Katar

 

Dziś moje myśli są naprawdę rozczochrane. Atakują umysł z każdej strony, osaczają i nie dają się z niego wyrzucić. Mętlik mam w głowie i katar w nosie. Chusteczki się skończyły, a dzisiaj święto. Może jakaś niepodległa Żabka poratuje mnie celulozą…

I tak siadam do pisania i myślę, że wspaniale się pisze w wolnej Polsce. W tym naszym pięknym kraju nad Wisłą, miodem i mlekiem płynącym. Na tej naszej wyspie zielonej… No jest jak jest, ale jesteśmy wolni.

Jak pisał Moraczewski: „Nie ma „ich”. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili.” Później niejaki Kononowicz mówił, że „nie będzie niczego”, ale wiadomo, że ilu ludzi, tyle opinii i nie dogodzisz każdemu… A chaos jak był, tak jest i pewnie będzie.

Ale właśnie ta wolność i prawo wyboru pozostawia furtkę do ucieczki. Do rzucenia wszystkiego i wyjechania w Bieszczady, a przynajmniej do skończenia z pisaniem. Bo po co to wszystko? Po co pisać? Kto daje mi prawo do mądrowania się? Sama sobie daję to prawo, a to oznacza, że jestem wolna, a skoro jestem wolna, to mogę pisać, ale mogę też przestać.

Może to jesień, a może to ten katar. Albo uświadomienie sobie, że wszystko ma swój początek i koniec… Może trzeba iść w innym kierunku, może czas się skończyć, jak Kominek? Ale on się kończy, bo wymyślił się na nowo. Makówka też się zmienia. I Jaskółka, żeby wymienić tylko moje koleżanki. Dziewczyny coś sobie wymyśliły, ja nie mam siły myśleć. To pewnie ten katar i brak chusteczek…

Szczerze, to nie wiem, co dalej. Nie chodzi o zmiany. Nie mam potrzeby się zmieniać. To i tak wychodzi zawsze naturalnie. Raz jest tak, siak, srak, a raz inaczej. Bo jak napisała Marlena: „Babą jestem z krwi i kości. Mam humory, genialne pomysły, idee, a za chwilę pustkę i muchę na ścianie.” Ja mam jeszcze muchy w nosie. Dzisiaj. Dlatego idę już. Bo ten katar nieszczęsny żyć mi nie daje…

 

DSC_0844Untitled-4DSC_0833DSC_0858Untitled-2DSC_0815Untitled-1DSC_0843DSC_0863Untitled-3DSC_0828

 

 

15
22 Komentarzy w
“Katar”
  • Katar minie i jesień minie…I babie z krwi i kości minie ten brak chęci. Wrócą pomysły i piękne zdjęcia. Zresztą piękne zdjęcia u Was nigdy nie mijają. Wręcz przeciwnie, są coraz piękniejsze!

    • Ja chęć nawet i mam! Ale tak mi szkoda trochę czasu na to blogowanie, bo nie umiem szybko napisać, zdjęć obrobić… Czuję trochę jakby mi życie uciekało. Ale to chyba przez jesień, bo wcześniej tego nie miałam. Ech…

  • To ten katar. Ja zawsze wtedy mam pustkę w głowę i nie chce mi się nic.
    A co do zmian… Jeśli są Ci potrzebne, to same przyjdą, naturalnie i na pewno będą na lepsze.
    Ostatnio taka moda dziwna nastała na zapowiadanie zmian, między innymi na blogach, o których wspomniałaś. Ja uważam, że zmian się nie zapowiada, tylko wprowadza, a kto ma zauważyć, to na pewno zauważy. No ale zobaczymy, co z tego wyjdzie.
    Życzę szybkiego pozbycia się kataru, no i otwartego sklepu, żebyś nie musiała smarkać w rękaw :)

    • No ale właśnie ja nie chcę niczego zmieniać. Ja chcę się rozwijać, kształcić, doszkalać, robić zdjęcia… Te zmiany nie będą widoczne od razu, bo nie są intencjonalne. Lubię swojego bloga w takiej formie, w jakiej jest i jeśli będę go prowadzić, to tak jak teraz. Jedyne co, to może zrezygnuję ze zdjęć w każdym poście, co kiedyś było nie do pomyślenia, ale naprawdę zajmuje mi to mnóstwo czasu… Ja po prostu chyba mam chandrę, bo za długa już ta jesień, ciągnie się tak jakoś hahaha. Choć dzięki temu mogłam zrobić kilka zdjęć siostrze w jesiennym parku (zdążyłam!), więc nie ma co narzekać! :D

  • Źle by Ci było bez pióra. I źle bez aparatu. Twoje zdjęcia też opowiadają historię, bez wątpienia coraz piękniej. I po troszę zazdroszczę Ci tych zmian, tego postępu.
    Idź z katarem na kawę i wracaj! Teksty się same nie napiszą :-)

    • Jak mi ktoś pisze, że moje zdjęcia opowiadają historię, to ja się wkurzam, że czytam to, a już jest noc i nie mogę chwycić aparatu i pstrykać, pstrykać, pstrykać! Tak mi to skrzydeł dodaje! Dziękuję! ♥

  • Nie zgadzam się na Twoje nie pisanie NIE NIE i jeszcze raz NIE,
    Czuję , że obie stoimy w życiu na jakimś rozdrożu. W moim przypadku nie chodzi o to, że nie wiem w którą stronę iść, chodzi o to, że nie widzę w tym celu… czuję potrzebę zmian, wciągam ją , przez moje nozdrza wraz z powietrzem, czuję w kościach, a jednocześnie tak strasznie się jej boję. Ale ja zawsze byłam trochę tchórzliwa, może to wina moich rodziców, bo miałam cudowne dzieciństwo, oni zawsze stali za mną murem, może to wina mojego K , który po nich ciągnął mnie do góry . Może więc resztę drogi muszę wykonać ja sama, bez niczyjej pomocy, może w końcu muszę znaleźć coś co będzie tylko i wyłącznie moje. A Ty, Ty to znalazłaś, Twoje teksty, twoje zdjęcia, zawierają w sobie taką głębie i taką magię, że zawsze przechodzą mnie ciary, ilekroć czytam czy oglądam coś co Ty stworzyłaś, a że szukasz dalej, to świadczy tylko i wyłącznie o Twojej wyjątkowości .
    Wiem, że może w tej chwili wydaje Ci się, że wszyscy dookoła idą na przód, robią coś nowego, zmieniają się, a Ty wciąż stoisz w miejscu, ale pamiętaj NOWE, nie zawsze znaczy lepsze. Czasem jeden krok w tył oznacza dwa kroki w przód. Znalazłaś coś w czym jesteś zajebista nie rezygnuj z tego proszę.
    Mój ukochany Dzwoneczek powiedział : „Chcę lecieć na stały ląd i przynosić ludziom szczęście”, Ty swoim blogiem przynosisz ludziom radość, a to więcej niż wszystkie pieniądze świata , to coś znacznie cenniejszego…
    A teraz idź, obejrzyj bajkę „Strażnicy Marzeń” i poczuj się dzieckiem, choć przez godzinę – to zawsze działa. Przytulam cieplutko

    • Antena, ja zmieniam w swoim życiu coś ciągle non stop. Pisałam post pt. Zmiany hahaha. Na blogu nie potrzebuję zmian jako takich. Potrzebuję więcej pisać, częściej pisać, ale ja chcę ze zdjęciami, a tak się nie da, bo i jedno i drugie zabiera mi mnóstwo czasu! Blog to nie jest moje życie, a jedynie dodatek, a ostatnio chyba te relacje się zaburzyły, bo kiedy bardziej się wkręcam, to życie moje jakoś na tym cierpi. A przecież ja na blogu praktycznie nie zarabiam – to nie jest moja praca. (Teraz było lego, ale ja naprawdę uwielbiam lego, dlatego skusiłam się na warsztaty.) Poświęcam sporo czasu, co nie znaczy, że nie jest mi to nagradzane, bo takie komentarze jak Twoje sprawiają, że chcę, że chce się więcej i więcej, ale coś mnie blokuje… Idę obejrzeć tę bajkę, bo tylko kicham i kicham – masakra!

  • A ostatnia fotka to mistrzostwo !!!! Cacuszko tak zwane hi hi i Ty chciała byś zrezygnować a weź idź ….

  • Ja już kilka razy i Tobie, i kilku innym osobom powiedziałam – jesteś rewelacyjnym blogerem, idealnym wśród tych wszystkich stereotypowych matek. Zdania nie zmieniam, oprócz jednego – molestowałam cię, żebyś pisała częściej, teraz muszę cię molestować, żebyś w ogóle pisała wtedy, kiedy czujesz, że musisz. Ok. Zgadzam się na taką misję :) Dla dobra ogółu.

    [dopiero teraz mogłam skomentować, bo mam pierwszą wolną godzinę od trzech dni, trzymaj się, katar trwa siedem dni, a jak się skończy, to zaczyna się nowy okres bez kataru :)]

    • A jak będę miała katar do końca życia? Jest taka opcja! Wszystko jest możliwe! Co wtedy?

      Pisać może bym i częściej mogła Asia, ale Ty wiesz, że ja ze zdjęciami lubię, a te muszę zrobić, obrobić, wstawić… Jak syf wrzucam to sama przed sobą się wstydzę, a co dopiero przed czytelnikami… I tak już się katuję postami bez fot. Jak to w ogóle wygląda? ;) No wiem, mam nasrane, ale założyłam sobie kiedyś, że to taki album mój będzie, tylko nie sądziłam, że ten album tak czasochłonny… ;)

      Dzięki za słowa otuchy i wsparcia! ♥

  • Mira, wracaj do żywych, bo czekam z niecierpliwością na obiecany post! Nikt tego nie napisze lepiej od Ciebie.
    PS. Uśmiechu Ci życzę, mimo kataru. I wiary w siebie, bo ten blog to jeden z najpiękniejszych zakątków, jakie udało mi się odkryć w czeluściach Internetu.

    • Kochana, a jaki post? Co ja mam napisać? Chciałam znów o szkole, bo mnie denerwuje głupota i ignorancja (w tym moich czytelników). Chciałam znów pokazać, jak bardzo mylą się ci, którzy wymagają od dzieci dobrych ocen i posłuszeństwa. Znalazłam świetny talk i chciałam go przytoczyć. No ale mogę o czym innym, ale o jaki post chodzi? Cóż ja obiecałam? Ten katar mi pamięć wymazał chyba ;)

    • Niech no ja Ci przypomnę – dokładnie 10 dni temu na Minimalivowym facebooku:
      „(…) napiszę post dla tych wszystkich oburzonych. Będę się posiłkować materiałem, który mi wysłałaś. Warto uświadamiać ludzi, że zabiją w dzieciach poczucie absurdu i kreatywność, zabraniając im czytać takie rzeczy, a co dopiero mówić!”
      Do dzieła, Moja Droga!
      PS. A o szkole też chętnie przeczytam – zweryfikuję z tym, co sama widzę będąc praktykantką i wezmę do serca, gdyby zdarzyło mi się zostać nauczycielem :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.