Głaskologia

 

W 1296 roku król Sycylii Fryderyk II wydał rozporządzenie, w którym nakazał odebranie pewnej grupie matek ich nowo narodzonych dzieci i przekazanie ich pod opiekę matek zastępczych. Zabronił jednocześnie nowym matkom całkowitej komunikacji z noworodkami. Miały one dorastać w kompletnej izolacji od języka. Matki nie mogły do nich mówić, ani nawet odzywać się do innych osób w obecności dzieci. Ich jedynym zadaniem było wykonywanie podstawowych czynności związanych z pielęgnacją maluchów. Król chciał w ten sposób dowieść, iż każdy człowiek ma swój własny wewnętrzny język, którym prędzej czy później zacznie mówić.

Wyniki eksperymentu były tyle szokujące, co okrutne. Jeden z ówczesnych kronikarzy tak opisał jego finał: „Lecz trudził się król na próżno, ponieważ wszystkie dzieci umarły. Nie mogły bowiem żyć bez pieszczot, radosnych twarzy i czułych słów przybranych matek”. Śmierć dzieci nastąpiła zatem w wyniku braku miłości, ciepła, czy uśmiechów, które są naturalnym elementem w relacji matka-dziecko.

Po drugiej wojnie światowej, gdy ilość dzieci w sierocińcach znacznie przerastała liczbę opiekunów, amerykańscy badacze zaobserwowali analogiczny do eksperymentu Fryderyka dramat. Opiekunowie siłą rzeczy nie mieli czasu na kontakt z sierotami. Dzieci były czyste, zadbane, ale nie chciały jeść. Na początku były niedostępne, senne i hałaśliwe. Z czasem ich stan się pogarszał, waga spadała, a wzrost, jak i cały rozwój, ulegał zahamowaniu, aż wreszcie prowadził do śmierci. Wnioski z tych badań są jednoznaczne. Fizjologia człowieka jest silnie połączona z jego emocjonalnością.

I tak naprawdę nie jest istotne, czy mamy do czynienia z niemowlęciem, czy człowiekiem dorosłym.

Każdy z nas chce być zauważonym. Inaczej usycha!

Ten wniosek jest podstawą analizy transakcyjnej stworzonej przez amerykańskiego psychiatrę Erica Berne’a. Jego teoria zakłada, że ludzie potrzebują do życia tak zwanych głasków, czyli wszelkich bodźców, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, które dostajemy od innych ludzi. Jak się okazuje m.in. po eksperymencie sycylijskiego króla, bez odpowiedniej porcji głasków, człowiek nie może żyć.

Teoria głasków bardzo często tłumaczy zachowania ludzi, a konkretniej przyczyny pewnych zachowań. Człowiek, który jest zauważany, otrzymuje odpowiednie bodźce z otoczenia, jest pewny siebie, szczęśliwy, uśmiechnięty, szanuje innych i jest bardziej wyrozumiały. Ten, który głasków nie dostaje, staje się hałaśliwy (wręcz krzyczy o uwagę), zrzędliwy, sfrustrowany, wścieka się na innych.

Pamiętajmy o tym, gdy nasze dzieci są niegrzeczne. Ich zachowanie niekoniecznie musi być ich winą. Spójrzmy na siebie. Czy dostarczamy naszym pociechom wystarczającą ilość głasków? Czy poświęcamy wystarczająco wiele uwagi? To samo tyczy się naszych partnerów. Czy dopieszczamy ich na każdym kroku? Czy chwalimy, mówimy im miłe słowa? Czy głaszczemy – dosłownie i w przenośni?

Wszyscy chcemy (i powinniśmy) być głaskani. Jednak pamiętajmy o tym, że musimy głaskać innych, żeby inni głaskali nas. To taka transakcja wymienna, która naprawdę opłaca się wszystkim.

Jak to powiedział Marcin Prokop: „Chwalić siebie potrafi każdy, chwalić innych – już niewielu.” Może czas się tego nauczyć?

Miłego weekendu! Nasz już się rozpoczął…

 

pokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dzieckopokój dziewczynki zabawa dziecko

35
37 Komentarzy w
“Głaskologia”
  • OMG! Okna, drzwi, przestrzeń, bosko, kocham kamienice, ale klimat, macie szczęście!

    A głaskanie pomogło mi wyleczyć Lunę z napięcia mięśniowego, była niedotykalska od narodzin, odpychała, płakała, teraz jest przytulasem z wielkimi pokładami serdeczności dla wszystkich.

    • Kamienice mają swój klimat, ale i tak marzę o domu i kawałku własnego ogródka…

      W głaskologii nie chodzi o głaskanie dosłowne, ale mimo wszystko uważam, że dotyk, tak samo jak słowa, potrafi zdziałać cuda! Luna jest słodziakiem, to widać! :)

    • Ależ oczywiście, że czuje. Dzieci kochają być pieszczone! Jak zresztą pokazał ten bezduszny eksperyment, bez tego nie da się żyć! :(

  • Głaski – jakie piękne określenie! Tak – musimy się głaskać, w końcu są to najprzyjemniejsze elementy w rodzinnym życiu! Bo choć banalne to będące siłą napędową na cały dzień :)

    • Głaskać nie dosłownie oczywiście. Ale wiemy o co chodzi. Trzeba się po prostu dopieszczać w jakikolwiek sposób! ;)

    • Dokładnie oto mi chodziło :D „Głaskać”, „głaskać” i jeszcze raz „głaskać”! Byleby nie przesłodzić ;) Bo i to może zaszkodzić

  • Uwielbiam Cię czytać! Chłonę każdy Twój post, każde słowo i widzę w Tobie swoją „bratnią duszę”. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żebym się nie zgodziła z Twymi tekstami :) Chociaż Ty obierasz wszytko w mądrzejsze słowa, niż zrobiłabym to ja :)
    Pozdrawiam i czekam na więcej.
    P.S. udostępniam ;]

    • Ależ mi miło! Tym bardziej, jeśli się zgadzasz i jeszcze do tego udostępniasz hihi! :*

      Myślę, że też potrafisz ubrać wszystko w mądre słowa. Ja nie uważam, żeby moje były jakieś wyjątkowe i jestem przekonana, że potrafisz tak samo, albo i lepiej. Spróbuj, to się przekonasz! :)

  • Komentarz powyżej – myślę podobnie. Pięknie piszesz, pięknie jest u Was. Nie muszę Cię znac osobiście, aby wiedzieć jaka jesteś. Cud miód malina :-)

  • Nawet sobie nie wyobrażam, żeby nikt się do mnie nie odzywał. Jak mi się czasem zdarza być przez kilka godzin sama, to zaczynam mówić sama do siebie :-)
    Piękny pokój ma Tośka.

    • Tak, ciągłe milczenie potrafi chyba zabić. Ja nie znoszę, ale wiem, że są ludzie, którzy uwielbiają. Mimo tego myślę, że wszyscy potrzebują ciepła, nawet tego milczącego! ;)

      Ja też się łapię na tym, że gadam do siebie, albo włączam radio, czy chwytam za telefon. Choć już lubię być sama ze sobą i ze swoimi myślami. Ale nauczyłam się tego dopiero niedawno. Kiedyś zagłuszałam wszystkie swoje myśli i nie umiałam w ogóle się ogarnąć w samotności… Dzisiaj mi dobrze, gdy mogę pobyć trochę sama.

  • O, zdecydowanie. Im jestem mniej zajęta swoim dzieckiem, tym bardziej ono chce zwrócić moją uwagę swoim zachowaniem. Co nie znaczy, że zajmuję się nim w każdej sekundzie życia, nawet dziecko potrzebuje odrobinę przestrzeni, wolnego powietrza i spokoju od rodzica. :)

    • Jak najbardziej! Ja pisałam o tych niegrzecznych dzieciach, na które nie zwraca się w ogóle uwagi, a rodzice zdziwieni dlaczego jest tak, a nie inaczej ;)

    • Rodzice zwykli się dziwić najoczywistszym rzeczom. Np. dlaczego dziecko płacze, gdy się mu czegoś zabroni. Albo dlaczego dyskutuje, zamiast jak robot spełniać polecenia. ;)

    • Albo dlaczego, jak już się ją przymusi szantażem, obiecaniem kary czy przekupstwem, by tę sukienkę założyła, to kwadrans później ubrudzi ją błotem z placu zabaw. ;)

  • Tekst cudowny, jak zwykle. Choć chyba pierwszy raz komentuję. U nas z głaskaniem i przytulaniem dzieci jest jak u Fockerów (dyplomy choćby za 10. miejsce też kiedyś wywiesimy, a co). Antek nawet jak się zdenerwuje i płacze, po etapie złości podchodzi i prosi o przytulenie: „Musisz mnie uspokoić…”. Pokój Tosi przepiękny, tyle przestrzeni :) I zero kotów pod łóżkiem :D

    • Kochana, zapraszam więc częściej do komentowania! ;)

      Kotów z kurzu brak, bo staram się odkurzać hehe. Kotów żywych brak, bo Tośka by od razu zabiła hahaha! :*

  • Jak zawsze Twój wpis daje mi do myślenia :) Mądra z Ciebie Babeczka, wiesz? :)
    A tak na marginesie – gdzie kupiłaś to tipi (czy sama szyłaś???) Chcę coś podobnego moim chłopakom sprawić żeby mieli swoją super kryjówkę w pokoju ;) :)

    • E tam, żadna mądra. Raczej przemądrzała. Zawsze się zastanawiam, czy to w ogóle ma sens to moje mądrowanie… ;)

      O tipi już pisałam na priv. Całuski! :*

  • Świetny tekst. Czytałam kiedyś o tym okrutnym eksperymencie. Straszne, gdy człowiek sobie uświadomi, że coś takiego stało się naprawdę, że te dzieci, które tak bardzo potrzebowały miłości miały tak krótkie i smutne życie. Głaski faktycznie są bardzo potrzebne. Ja jestem uzależniona od przytulania, i moje dzieci już chyba też :) Czasem obraca się to przeciwko mnie, gdyż włażą na mnie oboje rozpychając się, chcąc zabrać jak najwięcej przestrzeni dla siebie (w sensie każde dla siebie) , powodując straty w postaci siniaków, kuksańców i innych cudnych i delikatnych pieszczot :). Taka karma :)

    • O tak! U nas to samo! Tośka się rozwala, rozpycha, kopie, smyra mnie, głaszcze, przytula, ale to chyba dlatego, że widzi, jak ja robię z nią to samo! Nie wyobrażam sobie życia bez tej bliskości! :)

  • jej tez djecia sa cudowne!!! :) corcia wspaniala..a ten piesek to maskotka czy prawdziwy? pozdr.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.