Mam brzydkie dziecko

Wszystkie dzieci są piękne. Tak zwykło się mówić. Ale, czy to prawda?

Nie bądźmy naiwni. Dla niektórych jedne dzieci są ładne, dla innych zwyczajnie brzydkie, jeszcze inne są przeciętne. Tak samo, jak dorośli. Nie każdy jest przecież Jessicą Albą, czy Leonardem DiCaprio. A i oni nie podobają się wszystkim! Ocena piękna jest czysto subiektywna. Tyczy się to dosłownie wszystkiego – od ludzi, poprzez sztukę, modę, muzykę, po naturę. To my sami tworzymy kanony piękna. Co innego podobało się ludziom 50, czy 100 lat temu, a inne trendy mamy dzisiaj. Nie zmienia to faktu, że jeśli ktoś się w tych kanonach nie mieści, od razu uważamy go za brzydkiego, czasem przez to nawet gorszego.

I to jest problem ludzi. Wszystkich, po obydwu stronach barykady. Ci, którzy uznają ludzi brzydkich, grubych, ułomnych za mniej wartościowych – mają problem z głową. Ci, którzy nie akceptują siebie, ponieważ myślą, że są uważani przez innych za brzydkich i grubych, a przez to mniej wartościowych – mają problem z głową. Jedni napędzają drugich i koło się zamyka.

Mam piękne dziecko

Gratuluję Ci z całego serca! Gratuluję Ci dziecka. Powtarzaj mu, że jest piękne (ono tego bardzo potrzebuje!), ale mów też, że jest mądre. Wychowaj je na pewnego siebie człowieka, niech nie ma kompleksów. Naucz je szacunku do ludzi o odmiennym wyglądzie. Naucz tolerancji, a przede wszystkim empatii! Bo zawsze znajdzie się ktoś brzydszy, ale i piękniejszy. A co, gdy uroda przeminie i ciężko mu będzie się z tym pogodzić? A co, jeśli ją straci? Wypadki chodzą po ludziach…

Mam brzydkie dziecko

Gratuluję Ci z całego serca! Gratuluję Ci dziecka. Powtarzaj mu, że jest piękne (ono tego bardzo potrzebuje!), ale mów też, że jest mądre. Wychowaj je na pewnego siebie człowieka, niech nie ma komplesów. Naucz je szacunku do ludzi o odmiennym wyglądzie. Naucz tolerancji, a przede wszystkim empatii! Bo zawsze znajdzie się ktoś piękniejszy, ale i brzydszy. I może Twoje dziecko nie wyrośnie na pięknego dorosłego, ale miłość mu się należy. Twoja w szczególności. I to, żebyś nie oceniał. Więc dlaczego, do cholery, piszesz obcym ludziom w internecie, że Ci go szkoda:

„Mam brzydkie dziecko – załamka. Właśnie skończył 5 miesięcy i jest wybitnie brzydki. Ma ogromny nos, wąskie, szparkowate oczka, odstające uszy, w ogóle wygląda jak stary-maleńki. Jego starszy brat był i jest wybitnie ładnym dzieckiem, taki był od urodzenia. Często zaczepiano mnie na ulicy, każdy rozpływał się nad jego urodą. Teraz każdy czekał, aż pojawi się kolejny aniołek, a tu takie brzydactwo. Sąsiedzi zaglądają do wózka i robią dziwne miny, komentując, że całkiem inny od starszego brata. Nawet babcie są sceptycznie nastawione. Wcześniej teściowa szalała, pokazując w necie zdjęcia wnuka, teraz nowego nie pokazała ani razu, moja mama nazywa go NOSOLKIEM, a ja się uśmiecham, ale jest mi tak strasznie przykro. Zaczynam stronić od ludzi i ich komentarzy, nie chciałam, żeby przychodziły koleżanki z pracy bo wiem, jak później komentują dzieci.”

Tak właśnie. Jedni napędzają drugich i koło się zamyka. Babcia nie chwali się wnukiem, sąsiedzi robią miny. Matka jest załamana, bo ludzie mówią, że ma brzydkie dziecko i ona sama w to wierzy. Ja jestem załamana postawą każdej ze stron.

Bo takie zachowania prowadzą do stygmatyzacji i ogromnych kompleksów. Wszyscy wzajemnie gotujemy sobie taki los. Oceniając.

Słowa ranią

Największą krzywdę dzieciom wyrządzają rodzice. Znam wielu ludzi, których mama, czy tata całe dzieciństwo (a nawet w dorosłym życiu) karmili negatywnymi określeniami ich wyglądu, czy stanu umysłowego („Ty debilu”, „Ty głąbie”, „Ale masz krzywe nogi”, „Ty mały czubku”, „Masz świńskie oczka, jak twoja matka”). W ogromnej większości ludzie ci leczą się dzisiaj psychiatrycznie. Mają bulimię, anoreksję, przeróżne zaburzenia psychiczne. Jedni nie potrafią cieszyć się życiem, ponieważ ich uwaga skupiona jest głównie na wyglądzie. Dążą do perfekcji (bo w ich mniemaniu tego oczekiwali od nich rodzice), ale tylko tej zewnętrznej, powierzchownej. Nie stawiają na rozwój wewnętrzny, bo dla nich liczy się tylko to, co na zewnątrz. Inni chcą być perfekcyjni w każdej dziedzinie życia, ale tak naprawdę nie wiedzą, czego chcą, bo cokolwiek zrobią, nie sprawia im to satysfakcji. Nie są zbyt dobrzy.

Ludzie skrzywdzeni przez własnych rodziców cierpią najbardziej. Bo najważniejsze dla nich osoby, autorytety, powtarzały im, że są brzydcy, grubi, głupi, bezwartościowi. Chorych na brak własnej wartości jest coraz więcej. Wyczytałam gdzieś, że w Polsce około 6 milionów ludzi, czyli 20% populacji, ma różnego rodzaju problemy związane ze zdrowiem psychicznym.

A najgorszy jest fakt, że z pokolenia na pokolenie przekazujemy błędy naszych przodków. Dlatego tak bardzo ważna jest świadomość własnych słów i czynów. Mają one ogromną moc. Potrafią budować, ale i niszczyć. Często wypowiadane nieświadomie rujnują wiele ludzkich istnień. A niczego nie powinniśmy pragnąć bardziej, niż szczęścia swojego i naszych dzieci.

Ja także jestem dzieckiem, które słyszało WIELE złego od ojca. I mam świadomość, że nigdy w życiu nie mogę powtórzyć jego błędów. Dla dobra własnego i swojego dziecka. Chyba każdy, kto został skrzywdzony słowem wie, jak ciężko sobie poradzić z uwierzeniem w siebie i zrozumieć, że jest się w porządku. Nie pięknym, ani nie brzydkim, nie genialnym, ani nie głupim, lecz zwyczajnie w porządku. Chyba każdy, kto usłyszał choć raz od rodzica epitet rzucony pod swoim adresem (nie wspomnę o robieniu tego nagminnie) zdaje sobie sprawę, jak ciężko wyrzucić to z głowy. Jak trudno zaakceptować siebie takim, jakim się jest. Żeby nie musieć robić dziesiątek operacji plastycznych, odchudzać się na zabój, katować ćwiczeniami, nie jeść całymi tygodniami, a później wymiotować po zjedzonym jabłku.

Żeby nie musieć udowadniać całemu światu, jakim jest się ideałem – pod każdym względem!

Dlatego nawet jeśli dziecko jest brzydkie, mówmy mu, że jest ładne. Jeśli nie potrafimy, to milczmy. Mówmy, jak bardzo je kochamy. I kochajmy. Bezwarunkowo. Bez względu na „ogromny nos, szparkowate oczka i odstające uszy”. Bez względu na to, że nie potrafi jeszcze mówić, czytać, liczyć, mnożyć, ugotować obiadu, znaleźć pracy…

Nie oceniajmy. Nie dajmy odczuć rodzicom, że mają brzydkie dzieci. Nie mówmy sobie wzajemnie, że jesteśmy brzydcy, bądź mamy brzydkie ciała, lub inne defekty. To wszystko bardzo rani, choć często nie dajemy tego po sobie poznać, chowając głęboko w sercu urazę – największą do siebie samych za swój wygląd, czy życiowe porażki… Bądźmy dla siebie po prostu mili. Skupmy się na innych wartościach, niż wygląd, czy konkretne umiejętności, bo nikt nie jest idealny. Wtedy świat będzie piękniejszy. Tak obiektywnie…

 

Ballada o próżności:

 

DSC_0617DSC_0588Untitled-2DSC_0505DSC_0706Untitled-1DSC_0677Untitled-9DSC_0592Untitled-7DSC_0642Untitled-8DSC_0589DSC_0596Untitled-3DSC_0609Untitled-6DSC_0787Untitled-10DSC_0721Untitled-4DSC_0701Untitled-11DSC_0528DSC_0654Untitled-5DSC_0614

 

 

Na zdjęciach:

ukochany fotelik Tosi – Quax,

sukienka – Katarzyna Sokół

oraz nasza piękna polska wieś.

 

 

54
74 Komentarzy w
“Mam brzydkie dziecko”
  • Bardzo mądry tekst! Choć sama nie doświadczyłam napiętnowania przez bliskich, to jak każdy zmagałam się z różnymi kompleksami. Teraz przy szalejącym dwulatku rzadko udaje mi się nalożyć makijaż przed wyjściem; kilogramów wiecej z każdym rokiem, ale im wiecej milosci mnie w zyciu spotyka (rodzina, dzieci, ..), tym mniej te przyziemne sprawy sie liczą. Te milość trzeba w życiu odnależć – inaczej pustka szybko zapełnia się kompleksami.

    A jeszcze napiszę, że zdjęcia przecudowne!!!!

  • Takie prawdziwe…przywołało to jedno wspomnienie dzięki któremu jestem tym kim jestem:) pamiętam w 8 klasie pani od j.polskiego zapytała się mnie jaka szkole wybrałam. Odp, że planuje zdawać do …. ( jednej z lepszych szkół wówczas w Trójmieście)a ze nie byłam pupilem pani ani dupowlazem, ani Adamem Mickiewiczem ani nawet wybitnym uczniem usłyszałam komentarz ” Ty… Ty chcesz iść do takiej szkoły, tam trzeba zdawać egzaminy ??? Zastanów się nad zawodowka … ” i wtedy coś pękło……”Ja ci zolzo pokarze :) 20 lat później spotkałam moja cudowna panią od j.polskiego (pozdrawiam gorąco i serdecznie) i nie omieszkalam pochwalić się tytułem mgr zdobytego na 2 kierunkach, otrzymywany przez 4 lata stypendium naukowym i dobra praca :) Słowa bolą ale mogą dać kopa na całe życie.

    • przepraszam,ale to „pokarze” pisane błędnie razi….i to bardzo jak na tytuł mgr i 2 kierunki studiów……i proszę nie pisać,że pisane szybko na telefonie komórkowym,hehe:)

    • Wpis Agi bardzo pasuje do tego, co napisala Mira.
      „Prawda”ponad wszystko.

  • Zdecydowanie, bardziej kochajmy dzieci, a nie oceniajmy ich wygląd. Choć z drugiej strony czucie się piękną jest gdzieś na dnie kobiecej tożsamości i od tego tak do końca nie da się uciec. Chłopcom chyba trochę łatwiej, bo na nich nie wywierana jest odgórna presja, by się podobać innym. Byłam brzydkim dzieckiem, jestem brzydkim dorosłym, akurat odstające uszy to najmniejszy problem. Całe dzieciństwo słyszałam od pięknej mamy, że jestem śliczna, że mam ładny kolor włosów i tak dalej. Ani trochę nie pasowało do tego, co widziałam w lustrze. Pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da, bo prędzej czy później ktoś powie nam prawdę. Nie wiem jak sprawić, by ludzie się mnie nie czepiali na ulicy, bo wyglądam jak wyglądam. Nie wiem co robić, żeby pójść na basen i nie słyszeć pokątnych „o, anoreksja idzie”. Nie wiem, co powiedzieć memu całkiem ładnemu dziecku w przyszłości, gdy wróci z płaczem ze szkoły, bo ktoś się przyczepił do jej wyglądu.

    • Dzieci szkolne „przyczepiaja sie” do roznych rzeczy, nie tylko wygladu. Bardzo czesto mysle, co odpowiedziec mojemu synowi, jak zareagowac. Roznie, ale cel jest jeden, on ma sie czuc dobrze i reakcje (badz jej brak) wobec kolegow maja go czynic silniejszym. Uczyc radzic sobie beze mnie. Nastepnym razem, w przyszlosci.

    • Niestety dzieci potrafią się przyczepić do wszystkiego. Czasem do okularów (pamiętam, jak w szkole dokuczali Natalii Kukulskiej, tym bardziej, że była sławna, w końcu tata ją zabrał do innej szkoły, bo w naszej nie miała życia), czasem do postępów w nauce, czasem do niemarkowych butów (z tym walczyć najtrudniej). Nie wiem co powiedzieć dziecku. Czy się reaguje na zaczepki, czy nie, efekt jest ten sam. Spójrz na zdjęcia celebrytów, nierzadko naprawdę pięknych i przystojnych ludzi. Tony jadu, niewybrednych komentarzy na temat ich wyglądu, tuszy, chudości, wielkości cycków, czegokolwiek. Jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że ludzie są po prostu obrzydliwymi świniami i nie zasługują na to, by ich dobrze traktować.

    • Lavinka mam kilka przemyśleń po Twoim komentarzu.

      Przede wszystkim sam fakt, że potrafisz otwarcie mówić o swoim wyglądzie (i nie wyglądasz mi na osobę zakompleksioną) świadczy o tym, jak wielką przysługę zrobiła Ci mama, powtarzając, że jesteś śliczną dziewczynką. Otoczenie otoczeniem, ale gdy rodzice mówią Ci brzydkie rzeczy, to masz ochotę pociąć się czerstwą bułką. Dzieciaki zawsze były i będą wredne. Bo mają głupich rodziców, którzy nie potrafią nauczyć ich szacunku do innych, do odmienności. Ale gdy Józek powie, że Marysia ma wielki nos, to Marysia idzie wypłakać się do rodziców, jeśli czuje, że ma w nich wsparcie! I taka matka idzie do Józka i robi mu z mózgu jesień średniowiecza. (O rany, jestem taką matką! I do rodziców jeszcze bym poszła, gdyby zwrócenie uwagi dziecku nie pomogło). A Marysi tłumaczy, żeby nie przejmowała się takimi uwagami, bo nikt nie jest idealny, doskonały i każdy ma wady, ale to jest właśnie piękne, że się różnimy! Tak tłumacz to swojemu dziecku. Bo nawet jak będzie piękne, to może zostać wyśmiane, bo będzie miało pryszcz na czole. Kolejny raz powtórzę: nie siedzieć cicho!

      I ja myślę, że Ty masz poczucie własnej wartości, mimo wszystko! Bo dobrze wiesz, że uroda to nie wszystko.

      A ludzi nie zmienisz. Może takie posty, jak ten mój, uświadomią komuś, że ocenianie jest tragiczne. Nie jestem idealna. Też mi się zdarza oceniać i bardzo mi z tym źle, więc pracuję nad sobą. I za każdym razem, gdy złapię się na ocenianiu, to przepraszam tę osobę w myślach, albo gdy mówię to głośno do kogoś postronnego to cofam swoje słowa, bo nie chcę oceniać! Ale czasem samo to ze mnie wychodzi. Mechanicznie. Ale nigdy złośliwie!

      A gdy słyszysz chamskie komentarze, to bądź cyniczna! Naucz się odbijać pałeczkę!

      Wiesz, ostatnio Lucek stanął na światłach, a obok niego Peugeot 206 z panienką za kierownicą i kolesiem na miejscu pasażera. Koleś śmiał się z Lucka, wytykał palcem i pękał ze śmiechu. Prawdopodobnie chodziło o luckową brodę. Więc spokojnie Lucjan otworzył szybę. Tamten także. I wtedy Lucuś powiedział: „Śmiejesz się ze mnie, a jedziesz gównianym samochodem, który na dodatek prowadzi Twoja dupa – taki z Ciebie facet!”. Kolesiowi mina zrzedła odpowiedział tylko: „Sorry”, zamknął szybę i spuścił głowę.

      Podziałało! :)

    • W sumie nie patrzyłam na to w ten sposób, może gdyby mi jeszcze dokładała, że wyglądam paskudnie, czułabym się o wiele gorzej.

      Nie umiałam przez większość życia reagować chamstwem na chamstwo. Więc obrywałam podwójnie. Latami uczyłam się przeklinać, dobierać epitety i inne tego typu zagrywki, bo w moim domu się nie przeklinało (mama chciała mnie wychować na porządną istotę, a niestety wychowała na ofiarę). Teraz już to umiem, ale nadal robię to ze wstrętem. Że w ogóle muszę tak reagować, że ludzie zachowują się tak a nie inaczej. Dziś mnie jakaś głupia baba omal nie rozjechała. Dojeżdżałam do środka skrzyżowania, a ta swoim rozpędzonym samochodem niemal mnie staranowała. Coś mnie tknęło, widząc jej wredną minę, zahamowałam. Przejechała centymetry przed moim przednim kołem. Mogłam sobie pokrzyczeć, dużo by to dało. Nie wiem co jest z tym krajem, dlaczego tylko tu spotykają mnie takie sytuacje. Moja teściowa określa takie zachowanie jako „bezinteresowna złośliwość”. Robienie komuś na złość dla samej satysfakcji płynącej krzywdzenia drugiego człowieka. Mam wrażenie, że z dzieci sadystów wyrastają dorośli sadyści. A społeczeństwo zamiast ich zachowanie piętnować – chodzi przy nich na palcach jak wokół śmierdzącego jaja. Więc czują się bezkarni. Na pewno będę buntować swoje dziecko przeciwko takim zachowaniom. Tylko jak je nauczyć, by ich nie powtarzało, nie naśladowało? Rodzic z góry zakłada, że jego dziecko jest święte, a to te inne są okrutne i wyśmiewają innych. Druga strona księżyca, o której się w ogóle nie rozmawia.

  • Nie mów mi, że ten cytat to prawdziwy, wprost z polskich internetów?!! Bo niecenzuralnie chcę napisać ja pierdolę!
    Trudno, najwyżej nie zatwierdzisz.
    Nie chce mi się wierzyć, że można tak o własnym dziecku, zostawiając na dokładkę ślad w sieci dla potomnych.
    Zdjęcia fajne, z gatunku chwytających za serce, ale co ja ci mówię, jak ty to wiesz.

    • Tak, prawdziwy. Zaliczyłam totalną załamkę po jego przeczytaniu. Stąd między innymi ten post…

  • Ja się zastanawiam całe życie, co oznacza bycie ładnym? W podstawówce byłam chuda jak patyk, bez piersi, rude, rażące w oczy włosy, piegi nie tylko na twarzy, ale pojawiające się powoli na plecach i rękach. A tu omawianie Anii z Zielonego Wzgórza… Śmiechy, wyzwiska, obgadywanie mnie za plecami. Koleżanki o pięknych, ciemnych włosach i śniadej karnacji wybierane zawsze do pierwszej ławki, pierwszego szeregu. Jedyne, czym nadrabiałam, to oceny. Zawsze byłam najlepsza z każdego przedmiotu. Co roku czerwony pasek. To był jedyny powód sympatii wśród rówieśników, bo nie jedną pracę domową komuś odrobiłam, by się przypodobać. Kolegowałam się tylko z chłopakami, żeby nie wyróżniać się z tłumu Barbie… A moja mama mówiła od ZAWSZE tak: „Jesteś najbardziej oryginalną postacią w całej szkole! Nie ma drugiej takiej! Żadna koleżanka nie ma takich włosów, a nauczycielki prześcigają się w wybieraniu farb do włosów, by się zbliżyć do Twojego odcienia.” Moja mama nigdy nie użyła słowa ładna – brzydka. Nigdy. I to pozostało mi w głowie. A kiedy poszłam do liceum i postrzeganie piękna zaczęło się powoli wyostrzać, zobaczyłam, że ładnych jest cała masa. Co druga dziewczyna była ładna. Ale ja byłam tą, którą zapamiętywano na korytarzu. Nie wiem, czy mówili „Marta – ta brzydka”, czy „Marta – ta ruda”, ale byłam dostrzegalna. I na tym bazuję do dzisiaj ;) Chyba nie usłyszałam w życiu od nikogo (nawet od męża), że jestem ładna, że jestem piękna. I całe szczęście!!!! To są slogany mówione w 95% z uprzejmości, a w 5% ze szczerym przesłaniem. Ale usłyszeć: „Jesteś niepowtarzalna, oryginalna, rzadki okaz natury” – to jest COŚ. I właśnie moja odmienność stała się moją zaletą. Moją piękną stroną.

    Dlatego nie rozumiem kogoś, kto może powiedzieć ładne, czy brzydkie dziecko, a już jak może to powiedzieć samemu dziecku?!!!!! Bo cały czas pytam: co oznacza być ładnym, a co brzydkim? Czy odstające uszy są brzydkie?
    Rodzic, który uznaje swoje dziecko za brzydkie, sam ma problemy psychiczne. Ma problem z własnym odbiciem w lustrze. Oczekuje, że w swoim dziecku znajdzie to, czego jemu brakuje. Sam jest na tyle niedowartościowany, że chciałby przypisać sobie kilka komplementów skierowanych do jego dziecka. Bo to w końcu jego dzieło! To wszystko jest chore. Akceptacja odmienności u innych, zarówno w wyglądzie zewnętrznym jak i wewnętrznym, może nastąpić wtedy, gdy sami akceptujemy w pełni siebie: ładnych czy brzydkich – bez znaczenia.

    Nie zgadzam się z jedną Twoją myślą, Miro – nie należy dziecka okłamywać. Rodzic musi być pierwszym źródłem prawdy. Rodzic używający określeń: ładny – brzydki, mądry – głupi, kształtuje w dziecku szereg stygmatów i stereotypów w stosunku do niego lub do innych. Nie mówmy dziecku, że jest ładne, bo to nasze subiektywne odczucie piękna. Podobnie jest z brzydotą. Ale powiedzenie dziecku, że jest DLA NAS najpiękniejszym darem i stworzeniem na pewno załatwi sprawę. A jeśli dziecko przychodzi i się żali, że ktoś je wyzwał, albo wyśmiał, powiedzmy: „Nie martw się, kochanie. On się po prostu nie zna i nie ma dobrego gustu”. Uwierzcie, pomaga ;)

    Mam w brzuchu dwóch chłopaków. I mam nadzieję, że nie będą obrzydliwie ładni. Ale marzę, by byli charakterystyczni!!!! Dostrzegalni, oryginalni i jedyni w swoim rodzaju. Z racji, że nie są jednojajowi, mam szansę na podwójną, różnorodną „odmienność” :)

    Boska Tośka!!!! … Wielki, poranny cmok :*

    • Mysle, ze Mira sama odpowie, ale ja odebralam ta mysl jako niedoprecyzowana z przeslaniem, by dawac dziecku pozytywne komunikaty o nim. Choc warto doprecyzowac, by nie ulec pokusie szybkiego pocieszenia dziecka i mowienia slow, ktore sa dalekie od faktow i rzeczywistosci.
      Podoba mi sie bardzo Twoj wpis, Jak najwiecej radosci z roznorodnej odmiennosci Twoich Synkow. Serdecznosci.

    • „Nie martw się, kochanie. On się po prostu nie zna i nie ma dobrego gustu” – Mnie nie pomagało. Niestety nie byłam ruda i nie miałam wymarzonych piegów. ;) Całe życie koleżanki mojej mamy mówiły, że mam oryginalną urodę, choć ona mówiła, że jestem piękna. Wiedziałam, co to znaczy „oryginalna” w ich ustach. Po prostu nie były w stanie powiedzieć o mnie „jaka ładna dziewczynka”, bo się po prostu nie dało. Przez większość życia wyglądałam jak chudy chłopak, a o chłopakach tak się nie mówi. W sumie może lepiej, bo większość ludzi skupiała się na moim intelekcie zamiast na urodzie. Może dlatego nie mam kompleksów uważając się za niepiękną.

    • Kochana, ale właśnie o to chodzi, że wiadomo, iż gdy rodzic mówi dziecku, że jest ładne, to ono jest ładne w jego (rodzica) oczach! To nie jest żadne okłamywanie! Przecież dla normalnego rodzica (ze zdrową głową) jego dziecko jest najpiękniejsze. Więc jak można mu tego nie mówić? :)

      A mówiąc dziecku, że ktoś nie ma dobrego gustu, bo ten ktoś wyzwał, nie okłamujemy dziecka? Przecież tak samo to wierutne kłamstwo, bo nie znamy gustu tego kogoś, a o gustach się nie dyskutuje, bo jednemu podoba się jedno, a drugiemu coś innego. Więc nie dość, że to kłamstwo, to jeszcze uczy oceniania, oceniając właśnie! :)

      Strasznie ciężki temat. W ogóle wychowanie jest tak cholernie ciężkim tematem, że kiedy wszystkie jego aspekty zaczynam rozkminiać, to sama się gubię i nie wiem, co robić. Bo na przykład: dziecko nie chce nosić czapki. Mówisz, że będzie chore. Ono nie rozumie, co znaczy „chore”, więc mówisz, że pójdzie do lekarza (czyli jakoś tam straszysz). Wizja lekarza je przeraża, więc zakłada czapkę. Prędzej, czy później dziecko zachoruje, więc idziesz do lekarza. I dziecko się boi na samą myśl. Powiesz: dziecko ma się słuchać, na tym polega dobre wychowanie, wystarczy powiedzieć i ono ma się słuchać. Jasne, ale czasami się nie da, bo dziecko zdejmuje czapkę na mrozie, Ty mu ją zakładasz, a ono zdejmuje, Ty zakładasz, a ono zdejmuje i tak 50 razy! (Przykład z życia matki i Tośki) Po 50 razie nie dość, że dziecko już jest zimne i czujesz w kościach, że za chwilę będzie chore, to jeszcze Cię szlag jasny trafia, bo ono się nie słucha! I co robisz???

      Taki case hahaha. Masakra!

    • „Przecież dla normalnego rodzica (ze zdrową głową) jego dziecko jest najpiękniejsze.” Serio serio? O ile ideę tekstu rozumiem i się z nią zgadzam, o tyle to zdanie jest taką na maksa kliszą, takim frazesem… Dla normalnego rodzica (ze zdrową głową), dziecko jest najukochańsze, ok, ale najpiękniejsze? Nawet jeśli jest szpetne (a istnieją szpetne dzieci!)?

    • Tak właśnie uważam, że dla kochającego rodzica każde dziecko jest piękne. Ty przecież możesz mieć inne zdanie :)

    • Kochajacego rodzica brzmi duzo lepiej, niz normalnego, czy ze zdrowa glowa…

      Temat ciekawy, ale zbyt dogmatycznie potraktowany.

    • Może i brzmi, ale dla mnie ktoś, kto jest w stanie publicznie pisać o brzydocie swego dziecka i mieć z tym problem – ma problem i chorą głowę. Ale jak już wcześniej napisałam – każdy może mieć swoje zdanie, moje jest właśnie takie.

    • I wybacz Marielle, że na swoim blogu traktuję temat w taki a nie inny sposób. Przedstawiam swój punkt widzenia i będę to robić. Możesz się z tym zgadzać lub nie. Do tego służą komentarze :) Pozdrowienia!

  • Staram się uczyć moje dzieci, by nie patrzyły na kogoś, ale w kogoś. Ja zawsze starałam się otaczać ludźmi, którzy patrzyli we mnie, przez moją fizyczność, jakby ta byla przeźroczysta, a prawdziwych skarbów tzeba się było doszukać w środku. Moja mama i babcia zawsze tak na mnie patrzyły. Mój brat. Potem przyjaciele. Mąż. Teraz dzieci. One nie widzą, że mam wielki nos i zmarszczki wokół oczu. One mówią: Mamo, jak się śmiejesz, to dom się trzęsie z radości. I one, moje dzieci, moi cudowni synowie, wszyscy trzej, są najpiękniejsi na świecie. I gdyby wszyscy ludzie mieli takie piękne serca, to nie trzeba by się martwić o przyszłość świata.

    • O jak pięknie! Gratuluję Ci wspaniałego podejścia i umiejętności wychowania. Nie wiem, czy będę umiała ukształtować tak piękne serce w Tośce. Oby wszyscy tak potrafili, to rzeczywiście świat byłby cudowniejszy… :*

  • Już kiedyś pisałam, że Cię uwielbiam, ale moje uwielbienie rośnie z każdym nowym postem :) Dzięki za tak ciepły, dobry tekst, który podnosi na duchu.

    • Przyłączam się do Magdy :))) Jak zwykle dziękuję za zatrzymanie mnie… muszę się postarać, i to bardzo ..

    • Dziewczyny bardzo się cieszę i ogromnie dziękuję za dobre słowa! Nie zawsze będzie tak idealnie, bo czasem człowiek musi i głupoty popisać, żeby była równowaga w przyrodzie! ;)

      Wychowanie, to tak cholernie trudna sprawa, że jestem strasznie zagubiona. Popełniam miliardy błędów, na każdym możliwym kroku. Ale mam ich świadomość i staram się je naprawiać, a później nie powtarzać. I też się muszę starać, naprawdę, by nie mówić dziwnych rzeczy, nie denerwować się (bo jestem strasznie neurotyczna). To jest cholernie trudne dla kogoś, kto jednak przeszedł trochę w swoim życiu i nie zawsze było kolorowo ;) Ale trzeba nad sobą pracować i wnioskuję po Waszych komentarzach, że nie jestem w tej pracy osamotniona! Witajcie w klubie, dziewczyny! :D

  • Na początku należałoby sobie uświadomić, że taka skłonność do oceniana wyglądu jest w każdym człowieku i wynika z psychologii, z naszego mózgu i procesu ewolucji, w którym odrzucane są jednostki gorsze, z defektem. Sztuką jest wzniesienie się ponad to, dzięki rozumowaniu, doświadczeniu i empatii. Nie potrzeba tu wiedzy psychologa czy socjologa, by udowodnić, że ludzie ładni mają łatwiej, że mamy skłonność do przypisywania im pozytywnych cech, mądrości, dobroci, to im zaufamy szybciej.
    Czy matka z przykładu była zła? A może miała w sobie obawy o przyszłe życie swojego dziecka, o to, że będzie ono trudniejsze, może już od najmłodszych lat będzie musiało stawić czoła odrzuceniu rówieśników, wyzwiskom, pogardzie, może nie znajdzie przyjaciela, męża/żony, dobrej pracy, może będzie skazane na samotność. Bo tacy są ludzie.
    Pamiętam, gdy przyszłam ze swoim noworodkiem do pracy, a koleżanka powiedziała: „Chciałabym mieć dziecko, ale nie wiem czy będzie tak ładne jak twoje. Ciągle o tym myślę, co bym zrobiła, gdybym urodziła brzydkie dziecko”. Nie była jeszcze matką, więc nie wiedziała, że pokochałaby je równie mocno, a może nawet bardziej niż to piękne. Jak w „Brzydkim kaczątku”, które wałkujemy z córką z audiobooka w drodze do przedszkola. „Wszyscy mówili, że kaczątko jest brzydkie, oprócz mamy rzecz jasna”.
    Ocenianie po wyglądzie jest tematem, który nurtuje mnie od dawna, odkąd musiałam się z nim mierzyć w liceum, jako punk-rockowa anarchistka i zadeklarowana nonkonformistka. Glany na nogach, podarte spodnie, ciuchy z lumpeksu plus „nieodpowiednie’ towarzystwo z parku, u kilku nauczycieli z góry klasyfikowało mnie bardzo nisko intelektualnie, i ciągle musiałam im coś udowadniać, wiedzieć więcej niż inni, starać się bardziej, być gotową do odpowiedzi zawsze. Nieważne, że z innych przedmiotów piątki i szóstki, ciągle byłam poddawana próbie. Nieważne, że w tym parku to siedziałam z książką Nietzschego i to o nim dyskutowałam z podobnymi mi wyrzutkami. Ta sytuacja jakoś wcale mnie nie zdołowała, szczerze mówiąc bawiła, była rodzajem happeningu, w którym to ja byłam górą patrząc na ograniczenia i płytkość nauczycielki.
    Sama całe życie staram się, uczę się być ponad to, ponad tę powierzchowną wizualną ocenę, która niejednokrotnie mnie zawiodła. A odkrywanie wewnętrznego piękna w brzydkim „opakowaniu” nie przestaje mnie fascynować.

    PS Uwielbiam zdjęcie z babunią!

    • Wiem, że jest, jestem tego świadoma, pisałam w poprzednich komentarzach, że sama oceniam! Ale robię to mechanicznie, nie myśląc właśnie, a powinno się myśleć nad i o wszystkim, co się robi! Właśnie jak piszesz – taka nasza natura… Co do matki, to gdyby martwiła się o przyszłość swojego dziecka, to zwyczajnie by to napisała (tak sądzę), tym bardziej, żeby zdjąć z siebie poczucie winy o myślenie w ten sposób o własnym dziecku. Ale ona napisała, że jest brzydkie, babcia się nim nie chwali, koleżanki gadają, a sąsiedzi robią miny. Nie napisałam, nie oceniłam, że była zła. Zapytałam, dlaczego, do cholery, publicznie obcym babom w necie pisze takie farmazony :)

      Oj tak, ile jest pięknych ludzi w środku, a powszechnie uważanych za brzydkich na zewnątrz. Co najlepsze: jeśli ktoś ma piękne wnętrze, przestajemy zauważać jego brzydotę, bo całościowy obraz mamy pozytywny! To jest niesamowite…

    • Wiem, że nie napisałaś, że jest zła, to była przeze mnie postawiona teza i mój wewnętrzny monolog;) bo tak jak większość oceniłam jej postawę negatywnie. A że lubię drążyć i doszukiwać się drugiego dna dostrzegłam w tym komentarzu również głos ofiary. Ofiary komentarzy, tych pozytywnych, które ja uskrzydlały, i tych negatywnych, które dołowały, a nawet doprowadziły do izolacji, bo w efekcie bała się wychodzić z domu, żeby nie słyszeć niemiłych słów pod adresem swojego dziecka. Babcie, ciocie, koleżanki, sąsiadki, wszędzie komentarze, bla bla bla, oceniamy i jesteśmy oceniani, od narodzin aż po grób. Wpadamy w pułapkę stygmatyzacji, a co słabsze jednostki, jak ta kobieta z przykładu nie potrafią, nie mają sił by się przed nimi bronić, sensownie odeprzeć celowe bądź nie docinki. Zaczynają wierzyć, tak, jestem brzydka, głupia, zła. Masz rację, może wcale nie myślała o przyszłości, może była zbyt płytka i powierzchowna, może była tylko prostym człowiekiem. Może nikt jej nie nauczył, że wygląd nie jest najważniejszy, a może brakowało jej wiary i pewności siebie, by powiedzieć, „odczepcie się, to moje dziecko i jest najpiękniejsze na świecie!”

      Ja staram się rozważnie używać słów „ładna” w stosunku do mojej córki, właśnie po to żeby nie myślała, że jest to ważne. I co ciekawe dla niej ładny i brzydki to synonimy dobry i zły, jak ładne i brzydkie zachowanie i w tym kontekście ich używa, nie jako określenie urody.

  • Przypomniała mi się wspaniała scena z książki „Służące”, gdzie czarnoskóra niania co wieczór, a i w chwilach załamania szepcze do ucha małej białej dziewczynki, którą się zajmuje „jesteś mądra, jesteś dobra, jesteś ważna”.
    Kiedy juz ponad rok byłam mamą, dostałem od przyjaciela zza morza łańcuszkową bransoletkę ze znakiem nieskończoności i nie zdejmuję jej nigdy. Kiedy mój syn pyta co to nieskończoność mówię mu, że to coś takiego jak miłość – moja do niego. Mówię, że kaocham go jak jest wesoły i smutny, grzeczny i zly na cały świat, kiedy sie przytulamy i kiedy kłócimy, śpiący i wyspany, spragniony i syty itd – na ogół chwilę to wymienianie trwa. Mówię mu też, że dla mnie jest najpiękniejszy na świecie, ale, że ludziom podobają się różne rzeczy. Nie pozwalam przy mnie mówić, że ktoś jest brzydki, że coś jest wstrętne. Uczę go mówić : mi się to nie podoba, ja tego nie lubię. Moje dziecko jest naprawdę piękne, co często słyszymy od znajomych i obcych, często przy nim. Nie bardzo to lubię. Nie chcę, zeby wyrósł na osobę przekonaną, że uroda to najważniejszy atut. Uroda jest ważna, ładnym łatwiej. Ale łatwiej wcale nie zawsze przecież oznacza lepiej. Uroda mija. Wyścig z czasem i walka o utrzymanie tego akurat atutu są z góry skazane na przegraną. A poza tym, jak mawiał mój ulubiony bohater z książeczki dla dzieci Euzebiusz „Uroda może być ładna lub brzydka. Pięknota jest tylko jedna.” Z serca.

    • To zdanie z „Służących ” ” przywłaszczyłam” sobie i ja. Powtarzam swoim dziewczynkom , zawsze ilekroć coś im nie wyjdzie i nie tylko wtedy …
      Pamiętaj :
      „jesteś mądra, jesteś dobra, jesteś ważna”

    • O tak, znam to, ale ja z filmu ;) Piękna scena! I w ogóle piękny film.

      Uświadomiłaś mi, że czasem mówię Tosi, że coś jest brzydkie – DLA MNIE oczywiście, ale w dalszym ciągu mówię, że to brzydkie, a nie wiem, czy dziecko rozumie, że to jest MOJE ZDANIE. Muszę przestać, na szczęście nie przypominam sobie, żeby to było normą, raczej rzadkością, ale jednak mówię. Częściej, że mi się nie podoba – więc na tym muszę poprzestać. O ludziach tak nie mówię, ale znowu – dziecko nie rozróżnia. Dobrze – muszę zapamiętać, by się nie zagalopować…

      No właśnie, ta uroda to taka drugorzędna sprawa, jeśli spojrzeć na całokształt naszego życia, a takie to ważne dla większości ludzi… Nie mówię, żeby o siebie nie dbać (wręcz przeciwnie), ale żeby nie schizować się zbyt przesadnie, bo życie można stracić!

      PS. Chyba nawet pamiętam tę bransoletkę ;)

  • Taka myśl:
    jeżeli chcesz mieć dziecko do uwielbiania przez innych, do tego, aby przypiąć je sobie jak broszkę, nosić jak znaczek przypięty do klapy marynarki czy czegoś tam to …
    to lepiej idź i kup sobie pięknego psa.

    • O tak, niektórzy wyglądają mi na takich, że robią sobie dzieci tylko po to, by się nimi chwalić! o.O

  • :( Strasznie życzę temu „brzydkiemu” dziecku, żeby miało ciut mądrzejszego, albo chociaż bardziej asertywnego rodzica. Takiego, który przegoni każdą babcię i sąsiada i wprawi ich w zakłopotanie, w którym powinni stać, robiąc jakiekolwiek miny nad wózkiem. Strasznie, strasznie to przykre.

  • nie czyń drugiemu co tobie niemiłe – wydaje się to takie oczywiste, ale człowiek jest tylko człowiekiem i ocenia , a to ,że ocenia powierzchownie często wynika z braku czasu, braku chęci zgłębienia tematu, pleciemy trzy po trzy ,co nam ślina na język przyniesie, bo wszyscy chcą pogadać, być równą dziewczyną z sąsiedztwa, mieć własne zdanie i przedstawić najmojsze racje, zamiast po prostu zwyczajnie zamknąć gębę, może nie będziemy uważani za najfajniejszych , z pewnością nie za dusze towarzystwa, ale może fajniejsze będzie to że kogoś nie skrzywdzimy, że nie wciśniemy komuś kompleksów, z którymi będzie borykał się do końca życia, moja mama zawsze mówila- nie wiesz co powiedziec -powiedz dzień dobry, chcesz kogoś skrytykować – zamknij się i nie zawsze to wychodzi , obcych ludzi olewam, nie krytykuje bo mam to gdzieś naprawdę, ale z bliskimi jest gorzej… ale ćwiczyć trzeba; mądry tekst i przepiękne foty. ola

    • Właśnie tak! Mnie też się zdarza, popełniam milion błędów na dobę, ale pracuję nad tym! Piszę te teksty dla Was i dla siebie! Jesteśmy wszyscy tylko ludźmi, ale czasami nawet pół słowa mniej i może być lepiej. Czasem o jedno słowo za daleko i rana jest głęboka… Trzeba ćwiczyć! :) Buziaki Ola!

  • Bo wszystko zaczyna się w domu i w domu wszystko się kończy . Czy to nie Ty napisałaś w którymś ze swoich postów: „Kiedyś Twoje dziecko rozwinie skrzydła, od Ciebie zależy czy poleci wysoko…”. Nic dodać , nic ująć…Dzieci uczą się od nas, jeśli traktujemy je z szacunkiem, jeśli mówimy im jak bardzo je kochamy, jeśli w końcu kochamy siebie i szanujemy wszystkich wkoło, bez względu na kolor oczu, rasę, płeć czy orientację , one również się tego wszystkiego nauczą. Jeśli nie, cóż… wyrosną własnie na takich złośliwych i nieszczęśliwych dorosłych, którzy i swoim dzieciom niczego dobrego nie przekażą…. koło się zamyka.
    A i polecam Kochana wywiad z Nurowską we wrześniowym bodajże numerze Pani, która pięknie pisze o tym, że nie potrafi okazywać miłości, bo jej tej miłości nie nauczono… Więc kochajmy, całujmy a przede wszystkim mówmy bliskim nam osobom jak bardzo je kochamy, bez względu na to ile mają lat…
    A Twój tekst przepiękny, głęboki i mądry…………ale dzisiaj zakochałam się w twych FOTACH………bezgranicznie …

    • Dokładnie! Tosia zaczęła już zwracać uwagę na odmienność i ja jej zawsze tłumaczę, że to jest piękne i cudowne! Że jesteśmy inni, że każdy z nas ma w sobie coś, co nas wyróżnia. Nawet, gdy chce mieć to samo, co inne dzieci, uczę ją, że pięknie jest się różnić i być oryginalnym właśnie, a nie takim jak inni!

      Nie potrafi okazywać miłości, bo jej nie nauczono… Ale to było kiedyś, a co z dorosłym życiem? Nie czytałam wywiadu, nie oceniam, ale czasem mam wrażenie, że ludzie nie chcą nad sobą pracować i zamiast coś zmienić w sobie, to obarczają winą innych. I fakt – oni są winni, ale szkoda życia na takie kwestie i lepiej zrobić coś ze sobą, lepiej zacząć żyć i kochać! Ale to trzeba chcieć. Ja chciałam. A naprawdę mój ojciec jest debilem. Takim skrajnym. Zrobił mi w życiu ogromną krzywdę i powinnam teraz siedzieć i płakać i roztrząsać przeszłość. Ale nie zamierzam. Jakbym go spotkała, to naplułabym mu w twarz i odeszła. Bo szkoda mi życia i energii na frajera, który tylko i wyłącznie mnie spłodził, bo ojcem go już nigdy nie nazwę. On zresztą pierwszy się mnie wyrzekł, więc luz ;)

    • Kochana, chyba jednak nie do końca rozliczyłaś się z przeszłością, takie mam wrażenie. Oczywiście mnie łatwo się wymądrzać, łatwiej mi oceniać bo miałam wspaniałych rodziców i kochający dom. Jednak urazów nie można pielęgnować, I uwierz mi, ja wiem co piszę. Moja mama, podobnie jak Ty, także wychowała się bez ojca. Całe życie obserwuję jak się z tym zmaga i widzę jak to nieświadomie ją ukształtowało. Wiesz nieślubne dziecko na polskiej wsi lat 60 – siątych. Ba widzę jak to wpłynęło również na Jej rodzinę , na naszą rodzinę. Pamiętaj Kochana nie rozstrzygnięte, nie wyjaśnione sprawy z przeszłości ciągną się za nami latami , pokazują swoje pazury w najczarniejszych momentach. Nie myśl , że czas masz, bo tego nigdy zbyt wiele… Więc może zamiast napluć mu w twarz warto by było , zwyczajnie po ludzku zapytać : ” dlaczego ” ?

    • Oj nie wiesz, co piszesz :) Nie wiesz, bo nie znasz mojej sytuacji, więc gdybasz – i spoko, masz prawo, ale nie jest jak piszesz…. Ja wiem dlaczego, ja wiem wszystko. Tak, naplułabym, albo przeszła obok. Ten człowiek jest dla mnie nikim. I czasami są momenty, że mam ochotę go zabić, ale zaufaj mi – z reguły mam to wszystko gdzieś. Jednak, jestem człowiekiem, miewam gorsze i lepsze dni, wtedy to wraca. I nie ma to nic wspólnego z rozliczaniem się z przeszłością, naprawdę :) To tak jak masz okres i generalnie jesteś spokojna, a nagle wybuchasz. Takie są kobiety :)

    • No widzisz i tak to jest jak się człowiek wymądrza a nie ma o niczym pojęcia hi hi . Ja wybaczam każdemu, bo taka chodząca Matka Teresa ze mnie, kto zna ten wie ale może to nie kwestia charakteru czy wychowania, może po prostu na luksus wybaczenia może pozwolić sobie tylko ktoś, kto nie został dogłębnie zraniony? Wygląda na to, że inaczej zinterpretowałam Twój wpis. I tak masz rację kobiety są skomplikowane a przyzna to każdy facet hi hi. Pozdrawiam cieplutko

    • Zastanawiam się od dawna, czy można komuś wybaczyć i dalej go nie znosić… Bo ja Ci mówię, najdroższa Ty moja, że ja już od dawna nie czuję urazy i nawet szczerze się cieszę, że tego faceta nie ma w moim życiu, bo on jest psycholem, naprawdę! :) Ale widzisz – kiedy piszę taki post (który nie jest o moim ojcu, bynajmniej! To wyszło pod koniec pisania tekstu, kiedy sobie to uświadomiłam) to jednak wspomnienia odżywają i wtedy piszę Ci – mam ochotę napluć mu w twarz. No bo mam, kiedy pomyślę, jakim jest gnojem, kumasz? I piszę tak, ponieważ wiem, że gdybym go zobaczyła, to emocje byłyby silne. Tyle… A tak, wydaje mi się, że są sprawy, które ciężko jednak wybaczyć. I nie mówię tu o sobie. Ale gdybyś była np. molestowana, albo zgwałcona – wybaczyłabyś tak łatwo? Pewnie nie. Więc nie dziwię się tym, którzy wybaczać nie potrafią. Bo co innego wybaczyć coś, co nie miało bezpośredniego wpływu na Twoje życie, a co innego jakieś koszmarne krzywdy. Tak przypuszczam. I nie mówię, że to niemożliwe. Myślę jednak, że zajebiście trudne i niewielu się to udaje…

    • A Ci którym się to jednak udaje to chyba „Święci”.
      Amen

  • Bardzo mądry tekst i bardzo ważny, ale ja muszę, po prostu muszę napisac o zdjęciach! Są przepiękne! Cudowne! A to z babcią (prababcią?) wyciągającą ręce do dziewczynki mnie po prostu wzruszyło do łez. Ma ogromny ładunek emocji. Chciałabym, żeby ktoś zrobił takie zdjęcie mojej córce.

    • Dziękuję! Zastanawiam się, czy nie zrobić u siebie takiego konkursu, gdzie do wygrania byłaby sesja zrobiona przeze mnie, tylko nie wiem, na ile to by się przyjęło i czy ktokolwiek by chciał ;)

  • Oj tak… Masz rację. Ja bez przerwy słyszę, jaka to jestem chuda, a przez to brzydka, bo nie mam cycków, czyli nie jestem PRAWDZIWĄ kobietą! Bo teraz w modzie jest XXL, a one też często słyszą, że są brzydkie, bo są za grube, bo moda na XXL nie podoba się wszystkim… I tak się napędzamy. Podobnie jest z dziećmi, bo już u maluchów wyrabia się takie poczucie „piękna”. A tak wszyscy głosimy, że liczy się tylko wnętrze… Niestety w większości przypadków to tylko wytarty frazes, bo swoim zachowaniem pokazujemy coś zupełnie innego.

    • Bo liczy się to piękno prawdziwe! A to oznacza tyle, że wszyscy są na swój sposób piękni! I warto to dostrzegać, a jeśli ktoś nam się nie podoba, to po prostu zrozumieć, że czasem dobrze jest pewne sprawy przemilczeć. Bo te słowa ranią. Nie wiem jak to możliwe, że ktoś Ci mówi Ola, że jesteś za chuda. Ale kto tak mówi? Ludzie na ulicy? Przechodnie? Kurde, kto?

  • Jak ja się cieszę, że na tego bloga (zupełnie przypadkiem trafiłam).

    Siedzę już u Ciebie – kawa by się przydała, ekspres zepsuty, a ja ledwo widzę na oczy – dobre 40minut, czytam jednym tchem kolejne posty i przy każdym nachodzi mnie większa lub mniejsza refleksja.

    Będę zaglądać regularnie! :-) Z ogromną niecierpliwością oczekując kolejnych wpisów.

    Ściskam, Iza

    • Iza, to ja się cieszę, że tutaj trafiłaś! Rozłóż sobie lekturę na dłużej, bo aż tak często nie dodaję postów! ;)
      I kij z ekspresem, rób rozpuszczalną! :D

      Buziaki i bardzo mi miło, że masz ochotę u mnie zostać. Rozgość się, kochana! :*

  • Jaś, kiedy przyjechał do domu, miał już 1,5 miesiąca i teoretycznie miesiąc powinien być jeszcze w brzuchu. Był mały, chudy i miał wielkie gały. No nie oczy, gały. Wielkie. Ja mam duże oczy, wiec oczy ma po mnie. Dla mnie był najpiękniejszym dzieckiem pod słońcem, zachwycałam się nim, zawsze no i zachwycam po dziś dzień.

    Ale moja babcia – a Jasia prababcia – wystrzeliła kiedyś tekstem (ja wiem, że powinnam się obrazić, ale zaczęłam się śmiać :) ):
    – Teraz wyrósł na takiego ślicznego chłopczyka, bo jak go pierwszy raz widziałam to był takim małym potworkiem.

    :D

  • Naprawdę? Znowu? Napisałabyś coś gorzej, choć raz…. :P
    Świetny tekst. Skąd mamy wynieść pewność siebie jak nie z domu? Kto ma nas kochać jak nie my sami i nasi rodzice?!

    p.s.
    zdjęcia są po prostu przepiękne!!! chyba na jakiś kurs się zapiszę bo wstyd na maxa z tymi moimi…

  • Mówili mi w szkole: „twój tata jest taki elegancki, miły, uprzejmy” a w domu: „przestań już żreć bo jesteś gruba jak świnia, z taką gębą nigdzie cię do pracy nie przyjmą, jesteś debilem”. Dopiero mojemu mężowi udało się wyleczyć mnie z kompleksów i bycia na diecie przez całe życie. Dlatego dobrze Cię rozumiem jak bolą słowa najbliższych. Moja córka nigdy nie usłyszała i nie usłyszy takich słów. Nie popełniajmy błędów swoich rodziców a może przyczynimy się do polepszenia naszego społeczeństwa. Aha dzisiaj jestem architektem a ojcu mogę pokazać „gest Kozakiewicza”:)

    • Boże, jaki koszmar! Ale najważniejsze, że poradziłaś sobie i poukładałaś wszystko w głowie. Ja nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś, że jest brzydki, czy gruby (tym bardziej dziecku!). Nie wiem skąd w ludziach bierze się taka potrzeba ranienia innych! Teraz, gdy jestem dorosła, jakby mi ktoś coś powiedział (ojciec np.) to kazałabym mu spadać (tylko brzydziej). Po prostu! Ale kiedy jesteś małą dziewczynką niczego bardziej nie pragniesz, niż samych dobrych słów, bez oceniania… A ojcu pokaż środkowy palec, jak tylko go spotkasz. Ja zamierzam! ;)

  • Mira znajomi, rodzina, koleżanki, czasem nawet ekspedientki :P. Wiem, że trudno to pojąć, ale ludziom naprawdę się wydaje, że mają takie prawo i że to nic takiego. Ja już teraz nie biorę sobie tego tak do bani, ale miałam okres, że naprawdę mnie to bolało.

    • Ola, musisz im odpowiadać! Chociażby, żeby się walili! Czytałaś wyżej w komciu, co zrobił ostatnio Lucek? Powtórzę:

      „Ostatnio Lucek stanął na światłach, a obok niego Peugeot 206 z panienką za kierownicą i kolesiem na miejscu pasażera. Koleś śmiał się z Lucka, wytykał palcem i pękał ze śmiechu. Prawdopodobnie chodziło o luckową brodę. Więc spokojnie Lucjan otworzył szybę. Tamten także. I wtedy Lucuś powiedział: „Śmiejesz się ze mnie, a jedziesz gównianym samochodem, który na dodatek prowadzi Twoja dupa – taki z Ciebie facet!”. Kolesiowi mina zrzedła odpowiedział tylko: „Sorry”, zamknął szybę i spuścił głowę. Podziałało!”

      Ale do tego trzeba chyba mieć ogromne poczucie własnej wartości. A o to trudno, gdy od dziecka doświadczasz – zwłaszcza od rodziców – samych przykrości (jak Beata napisała wyżej). Lucek ma dużą pewność siebie i potrafi olać, gdy ktoś coś do niego ma, albo przygadać właśnie. Ja nie wiem, czy bym umiała stanąć tak w swojej obronie, ale wiele się od Lucka uczę takich zachowań, to może i bym dała radę! ;)

  • Ale fajnie,że do Was trafiłam-tak tu miło, mądrze i pięknie. Mam dwulatkę w domu i codziennie powtarzam,że jest mądra, piękna i naj…bo moja!Najgorsze co można zrobic dziecku to porównywac z innymi-ja tak miałam w dzieciństwie. Mama na zewnątrz dusza towarzystwa, zawsze uśmiechnięta, wygadana i ja w jej cieniu..ciągle słyszałam”a Emilka to taka mądra”, „Iza takie ma piękne nogi- a Ty masz chyba po cioci-niby proste ale jakieś bez kształtu i grubawe”,w szkole słyszałam „chudzielcu żołądek Ci chyba do kręgosłupa przyrósł”-w domu”jakoś brzuch Ci odstaję”i teraz w dorosłym życiu, nie wierzę, gdy przyjaciele znajomi mówią”wow fajnie wyglądasz-jakie nogi”ja ciąle widzę dwie krótkie parówki:)Mam 176 cm i rozmiar 36. Walczę z tym…ale siedzi coś z tyłu głowy i odbija się echem…uczę się przyjmowac komplementy, a nie węszyc podstęp…hmm.. to do mnie?pewnie się nabija:)taki mam odruch bezwarunkowy.
    A tak całkiem niedawno uświadomiłam sobie,że nie lubię swojej mamy…kocham ją-ale nie lubię…głupie to co?:)

  • Mój synuś, który dla mnie oczywiście najpiękniejszy i cudowny, ma niestety odstające i dosyć duże uszka. Przenigdy nie zwracaliśmy na to uwagi, nigdy nie usłyszał od nas żadnego komentarza, nawet w żartach czy zabawie, na temat jego uszu. Gdy rozmawialiśmy o tym, że czasem dzieci śmieją się z innych, że te noszą okulary, albo sa grubsi, albo maja piegi itp, on zawsze pytał co można wtedy zrobić, bo przecież takiemu dziecku przykro. Nie wiem, czy rady, które od nas dostał są dobre, czy psychologowie i amerykańscy naukowcy by się zgodzili, ale powiedziałam mu wtedy, żeby zgodzić się z zarzutem. Wtedy ucina sie wszelkie docinki, bo już nie sprawiają frajdy. I pewnego dnia, jak rozmawialismy sobie o tak zwanym „byle czym” nagle mój syn mówi „Mamuś, a dziś kolega mi powiedział, że mam uszy jak słoń”. Serce mi zamarło i prawie się popłakałam, ale zapytałam tylko „no i co mu powiedziałes?”, a on na to, „Wiesz co, w zupełności sie z tobą zgadzam ” :-) Temat już nie wrócił :-)

  • Witam
    bardzo życiowy tekst. jestem dzieckiem, które nigdy nie usłyszałam komplementu od ojca. mama próbowała „ratować” sytuacje przekonując mnie jak to tata chwali się mną w towarzystwie. średnio pomagało. miało ogromne przełożenie na moje poczucie własnej wartości, świadomości mojego ciała, przeglądania się w oczach innych…
    ale jest lepiej :). samoświadomość zaczyna kiełkować :). teraz wiem, ze popełniałam błąd krytykując się ciągle przy dziecku. ale zaczynam to zmieniać :).
    najlepszym przykładem jest wczorajsza sytuacja. wkleiłam na bloga posta z motywującym wpisem. potem
    napisałam ten tekst na dziecięcej tablicy. podzieliłam się nim z chłopakami i co ?
    przychodzę i widzę ten sam tekst ale zmieniony przez mojego 9-latka na formę „męską” :))

  • Kompletnie nie rozumiem jak można przejmować się co ludzie mówią na temat czyjegoś dziecka gdzieś tam sobie w kuluarach. Lub nawet nie w kuluarach. To tak jakby zastanawiać się co te przykładowe koleżanki z pracy mówią o mnie jak mnie nie ma. Dziecko ładne czy brzydkie i tak będą gadać. Jak są życzliwe to omówią to co im się w dziecku podoba, jeśli są wredne jędze to w każdym „aniołku” znajdą coś do czego można się doczepić. Życie. Nie dogodzisz wszystkim.

  • Mimo że stanowisz dla mnie „konkurencję”, oddam głos na Twój tekst ( i zdjęcia! ) z przyjemnością :)
    ale też z żalem, że świat się po nim niewiele zmieni.
    Chociaż… mówią, że kropla…

    • Paweł bardzo Ci dziękuję! Żadna tam konkurencja, bądźmy obok siebie, a nie przeciwko sobie! :)

      Weszłam na Twojego bloga. Tekst Portret mnie rozbawił do łez. A tekst roku… do łez rozczulił. Cieszę się, że napisałeś, bo będę do Ciebie zaglądać! Pozdrowienia!

  • Piękny, mądry tekst. Bardzo Ci dziękuję, Jak go czytalam chcıalam sıe rozplakac. Cale zycıe bylam krytykowana przez rodzicow, nigdy nie mialam luzu, nawet do dzis matka wytyka mi co sie jej nie podoba w moim wygladzie, jak bardzo sie szpece itd. itd. Zawsze uwazalam, ze jestem najbrzydsza dziewczyna w calej szkole. Teraz jestem straszna perfekcjonistka i odczuwam bardzo duza wewnetrzna presje ze zawsze musze wygladac najlepiej ze wszystkich, mam obsesje na tym punkcie. Mam rowniez dziecko, ktoremu od urodzenia powtarzam ze jest ladne i staram sie w nim budowac poczucie wlasnej wartosci aby nie przezywalo tego samego co ja, a takze uczulac na to by nie sprawialo innym przykrosci zlym nieprzemyslanym slowem, ktore czasem moze zrujnowac komus zycie.

  • Znalazłam ten tekst przez przypadek i muszę Ci powiedzieć, że w pełni się z Tobą zgadzam. Przykre jest kiedy własna matka nie docenia dziecka i krytykuje Jego wygląd. W takiej sytuacji miałabym ochotę jej powiedzieć, żeby sama popatrzyła do lustra, bo to przecież jej dziecko i to ona mu przekazała swoje geny. Poza Tym jakie znaczenie ma wygląd? Najważniejsze żeby być dobrym człowiekiem, który umie cenić sam siebie i innych bez względu na „walory estetyczne”. Pozdrawiam :D

  • Swoją drogą to straszne, do czego to doszło, że już nawet kilkumiesięczne maleństwo jest pod ostrzałem brzydki – ładny !!! To chyba świadczy o tym, jak bardzo my dorośli mamy nie po kolei w głowie :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.