SMS o treści: POMAGAM

 

Zastanawiam się ostatnio, jak ogromną potrzebę czynienia dobra mają współcześni ludzie… I tę myśl wypiera nagle inna – jak ogromną potrzebę pokazywania czynienia dobra mają współcześni ludzie. I dumam, z czego to wynika…

W lipcu tego roku pewien facet kupił biedakowi w Tesco jedzenie. Następnie wrzucił na Facebooka zdjęcie rachunku za zakupy i – jak pisze Onet – „wzruszył internet”. Wzruszył ludzi pokazaniem rachunku na 46 złotych i podpisem, że głodnego trzeba nakarmić! Mało dziś potrzeba, by wzruszyć tłumy, tacy wszyscy są ckliwi… Następnie powiedział portalowi, że „to było tylko spontaniczne wyrażenie emocji”. Ponad 50 tysięcy udostępnień emocji kolesia, który zrobił coś, co uczyniłby każdy zwyczajny człowiek w analogicznej sytuacji. Pomógł potrzebującemu. 

Ale, czy na pewno zrobiłby to każdy? A może właśnie by nie zrobił? Może dzisiaj pomaganie jest tak bardzo offowe, że aż modne? A jeśli modne, to ekskluzywne. Nie każdego na nie stać…

Najłatwiej pomaga się na Facebooku. Akcja: ratujemy psy, koty, norki, tygrysy, albatrosy brunatne! Co musisz zrobić? Dać lajka, albo udostępnić status lub wziąć udział w wydarzeniu. I zwierzątka uratowane! Pomogłeś, dobry człowieku! A wszystko, nie ruszając się nawet sprzed komputera. Czasami ktoś prosi o podpisanie petycji. To już trudniejsze. Nie zawsze udaje się pomóc fokom kaspijskim. A z psami w schronisku na drugim końcu miasta nie ma komu wychodzić…

Dobre jest także przywiązywanie się łańcuchem do budy przed galerią handlową raz do roku. Oczywiście w asyście kamer telewizyjnych. Obstawiam, że ta akcja ratuje setki tysięcy psów rocznie przed ich smutnym losem. W końcu taka medialna jest i celebryci przywiązani do kawałków drewna, marznący na bruku. Chwyta za serce. W tym roku chyba kupię im PedigreePal’a.

Ostatnio zapanowała też moda na adoptowanie Murzynków. A dziecko za rogiem w enklawie biedy z głodu, jak pies zdycha. Idź do polskiej szkoły podstawowej w biednym mieście, w biednej dzielnicy. Zobacz, jakie dzieci mają ubrania, plecaki, piórniki jakie. Zrozumiesz, że na naszej ziemi pęta się piekło. Nie tej afrykańskiej, tylko właśnie naszej, polskiej. Pod Twoim nosem!

Ludzie jeżdżą w dalekie kraje, do Afryki, do Indii, żeby egzotycznie było. Wracają uduchowieni i tacy lepsi się czują po tych wojażach i obcowaniu z biedą. Egzotyczna bieda ma w sobie więcej uroku! Dadzą niewidomej dziewczynce dolara i czują się spełnieni. Do tego zdjęcie z kalekim chłopcem na Fejsa wrzucą i już wiadomo, że są dobrymi ludźmi. Serca duże mają, biednemu w potrzebie pomogą.

A dziecko, którego przodkowie „za wolność waszą i naszą” walczyli, które być może od tego samego dziada pradziada pochodzi, odrabia teraz lekcje w zagrzybionych czterech ścianach w starej kamienicy z obszczaną klatką i odpadającym tynkiem z sufitu. Za miesiąc będzie trząść się z zimna, bo na węgiel matce nie wystarczy. I nie wiadomo, czy choć czekoladę pod choinką znajdzie, jeśli w ogóle choinkę na Boże Narodzenie mieć będzie. A Ty w grudniu wrzucisz do puszki dwa złote harcerzom i uspokoisz sumienie, bo nakarmiłeś głodnych.

Ale takiemu dziecku pomóc trudniej. Mimo, że mieszka dwie ulice dalej. Nie wystarczy kliknąć w sieci i po prostu adoptować. Trzeba poszukać, pójść, odwiedzić, porozmawiać, może literek pouczyć (to być może za drogie, bo cenniejsze od pieniędzy)… Ale co najgorsze! Co najbardziej mydli oczy i serce skore do pomocy napawa niechęcią. Gdy pomożesz takiemu dziecku z „getta”, nie dostaniesz certyfikatu adopcyjnego, który możesz sobie wrzucić na Fejsa. Prawdopodobnie nie otrzymasz laurki z jego uśmiechniętą buzią, bo pewnie kredek nie posiada. Nikt w żaden sposób nie potwierdzi Twej dobroci, a cichutkie „dziękuję” nie będzie tak spektakularne i nie wyrazi przecież spontanicznie tych emocji! Chyba, że strzelisz sobie sweet focię w slumsach.

Czy naprawdę trzeba powiedzieć ludziom, że jest się dobrym, bo inaczej tego nie zauważą? A może trzeba pokazać i dostać informację zwrotną, by poczuć się lepiej? Może niektórzy tak bardzo pragną uwagi i poklasku, że już nawet pomaganie wrzucają do worka z napisem „na pokaz”? A najlepiej, jeśli napiszą o nich w gazecie, albo w telewizji pokażą. To można wyciąć, w ramki oprawić, znajomym się pochwalić, na płytę nagrać. Namacalne dowody na swoje dobro mieć! Nie zachęcić do akcji, pokazać innym, że można pomóc, tylko pochwalić się „efektami”.

Najlepsze w pomaganiu są agencje i wielkie firmy. Wszystkie dobre i tak hojne, aż łza mi spływa po policzku, gdy z bólem serca odmawiam im „współpracy”. Pisze do mnie agencja. Duża, ogólnopolska, marketingowa. I prosi, bym akcję na blogu zareklamowała. Bo to wspaniała akcja jest. Charytatywna, proszę pani! Firma przekaże pieniądze na szczytny cel. Kampanię wspierają gwiazdy. Potrzebujemy więcej wpływowych osób i więcej i więcej i pani nam to zrobi za darmo, a my zgarniemy niezłą sumkę za działania wizerunkowe. A w tej firmie chętniej się będą ubezpieczać, bo taka „dobra” jest. Bo dobrze pomagać w błysku fleszy i smrodzie fajerwerków.

Już słyszę głosy, że te firmy mogłyby przecież nie pomagać, a tak robią cokolwiek. Niby tak, niby pomagają, ale nie sądzę, by robiły to z potrzeby serca. Po prostu zamiast wydawać na marketing, wydają na agencję, która akcję poprowadzi (czyli w sumie marketing) oraz nagrodę w konkursie. I czy to źle, że tak robią? Ależ nie, skąd! Bardzo dobrze, że te pieniądze nie idą na reklamę, choć w sumie idą – agencja zarabia, firma zarabia, jedynie bloger działa charytatywnie, bo przecież pomaga! Zastanawiam się tylko, na ile dzisiaj jesteśmy dobrzy, ponieważ dobrzy jesteśmy, a na ile zwyczajnie nam się to opłaca oraz tego potrzebujemy.

A jak mamy być dobrzy sami z siebie, skoro nikt nas nie uczy empatii? Jak mamy nauczyć się empatii, jeśli dzisiejsza szkoła wzywa głównie do rywalizacji? Nawet nie ma już czegoś takiego, jak dobrowolna pomoc innym. Za wolontariat są punkty do liceum! Nikt już nie pomaga z dobrego serca. Każdy uczeń ma w tej pomocy interes, co zdecydowanie kłóci się z ideą wolontariatu – bezinteresownego!

Dzisiaj nie pomagamy za darmo. Mamy w tym jakiś cel. Wszystko jest poparte ideologią. A gdzie czyste, prawdziwe ludzkie odruchy? Czy każdy wyprzedza fakty, zachowując rachunek za kiełbasę kupioną bezdomnemu, by po powrocie do domu wrzucić jego zdjęcie na Fejsa?

Bo dziś trzeba czynić rzeczy wielkie, spektakularne. A nawet, gdy małe, należy z nich zrobić spektakl. Zagrać, wyśpiewać, wytańczyć, żeby wszyscy widzieli, klaskali i podziwiali. Opisać, pokazać w sieci, czego to się nie zrobiło, i nagłośnić sprawę. Bo pomaganie po ciuchu to nie pomaganie! Wręczenie dychy dziadkowi, bo mu emerytury brakło, się nie liczy. Kupienie bezdomnemu podwawelskiej też nie. Ani pomoc w jakiejś fundacji. Ale selfie z dziadkiem, wiadomość w gazecie, że się pomaga, czy fota rachunku za kiełbasę – to ma wartość. To ma moc! To są emocje! Ludzie napiszą, status udostępnią, komcia zostawią. Że ich wzruszasz, żeś dobry niczym Bóg, że oni tacy sami!

Po czym pójdą do kibla, wyślą na posiedzeniu SMS o treści: POMAGAM, bo dobro powraca, następnie spuszczą z wodą pamięć o rachunku z Tesco i swoim altruizmie, a psu z kulawą nogą kawałka mortadeli nie dadzą. Bo nikt patrzeć akurat nie będzie…

 

PS. Tak, generalizuję. Piszę o jednej stronie medalu. I tak, wiem, że są ludzie, którzy pomagają bezinteresownie. Opisuję pewne duże zjawisko, które nie wiem, czy mnie śmieszy, czy smuci raczej…

 

13
41 Komentarzy w
“SMS o treści: POMAGAM”
  • Ja w kazdej sytuacji doszukuje sie „powodow”, chce zrozumiec „dlaczego”.
    „Monitorowanie zycia”, to znak wspolczesnosci. Nie tylko zapisujemy gesty dobroci, zapisujemy mysli,zapisujemy…wszystko i dzielimy sie tym z calym calym swiatem za posrednictwem internetu na przyklad.
    Prawie kazdy to robi i kazdy ma inny motyw. Niekoniecznie nasz jest szlachetniejszy i lepszy.
    Podobienstwo jest w tym, ze nie chronimy swojej prywatnosci i nie umiemy byc ze swoim zyciem tylko ze soba.

  • Widzisz. A ja wychodze z założenia, że nie warto nikogo z niczego rozliczać. Każda, serio każda pomoc się liczy. I każdy obszar jest równie potrzebujący. Nie rozróżniam na potrzebujących bardziej, potrzebujących mniej i tych, którzy poczekają. Wchodzę w te rzeczy, które czuję. I myślę że tyle samo ważna i potrzebna jest dycha dana Owsiakowi, jak i dycha dana Na dziecko z Afryki. Co więcej, tyle samo warte jest pójście na spacer z psem, który nalezy do schorowanej staruszki. A jeszcze dalej idąc, tyle samo ważna jest rozmowa z zagubionym, co i stówa wpłacona na konto fundacji. A to, że ktoś się czymś chwali? Nie mój problem. Grunt, że pomaga.

    • Tak, właśnie o tym pisałam. Napisałam, że to jest ok. Ale zastanowiłam się nie nad samym pomaganiem, a nad intencją. Po prostu sobie dumam i rozważam. Bo nie znoszę pomagania na pokaz i koniec. Bo tak jak napisałam – teraz pomogę, bo patrzą, piszą, a jak głodny poprosi o bułkę to odwrócę się na pięcie. Znam takich, ha! Głębszy problem…

    • Rozumiem. Ja myslę, że problem jest okrutnie złożony. Ostatnio dostałam pewnym mailem w twarz za to, że za bardzo nagłaśniam pewną akcję i przy czymś próbuję się blogowo wypromować. Co jest bzdurą. Weszłam w pewną historię całym sercem i zdecydowałam, że chcę coś doprowadzić do końca i pomóc pewnemu chłopcu. Wylałam przy tym morze łez, starając się za wszelką cenę uruchomić wszystkie mozliwe dla mnie kanały. I udało się. Tymczasem dostaję takiego maila od zbłądzonej duszy, która zarzuca mi, że osobiście to bym nie pomogła, ale na blogu akcję rozkręcam. Witki mi opadły. Dlatego wychodze z założenia, że nie znamy prawdziwych intencji. Tylko opieramy się na przesłankach, które możemy interpretować błędnie albo prawidłowo. Nie warto interpretować, myślę. Niech każdy pomaga jak chce :-)

    • A co mozna wiedziec o intencjach innych?
      Po co oceniac? Pomoc jest pomoca.
      Chetnie analizujemy innych, by nie zajac sie … soba.

    • A ja widzę różnicę. Także o tym napisałam. Jeśli korzystasz z medium, żeby zachęcić kogoś do akcji i realnie pomóc to super! I naprawdę mi nie przeszkadza, że przy tym staniesz się „sławna”. Sama zachęcałam u siebie do wzięcia udziału w Złombolu! Ale jeśli TYLKO się tym chwalisz, to znaczy, że nie zrobiłeś tego z potrzeby serca. I znowu – znam takie przypadki! Serio, opisuję zjawisko, które jakoś mnie smuci. Widzę, że ludzie mają w dupie innych, ale zrobią coś tylko po to, by się pokazać. I powiesz: pomagają. Ale ta pomoc jest wątpliwej jakości i zazwyczaj to naprawdę NIC WIELKIEGO, że wartego takiego nagłaśniania! Mnie to wewnętrznie boli i wcale nie kręci, że ktoś w taki sposób pomaga. No niestety. Ale każdy może mieć swoje zdanie. ;)

    • A jeszcze jest jeden aspekt, że dzisiaj ludzie potrzebują zobaczyć zdjęcie paragonu za kiełbę, żeby uświadomić sobie, że warto pomagać. Czy to nie jest smutne?

    • Smutne jest ogólnie rozliczanie ze wszystkiego. Wpadliśmy w pewną pułapkę udawadniania szczerości naszych intencji i zasadności pomagania. Jak najbardziej rozumiem, że każdy może mieć inne zdanie :-)

    • Ja raczej nie rozliczam Magda. Opisuję wkurzające mnie zjawisko. Ale właśnie tak, to jest pułapka. Bo przez to ludzie zatracili chęć pomagania tak po prostu i muszą się z tym obnosić! W ogóle ze wszystkim się obnoszą, jakby Bóg wie, co robili. I to mi się zwyczajnie nie podoba. No ale dzisiaj każdy chce być gwiazdą.

    • Poza tym właśnie niczego nie trzeba udowadniać! Po co? Nie można po prostu robić? Dla siebie? Dla innych? Nie na pokaz…

    • Mira, ej, bo żyjemy w świecie, który daje nam szerokie pole do popisu, np. w kwestii chwalenia się. Chwalimy się zdjęciami z wakacji, chwalimy się tym co zjedliśmy i wrzucamy na fejsa, IG. I tak dalej i tak dalej. I wiesz, to chwalenie się staję się juz dla mnie naturalne. Ba, sama do tego dołączyłam w pewnym zakresie.
      I zgodze się z Tobą, że to „pomaganie” może się nie podobać. Musimy to zwyczajnie przełknąć ;-)

    • Porównujesz chwalenie się fotkami z plaży do chwalenia się dobrym sercem? Jakie to płytkie, sorry. Płytkie to chwalenie się pomaganiem, serio! I naprawdę smuci mnie, że szukamy tak daleko, w Afryce, a nie widzimy, że pod naszym nosem żyją dzieci w skrajnej biedzie.

      Przełknąć – jasne. W ten sposób wszystko możemy połykać i przełykać. Bicie dzieci, przemoc w szkole, złą edukację – no wszystko. Takie gadanie Magda… ;)

    • To płytkie, ale taka jest rzeczywistość.
      Konkludując z mojej strony: nie mierzi mnie to, że ktoś pomaga [obojętnie w jakim stylu, jego wybór] i chwali się tym. Mierzi mnie to, że ktoś nie pomaga.

    • No i tu pytanie empatyczne: Jakbyś była po tej drugiej stronie, to chciałabyś otrzymać pomoc od kogoś, kto robi to tylko dla poklasku? Pomaga przed kamerą (zazwyczaj w niewielkim stopniu), a później olewa, bo nikt już nie patrzy? Bo mnie by ścisnęło, serio. Wolałabym szczerą pomoc, nawet mniejszą, ale z dobrego serca. Nie chciałabym, żeby ktoś robił furorę na moim nieszczęściu, na tym, że mi pomógł, a nie zrobił tego z powołania. No tak mam.

    • A mnie mierzi… teoretyzowanie, analizowanie, szukanie problemow…. zamiast zrobienia czegos dobrego bez pisania o tym i fotografowania.
      Dla innych, dla siebie.
      W ciszy.

    • Nie wiem naprawdę co lepsze/gorsze.
      Gdy ktoś ma umierające dziecko i liczy się każda minuta / złotówka / uśmiech / dobry gest, to chyba wtedy nie jest to w ogóle ważne jakie kto ma intencje. Niech pomaga i niesie to dalej.

  • Otóz to! Bardzo dobrze, że o tym napisalaś mnie też to irytuje. Takie obnoszenie się z pomaganiem, nie to mnie nie irytuje, to mnie wkur…
    Jak sobie pomyślę tylko o tej swojej beznadziejnej empatii, którą mam w ilościach znacznie przewyższających normę, to aż się we mnie gotuje, ja nie potrafię, nie umiem przejśc obojętnie obok cierpienia!
    Przecież nic nas nie kosztuje mały gest!
    I napiszę tu o czymś, choc to poniekąd wbrew temu co napisałaś, ale potraktuję to jak przykład. Ostatnio miałam sporo ciuchów, książek, zabawek po dzieciakach. Obdzwoniłam domy małego dziecka w Wawie i poprosiłam Krystiana żeby to porozwoził.Kiedy on po powrocie opowiadał o reakcjach dzieciaków to miałam łzy w oczach.
    Wrócił i powiedział:
    -Nie mamy czegoś jeszcze?Proszę, poszukaj czegoś.
    Musiałam Ci to tutaj napisac bo to nic nie kosztuje, a teraz na święta dzieciaki uciesza się z najdrobniejszej zabawki.
    Ostatnio jedna z blogerek napisała na swoim FB: „Mam troche rzeczy do oddania, nie znacie jakiegoś domu dziecka, gdzie mogłabym to zanieśc?”
    ( Co generalnie można byłoby zinterpretowac tak: „chce pomagać jestem taka altruistką, musicie wszyscy o tym wiedziec.” Co za problem zajrzeć do netu i obdzwonić pare miejsc?)
    tyle póki co. temat mi bardzo bliski. i kuźwa wszyscy w mojej rodzinie pomagają łącznie z moją mama na czele, która od rana do wieczora właściwie siedzi w Centrum Praw Kobiet i pomaga kobietom maltretowanym psychicznie. Jest tyle form pomocy. A wiesz o tym, że moja mama robi coś takiego, dowiedziałam się przypadkiem, nawet nie przyzanła się, że komuś pomaga! Nawet mnie! Dowiedziałam się o tym dopiero po pół roku. Wstydziła ( krępowowała) się tego wolontariatu! Zupełnie inne pokolenie ;)

    • Idą święta, idealny czas, by napisać na forum, że robimy paczki i pomagamy biednym. A przyjdzie styczeń i o biednych nikt już nie pamięta… Pamiętam, gdy rok temu strasznie ubolewały nad tym dziewczyny z Domu Samotnej Matki w Warszawie. Dostały tyle jedzenia i wszystkiego w grudniu przed świętami, że nawet się zmarnowało. W styczniu już pies z kulawą nogą do nich nie zawitał… Smutne, jak nie wiem co. Pozdrowienia dla mamy, Aga. Wielkie WOW. Totalny pozytyw! :*

  • Bardzo dobrze, że napisała. I bardzo dobrze napisała. Zgadzam się i podzielam zdanie.
    Ludzie mają ogromną chęć pogwiazdorzenia, obnoszenia się ze wszystkim. A takie chwalenie się dobroczynnością przypomina mi rozdawanie przed stacją metra, śniadania lub jabłek, przez polityków, przed wyborami. A potem cisza. I ogłaszają na FB, i noszą naklejki, i są raz do roku szlachetni. A potem cisza.
    Myślę, że pomaganie ma zawsze sens. Czy robisz to z potrzeby serca, czy dla oklasków. W końcu liczy się przecież efekt. Chodzi o to, że to pomaganie z potrzeby serca, to pomaganie po cichu, jest bardziej szczere i prawdziwe. Niestety w dzisiejszym naszym życiu i świecie ludzie uwielbiają być na pokaz.

    • Ja wiem, że ma sens. Ja go nie neguję samego w sobie. Ja tylko krytykuję to zjawisko, bo to mnie wkurza i tyle ;) Tak, jak piszesz kochana: wszystko jest na pokaz. Nawet dobre serce nie ma dobrego serca. Jest szał i show. Buziaki!

  • Mnie wkurzają ludzie, którzy nie robiąc nic, krytykują wszystkie moje poczynania. Pomagam zwierzętom? Źle, przecież pierwszeństwo powinni mieć ludzie. Pomagam ludziom? Nie interesują mnie psy ze schroniska. Pomagam dzieciom w Afryce? Na pewno w nosie mam Jasia spod siódemki, który nie jadł dzisiaj obiadu. Pomagam Jasiowi spod siódemki? Nie interesują mnie głodne dzieci w Sudanie. I tak na okrągło.
    Ludzie, nawet realna pomoc nie zawsze oznacza to samo – chłopca z sąsiedztwa możesz sam nauczyć alfabetu, małej Afrykance musisz wysłać pieniądze, żeby mogła pójść do szkoły. Do szału mnie doprowadzają licytacje, kto jest ważniejszy: czy ten chłopiec za ścianą, czy ta dziewczynka na drugim krańcu globu. Wszystkie dzieci są tak samo ważne! Trzeba pomagać tak, jak się potrafi. Jeden nie ma pieniędzy, ale za to ma czas, który może poświęcić staruszce z naprzeciwka, inny nie ma czasu, ale za to ma pieniądze, które może wpłacić na akcję charytatywną. Ważne, żeby działać!
    Niesamowicie drażnią mnie „płaczki” – osoby, które użalają się nad biednymi zwierzątkami, głodującymi dziećmi albo samotnymi staruszkami, i które nie robią nic, żeby cokolwiek zmienić. Nie możesz patrzeć, jak znęcają się nad króliczkami w laboratorium? Nie kupuj kosmetyków testowanych na zwierzętach. Nie chcesz, żeby zwierzęta w rzeźniach cierpiały? Więcej zrobisz rezygnując z kotleta, niż klikając w kolejne „lubię to”. Nie chcesz, żeby dzieci były głodne? Zamiast krytykować system, poczęstuj obiadem albo wpłać parę złotych na konto fundacji.
    Myślę też, że te wszystkie posty na Facebooku nie zawsze wynikają z szukania poklasku, choć są i takie, niestety. Czasami ludzie chcą się po prostu podzielić dobrą energią. Może to zdjęcie z psem ze schroniska nie tyle ma uzbierać 100 polubień, co powiedzieć: „Pomagam. To fajne. Spróbuj!”? Może wpis o tym, że oddaliśmy ubranka, z których wyrosły nasze dzieci, do domu dziecka, to nie musi być chwalenie się, a wiadomość do innych: „Zobacz: to proste, też tak możesz.” Wydaje się, że nic prostszego niż spakowanie ubrań w kartony i znalezienie adresu najbliższego domu dziecka, ale okazuje się, że nie zawsze. Niektórych trzeba trochę zachęcić, poprowadzić za rękę, powiedzieć, jak to zrobić – w końcu to też pomoc. :-)
    Bardziej niż chęć błyszczenia przeraża mnie wszechobecna znieczulica. To, że podróżujemy do Afryki, spędzamy wakacje w luksusowych kurortach, prażąc się nad basenem i w nosie mamy, że za wysokim murem, którym się ogrodziliśmy, umierają ludzie. To, że często straciliśmy już nawet potrzebę pochwalenia się pomocą innemu. Inny nas nie obchodzi. Dla mnie bardzo ważne jest, żeby nauczyć moje dziecko jednego: nawet jeśli nie potrafisz pomóc – nie odwracaj wzroku.
    Rozmawiałam jakiś czas temu z eleganckim panem w muszce, piewcą wolnego rynku, narzekającym, że polityków nie interesują zwykli ludzie. Okazało się, że owy pan jest zwolennikiem tego, by nie przyjmować do szpitala ludzi, którzy nie mają na to pieniędzy. Zapytałam go, czy byłby w stanie przejść obojętnie obok człowieka, który umiera pod drzwiami jego mieszkania i nie ma ani grosza. Jaką odpowiedź usłyszałam? Że jeśli nie ma pieniędzy, to znaczy, że jest śmierdzącym leniem, który na pomoc sobie nie zasłużył. WSZYSTKO mi opadło. Czyżbyśmy naprawdę utracili resztki człowieczeństwa? Wiem jedno: mamy obowiązek zrobienia wszystkiego, co w naszej mocy, żeby z naszych dzieci nie wyrośli tacy panowie w muszce.

    • Kochana nie wiem, kto Cię krytykuję, z pewnością nie jestem to ja. Ja opisuję swoje przemyślenia na ten temat. Wiadomo, że jeśli to mój tekst, to piszę o swoich subiektywnych odczuciach. To blog, a nie gazeta newsowa. Tak więc uważam, że nie ma sensu pomagać dzieciom w Afryce, bo dzieci pod moim nosem zdychają z głodu. Tym w Afryce pomagają inni i super. Ja nie zamierzam, po prostu. Raz dałam na kredki i przybory szkolne dla dzieci w Indiach. Miałam dostać zdjęcie tych dzieci z kredkami, jako w sumie potwierdzenie przekazanych pieniędzy (wtedy dla mnie niemałych). Do dzisiaj go nie widziałam i cholera wie, co się stało z tą kasą. Generalnie mogłam zanieść tę paczkę kredek do jakiejś świetlicy – czułabym realną pomoc. Ale to tylko moje odczucia i każdy niech sobie robi, co chce. Ja napisałam o chwaleniu się na prawo i lewo tym pomaganiem, co jest dla mnie zwyczajnie obrzydliwe. Takie mam zdanie i go nie zmienię. A jak ktoś chce się chwalić – proszę bardzo. Skoro ma taką potrzebę… :)

  • Ciekawe przemyślenia. Wydaje mi się że należy dążyć do pomagania bez pomagania. W takim sensie że pomaga się po prostu dlatego że to jest naturalna rzecz do zrobienia tak jak oddychanie i robi się to bez myślenia „o teraz pomagam komuś”. Ale ponieważ myślimy że wykonujemy jakiś akt pomagania od nas dla kogoś to powstają różne dziwne emocje typu duma (ale jestem super że pomagam), jeszcze gorsza duma (pomagam mu bo jestem lepszy) zazdrość (on pomaga lepiej niż ja) itp itd..

    • Świetny komentarz! Dziękuję! Dokładnie o to mi chodzi. We wszystkim widzimy potencjalny zysk! Niczego nie robimy bezinteresownie. To jest przekleństwo tego świata. I ja nie mówię, że ja tak czasem nie robię, ale w życiu – nigdy w życiu – nie pomagam komuś, oczekując od niego czegokolwiek. Chyba bym sama na siebie zwymiotowała, gdybym kiedykolwiek splamiła się taką myślą. Nie i koniec! A już tym bardziej nie zamierzam się tym chwalić. Nie odczuwam potrzeby najmniejszej ;)

  • Mira, a ja się z Tobą zgadzam, chyba wiem o co ci chodzi bo też wkurza mnie to niemiłosiernie i nie wierze, że klikając „lubię to” pod jakąś akcją w jakikolwiek sposób komuś pomagam….robiąc to tak naprawdę nie robię nic…niestety…i nie uważam, że lepiej pomagać tak niż nie pomagać wcale…. W Wyborczej był jakiś czas temu wywiad z Janiną Ochojska o pomaganiu właśnie i ona pięknie tłumaczyła między innymi to na czym polega pomoc, prawdziwa pomoc a nie przysłowiowe klikanie „lubię to”. Fajny wywiad, warto przeczytać.
    Uściski Mira!

    • No właśnie, ja nie wiem, z czego to kurde wynika… Ale, jak napisałam w ostatnim tekście: staram się rozumieć ludzi i ich zachowania. To pewnie wynika z jakiegoś braku, z braku czegoś, to jakaś kompensacja jest. To zwyczajny brak szczęścia w życiu. Naprawdę tak sądzę, zresztą te moje teorie są poparte naukowo, ale nie chcę znów utaj naukowymi tekstami wyjeżdżać, bo i tak nikt nie uwierzy, jak przy neurobiologach hahaha. Uściski!

  • Zgadzam się. Nieco generalizujesz ;)
    W pewnym sensie pomaganie jest w modzie, racja. Myślę, że wykreowanie takiego podejścia, takiej potrzeby przyczyniły się np. do sukcesu WOŚP. Wrzucasz zeta do puszki i już świecisz serduchem. Czy to w formie naklejki na kurtkę czy wirtualnej… bezsprzecznie – coś w tym jest choć efekt moim zdaniem – bombastyczny!
    Sama pisałam o adopcji dziewczynki z Kenii, a dla mnie cała sprawa ma ogromne znaczenie. Linkując – założyłam, że taka forma pomocy może kogoś zainspirować do zrobienia czegoś dobrego, nawet jeśli jest to tylko przelew. Nie pisałam o historii dziewczynki, nie wrzuciłam jej foty. Moim zdaniem o pewnych sprawach warto mówić głośno, o innych nie co nie znaczy, że nie istnieją. A feedback? Pomagacz zawsze go dostaje, niezależnie od tego komu i w jaki sposób pomaga bo przecież realizuje w tym i swoją potrzebę. Inaczej tyłka by nie ruszył.
    Co do szkoły… jak tak czytam co w placówkach się dzieje mam gęsią skórkę i zaczynam się bać. Liczę jednak, że takie wartości jak empatia – dzieci wyniosą z domu.

    • No ale napisałam, że generalizuję właśnie. Nie kumam chwalenia się tym i koniec. OK, Ty podlinkowałaś akcję (generalnie o Murzynku, to chodziło mi o inną osobę, nie o Ciebie, zapomniałam o Tobie, chyba dawno to było), żeby każdy mógł zrobić jak Ty. To pisałam o tym, że to jest OK. Co innego, że ja mam to gdzieś, bo serio wolę pomóc dziecku ze swojego podwórka, dając mu kredki i czekoladę, niż wpłacać kasę na jakieś dziecko na drugim końcu świata, kiedy nie wiem na 100% czy ono dostanie realnie te pieniądze, czy nie. Nie mam pojęcia. Nie ufam, nie wierzę, pomagam osobiście i nie trąbię o tym nigdzie. Nie mam potrzeby i już ;)

  • hmm… ja to OCENIAM ludzi i niestety często. Oceniem całego fejsa jako obłudna, nudną i nie fajna „instytucje”. [tez genetralizuje]
    dzielenie sie każdą informacją z swojego życia z mnustwem „obcych” osob jest złe. czego kolwiek to dotczy, czy to, że kupiłes bezdomnemu chleb czy to, że zrobiłes kupę.[JA nie porownuje tych dwuch sytuacji, ale nałogowcy zrobią fotkę obu i potraktują tak samo]. Chcemy czuć sie jak gwiazy śledzone przez paparazzi, wszytskie oczy skierowane na nas, a skoro żadna stacja nie chce zrobić ze mną wywiadu o tym jak pomogłam zanieść sąsiadce zakupy na ostatnie pietro, sama to zrobie- wysle fotkę.
    ajj wiem, że to nie związane z tematem ale irytują mnie ludzie uważający się za niezastąpionych dla społeczeństwa, spędzają długie godziny na fejsie, bo tylko na tyle ich stac, bo kiedy wyjdą z pieknej otoczki..staja sie nudnym nikim. i naprawde nie maja nic do powiedzenia…chociaż jest swiecie przekonany, że jest duszą towarzystwa. fejs i tego typu sztuczne twory społeczne są żałosne…[oczywiście przy nadużyciu]

  • Mi się zdaje że nie ważne że ludzie chwalą się tym że pomagają innym „MOŻE W TEN SPOSÓB CHCĄ POMÓŻ SOBIE POPRAWIĆ SAMOPOCZUCIE” -moim zdaniem to też ważne!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.