostaną rozwinięte w niewystarczającym stopniu. […] Mózg dostraja się do potrzeb, a ponieważ do konsumowania programów telewizyjnych nie potrzeba nazbyt rozwiniętych struktur neuronalnych, te niewykorzystywane zostają zwyczajnie usunięte (7)”. Jednym słowem – dzieci przyklejone do szklanych ekranów nawet jeśli nie głupieją, to kompletnie się nie rozwijają! Człowiek do nauki potrzebuje drugiego człowieka. Nie sprzętu z dziesiątkami aplikacji, gier, czy bajek.

 

Teletubbies 10th anniversary ?Photocall

 

TELETUBISIE TO ZŁO?

Małe dziecko rozumie jedynie to, co potrafi przetworzyć jego mózg. Do jego rozwoju i nauki, dziecko potrzebuje kontekstu. Gdy mama mówi, że miś jest miękki – dziecko przez dotyk może poznać znaczenie tego słowa (kontekst). Oglądając telewizję, dziecko w żaden sposób nie łączy słów z odpowiadającymi im doznaniami zmysłowymi. Większość bajek dostarcza dziecku ogromnej liczby chaotycznych, szybko zmieniających się dźwięków i obrazów, których mały mózg nie potrafi przetworzyć.

Zdaniem Manfreda Spitzera, autora książki „Jak uczy się mózg”, dla rozwoju mózgu ta różnica ma ogromne znaczenie. Czas spędzony na oglądaniu bajki jest całkowicie nieefektywny (porównywalny do przebywania w ciemnej piwnicy), a badania wykazały, że może także obniżać koncentrację, umiejętności językowe i matematyczne, rozumienie tekstu i wpływać na zubożenie języka. (8, 9, 10). Spośród bajek najbardziej szkodzących rozwojowi mowy, w badaniach wymienia się Teletubisie, Ulicę Sezamkową oraz Barney’a i Przyjaciół (11).

Amerykańska Akademia Pediatrii zaleca zero czasu przed ekranem dla dzieci poniżej dwóch lat. Jednak wiadomo, że ciężko tego uniknąć, dlatego nie wszyscy są tak bezwzględni. Kanadyjskie Towarzystwo Pediatryczne zaleca już nie więcej niż 30 minut dziennie dla dzieci poniżej dwóch lat (12).

 

11

 

„NIE GRAM W ŻADNE GRY. NIE MAM NA TO CZASU” Alber Einstein

W sierpniu 2014 roku opublikowano w piśmie „Pediatrics” wyniki badań psychologów z Uniwersytetu Oksfordzkiego (13) na grupie blisko 5 tysięcy dzieci i młodzieży (10-15 lat). To pierwsze tego typu poważne badania oceniające zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki gier wideo. Okazało się, że granie w gry krócej niż jedną godzinę dziennie ma niewielki pozytywny wpływ na rozwój dzieci i młodzieży. Dzieci grające przez mniej niż 1/3 czasu wolnego (i w ogóle) były najbardziej towarzyskie i najczęściej wspominały o satysfakcji z życia. Występowało u nich mniej problemów z przyjaciółmi i emocjonalnych, odnotowano także niższy poziom nadruchliwości. Natomiast osoby spędzające przed komputerem ponad połowę wolnego czasu nie są dobrze przystosowane na wskutek braku zaangażowania w inne wzbogacające czynności. Liczy się więc umiar.

 

8

 

TECHNO-MÓZG

Autorzy książki „iBrain” Gary Small i Gigi Vorgan wysuwają hipotezę, że oglądanie bajek w dzieciństwie przyczynia się do lawinowego wzrostu diagnozowanych w ostatnich latach przypadków autyzmu (w książce można znaleźć badania). Inaczej okablowane mózgi nowego pokolenia nazywają oni techno-mózgami. Psychologowie ci dowodzą, że „wykorzystanie potencjału mózgu zależy od tego, w jaki sposób korzystamy z nowych technologii; czy są to działania wymagające kreatywności, czy jedynie typowe gry zręcznościowe, które poza spostrzegawczością i szybkością reakcji niczego więcej nie rozwijają. Jednostronna stymulacja prowadzi do radykalnego ograniczenia rodzaju docierających do mózgu bodźców, w wyniku czego nie może się rozwinąć wiele ważnych struktur, takich jak choćby neurony lustrzane. (14)”

 

2

 

CO DAJE SZCZĘŚCIE?

Na to pytanie jedna z bohaterek filmu odpowiada: „Miłe sytuacje, czy spotkania z bliskimi osobami.” I to jest ten moment, w którym nie mogę oprzeć się napisaniu o polskiej szkole. Dzieci spędzają pół dnia w szkole, a drugie pół odrabiają prace domowe. Ich życie jest całkowicie podporządkowane nauce. Współczesny model szkoły zmusza dzieci do bezustannego wkuwania, nie pozostawiając zbyt wiele czasu na przyjemności, o czym dobitnie mówi bohaterka filmu: „W dni robocze staram się nie spotykać ze znajomymi”.

Do tego dochodzi aspekt strachu: „Boję się zostać sama, bez przyjaciół, bez rodziny”. Dzisiejszy świat nastawiony na cele, rywalizację, ustawiczną naukę i pracę może prowadzić do alienacji. Ludzie mają zdecydowanie mniej czasu na kontakty face to face, dlatego zastępują je Facebookiem („głównie używam go do pisania ze znajomymi” – mówi bohaterka filmu), by tych przyjaciół nie stracić. A kontakt na czacie nie wnosi w życie człowieka zupełnie niczego poza powierzchowną komunikacją. Bez mowy ciała, gestów, mimiki twarzy… Z pewnością nie sprzyja to pogłębianiu relacji, ani – co najważniejsze – nauki empatii!

(O tym jak i dlaczego powinna zmienić się współczesna szkoła, zupełnie nieprzystosowana do nauczania cyfrowych tubylców oraz o negatywnym wpływie multitaskingu na dzieci, młodzież (i dorosłych), spowodowanego użyciem nowych technologii, będziecie mogli niebawem przeczytać na portalu Mądrzy Rodzice).

 

3

 

JAK ŻYĆ?

Jedna z bohaterek filmu mówi, że mimo wszystko woli spotykać się ze znajomymi, wychodzić na koncerty, mecze… Niestety wiele dzieci z tego pokolenia nie ma takich możliwości. Głównie finansowych. Nie chodzą na dodatkowe zajęcia, nie wychodzą na miasto, bo ich rodziców zwyczajnie na to nie stać. I to ta grupa jest najbardziej zagrożona. Dostęp do komputerów i internetu jest coraz bardziej powszechny. Programy rządowe wyrównują szanse dzieci niezamożnych rodziców, przekazując rodzinom potrzebne do korzystania z sieci sprzęty. Z jednej strony posiadanie komputera z dostępem do internetu przez dziecko z biednej rodziny jest dla niego ogromną szansą, z drugiej niesie za sobą niestety ryzyko spędzania w nim zbyt wiele czasu.

Wydaje się, że jedynym lekarstwem na te bolączki jest świadomość rodziców i ich ogromny udział w wychowaniu dziecka. Należy więc postawić na edukację medialną wszystkich pokoleń, ale przede wszystkim nie zachwalać nowych technologii w tak tendencyjny sposób, jaki został przedstawiony w filmie. Pokazywanie kilkulatków grających w gry i mówiących, że gdyby mogli, to graliby cały czas, nie przedstawia tych technologii i możliwości ich wykorzystania w dobrym świetle.

Warto na przykład zwrócić uwagę na program firmy Samsung prowadzony we współpracy z partnerami społecznymi, m.in. z Centrum Edukacji Obywatelskiej, pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej – Mistrzowie kodowania, inwestujący w projekty, gdzie dzieci uczą się konkretnych umiejętności, które będą im przydatne w życiu, otwierając tym samym młodzieży drogę do jednego z najbardziej opłacanych zawodów na świecie. Zawodu programisty.

W Ameryce standard, w Polsce nowość – wprowadzenie do szkół na lekcje informatyki nauki języka programowania dla dzieci powyżej 8 lat – Scratch.

Dlatego zamiast pozwalać dzieciom od najmłodszych lat na granie w gry, warto skupić się na rozwijaniu ich kompetencji interpersonalnych, niż cieszyć się, że dziecko przechodzi kolejne poziomy Angry Birds i jest takie „zręczne”.

Zamiast zachwalać korzystanie z telefonów komórkowch w sposób bezwartościowy dla małego człowieka, warto pokazać dziecku, iż samo może sobie tę grę zaprogramować, a następnie sprawdzić na telefonie, czy działa. To samo z konsolami, czy komputerem. Polecam program do kodowania z bohaterkami Disney’owskiej bajki Frozen w ramach projektu Hour of Code.

 

1

 

WNIOSKI

Szkoła musi się zmienić, dostosować do multitaskingowego stylu życia naszych dzieci (o tym szerzej na Mądrych Rodzicach). Musi być pozbawiona prac domowych, bądź zredukować je do minimum, by dzieci mogły więcej czasu spędzać na dworze, z przyjaciółmi, a nie przy komputerze. Taki model szkoły siłą rzeczy wymusza na nich nadmierne korzystanie z czatów i social media, a jak słusznie zauważyła i napisała w komentarzach na Facebooku Natalia Hatalska – „Dzieci mimo tej kultury strachu mają silną potrzebę kontaktu z rówieśnikami, więc realizują ją np. przez kontakt internetowy.”

Rodzice powinni spędzać jak najwięcej czasu ze swoimi dziećmi, zamiast pozwalać im na intensywną konsumpcję mediów w postaci oglądania bajek, grania w gry i spędzania godzin na czatach, ponieważ tylko w ten sposób rozwinie się u nich sieć neuronalna, odpowiedzialna za efektywną naukę, odczuwanie empatii i komunikację społeczną.

Warto zastanowić się nad tym, czy jeśli żyjemy w cyfrowym świecie i nowe technologie są wszechobecne i nieuniknione, to czy nie warto dzieci przed tym uchronić, do czasu, gdy kompetencje interpersonalne nie zostaną u nich rozwinięte na odpowiednim poziomie.

Na koniec chciałabym podziękować mojej mamie za to, że otworzyła mi oczy na pewne problemy oraz podrzuciła dobrą literaturę. Mamuś, dziękuję!

Literatura:

1. M. Prensky „Digital Natives, Digital Immigrants”
2. M. Dwotschak, Null Blog, „Der Spiegel”, 2 VIII 2010, nr 31
3. Marzena Żylińska „Neurodydaktyka”
4. J. Bauer „Empatia. Co potrafią lustrzane neurony”
5. Tamże
6. http://kopalniawiedzy.pl/Waldorf-School-komputer-edukacja-Krzemowa-Dolina,14171
7. Marzena Żylińska „Neurodydaktyka”
8. Zimmerman, Christakis, Meltzoff „Televiosion and DVD/Video viewing in children younger than 2 years” 2007 a
9. Zimmerman, Christakis, Meltzoff „Associations between media viewing and language development in children under 2 years” 2007 b
10. Zimmerman, Christakis, Meltzoff „Children’s television viewing and cognitive outcomes: a longitudinal analysis of national data” 2005
11. Linebarger, Walker „Infant’s and toddler’s television viewing and language outcomes” 2005
12. Carl Honoré „Pod presją”
13. http://www.forbes.com/sites/jordanshapiro/2014/08/27/a-surprising-new-study-on-how-video-games-impact-children/
14. Marzena Żylińska „Neurodydaktyka”

Obrazy:

1. createchildhoodmemories.com
2. www.miscellaneoushi.com
3. www.masterperfet.it
4. www.criticalcarecanada.com
5. www.paho.org
6. www.icoolpages.com
7. guerreiroempreendedor.com
8. www.rcnis.edu.rs
9. www.wallpaper2020.com
10. walls4joy.com
11. hdw.eweb4.com

 

24
61 Komentarzy w
“Generacja Z. Rozwój, czy cyfrowa demencja?”
  • Bardzo mądry i potrzebny tekst. Dziękuję Ci, że to napisałaś. Należą Ci się podziękowania i gratulacje, za pracę, którą włożyłaś by wpis był merytoryczny, poparty badaniami i faktami. Dobrze, ze nie jest to populistyczny gniot jakich ostatnio wiele. Mam nadzieję, że sprowokuje sensowną, rzetelną dyskusję a nie przerzucanie się mięsem. Chodzi przeciez o nasze dzieci. Nie dajmy się omamić reklamie, otwórzmy oczy i myślmy o tym co robia nasze dzieci.
    Dla mnie najbardziej porażające są słowa o telewizji ( moje dzieci nie grają ) oglądaja dosłownie kilka minut i to tylko w weekend, ale czasami zdarzały się również teletubisie. aaaa!
    Oczywiście jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy, ale po to by się uczyć i dalej iść już z zupełnie inną świadomością. Właśnie za tą świadomość dzisiaj Ci dziękuję!

    • Aga, ja też zrozumiałam wiele, przygotowując ten tekst. Lepiej późno, niż wcale. Nawet jeśli nikomu innemu nie da to do myślenia, to dało mnie. I to jest dla mnie najważniejsze. Dziękuję. Buziaki!

  • Jestem przerażona! Nie miałam pojęcia, że bajki mogą mieć tak negatywny wpływ na moje dziecko! „Odrzucam stwierdzenie, że w szkole konieczna jest technologia. Pomysł, że aplikacje na iPadzie lepiej nauczą moje dzieci czytania czy liczenia jest śmieszny”. Jak zwykle Twoje wpisy powalają. Dziękuję.

  • Wpis tak chaotyczny i słaby, że tak naprawdę nie widać co chcesz przekazać. Nawet jeśli są tam zdania, które warto zapamiętać, to giną one w gąszczu szumu.

    W prawie każdym akapicie są tak bezsensowne stwierdzenia, że aż strach, aby ludzie brali je do serca.

    Np: „Tak samo nasze dzieci. Większość z nich grając w gry, korzystając z aplikacji, czy oglądając bajki nie będzie chciała tych gier pisać, tworzyć drugiego Facebooka, albo pracować dla Disney’a. Te dzieci po prostu marnują swój czas, który powinien być wykorzystany w innej dziedzinie – tej, w której dziecko wykazuje największy potencjał.”

    Idąc tym tropem nie powinienem używać aparatu do robienia zdjęć, bo nie jestem profesjonalnym fotografem, czy jeździć gokartami w wolnym czasie dla rozrywki bo drugim Kubicą nie zostanę. Granie w gry z umiarem rozwija tak samo jak inne formy rozrywki (choć oczywiście inne partie), więc dlaczego negujesz to? Szczególnie, że kłócisz się wtedy sama z sobą, bo w innym poprzednim wpisie negowałaś organizowanie czasu wolnego dzieciom i robienie z nich na siłę od małego nowych Einsteinów czy Bachów, rozpoczynając od małego (tamten wpis był o niebo lepszy). Zachwalałaś za to danie im spokoju. Aby bawiły się, grały w zabawy i same poznawały świat.

    W innym akapicie negujesz technologię całkowicie, stawiając na piedestale szkołę, gdzie uczą się dzieci które w wieku „10-letnia córka nie wie, jak używać Google’a”. Czy to jest takie cudowne? Wg Ciebie pewnie tak, skoro do tej szkoły posyłają dzieci takie osoby jak „Alan Eagle, który jest odpowiedzialny w Google’u za komunikację najwyższych rangą menedżerów i m.in. pisze przemówienia dla Erica Schmidta”. To po co nam te nowinki techniczne? Tylko do pracy?

    Każdy akapit jest z innej beczki. Trochę o neuronach, trochę o szkole, trochę o szczęściu i o wychowaniu. A między nimi wpleciona negacja tego co człowiek osiągnął. Wygląda na to, że chciałaś zrobić ładny wpis ze źródłami, a wyszło pomieszanie z poplątaniem, w którym postronna osoba bez wyrobionej opinii zgubi się. Pomijając już fakt, że sama stylistyka pozostawia wiele do życzenia (moja też nie jest pewnie najlepsza, ale ja bloga nie prowadzę,).

    Wracając do tytułu wpisu. Jasne, że, dziecko spędzające cały wolny czas przed komórką czy tabletem to bardzo zły przykład, ale to samo dziecko, bez styczności z nowymi technologiami to także skrajność, a jak wiadomo skrajności są złe. Prawda oczywiście leży pośrodku (jak chyba we wszystkim). Korzystać, ale z głową. Pokazywać zalety tabletów, czy komórek przez gry edukacyjne, zabawy we dwoje, a nie traktować tych rzeczy jako uzyskanie świętego spokoju i wolnego czasu… Tylko tyle i aż tyle.

    • „Granie w gry z umiarem rozwija tak samo jak inne formy rozrywki (choć oczywiście inne partie), więc dlaczego negujesz to?”

      a w tekście…

      „Okazało się, że granie w gry krócej niż jedną godzinę dziennie ma niewielki pozytywny wpływ na rozwój dzieci i młodzieży. Dzieci grające przez mniej niż 1/3 czasu wolnego (i w ogóle) były najbardziej towarzyskie i najczęściej wspominały o satysfakcji z życia. ”

      Może najpierw przeczytaj tekst, a później się do niego odnoś? Tylko tyle i aż tyle.

    • Drogi Krzyśku.

      Masz prawo uważać, że mój wpis jest chaotyczny, mogę jedynie ubolewać nad tym, iż nie spełniłam Twoich oczekiwań. Niestety nie piszę książki, a jedynie bloga. Podałam natomiast źródła – po to, by każdy mógł pogłębić swoją wiedzę.

      Widać, że nie rozumiesz wagi problemu, skoro porównujesz granie w gry do robienia zdjęć. Gratuluję mądrości. Po prostu wow.

      To Ty sam sobie przeczysz, ponieważ mój wpis idealnie potwierdza i dopełnia to, co pisałam kiedyś. Dokładnie, jak piszesz – dzieci mają poznawać świat, a nie siedzieć przed komputerem! Kompletnie nie widzę logiki w Twoich wywodach…

      Nigdzie nie neguję tego, co osiągnął człowiek. Naprawdę nie będę polemizować z tym, co napisałeś, bo to taka bzdura, że szkoda mi czasu. Mam wrażenie, że kompletnie nie przeczytałeś tekstu. Nawet nie ze zrozumieniem. Po prostu go nie przeczytałeś.

      Dokładnie tak – każdy akapit jest z innej beczki, bo wyobraź sobie, że to jest tak złożony problem, że nie mam zamiaru robić tego typu wpisu skupiając się na jednym temacie. Wszystko łączy się ze sobą. Ponownie mi przykro, że tak ciężko jest Ci to zrozumieć.

      Jeśli chodzi o skrajności, do których się odnosisz – pokazałam jedynie (zauważyłeś cytat?), co o samych technologiach sądzą Ci, którzy tworzą te technologie. Proponuję napisz do nich i dyskutuj z nimi. To ich słowa.

      Pozdrawiam ciepło.

    • Lucjan, to co cytujesz to nie jest pogląd autorki wpisu, tylko przytoczenie jednego ze źródeł.

      Ja się odnosiłem do tego: „Tak samo nasze dzieci. Większość z nich grając w gry, korzystając z aplikacji, czy oglądając bajki nie będzie chciała tych gier pisać, tworzyć drugiego Facebooka, albo pracować dla Disney’a. Te dzieci po prostu marnują swój czas, który powinien być wykorzystany w innej dziedzinie – tej, w której dziecko wykazuje największy potencjał.”

      To jest jej osobiste przesłanie, tu jak na dłoni jest napisane, że dzieci nie powinny wcale grać w gry „elektroniczne” (nie wiem jak inaczej określić gry na komputery, komórki czy tablety), bo to jest po prostu marnowanie czasu i nic pożytecznego z tego nie wyjdzie dla dziecka.

      Ale doceniam pomoc dla autorki, kiedy komentujący się z nią nie zgadza. W końcu kto ma bronić jej zdania, jak nie Ty :)

    • Oczywiście, że widzę problem i jest on jak najbardziej poważny (sam mam małe dzieci), lecz nie zgadzam się, że jego rozwiązaniem jest odcięcie się kompletnie od technologii (a tak zrozumiałem główne przesłanie), zamiast umiejętne jej wykorzystanie (wspomniałaś o tym, ale z racji, że traktujesz większość rodziców, jako takich, którzy sobie nie poradzą, to lepiej niech nie próbują).

      „Dokładnie, jak piszesz – dzieci mają poznawać świat, a nie siedzieć przed komputerem! ” – komputery są częścią świata, czy tego chcemy czy nie, więc dlaczego mamy im tego zabraniać (oczywiście nie pozwalając na to aby spędzały przy nim cały dzień).

    • Krzyśku, ależ dokładnie! Granie w gry to marnowanie czasu, bo można go przeznaczyć na rozwijanie pasji i kontakty w realnym świecie! Przytaczałam badania, piszę swoje odczucia – czego chcesz jeszcze? Z grania w gry nie wynika nic dobrego. Dokładnie to napisałam, a Ty masz prawo się nie zgadzać. Jeśli uważasz, że granie w gry przynosi dziecku pożytek – to Twoja sprawa.

    • Krzyśku błagam, przeczytaj tekst raz jeszcze. Może jest za długi i nie ogarniasz. Długa forma wymaga skupienia, a przecież nikt Cię nie zmusza do czytania.

      Negowanie technologii nie jest moją opinią i ile razy jeszcze mam to powtórzyć? Nawet na wstępie zaznaczyłam: „Chciałabym dodać, iż kompletnie nie neguję nowych technologii. Uważam, że nie powinniśmy zabraniać dzieciom korzystania z tych dobrodziejstw. Ale jednocześnie musimy mieć świadomość, że nasze pociechy powinny rozwijać kompetencję medialną. Niestety okazuje się, że generacja cyfrowych tubylców, mając powszechny dostęp do wiedzy, nie potrafi jej efektywnie wykorzystać”.

      Tekst o tym, że dzieci nie znają Google’a jest cytatem. Na dole tekstu jest link do całego artykułu. Polecam.

    • Krzysiek – Autorka sama potrafi się świetnie bronić. Nie mam nic do dodania, bo czytaliśmy chyba różne teksty :)

  • Jak dla mnie to nic nowego/dziwnego/odkrywczego, że zaleca się ZERO tv dla dziecka poniżej 2 lat. Wystarczy chwilę zastanowienia – jak taki mały, chłonny mózg można faszerować taką papką? Macie dzieci to wiecie jak wielkie WOW wywołuje choćby zwykła lampa, która raz się świeci raz gaśnie, czy uczucie przesypującego się piasku między palcami, szeleszczące na wietrze liście. Oczywiście łatwo jest posadzić dziecko przed TV czy przed kompem, rodzice mają wtedy czas dla siebie, pokusa jest wielka… Całe szczęście, że świadomość opiekunów na ten temat jest co raz większa, tak samo jak wiedza na temat żywienia dzieci (tu mogę długo np o jogurcikach – każdy z cukrem, kaszkach – 3 na całą ścianę kaszek nie zawierają cukru, pierwsze ciasteczka – też z cukrem itd itd soczki, wody smakowe……). TV to taki cukier – wciąga, uzależnia, i powoduje tycie…. P.S. U mnie wpisów co raz mniej, bo nie włączam dziecku TV czy grających zabawek, aby mieć czas fotografować to co ugotuję (i tak już z samym gotowaniem jest ciężko). Pozdrawiam wszystkich styranych rodziców ;-)

    • A dla mnie niestety to było odkrywcze. Naprawdę. Może w takim razie napisałam ten post dla siebie, żeby dojść do takich wniosków i podzielić się nimi z innymi – cieszę się, że tak świadomymi problemu, jak Ty! Ja już od pewnego czasu coraz częściej odkładam telefon na bok, gdy bawię się z Tosią. Ale nie zawsze tak było, nad czym ubolewam. Ale lepiej późno niż wcale, prawda? Zgadzam się z tym cukrem i telewizją. Cukru w naszym domu też coraz mniej. I postów na blogu mniej. I może taka kolej rzeczy… ;) Pozdrowienia!

  • Bardzo mądry post, który powinni przeczytać wszyscy rodzice. To oni są niekwestionowanymi mistrzami dla swoich dzieci i winni zacząć od siebie. Zamiast „pozbywać się” dzieci, pozwalając im siedzieć godzinami w wirtualnej przestrzeni, winni pochylić się nad swoim dzieckiem i dać mu SIEBIE. Po to, aby nauczyć je kochać, współodczuwać, marzyć… Jeśli przegapimy pierwsze dziewięć lat lat życia dziecka, oddając je w szpony np. brutalnych gier komputerowych, przegapimy czas, kiedy dziecko uczy się innych, buduje relacje, podejmuje pierwsze próby rozwiązywania konfliktów i wreszcie zwyczajnie poznaje otaczający je świat. Wszystkim sceptykom życzę smacznego w spożywaniu smakołyków wysypujących się z ekranu. Ja wolę pachnące, soczyste jabłka prosto z warzywniaka za rogiem. Dla siebie, moich dzieci i wnuczki!

  • Jestem złym człowiekiem, 99% znajomych poznałam w internecie, przyklejona do komputera. I dobrze mi z tym. Kontakty namacalne mnie nużą, trzeba w kółko używać form, tu Dzień Dobry, tam Żegnaj, tu robić smutną minę, tu udawać wesołą, to jest strasznie męczące. Emotikonę wstawić dużo łatwiej i dlatego solidaryzuję się z młodym pokoleniem na czasie. W ten sposób łatwiej poznać wartościowych ludzi, o podobnych zainteresowaniach, nawet jeśli są kilometry obok. Nie trzeba wisieć na telefonie ani spotykać się face to face. I to jest fajne. W tłumie zawsze czułam się samotna, teraz jest mi z tym wirtualnym światem dużo lepiej.

    • Ale dlaczego piszesz, że jesteś złym człowiekiem Lavinka? Tak siebie postrzegasz? Ja Ciebie nie :)

      Niestety kompletnie nie zgodzę się odnośnie kontaktów internetowych z innymi ludźmi. Ale nie dlatego, że neguję to, co piszesz, bo masz do tego pełne prawo, a jedynie dlatego, iż nie wyobrażam sobie mojego życia bez spotykania się z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi w realu. Ja usycham, ślęcząc tylko i wyłącznie przed kompem na czacie. Wolę już zadzwonić – kiedy koleżanka daleko to jedyna opcja, a i tak wszystko sprowadza się do tego, by jak najczęściej się widywać na żywo. Jestem w stanie pokonać setki kilometrów, by móc wypić kawę z kimś, patrząc mu w oczy…

      Dla mnie czaty to ogromna pułapka. Wielokrotnie kłóciłam się z ludźmi przez to, że nie mogłam widzieć ich intencji, odczytać jak się czują – i odwrotnie, oni nie mogli czytać mnie. To samo jest tutaj na blogu i zastanawiam się w sumie, czy jego prowadzenie ma jakiś sens, choć dostaję wiadomości, że ma i chyba dlatego dalej piszę, fotografuję…

      Bardzo, ale to bardzo nie chcę, by moje dziecko wychowywało się w 100% cyfrowym świecie. Jestem całkowicie temu przeciwna. Chcę, by moje dziecko miało łatwość nawiązywania kontaktów, potrafiło współczuć i być dobrym człowiekiem. Nie wierzę, że to się uda, gdy będzie siedziało w necie i grało w gry. Po prostu. Zresztą wierzę neurobiologom – takie moje małe zboczenie :)

      Z tego, co pamiętam, Ty pisałaś kiedyś o innym problemie (braku akceptacji ze strony rówieśników) – może w Twoim przypadku chodzi właśnie o to, dlatego wolisz siedzieć z kompem na kolanach? Tylko pytam, nie insynuuję, jakbyśmy gadały na żywo, to byś wiedziała :)

      Pozdrawiam Cię ciepło! :*

    • O, no widzisz, ja mam odwrotnie. W internecie trudno wyczuć intencje, ale zarazem łatwo, dzięki emotikonom. W zwykłym życiu jest dużo trudniej. Nigdy nie wiem, kiedy ktoś żartuje, kiedy mówi poważnie, jeśli nie zrobi wyraźnego gestu. Wszyscy co innego mówię, co innego myślą, co innego robią. Nijak nie idzie się domyślić, dlaczego ktoś ma kwaśną minę, a spytany nigdy nie odpowie zgodnie z prawdą. Mam problem z patrzeniem ludziom w oczy, to mnie rozprasza i nie jestem w stanie skupić uwagi na tym, co mówią, w efekcie w kółko im przerywam. Jeśli chodzi o telefon, to mam takiego stresa, że wolę pójść osobiście do przychodni, niż zadzwonić. Patrząc na osobę jeszcze od biedy wyczuję, o co chodzi, lata praktyki, ale przez telefon z modulacji głosu to już zgadywanka. To, że wychowałam się przed telewizorem i komputerem nie sprawiło, że jestem odludkiem. Jestem odludkiem, więc wylądowałam przed komputerem. To tak właśnie działa. Żałuję, że nie mogę się zapisać w przychodni mejlem. Po prostu wpisać w grafik, albo zadać pytania pisemnie i tą samą drogą otrzymać odpowiedź.

      Myślę, że mylisz przyczyny ze skutkiem. To nie wina technologii, że młodzież robi się aspołeczna. Młodzież wcale się nie robi aspołeczna, przeciwnie. To właśnie wśród młodych ludzi najłatwiej skrzyknąć grupę do zrobienia czegoś w terenie. Moich rówieśników (30+) trzeba namawiać tygodniami na spotkanie w celu zrobienia czegoś, np. posprzątania cmentarza za friko. Uprzątnięcia go po prostu. Zero empatii, współczucia, czegokolwiek. Tylko kasa w głowie. Młodzież, ta zza komórek, ma milion ideałów i co ciekawe świetnie ze sobą współpracuje. Tylko komunikuje się ze sobą inaczej, dlatego dla rodziców to są osoby wpatrzone w ekrany. A one właśnie być może są w trakcie arcyciekawej rozmowy na temat nowej gry (BTW nie wiem czy wiesz o badaniach które mówią, że gracze co prawda gorzej radzą sobie manualnie, ale biją standardowo wychowanych rówieśników na głowę świetnym refleksem i właśnie umiejętnością współpracy w grupie).

      Reasumując, nie odcinam dziecka od technologii, swój telefon dostała do zabawy bardzo wcześnie, paradoksalnie bardzo rzadko się nim bawi, woli zabawę razem z nami.Oczywiście nie oznacza to dziecka przyklejonego do smartfona czy telewizora. Po prostu nie chowam jej pod kloszem (nawet gdyby, to i tak wyrwałaby się z niego najpóźniej w podstawówce). Tylko książek jej nie można czytać, bo tego nie chce. W sumie ją rozumiem. Też wolałam sama czytać książki, a nie gdy mi je czytano. :)

    • Lavinka, ja nie widzę, żeby ta młodzież miała ideały, naprawdę. Ja widzę roszczeniowe pokolenie, które tylko wymaga, nie dając niczego od siebie. Dałam link do badań, które – według tego, co tam jest napisane (Forbes) są pierwszymi tego typu badaniami odnośnie gier. Nawet w tekście jest przytoczony cytat z książki iBrain: „wykorzystanie potencjału mózgu zależy od tego, w jaki sposób korzystamy z nowych technologii; czy są to działania wymagające kreatywności, czy jedynie typowe gry zręcznościowe, które poza spostrzegawczością i szybkością reakcji niczego więcej nie rozwijają”. Więc owszem, może i rozwijają refleks – i co z tego? Ja wolę, by moje dziecko trenowało refleks na boisku – naprawdę! Myślę, że sama jestem ofiarą internetu. Spędzam w nim zdecydowanie za dużo czasu. Uświadomiłam sobie, pisząc ten tekst.

      Odnośnie tego, czy coś mylę – ja niczego nie mylę, bo oparłam swój tekst na badaniach. Więc średnio mam tutaj jak polemizować, bo musiałabym skreślić źródła, które sama przytaczam, w które zwyczajnie wierzę. Przeczytałam łącznie 10 książek na ten temat – w trakcie przygotowywania posta cztery. Nie jestem w stanie się od tego odciąć. Ale fajnie jest w coś wierzyć ;)

      Trochę mi przykro, że wolisz internet od realnego życia. Może muszę Cię zaprosić na kawę, co? Skusisz się? :)

    • „W eksperymentach zespołu profesora Tobiasa Greitemeyera z Uniwersytetu w Insbrucku wykazano jednak, że gry mogą mieć również pozytywny wpływ na graczy. Postanowili oni zbadać dobroczynny wpływ tzw. gier prospołecznych. Badacze postawili tezę, że granie w gry prospołeczne wpłynie na wzrost empatii oraz redukcję wspomnianego efektu Schadenfreude, powodując tym samym wzrost zachowań prospołecznych.” via http://badania.net/gry-komputerowe-a-prospolecznosc/

    • p.s. Ostatnio mnie zaprosili do telewizji śniadaniowej. Zaczęłam pisać odmowę zanim doczytałam zaproszenie do końca. Tylu obcych ludzi? I jeszcze będą się na mnie gapić? Na dodatek w tym szajsie śniadaniowym? I co jeszcze! Pamiętam parę wywiadów w radiu. NIGDY więcej. Większość ludzi byłaby na moim miejscu zachwycona, ja zdecydowanie wolę, gdy mnie jakas gazeta papierowa wydrukuje (raz się Wprost rzucił, byłam zachwycona, że nie chcą mnie osobiście oglądać).

      Kawa czemu nie, w dwie osoby to zupełnie co innego niż w kilkanaście. Jak się maksymalnie skupię na jednym człowieku i trzymam ręce przy ustach, żeby się powstrzymać od mówienia, to czasem zdołam odpowiedzieć po tym, jak skończy zadawać pytanie (mam zły zwyczaj szybkiego myślenia, więc w połowie czyjegoś pytania znam jego treść, zatem chcę odpowiadać i druga strona się denerwuje, oczywiście nie zawsze trafiam z tym pytaniem).Jak robię testy osobowościowe na Aspergera, to mi wychodzą średnio na 80-90%. Ja się po prostu nie nadaję do ludzi ;)

      Zamiast skupiać się na badaniach, powinnaś spróbować porozmawiać z młodymi ludźmi. Otworzyć się na ich wirtualny świat. Inaczej nie zrozumiesz, jak to działa, a badania tego nie wychwycą. Żeby to zrozumieć, trzeba być in,nie out, a tak wychodzisz na starego pryka, który nie rozumie, co młodzież widzi w tym kinie i dlaczego urywa się na seanse ze szkoły ;)

    • O super, ale to jest jakiś specjalny rodzaj gry. Dzieci pokazane w filmie grały w Minecraft i Angry Birds. Rozumiesz…

      A w ogóle pamiętam, gdy nie mieliśmy z Luckiem przez tydzień internetu i co wieczór graliśmy w Worms’y, to śniła mi się wojna po nocach. To był dramat, niczego innego nie miałam w głowie. Nawet, gdy zamykałam oczy widziałam te robaki. Na mnie gry działają tragicznie. Wolę zdecydowanie lasy, polany i konie! :)

    • No to myślę się dogadamy, ja też znam pytanie przed zakończeniem zadawania go i zawsze przerywam, bo od razu chcę powiedzieć tysiąc rzeczy! :)

      Natalia Hatalska porozmawiała z młodzieżą. Myślę, że to wystarczy. Pokazała świat dzieci bogatych rodziców w totalnie jednostronny sposób. Strasznie mi się to nie podoba. Ja nie aspiruję do robienia filmów, dlatego napisałam tekst, opierając się na źródłach uczonych, a nie grupy dzieci znajomych blogerów. Bo gdybym miała wziąć właśnie znajome dzieci w tym wieku, to miałabyś tu horror. Łącznie z próbami samobójczymi, bo matka odłączyła internet! A może to byłby hit i strzał w autorkę filmu. Jakby zobaczyła dziecko uzależnione od gier komputerowych i konsekwencje tego uzależnienia. Nie jedno nawet…

      Prawda też jest taka, że nie do końca mam ochotę zajmować się cudzymi dziećmi, bo mam swoje własne. Napisałam ten post chyba bardziej dla siebie. Tak, żeby zebrać sobie myśli. Nie jestem opiniotwórczym blogerem, nie mam oglądalności na poziomie kilkuset tysięcy miesięcznie. Po prostu sobie piszę, co mi w duszy gra… A, że ona otworzyła tym filmem pole do dyskusji, to zabrałam w niej głos.

      Mogę być starym prykiem. Tak samo Lucek, który jest programistą i siedzi w technologiach. Jako dziecko biegał po drzewach i odmrażał sobie ręce zimą na wsi, a dziś robi karierę. I jak najczęściej na tę wieś ucieka. Ucieka od technologii…

    • Lubienie gier nie wyklucza lubienia lasów, pól i koni. W sumie ja nigdy nie byłam gromaniakiem. Wpadłam w sidła arcanoida z poziomu commodore, przyznaję, potem raczej spontanicznie przy okazji gier brata. Wolałam gry logiczne typu saper, albo setlersów, bo Cywilizacja już była nieco za trudna. Nowe gry społeczne mnie nie ciągną, ale też mam za słaby komputer. Wiesz, wydaje mi się, że gdy człowiek jest z natury agresywny – szuka gier agresywnych. A one czasem paradoksalnie człowieka wyciszają, bo sobie postrzela do wirtualnych ludzi i dzięki temu rzadziej wali w mordę postronnych ludzi. Normalni rzadko lubią strzelanki. Osobiście najbardziej lubię jak najbardziej terenowy geocaching, choć zarazem bardzo wirtualny, bo przecież duża część znajomości w serwisu toczona jest via mejl. Znalazcy i poszukiwacze znają się od lat mimo braku kontaktów fizycznych. Ja swojego partnera poznałam dzięki znajomym z Łodzi (mieszkałam w Warszawie), których nigdy nie widziałam na własne oczy, ale przyjaźniłam się z nimi od lat (i przyjaźnię nadal, nawet 5 lat temu udało się po raz pierwszy spotkac paszczowo). Ja chyba nigdy nie umiałam się zaprzyjaźnić normalnym trybem. Najpierw muszę obejrzeć czyjąś działalność w internecie, żeby stwierdzić, czy warto się z tym człowiekiem zadawać. Mam znajomych w rozstrzale wiekowym 25-65. W normalnym życiu musiałabym się skupiać na ludziach w moim wieku, a z tymi jak na złość najgorzej się dogaduję (te wszędobylskie samochody, parcie na sukces, parcie na szkło, udowadnianie racji najmojszej i obrażanie się za każdym razem, gdy się usłyszy inne zdanie na ten sam temat). Wiesz, że nawet z młodszymi mamami częściej znajduję wspólny język? Takimi góra 25letnimi (ja mam prawie 38). One po prostu rozumieją moją miłość do instagramu oraz to, że insta był jedynym powodem zakupu smartfona(bo mejle na samsungu monte chodziły wzorowo). One zrozumieją mnie, dlaczego telefon dla mnie to przede wszystkim narzędzie do kontaktu internetowego z funkcją odbioru głosowego (dzwoni się oczywiście do mnie po to, by sprawdzić, gdzie położyłam w domu telefon, bo go nie mogę znaleźć). ;) Oj pamiętam lata 90te, gdy moi rówieśnicy się pytali, czy nie boję się spotykać z ludźmi poznanymi w internecie, hi hi. Z nimi od dawna nie mam kontaktu, z tymi internetowymi w przypadku kilku osób kontakt pozostał.

    • A co do świata bogatych dzieci, to jest zupełna słuszność, acz znowu nie technologii wina. Za moich dziecięcych czasów rodzice pracujący zagranicą i widujący swoje dzieci dwa razy do roku (serio) kupowali sobie ich miłość lalkami mówiącymi „mama” i klockami Lego. Nie można winić klocków lego za to, że komuś się w d.. poprzewracało, bo to zupełnie inne tematy. A „roszczeniowości” młodemu pokoleniu zazdroszczę. Ja się nie umiem kłócić o pensję i wydaje mi się, że źle na tym wychodzę. Oni mają odwagę domagać się swoich praw i nie dają sobie jeździć po głowie tekstami w stylu „na Twoje miejsce jest dziesięciu innych”. Ja się tego wciąż uczę.

    • Lavinka klocki Lego są super! Rozwijają na maksa. Wydaje mi się, że nie można porównywać ich z grami, które nie rozwijają najważniejszych kompetencji w życiu człowieka (zręczność mnie nie przekonuje, naprawdę), a jedynie zabijają czas. Boże, ile książek można przeczytać w tym czasie, ile bałwanów ulepić (jeśli śnieg dopisze), ile rozmów przeprowadzić, przeżyć kłótni i zgód (tak ważnych dla rozwoju mózgu), ile grobów wysprzątać! :)))

      Roszczeniowość to nie jest umiejętność walczenia o dobre zarobki, kiedy one Ci się należą. To nadmierne żądania, które są niczym nieuzasadnione. Ogromna różnica. I nie mówię tu tylko o pracy…

      Dlaczego w normalnym – jak to określasz (czyli Twoje życie jest nienormalne?) – życiu musiałabyś się skupić na ludziach w swoim wieku? To nie ma innych ludzi na świecie? :)

      Może dlatego, że siedzisz w necie i unikasz życia – masz taki, a nie inny obraz ludzi w realu? Nie wiemy tego przecież, bo sama piszesz, że się izolujesz…

    • Mało grałaś w życiu, to widać. Gry mogą bardzo rozwijać, np. te o tematyce historycznej czy geograficznej. Po prostu zależy w jakie gry się gra (na to rodzic ma spory wpływ, ale zarazem mizerne chęci wdrożenia się w temat, bo to wymaga czasu, którego on zazwyczaj nie ma, bo na te gry pracuje i kółko się zamyka). Tak jest ze wszystkim. Klocki Lego nijak cię nie rozwiną, gdy będą leżeć całymi dniami w szafie, gdy Ty nie będziesz miała minuty wolnej w ciągu dnia załadowanego baletem, językami obcymi czy korepetycjami. Teraz masa dzieciaków ma tony zabawek, ale się nimi prawie nie bawi, bo nie ma kiedy po prostu, o zabawie wspólnej z rodzicem nie wspomnę. Z rówieśnikami też cienko, bo przecież na podwórku jest niebezpiecznie, a od zimnego wiatru łapie się zapalenie płuc. To jest klosz, o którym piszę. Odcinanie dziecka od gier czasem wyrządza mu krzywdę, bo nie ma o czym gadać z kolegami. Odcina go od społeczności. To też jest smutne, ale co robić.

    • Zgadzam się z Tobą w 100%. To jest cholernie smutne. Problem dotyczy całego społeczeństwa. Ale gdyby więcej rodziców spędzało czas z dziećmi, lepiej zarządzało swoim czasem, puszczało dzieci (nawet nie na podwórko, skoro tak się boją) do innych dzieci, by bawiły się nawet w domach (u Tosi w przedszkolu to norma) to ten świat, te dzieci byłyby inne. Nie musiałyby zamykać się w domach, pokojach i grać w gry. Miałyby o czym rozmawiać. A zresztą ja zawsze miała o czym rozmawiać ze znajomymi, do dzisiaj mam i nigdy w życiu nie są to gry! Dzięki Bogu moi znajomi prowadzą życie bardziej analogowe, niż cyfrowe, nie mają konta na instagramie, nie przesiadują całymi dniami na fejsie. Mamy miliony tematów do poruszenia, zresztą takich, jakie się porusza w sieci, przecież nie gadamy tylko o grach, prawda? Z tym, że ja wolę z człowiekiem pójść na kawę, obiad, wódkę. Pogadać, pośmiać się, oderwać… Naprawdę bardziej fascynuje mnie świat realny, niż ten tutaj. Dlatego mało piszę na blogu, nie prowadzę go dla kasy, raczej lubię sobie napisać tekst, żeby jakoś wylać te myśli, które mi siedzą w głowie, zrobić zdjęcia, pokazać je szerszemu gronu odbiorców. Ale gry? Czułabym, że tracę życie… Tak, masz rację, nie to, że mało grałam. Ja praktycznie w ogóle nie grałam. Próbowałam jakichś gier strategicznych, ale szybko mnie to nudziło. Wolałam inne rozrywki ;)

      Co do gier i tekstu, to skupiłam się głównie na małych dzieciach. Aczkolwiek znam i dorosłych, których gry zwyczajnie gubią. Niszczą rodziny, związki – całkiem, jak alkoholizm… I to naprawdę jest zatrważające.

      Będzie mi naprawdę przykro, jeśli moja córka nie będzie miała o czym rozmawiać z koleżankami tylko dlatego, że nie gra w gry (jeśli grać nie będzie, a tego nie wiem, aczkolwiek mam nadzieję, że duża w tym moja rola). Będzie to oznaczać koniec fajnego, analogowego świata, w którym bardziej liczy się człowiek, a nie komputer. To naprawdę smutne. Jednak mam dziwne wrażenie, że historia zatoczy koło. Skoro już najwięksi gracze w IT nie pozwalają swoim dzieciom korzystać z technologii w młodym wieku. Coś w tym jest i daje mi do myślenia… Po prostu :)

    • A powiedz mi jeszcze na koniec Lavinka, co daje Ci granie w gry? Osiągnęłaś dzięki temu jakiś sukces? Masz dobrą pracę, bo grasz w gry? Jesteś szczęśliwa, bo grasz w gry? Wymyślasz nowe technologie i zmieniasz świat? Serio pytam… Bo, mimo zapewnień autorki filmu, że nie stawiała w nim żadnej tezy, to podkreśliła, że to pokolenie zmieni świat i to na lepsze. Dla mnie to jest teza. Przyjęła to, jako dogmat. Stwierdziła fakt.

      Ja się zastanawiam w jaki sposób dzieci pokazane w tym filmie mają zmienić nasz świat. Bo bankowość mobilną to nawet ogarnia taki debil jak ja. A kodować ni cholery nie potrafię. Złotówki na tym nie zarobię, bo nawet banera na własną stronę nie umiem wstawić. Ale nie jest mi to potrzebne. Od tego są inni. Ja w tym czasie łykam trzy książki, trzaskam dwie sesje foto – czuję, że się rozwijam i mi z tym dobrze…

    • Źle zadane pytanie, bo w gry nie gram od lat (nie licząc angry birds jakiś czas temu, ale to było kilka godzin). Powinnaś spytać raczej: A powiedz mi jeszcze na koniec Lavinka, co daje Ci czytanie książek? Osiągnęłaś dzięki temu jakiś sukces? Masz dobrą pracę, bo czytasz nawet sto książek rocznie (zazwyczaj około pięćdziesięciu)? Jesteś szczęśliwa, bo czytasz tyle książek? Odpowiedź brzmi – nie ma to związku. W zasadzie książki zastępowały mi rzeczywistość przez całe dzieciństwo. Nie miałam przyjaciół. Jedyny kontakt z młodzieżą zapewniała telewizja satelitarna, której nie miałam. Tv zwykła, którą oglądałam godzinami (nie przerywając czytania książek, w tamtych czasach czytałam jedną dziennie do dwóch, bo książki dla dzieci są krótkie, więc wychodziło nawet i 200 rocznie), nie dawała za wiele. W zasadzie najbardziej w czytaniu książek przeszkadzała mi szkoła. Zwłaszcza panie, które nie pozwalały czytać na lekcjach. Potem mi się czytanie zmniejszyło, by ustać na kilka lat w okresie pierwszych lat studiów (doba była za krótka na sen, człowiek wychodził z domu o 7, wracał o 22, siadał do projektów i geometrii wykreślnej, kończył o 4, zasypiał o 5, wstawał o 6:30 i tak leciał dzień za dniem).

      Śmieszą mnie ludzie do łez, kiedy opowiadają o tym, że muszą kupić trzecią półkę na książki, bo im się na dwóch książki nie mieszczą. Rozmawiasz z osobą, która mieszka w mieszkaniu z tysiącem książek i to tylko dlatego, że brat Niemałża połowe wywiózł razem z wyprowadzką, a ja nie przywiozłam swoich kilku regałów ze starego domu (jeden regał 60×180 ustawiony dwoma rzędami tylko książek dla czytających dzieci z rejonu 9-14lat). Nadal twierdzisz, że to, że grałam w gry, sprawiło, że nie osiągnęłam sukcesu w życiu? ;D Moje dziecko jest tak przyzwyczajone do czytających rodziców, że mając 3 miesiące już umiało przewracać kartki miękkiej książeczki. Teraz kiedy przyjdzie jej do głowy oglądanie obrazków, to jeszcze wybiera jedną ze swoich książek i nam zanosi, żebyśmy sobie też „poczytali”. Ile znasz dzieci, które na spacer w wózku (z tatusiem do sklepu) zabierają misia i książkę? Tablet ani telefon dotykowy jej w tej pasji nie zaszkodził. :)

    • Lavinka, ja myślę, że jesteś taka elokwentna właśnie dlatego, że czytałaś wiele. I zdania nie zmienię. I cieszę się, że jesteś TYM świadomym rodzicem, których dzieci wystąpiły w filmie. Doskonałe pytanie: ile jest takich dzieci, które na spacer zabierają książkę, a ile jest takich, które nie idą na spacer, bo wolą siedzieć przed kompem? Swoją drogą, Twoje dziecko jest doskonałym przykładem tego, jak działają neurony lustrzane! :) A to, że nie miałaś znajomych, przyjaciół… To chyba już inny temat na rozmowę. Nie znam Twojej sytuacji, nie wiem, dlaczego miałaś takie życie, ale może Twój brak kontaktu z rówieśnikami sprawił, że wolisz kontakty internetowe od tych realnych. Najważniejsze, że jesteś z tym szczęśliwa. Nieważne, w jaki sposób to osiągnęłaś…

    • Być może właśnie mam problem z naśladowaniem i rozumieniem tego, co się dzieje z ludźmi wokół mnie. Autyzm charakteryzuje się między innymi solidnym upośledzeniem neuronów lustrzanych. Dla mnie to w sumie wielkie uff, bo jeśli dziecię tak nas naśladuje, to znaczy, że raczej go nie ma. Ale mało gada, mimo że do niej gadamy (czytać sobie nie pozwala). Paradoksalnie z mową i gestami odblokowała ją nieco telewizja, a dokładniej bajki na dvd (a jeszcze dokładniej Teletubisie). Wiele terapii dzieci autystycznych i upośledzonych w inny sposób jest opartych na grach logicznych na tablet i w ogóle na multimediach np. Makaton. Wiedziałaś o tym? Wrzucanie wszystkich gier i technologii do jednego worka z byle strzelanką na konsoli to naprawde spore nadużycie – o tym piszę. Wiesz, jakie są fajne kreskówki w sieci o odpieluchowaniu? Wiesz, jak nam to pomaga? Teraz jest po prostu moda na snobowanie się na książki i czytanie, bo skoro przeciętny Polak nie czyta w ogóle, to ten co czyta dzieciom, lub przeczyta kilka książek w roku – wychodzi na intelektualistę. Tylko że nie. Mój zupełnie nieoczytany brat jest chyba bardziej elokwentny ode mnie. Ale może dlatego, że w podstawówce lektury czytałam mu na głos, jemu szło za wolno i nie nadążał z terminami. ;)

    • Średnio to sobie wyobrażam, w sensie u nas to nie działa. Co z tego, że moje dziecko ogląda Doktor Dosię i ma cały zestaw do leczenia i mówi, że to super i już się cieszyłam, że ta bajka nam pomaga i w ogóle, kiedy zajebiście boi się wejść do gabinetu lekarskiego za każdym jednym razem! I ryczy i ucieka! Ja wolę jej tłumaczyć pewne zjawiska, rozmawiać, ale rozumiem, że każdy ma swoje metody. Dla każdego coś innego… Nie neguję całkiem gier, czy bajek, ani technologii. Przecież napisałam we wstępie… Nawet śmiem zaryzykować stwierdzenie, że gry są pomocne w nauce języków obcych, choć tutaj też wolałabym wysłać dziecko na obóz językowy, niż sadzać przed kompem na całe wakacje. Mnie nie przekonasz, ale ja jestem bardziej analogowa, a Ty cyfrowa. I nie obrobię tych fot dzisiaj, tak gadamy, no! Ileż to czasu idzie na to pisanie, ile kwestii jeszcze nie poruszymy, bo jednak szkoda czasu na klepanie w klawiaturę… Naprawdę wolę spotkania face to face ;)

    • Ajć, Twój komć wpadł mi do spamu, odkryłam przypadkiem. Ja się tylko trochę uniosłam krytyką Teletubisiów, które niby będąc samym zuo – uczyniły memu dziecku wiele dobrego ( i nie tylko memu dziecku). Jak byłam mała, też wszyscy psy wieszali na kreskówkach. Zwłaszcza ludzie urodzeni w czasach, gdy edukacja nie była powszechna i 1/3 ludzi nie umiała nawet czytać. Także ten. ;)

    • Moje komcie nie wpadają nigdy do spamu! Hahaha.
      Lavinka, jaki masz dowód na to, że Teletubisie zrobiły dobrze Twojej córce? Wiesz, ostatnio koleżanka mi powiedziała, że pisała pracę na zaliczenie i dotarła do badań, że dzieci głuchoniemych rodziców, które słyszą, nie są w stanie nauczyć się mówić, oglądając bajki. To raz. A dwa, jeśli dziecko nie mówi, nawet gdy rodzice do niego mówią, zaleca się odstawienie wszelkich mediów cyfrowych. I o dziwo okazuje się, że to działa. Wybacz, ale mnie nie przekonasz. Przede wszystkim dlatego, że sama piszesz, iż nie umiesz porozumieć się z ludźmi, a w testach na Aspergera masz 80-90%. I pisałaś już u mnie kiedyś, że nie miałaś koleżanek ani kolegów. Widzisz, może to wszystko ma jakiś wpływ. PS. Naukowo udowodnione, że oglądanie TV od najmłodszych lat przyczynia się do Autyzmu. Ale to też polecam mądre książki i badania, bo co ja mogę… ;) Buziaki!

    • Przyczynia się do autyzmu. Ihaha. Ty w ogóle wiesz, na czym polega autyzm? To przede wszystkim choroba metabolizmu, który uszkadza mózg. Telewizja nie ma wpływu na metabolizm. To tak, jakbyś napisała, że telewizja powoduje celiakię albo albinizm. Wiesz, mnie telewizja uspokajała. Albo gapiłam się w ścianę, godzinami, albo w telewizor. Z telewizora przynajmniej coś czerpałam, np. uczyłam się nowych słów. i kontekstu ich używania, z tym było u mnie najciężej. Jeszcze w podstawówce miałam kłopoty z zapamiętaniem, że po wejściu do pomieszczenia z ludźmi należy się przywitać.

      Tak, mam dowód na to, że Teletubisie pomogły. Mała nie naśladowała gestów. Olewała nasze próby. Nagle okazało się, że umie klaskać razem z publicznością, że się turla, że robi papa na pożegnanie, choć od dawna jej tego nie uczyliśmy nie widząc postępów. Zaczęła robić papa w tym samym tygodniu, w którym odpaliliśmy Teletubisie. Zgadnij kogo zaczęła naśladować. Dzieci! W Teletubisiach jest bardzo dużo dzieci. Tańczących, machających na powitanie i pożegnanie, turlających się i gadających. To własnie je zaczęła mała naśladować. Za to przytulać nauczyła się dzięki samym Teletubkom. Tam jest w czołówce takie coś „tuliiiimyyy” i ona na to hasło biegnie do nas się grupowo przytulać. Wcześniej tego nie robiła, chyba że się wywróciła i wpadła w ryk, ale to też raczej ja leciałam ją przytulić, a nie ona do mnie. Na pewno ją odblokowały. Teraz nawet zaczęła pokazywać części ciała, 2,5 roku, przypominam, większość dzieci robi to mając rok. Nie wiem co jest z tą bajką, ale ma w sobie coś z magii. :)

    • Lavinka, jeśli uważasz, że autyzm to choroba metabolizmu, to ja wymiękam. NIE ZNALEZIONO DO DZISIAJ ŻADNEJ KONKRETNEJ PRZYCZYNY AUTYZMU! Zostało udowodnione, że oglądanie TV przyczynia się do rozwoju autyzmu. A to różnica – przeczytaj uważnie! Poza tym dzisiaj zaczyna się przypuszczać, że autyzm nie jest chorobą, a inną strukturą mózgu. Po prostu.

      Poza tym dzieci, u których stwierdzono autyzm, bardziej interesują się światem rzeczy i urządzeń, niż ludźmi. Może dlatego Twoja córka ma lepszy kontakt z Teletubisiami, niż z Wami, skoro piszesz, że nie przytula się do Was. Poza tym raz piszesz, że mała Was naśladuje i wychodzi na spacer z książką, drugi raz piszesz, że Was nie naśladuje. To już sama nie wiem…

      W każdym razie – jeśli uważasz, że pomaga jej TV to przecież nie będę Cię do niczego przekonywać. To Ty jesteś mamą i chcesz najlepiej dla swojego dziecka i wiesz, co jest dla niego najlepsze. I żywię nadzieję, że mała się super rozwinie i będzie fajną dziewczyną, a później kobietą. Oby bardziej w przestrzeni realnej, niż internetowej! Ale to tylko moje życzenie, bo ja wolę życie w realu, niż w kompie ;) Buziaki!

    • To może najpierw poczytaj bloga http://autyzm-biologia.blogspot.com/ , a potem pogadamy, oki? Przyczyny tej choroby nie są znane, ale objawy jak najbardziej. Jedną z nich jest nieprawidłowy metabolizm, który niszczy struktury mózgowe. Jedyne, co to czego spierają się uczeni, to które geny za niego odpowiadają, bo że jakieś odpowiadają, to już wiadomo na pewno. Inaczej mówiąc, zdania są podzielone. Niektórzy mówią, że to choroba mózgu powoduje zły metabolizm, a inni, że to co się dzieje w mózgu jest pochodną metabolizmu. Nie wiadomo jak go leczyć i jak mu się przeciwstawiać. Co powoduje objawy autystyczne, wiadomo w zasadzie od jakiegoś czasu, tylko antyszczepionkowcy sporo tu brużdżą. Neurony lustrzane wyszły przy okazji, ale ich nietypowe działanie wcale nie musi być przyczyną choroby, to może być objawem towarzyszącym. Wszelkie poszlaki stanowią, że autyzm jest choroba genetyczną, a zatem dziecko się z nią rodzi. Najprawdopodobniej zasada podobna jak w przypadku hemofilii, kobiety są nosicielami. Tzn. „zlę geny” są powiązane z chromosomem X. Dlatego choruje dużo więcej chłopców niż dziewczynek, bo oni mają tylko jednego Xa. Nosicielki nie chorują, bo to recesywne diablę. Jeśli pierwsze dziecko jest autystyczne, to prawdopodobieństwo, że rodzeństwo go będzie miało = 50%. Wysoko jak na „nie wiadomo skąd się wziął autyzm”, prawda? Naukowcy są już blisko, poczytaj to: http://autyzm-biologia.blogspot.com/2014/11/autyzm-i-geny-kolejne-badania.html

    • Weszłam, poczytałam i znalazłam kluczowe hasło: „Istnieje coraz więcej danych dokumentujących zaburzenia metaboliczne u dzieci z autyzmem”. A wiesz, że istnieje coraz więcej danych dokumentujących związek oglądania bajek od urodzenia z autyzmem? I są na to badania, takie same, jak te na blogu. Mam je podane czarno na białym w książkach, które nagminnie czytam. Więc „coraz więcej danych” nie jest jeszcze 100% prawdą. Ja nawet nigdzie nie napisałam, że bajki powodują autyzm. Tylko, że się podejrzewa, iż oglądanie ich przyczynia się do rozwoju (na podstawie badań). Ile jeszcze razy mam to napisać? :) A skoro się podejrzewa, co jest poparte badaniami, to chyba coś w tym jest, prawda?

      Zawyrokowałaś, że autyzm to choroba metabolizmu. Ja doskonale wiem, że te dzieci mają problem z jelitami (u Tosi w przedszkolu było dziecko autystyczne). Ale to nie ma za bardzo związku z tym, co pisałam ja, bo Ty wyrokujesz, że dziecko ma chory metabolizm, więc ma zepsuty mózg, więc ma autyzm. Genialne! To tak, jak słyszałam od jednej mamy autystyka, że jej dziecko ma wyżarty mózg przez pasożyty… Mnie moje pasożyty w dzieciństwie mózgu nie wyżarły – na szczęście.

      A z przytoczonego przez Ciebie bloga JASNO wynika, że przyczyną może być WSZYSTKO! Otyłość, leki, brak kwasu foliowego, zakażenia, infekcje, miliard czynników. I nadal i tak nie wiadomo o co chodzi…

  • Jest w moim życiu bliska osoba, która od lat porusza się głównie samochodem w trybie garaż-garaż. Niewątpliwa wygoda doprowadziła u tejże osoby do dużego upośledzenia mięśni i układu kostnego, że o otyłości nie wspomnę. Technologia obok niewątpliwie genialnych i niemniej wygodnych rozwiazań używana w nadmiarze może powodować swoista atrofię nie tylko mięśni, a najbardziej elementarnej cechy człowieczństwa umiejętmności skomplikowanej, wielopoziomowej emocjonalnej komunikacji, ale też cechy najbardziej pierwotnej jaką jest umiejetność i instynkt przetrwania. Wygodna pułapka zaawansowanych technologii, które wyręczaja nas już niemal we wszystkim powoduje, że już 7 dniowy globalny black out staje się śmiertenym zagrożeniem, a black out totalny cofający nas do poziomu powiedzmy wczesnego Renesansu śmiem twierdzić wyeliminowałoby jakieś 90% miejskiej populacji. Z całym szacunkiem dla szeroko rozpisującej się powyżej Lavinki nie spodziewam się, żeby jakakolwiek gra ułatwiła jej przetrwanie 7 dni w lesie. Technologia może być grożna i nie mam tu bynajmniej na myśli katastroficznych wizji w klimacie Terminatora.
    Zgadzam się z autorką bloga – nie ma sensu totalnie wycinać technologii jeśli nie jest sie np Amiszem, bo prędzej czy później i tak będziemy jej potrzebować. Przeraża mnie jednak bazrefleksyjna konsumpcja rozwiązań podanych na tacy. Nie mam i nigdy nie miałam facebooka ani pokrewnych, jedyne social media w jakich istnieję to te czysto zawodowe. Moje dziecko ogląda bajki, nie w nadmiarze, za to zawsze z nami. Mam oddanych przyjaciół i za ścianą , i za morzem i za oceanem, ż którymi komunikuje się metodami uznawanymi dziś za analogowe. Nigdy nie spędziłam dnia bez rozmowy z drugim człowiekiem. Robię dziennie około 16 tysięcy kroków. I tak – korzystam z internetu w pracy i czytając tego wyśmienitego bloga, który dla odmiany od innych nagradzanych nie jest ordynarnym targowiskiem próżności. Ta technologia to trochę jak nóż. Możana nią podzielić chleb, ale i zabić też można.

  • Ja jestem stosunkowo starym prykiem, wychowanym w padającym na kolana PRL, bez nowinek technologicznych, z kluczem na szyi, całe młode życie po szkole biegającą na świeżym powietrzu, po okolicznych łąkach, z całą chałastrą dzieciaków. Myślę, że miałam okazję do wykształcenia neuronów lustrzanych i zbudowania empatii ale faktem jest, że podobnie jak Lavinka, prawdziwych relacji interpersonalnych doświadczyłam dzięki nowym technologiom. Komputer i internet od pierwszego kontaktu były dla mnie czymś naturalniejszym niż natura. Chyba mnie samej również nic nie rozwinęło tak bardzo jak komputer i internet. W tzw. prawdziwym świecie, są grupy. W grupie ludzie mówią jednym głosem. Zwykle głosem tego, kto mocniejszy, silniejszy. W świecie takim odczuwam dyskomfort i zażenowanie. Dopiero w tv i sieci można usłyszeć „człowieka” jako jednostkę,usłyszeć to, co naprawdę myśli, czuje, jak reaguje, czego sie boi, poznać jego naturę. Będąc dzieckiem czułam ciągły niedosyt, że moje kontakty musza byc ograniczone do otoczenia. Chętnie wyjeżdżałam na kolonie, gdzie co roku „poznawałam” setki dzieciaków, z którymi potem długo korespondowałam a nawet szukałam kontaktu zupełnie nie osobistego, pisałam długie listy z ludźmi, na adresy w gazetach młodzieżowych. Nigdy ich nie poznałam a te kontakty wydawały mi się pełniejsze niż osobiste.

    Drugi o gigantycznej wadze aspekt w moim uwielbieniu technologii to sprawa potencjału, talentu. Całe życie poszukiwałam własnego poletka, małego wycinka rzeczywistości, w której odnalazłabym swoją drogę. Coć co bym mogła robić choć trochę lepiej niż przeciętny człowiek i lubiła to robić. Dusza artysty a ręce nieporadne zupełnie. To ja. Chwytałam sie wszystkiego co mogło dac wyraz niespokojnej naturze. I wszystko było pokraczne, dopóki nie dostałam do ręki narzędzia – komputera. Dzięki niemu moge tworzyć, zamieniac pokraczne, niewydarzone twory rąk na ideał z własnej głowy. Bez kompa byłabym dziś jak bez ręki a bez sieci jak bez części tożsamości i świadomości.

    Moje dzieci korzystają z komputera jak z każdego innego narzędzia. Jak z nożyczek, długopisu czy książki. Korzystają z poczty elektronicznej do wymiany lekcji, zakupy w necie są tym samym czym wyjście do marketu. O zagrożeniach mówimy tak samo jak o wszystkich innych niebezpieczeństwach. Nowe technologie nie zasługują na demonizowanie. Nasze obawy i projekcje możemy przenieść na dzieci ale wcale im to nie posłuży. Tak sobie myślę, że te jednostki, które wracają ze szkoły i zasiadaja przed kompem do samego wieczora, grając w jakąś siekankę to te same egzemplarze, które pełniły role, podwórkowych chuliganów. Niejednego miałam siniaka nabitego przez takiego co to go ręce wiecznie świerzbiły i albo kijem się zamachnął, albo kamieniem rzucił w coś, to popchnął, to kopnął choć wcale mu w drogę nikt nie wchodził. Wręcz przeciwnie. Więc jeśli taki w domu zostanie i tłucze wyimaginowanych wrogów w grze to tylko z pożytkiem dla świata. Jeśli w grze przepada młody, spokojny ale nieśmiały człowiek, z którym rodzice nie rozmawiają, relacji nie umieją nawiązać, to czy ma znaczenie czy on samotny w swoim świecie, czarnymi myślami opętany czy już lepiej dla niego, że w wirtualnym świecie chociaż jakoś się odnajduje? Nie mam wątpliwości, że nowe technologie w pewnych sytuacjach mają niekorzystny wpływ ale zawsze jest to skutek a nie przyczyna problemu. To tylko narzędzie ucieczki od realności a nie powód, dla którego chce się uciekać w odrealnioną rzeczywistość.

  • Z jednej strony doskonale rozumiem Lavinkę – do każdego telefonu zabieram się pół dnia, zamówienie wizyty w przychodni, to droga przez mękę. Nigdy nie wciągneła mnie wprawdzie żadna gra, ale moja „codzienna grupa wsparcia” to koleżanki z forum, a nie mamy z osiedlowej piaskownicy. Jestem dzik, z ludźmi (poza rodziną najbliższą) spotykam się rzadko i nie jest mi z tym źle.
    Z drugiej, jestem traktowana jak dziwadło – nie mamy telewizora, moja prawie trzylenia córka nie ogląda bajek wcale. Gra w memo na padzie, ogląda zdjęcia w komputerze, więc nie jest tak, że trzymamy ją zupełnie poza „nowymi technologiami”, ale jak widzę, jak ją TV zasysa (po prostu świat znika) to jakoś intuicyjnie czuję, że jej to do szczęścia niepotrzebne. Nie wie co to Frozen, nie szaleje za Pepą, chociaż doskonale wie kto zacz, w końcu do przedszkola chodzi, czyli z rówieśnikami się socjalizuje. ;o) W najbliższych 2-3 latach nie widzę jej ogladającej dłuższy film animowany (jej rówieśniczki potrafią przesiedzieć kinowy film).
    Staram się – jednym zdaniem – zachować równowagę. ;o) Najważniejsza jest świadomość rodziców i o to trzeba walczyć!

  • Mnie już nie trzeba przekonywać jaki wpływ mają gry i telewizja na moje dziecko :-) Miałam dwie takie sytuacje związane z moim dzieckiem i dzisiejszą technologią, które pokazały mi, że mojemu dziecku nie służy. Dlatego u nas technologia w ograniczonych ilościach .

    • Bogusia, a jesteś w stanie opisać te sytuacje? Bardzo mnie ciekawi ten problem i byłabym wdzięczna. Jeśli nie tu, to może na maila? Ściskam!

  • Miejmy choć odrobinę nadziei, że rodzice, to nie tylko bezmózgie trole, które wychowują swoje dzieci na podstawie porad z gazet typu „Twój maluszek” czy dzień dobry tvn. Myślę, że młodzi rodzice, mający własny rozum doskonale wiedzą, że Teletubisie w żaden sposób nie rozwiną intelektu ich dziecka, a nowe media należy dozować z umiarem i odpowiednio selekcjonować ich treści/aktywności. Co do gier – zależy na czyje zlecenie jest robione, takie płyną z niego wnioski i jest ich cała masa łączni z tymi, które potwierdzają, że gry rozwijają kreatywność i twórczość.

    • No widzisz, a ja myślałam, że Teletubisie wspomagają rozwój językowy u dzieci. Te powtórzenia słów, ten marketing, nagroda brytyjskiej królowej dla twórczyni bajki…

      Badania, na których ja oparłam swój artykuł, były przedstawione w publikacji Manfreda Spitzera „Cyfrowa demencja”. Są dostępne w internecie, można sprawdzić dla kogo były robione i czy ufać im, czy też nie. Ja nie mówię ludziom, co mają robić. Starałam się napisać rzetelny tekst, poparty faktami. Tyle.

      Nie przedstawiłam grupy dzieciaków, które grają w gry i czatują przez cały tydzień, siedząc przed kompem, nie spotykając się ze znajomymi na żywo. Bo gdybym zrobiła taki pseudo-dokument, to musiałabym pokazać dzieci uzależnione od gier, bo niestety takie tylko znam (starsze). Młodsze dzieci moich znajomych szczęśliwie nie jarają się, że przeszły ostatni, najtrudniejszy poziom Angry Birds. Tak się cieszę.

    • A jakbyś miała badania, które gry rozwijają kreatywność i twórczość to chętnie przygarnę link, bądź publikację. Będę wiedziała, co podsunąć mojej Tośce, gdy zainteresuje się komputerem. Z góry bardzo dziękuję! :)

    • No właśnie marketing – to zadziałało w przypadku Teletubisiów, ale działa też w innych tematach. Jeśli chodzi o gry, to te badania na temat kreatywności były z dupy. Kompletnie nieistotna próba i nie wiem nawet jaka metodyka, no ale teza była poparta tymże badaniami. Widziałam to gdzieś 2 lata temu, ale nawet po wpisaniu w google wywaliło mi jakieś badanie o tym samym temacie. Ale absolutnie nie piję do Twojego tekstu, bo jest jak najbardziej dobry i ciekawy. Po prostu mam wrażenie, że rodzice, którzy czytają Twoje teksty lub Hatalskiej wiedzą co robić, tzn wiedzą, że tablet czy komórka to nie dobry sposób na „pozbycie się” się dziecka i wiedzą jak tych urządzeń używać. Może jestem naiwna, ale podejrzewam, że tutaj są rodzice bardziej świadomi niż właśnie czytelnicy wyżej wspomnianego pisma „Twój maluszek”, gdzie pewnie musieliby dostać artykuł z wyboldowanymi punktami – Nie pozwalaj dziecku spędzać więcej niż 30 minut dziennie przed komputerem, – czytaj mu, bo to rozwija jego mowę, a nie oglądanie bajek itd ;) Ja sama nie wiem jakie gry kiedyś zaproponuję mojemu dziecku, więc niestety nie pomogę. Choć ja jako dziecko grałam dużo, nawet bardzo ;)

    • Agata, widzisz… Prowadzę bloga rok. Nie raz poruszałam tu tematy, które byłam przekonana, że są tak oczywiste, że nikt nawet nie skomentuje. I dostawałam komentarze, wiadomości prywatne, maile. Jak to otwieram ludziom oczy. Więc nie do końca jest, jak piszesz, że moi czytelnicy to takie osoby. I nie dlatego, że są głupi, bo mam bardzo mądrych czytelników. Tylko nie wszyscy się wszystkim interesują, nie każdy ma świadomość wszystkiego! Poza tym, film Hatalskiej obejrzało mnóstwo rodziców, którzy nie wiadomo, jak go odebrali. Moja teza zakładała, że mogą odebrać ten film jak ciche przyzwolenie na pozwalanie dzieciom na bezgraniczne korzystanie z technologii. Nie każdy wszystko rozkminia i wyciąga wnioski. Ten film mnie naprawdę przeraził. Nie pokazał technologii od dobrej strony, tylko od tej najgorszej. Niestety tak to widzę. Poza tym starałam się tym tekstem przekazać wiele informacji, typu neurony lustrzane, mózg społeczny… Mój Lucek pracuje dla amerykańskich firm. Ich szefowie stawiają komputer w jednym miejscu w domu, tak, by mieli pełną kontrolę nad tym, co robią ich dzieci. Nie oswajają dzieci z technologiami od najmłodszych lat (zresztą w tekście podałam link do artykułu, w którym wyraźnie widać, że największe mózgi IT chronią przed tym swoje dzieci – mnie dało do myślenia). Dzieci pokazane w filmie, mimo iż mają mniej niż 13 lat (ach, jacy to świadomi rodzice) mają konta na fejsie, dodają nieznane osoby… Nie ufałabym świadomości tych dzieci w 100% to raz, a dwa, tam są pokazane maluchy, 3-latki, 7-latki zapatrzone w ekrany. Nie wiem, czy to dobre przesłanie, Po prostu. Chciałam o tym napisać i tyle ;)

    • O tej szkole w Dolinie Krzemowej czytałam już jakiś czas temu i też dało mi to do myślenia w kontekście wprowadzenia cyfrowego podręcznika u nas. Uderzyło mnie to, że w Polsce próbuje się przepchnąć e-podręcznik, mimo że wciąż jest mnóstwo rodzin, której po prostu nie stać na najnowsze technologie, a tam gdzie są one dostępne na wyciągnięcie ręki zostały ograniczone. Z resztą projekt e-podręcznika nie przeszedł m.in w Korei, bo okazało się, że najmłodsze dzieciaki uzależniają się od nowych technologii i pozostano przy drukowanej książce. Co do samego filmu mam mieszane uczucia, bo pokazano w nim (to tylko moje odczucie) domy z na oko klasy średniej. Podejrzewam, że tam tata i mama nie pracują na 2 zmiany w hipermarketach i po prostu mogą mieć wiedzę i czas żeby dzieciom tłumaczyć z czym się wiąże korzystanie z internetu, nowych technologii itd. Rzeczywistość wygląda chyba trochę inaczej. Temat zdecydowanie jest wart uwagi i informacje, które wyciągnęłaś są bardzo ciekawe. Co do rozkminiania wszystkiego…. masz rację ;)

  • Nie czytam tych wszystkich wyników badań, nie znam tematu tak bardzo jak autorka bloga. Nie jestem nawet na tyle mądra, aby to wszystko zrozumieć. Niektóre terminy są mi obce, sprawdzam znaczenie w słowniku. Nie mam tylu argumentów i nie umiem wytłumaczyć o co mi chodzi w sposób profesjonalny.
    Wiem jednak, że nie muszę być alfą i omegą aby wiedzieć, że świat wirtualny jest zły. Tak zły. Porywa nam wyobraźnię, porywa czas, porywa normalne kontakty między ludźmi. Obserwuję to osobiście. Nawet na swoim przykładzie. Kiedyś tego nie miałam a byłam szczęśliwa. Ośmielilabym się nawet napisać , że szczęśliwsza. Z całych sił chcę uchronić moje dziecko od tego.
    Znam dzieci, które przebierają nóżkami jak od nich wychodzimy. Czekają na to jak odjedziemy, aby mogły wreszcie pograć. Komputer jest im znany tylko w weekendy, a my w weekendy tam jesteśmy. Więc jak wyjeżdzamy mają wolne od nas, czas na gry. Jak One na to czekają.
    Oststnio byliśmy u znajomych. Cała wizyta to obserwowanie kłótni między dwoma chłopcami. O telefon, o grę, walka miedzy nimi. Przepychanki. Nasz stał i się gapił i nie wiedział o co chodzi.
    A tak się cieszyłabym, że pojedziemy do nich. Że nasz jedynak pobawi się z dziećmi, ze mu tego brakuje tu w domu. A zamiast zabawy obserwował walkę o telefon. Czy chłopcy już nie bawią się resorakami? Nie układają parkingu i nie budują z klocków? Doszło do tego, że jeden z nich przeyszedł do mnie i chciał mój telefon.
    Wszystko zależy od nas rodziców. Czy podamy dziecku na tacy ciastolinę i klocki czy teleon i tablet.
    I oczywiście korzystamy z dobrodziejstw internetu. Ale uważam, że należy to robić w sposób wyważony.
    Nie chcę aby mojemu dziecku komputer kojarzył się tylko i wyłącznie z grą we wszechobecnego kurczaka. Wolałabym, aby internet służył mu do sprawdzenia czegoś co go zainteresuje. Do nauczania się czegoś.
    Choć z drugiej strony my nie mieliśmy internetu do nauki i jakoś się uczyliśmy. I mapę umiemy czytać, nie potrzeba nam nawigacji.
    W każdym razie, uważam, że do wszystkiego należy podejść z umiarem, znaleźć złoty środek. Nie odcinać się całkowicie, ale też nie pozwolić, aby kilkulatek walczył zaciekle z bratem o telefon.
    Ostatnio robiliśmy zakupy w sklepie papierniczym. Pani bardzo się dziwiła. Po co, na co, co będziemy robić. Przecież On jeszcze do przedszkola nie chodzi. A ja mówię, że uzupełniamy zapasy, bo wszystko się pokończyło. I papier, i bristol, i klej, i farby. Była bardzo zdziwiona, że tyle kupuję dla jednego dziecka. Małego.
    I mam wiele takich historii.
    Kiedyś opowiadałam gdzieś, że syn nie mógł zasnąć, ale wyśpiewałam mu kilka piosenek i usnął. Jeden z rozmówców bardzo się zdziwił. Jak to, Ty śpiewasz, ale jak? Jakie piosenki? Jak to?
    Dla mnie to normalne. Ale okazuje się, że nie dla wszystkich. Że łatwiej jest usypiającemu dziecku włączyć bajkę.
    Ja się dziwiłam, że On się dziwi. I zapewne nie śpiewano jemu, a i On nie będzie śpiewał własnym dzieciom.
    Obserwuję to wszystko, koduję. Uczę się od takich ludzi jak Autorka.
    Chcę więcej takich wpisów, takich dyskusji, bo chciałabym aby mój syn nie kłócił się z kolegą o telefon czy tablet, ale aby umieli zrobić swoją bazę na podwórku, aby pobawili się w piaskownicy.
    I bardzo chciałabym aby rodzice zrozumieli, że lepiej zabrać dziecko na targ, do sklepu rybnego, do piekarni, do znajomego gospodarza. Okazuje się, że niektóre kilkulatki mylą nazwy warzyw, nie mówiąc o tym, że nigdy ich nie próbowali. Tego gry ich nie nauczą. Dla nich mleko = karton, nie krowa :-)

  • Pamietam, jak Sara byla mala, udzielalam sie na forum macierzynskim. I te mamy ciagle pisaly, jakie bajki ich dzieci juz ogadaja, majac zaledwie moze po roczku, moze troche wiecej. A moja nic… Nawet sie nie interesowala… A ja nie wpadlam na pomysl, zeby takiego malucha posadzic przed telewizorem i przyzwyczajac do „ulubionych” bajek… I jedyna bylam z tym pogladem. Czy to nie dziwne? Dla kazdej (a moze prawie kazdej) polskiej mamy sadzanie dziecka przed telewizorem od najmlodszych lat to rzecz normalna!
    Znam wyniki badan, o ktorych piszesz, tylko zrodla pewnie inne :) Moja corka (lat 7) nie gra na komputerze. Tylko filmy na youtubie potrafi sobie obsluzyc, bo ogladamy razem filmiki gimnastyczne. Konsoli nie posiada, ani wlasnego telewizora. Komorki tez dlugo, dlugo miec nie bedzie. Taki mam poglad na technike. W moim otoczeniu (jestem nauczycielka) dzieci moich kolegow dostaja komorki dopiero w piatej klasie, konsol nie posiadaja, za to uczeszczaja na zajecia sportowe lub inne kolka zainteresowan. A jesliby sie przyjrzec grupie docelowej, posiadajacej sprzety wszelakie, to sa to zwykle dzieci, o ktore sie za bardzo nie dba! Dzieci pozostawione same sobie, dzieci zapracowanych rodzicow, niezainteresowanych rodzicow, patologicznych rodzicow…. Tak latwo kupic dziecku komore ze stalym dostepem do internetu… i problem ma sie z glowy, bo dziecko meczyc przestaje, zeby sie z nim bawic… Czasu nie maja, zeby dziecko na trening zawiezc, czy na spacer sie wybrac… Technika rozwiazuje tymczasowo wszystkie ich problemy wychowawcze, bo knebluje ich dzieci…. i jest spokoj…. pozorny…

    • Twój komentarz jest wspaniały. I tak się cieszę, że znasz wyniki badań, że szukasz, że rozumiesz… Ja wpadłam w pułapkę z bajkami. Dokładnie to było trochę tak: muszę coś zrobić, puszczę jej jeden odcinek. Teraz inaczej gospodaruję czas. Wiem, że nie będzie bajki. Wiem, że jestem tylko dla niej. Czasu nie cofnę, mogę jedynie teraz nadrabiać, bo na szczęście jest jeszcze czas, a i tak wiem, że nie zrobiłam krzywdy mojej córce, bo jednak robimy mnóstwo rzeczy razem, no i chodzi do analogowego przedszkola w stylu montessori ;) Tylko tak jak pisałam – może to jej nie skrzywdziło, ale w niczym nie pomogło. zmarnowany czas i tyle… Dziękuję Ci raz jeszcze za wypowiedź!

  • W święta byłam u rodziny. Jest tam dwójka dzieci – 8 i 5 lat. I zobaczyłam patologię w czystej postaci. Te dzieci CAŁY dzień siedziały przed komputerem. Jak jeden grał na komputerze, to drugi na komórce. I tak na zmianę. Nawet obiad jedli przed komputerem. Jak się zapytałam ich matki, czy to jednak nie przesada z tym graniem cały dzień, to usłyszałam: „No ale co mają robić?”. I nikt mi nie wmówi, że te dzieci w przyszłości będą zmieniać świat. Chyba, że na gorsze. Przeraża mnie to, co widzę – choćby w swojej rodzinie. Na 3 urodziny tablet w prezencie, na komunię laptop, komórka, play station. Nie pojmuję po co 5-letniemu dziecku własna komórka. Nie przemawia do mnie argument, że to ułatwia kontakt. A gdzie, przepraszam przebywa pięciolatek sam i bez opieki dorosłych, że potrzebuje do nich do dzwonić? Rodzice nie mają czasu dla własnych dzieci, nie potrafią z nimi spędzać czasu. Puszczają dzieciom bajki, a sami siedzą przyklejeni do komórek i laptopów. Jak tak ma wyglądać postęp i nowe technologie, to ja się z tego wypisuje. Ja w dzieciństwie oglądałam 15-minut dobranocki, a poza tym goniłam po podwórku i bawiłam się z koleżankami. Nie miałam żadnej komórki ani laptopa i żyję. I całkiem nieźle się w świecie odnajduję. Jakby mi kiedyś dziecko powiedziało, że łatwiej mu odczytać emocje z emotikonek niż z ludzkich twarzy, to uznałabym to za swoją największą życiową porażkę. A ten film Hatalskiej to jakieś nieporozumienie.

  • Jak się z Tobą nie zgodzić? „Dzieci są analogowe” – to u mnie na blogu, a wracając do tematu, to wydaje mi się i czułem to zresztą, że najważniejszy jest kontakt z dzieckiem. Mamy bliźniaki, chłopców, mają teraz prawie 4 latka i w domu nie pozwalamy oglądać im telewizji. Nie i już. Żadnych bajek, żadnych tabletów. Dzięki temu słyszę często od nich „Tato zostaw telefon” albo „Tato zamknij laptopa” i „pobaw się z nami… Jasne, że z technologii trzeba korzystać, ale nie zapominajmy, technologia to tylko narzędzie. Komputer, telefon, młotek, wiertarka – tak, to są po prostu narzędzia. Spotkałem się nawet z tym, że komputer jest dzieciom w dzisiejszych czasach potrzebny, bo potem w życiu nie dadzą sobie rady, bo przecież komputery są wokół, ale najlepszy kwiatek jaki słyszałem, to że trzeba dzieciom bajki puszczać, bo będą wykluczone społecznie. Nie będą miały o czym z innymi dziećmi rozmawiać, bo nie będą znały bajek, które ich koledzy oglądają. Rozwinę temat u siebie na blogu na pewno. Teraz wiem, że nie tylko ja tak myślę.

    • O tak, Bartek. Dzieci są analogowe! I też już słyszałam: „Mama, odłóż telefon”. Wtedy odkładałam. Teraz go nie biorę. A przynajmniej się staram i mam świadomość. Leży daleko od naszych zabaw…

      To wykluczenie społeczne to jest straszny argument. Ale rzeczywiście, jeśli dziecko wejdzie w środowisko takich dzieci, to jest mały problem. I zamiast robić wszystko, by dzieci miały o czym rozmawiać poza bajkami, to wpędzamy się w pułapkę i puszczamy dzieciom bajki, by miały o czym rozmawiać. Straszne. Ale to jest problem na szeroką skalę. I więcej rodziców powinno być oświeconych. Ale jak tu oświecać, jak taki filmik, o którym pisałam w tekście zachęca do wciskania telefonów i komputerów w ręce dzieciaków. Smutne bardzo.

  • Wspaniały wpis i profesjonalnie prowadzony blog. Od razu widać zacięcie do drążenia do celu. Dawno nie czytałem tak wnikliwego, choć subiektywnego opracowania. Ja jestem, (nie)stety z tych technologicznie zaawansowanych i przykładam do tego wagę. Dla równowagi powiem, że od 6 lat nie używam telewizora i ani mnie, ani moim dzieciom niczego nie brakuje. Myślę, że od technologii nie uciekniemy i im wcześniej w to wniknąć tym lepiej. Cały szkopuł tkwi w osiągnięciu równowagi pomiędzy szklanymi monitorami, książkami i kontaktami społecznymi. Postawienie jedynie na nowe technologie u dzieci wyprodukuje nam pokolenie zaawansowanych technologicznie społecznych kalek, nie radzących sobie z emocjami i kontaktami z innymi ludźmi. Jeszcze raz wyrazy podziwu za wnikliwą analizę tematu. Az mi głupio, że już wcześniej na inny blog głosowałem…

    • Witaj Tato Żołnierzu!

      Tak, to mój punkt widzenia, jednak poparty badaniami, które do mnie przemawiają, bo stoją za nimi ludzie, którzy mają realny wpływ na neuronauki oraz zmianę systemu edukacji w Europie opartą o naukę przyjazną mózgowi. I, jak napisałam na samym początku, w ogóle nie jestem przeciwna technologiom. Zresztą one dają mi chleb, bo mój Lucek jest programistą. (I naprawdę, całe życie biegał po lasach, czytał książki i łowił ryby w towarzystwie kolegów. Dopiero w wieku nastu lat dostał komputer i zaczął programować. Nie potrzebował spędzać godzin z technologiami, by dzisiaj te technologie tworzyć. A pracuje przy dużych międzynarodowych projektach. Nie jest geekiem. Woli pobawić się z dzieckiem, niż dać mu do ręki iPada ;) – to zrobiłam Lucjanowi reklamę hehe).

      Tak, chodzi o równowagę, a niestety w ogromnej większości przypadków zostaje ona zachwiana. Bo świadomych rodziców jest mało. Bardzo, bardzo mało. I tych dzieci, które w wieku 11 lat tworzą technologie też jest mało. Większość spędza czas przed kompem zupełnie nieefektywnie. A ucierpi na tym całe nasze społeczeństwo. Kiedy te dzieciaki podrosną i nie będą potrafiły się ze sobą komunikować, zabraknie tego co najważniejsze, czyli EMPATII. Bo ich światem nie jest człowiek, lecz internet.

      Na swoim fan page’u podawałam link do wyników badań PISA, gdzie okazało się, że nasze Polskie dzieci są na szarym końcu całego świata, jeśli chodzi o umiejętność wykorzystywania nowych technologii. A przecież tak intensywnie z nich korzystają. Szkoda, że w zły sposób…

      Dziękuję za dobre słowo i mogę tylko dodać, że można wysłać więcej smsów na blogi. W sensie, tylko jeden sms na jeden blog, ale można głosować na kilka różnych blogów, a nawet na wszystkie! :)

      Pozdrawiam serdecznie!

  • Bardzo dobry tekst. Rzetelny, podoba mi się, że zadałaś sobie trud tak gruntownego przeglądu literatury i nie pozostałaś przy ogólnikach.

    Otóż ja również miałam mieszane uczucia po filmie Natalii. Sama mam dwie córki przedszkolaki i nigdy, powtarzam – nigdy nie dałam im tabletu ani telefonu do zabawy. Jakoś budzi to mój wewnętrzny sprzeciw i uważam, że rozwijać się doskonale mogą przy użyciu bardziej tradycyjnych zabaw i zabawek. I nie mam również wątpliwości, że obie we właściwym czasie (a sądzę, że ten jeszcze nie nadszedł) ogarną obsługę elektronicznych zabawek. Zdobyłaś nową fankę :-)

    A w ogóle to aż dziw, że dopiero dziś trafiłam na Twojego bloga! Był mi znany z nazwy już wcześniej, ale że czytam dużo w blogosferze i brak mi już na to czasu, to jakoś nigdy do Ciebie nie zajrzałam. A to błąd.

  • Jako autorce bloga o aplikacjach dla dzieci po prostu muszę coś napisać :) Zacznę może od tego, że z technologią jestem związana od kilkunastu lat, pracuję w obszarze nowych technologii, a także prowadzę firmę, która w dużej mierze funkcjonuje dzięki obecności w internecie. Być może dlatego nie rozumiem, co tak naprawdę robią ludzie uzależnieni od internetu – np. niekończące się przewijanie osi czasu na FB i inne tego typu marnujące czas aktywności (czy raczej bezczynności) ;) Moje dzieci mają naturalny kontakt z technologią – tablet leży sobie gdzieś tam, do komputera może podejść każdy, telewizor też mamy. I oczywiście zdaję sobie sprawę, że jestem w tej dosyć małej grupie świadomych rodziców, którzy wiedzą, jakie zagrożenia się czają w cyfrowym świecie.
    Moje córki w domu zużywają tony papieru, kartonów, kleju. Budują bazy, tańczą, skaczą, bawią się klockami. Czasami oglądają bajkę, czasami bawią się aplikacjami, czasami oglądają coś na YT. Zawsze jednak wiemy, CO oglądają, JAK DŁUGO, CZYM się bawią na tablecie. Staram się towarzyszyć im w tych zabawach, wybieram najlepsze, na których możemy zbudować wspólną aktywność. Jestem spokojna, bo widzę, jak bardzo świat realny jest na pierwszym miejscu. A jest tak dlatego, że my świadomie podchodzimy do nowych technologii.
    Niestety zdecydowana większość rodziców nie jest świadoma, co robią robią dzieci i jak im to szkodzi. W moim otoczeniu (zapewne w każdym otoczeniu) są dzieci, które są uzależnione od grania. Gdy widzę, jakimi aplikacjami się bawią maluchy, mam ochotę im zabrać tablety/telefony ;) Obawiam się jednak, że nasz edukacyjny wpływ jest niewielki, technologia jest tania, jest bardzo bliska, wtapia się w rzeczywistość – w dodatku mamy wciąż rozdźwięk pokoleniowy, rodzice dzisiejszych nastolatków kompletnie nie kumają, co to np. Snapchat i nie widzą niemal erotycznych zdjęć własnych dzieci, bo nie są użytkownikami FB.
    Ja osobiście uważam, że właśnie to wtopienie technologii w realne życie nie powinno być niezauważane – jako rodzice mamy obowiązek wirtualny świat dziecku przedstawić. Pokazać jego niesamowite możliwości i ogromne zagrożenia. Całkowite się wylogowanie nie jest dobrym sposobem, dziecko i tak spotka się z tym światem (chyba że totalnie wyoutujemy się z systemu, w co wątpię).
    Myślę, że Natalii Hatalskiej nie chodziło bynajmniej o wciskanie telefonów do rąk dzieci – ona po prostu widzi, że kolejne pokolenie od pierwszych dni życia (a często od pierwszych chwil poczęcia – za sprawą mam relacjonujących przebieg ciąży w internecie) jest w sieci. Tutaj chyba dochodzimy też do ważnego aspektu – to przecież nasze pokolenie zaczęło tworzyć internet: pisać blogi, umieszczać statusy i zdjęcia w mediach społecznościowych, robić filmy, strony, sklepy internetowe, pracować zdalnie. Dzieci patrzą na nas, na telefony, tablety, laptopy i widzą, że to jest naturalny element świata. Wydaje mi się, że to jest clue filmu Natalii. Oczywiście faktem jest zbyt mała grupa, z którą przeprowadzone zostały wywiady, za mało zróżnicowana. Ale prawda leży jak zwykle gdzieś po środku, ale leży też w skrajności, gdzie uzależnione od grania dzieci wpadają w zaburzenia psychiczne i leży również w drugiej skrajności, gdzie dzieciaki na forum zbierają pieniądze na zwierzaki ze schroniska i zawiązuję się przyjaźnie na lata.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.