Życie cudem jest…

 

Miał być zupełnie inny wpis. O zmianach, o moich potrzebach zmian i wszystkich innych nieważnych sprawach… Dlaczego nieważnych? Bo tak naprawdę nic nie jest istotne w obliczu tragedii. Ludzkich tragedii. A te spotykam na każdym kroku…

Ja wiem, że dla każdego jego życie jest najważniejsze i nikt nie będzie się przejmował dotkliwie czyjąś krzywdą, jeśli nie dotyczy to jego samego, bądź jego rodziny. To normalne, ludzkie i oczywiste. Jednak warto czasem pochylić się nad czyimś nieszczęściem. Po to, by wyzwolić w sobie, często głęboko skrywaną, empatię. Po to, by uświadomić sobie, czysto egoistycznie, że życie jest cudem. Po to, by wesprzeć kogoś dobrym słowem. Tylko tyle i aż tyle! Bo cóż więcej możemy zrobić dla osoby, która zmaga się z ciężką chorobą własną, lub kogoś bliskiego? Jeśli nie mamy mocy sprawczej w postaci bycia lekarzem, uzdrowicielem, bogiem – możemy jedynie współczuć i wspierać.

Mam koleżankę. Imprezowałyśmy razem, jeszcze kiedy obie byłyśmy młode, piękne, nie miałyśmy dzieci i mieszkałyśmy w Łodzi. Dziś ja powróciłam do miasta czterech kultur, a ona wyemigrowała do Berlina. Karolina ma raka. Raka piersi. Piszę to w czasie teraźniejszym, bowiem dla mnie ta choroba jest jak alkoholizm. Choruje się już całe życie. Nigdy nie wiesz, czy nastąpi nawrót i czy nie przegrasz walki z kretesem. Póki co, Karolina czuje się dobrze. Ma cudnego synka, jest bardzo uzdolniona, projektuje ubrania i pisze bloga. O sobie, o swojej walce z nowotworem, o życiu z piętnem tej paskudnej kreatury. Pisze, by uświadomić ludzi, jak ważna jest profilaktyka. Myślę, że bardzo jej to pomaga. Oby pomogło również innym.

Mam koleżankę. Bardzo pozytywna z niej osoba. Potrafi być wredna, potrafi też być kochana. Dziewczyna z krwi i kości. Życie doświadcza ją na każdym kroku. Najpierw poważna choroba mamy, teraz taty. Znacie ją dobrze. Jedni ją wielbią, inni nienawidzą. Ale czymże są wszelkie antypatie i uprzedzenia wobec tragedii, jakie spotykają ją i jej rodzinę? Musicie mi wierzyć na słowo, że im więcej na nią spada, tym lepiej sobie radzi. Jest cholernie silna i tej siły można się od niej uczyć. Czerpać garściami umiejętność radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. Marlena ma cudne dzieci, wiedzie normalne życie, spełnia się jako mama i kobieta i pisze bloga. O sobie, o dzieciach, o rzeczach ważnych i pierdołach. Pisze o życiu.

A życie potrafi być piękne i wredne jednocześnie. Obie dziewczyny doświadczyły tego bardzo boleśnie. Choć nawet się nie znają, wiele je łączy. Dotknęło je to okrutne cholerstwo, które przyszło w najmniej oczekiwanym momencie, całkowicie znienacka.

Bo choroby nikt się nie spodziewa. Ona puka do naszych drzwi i nie czeka, aż jej otworzymy. Po prostu wchodzi. Zupełnie nieproszona. Panoszy się i stroszy pióra niczym paw. Nie sposób się przed nią uchronić. Prędzej, czy później dopadnie każdego. Warto o tym pamiętać, żyjąc swoje życie. Przeżyć je tak, by nie musieć niczego żałować. Cieszyć się każdą chwilą, drobnostką, małym szczęściem. Umieć wykorzystać dany czas, bo nigdy nie wiadomo, kiedy iskra w oku zblednie, a płomyk istnienia zgaśnie na zawsze…

Ucz się żyć najpiękniej, jak tylko to możliwe.
Bądź dla siebie hojny i niezbyt surowy.
Nieś dobre słowo i uśmiech.
Nie bądź zacietrzewiony w swych uprzedzeniach.
Dbaj o siebie i innych.
Nie planuj wszystkiego.
Daj się czasem ponieść szaleństwu chwili.
Nie tkwij w miejscu, w którym Ci źle.
Nie bój się zmian.
Pracuj nad sobą.
Szukaj szczęścia w tym, co już masz.
Nie bądź pazerny.
Bądź rozważny.
Spędzaj każdy dzień tak, jakby miał to być Twój ostatni dzień na tym świecie.
Kochaj i pozwól się kochać.
Żyj!

Bo życie jest prawdziwym cudem.
Choć pięknym, to tak bardzo kruchym…

„Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko”. – Albert Einstein

 

karolinamarlena2

52
15 Komentarzy w
“Życie cudem jest…”
  • Potrzebowałam tego posta, jak żadnego innego…od dwóch lat zyje tragedią ktora spotkała moją rodzinę, od dwóch lat doceniam wszystko co daje mi los, od dwóch lat tęsknie do granic mozliwości i czekam na ukojenie bólu po stracie najbliższej osoby. Ceńmy życie, rzeczy proste, zwykłe, szare bo w nich jest cały cud. Cieszmy się najbliższymi, rodziną, wspólnymi chwilami , bo jedna sekunda może nieodwracalnie wszystko zmienić.

    • Tak mi przykro, Ewelina…

      Ale cudowne jest to, że potrafisz docenić tę chwilę, tę radość płynącą z każdej drobnostki. Niech ci się dobrze i pięknie żyje, kochana! :*

  • Na swój sposób wszyscy jesteśmy podobni i bliscy sobie w tego typu doświadczeniach. To smutne i budujące jednocześnie. Cytat, który przytoczyłaś, poznałam kilka lat temu, podczas terapii i wtedy z dnia na dzień zdecydowałam, że wybieram tę drugą drogę. Okazała się dużo łatwiejsza i przyjemniejsza. Patrzenie na życie w ten sposób wcale nie ułatwia godzenia się ze stratą, ale przynajmniej nie rzuca mi pod nogi kolejnych kamieni w trudnych chwilach.

    • Niestety, wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. Nie mają znaczenia nasze poglądy, kolor skóry, czy wiara… Dlatego tym bardziej powinniśmy się szanować za życia i szanować życie. Takie proste, a takie trudne zarazem… I tak, lepiej myśleć, że wszystko jest cudem. Łatwiej przejść przez trudy życia wszelakie. Pozdrawiam Cię gorąco! :*

  • Najpiękniejsze, najważniejsze refleksje przychodzą w skrajnych sytuacjach. Do tych jakże trafnych punktów dodałabym – pamiętaj o powyższych, codziennie…

    • Pamiętać o skrajnych sytuacjach? A może właśnie nie warto? Może lepiej w ogóle nie myśleć o tragediach, o smutkach i żyć, ciesząc się ot tak po prostu? A może trzeba pamiętać o tym, co złe? Nie wiem… Ale warto czasem zadumać się, przystanąć, pomyśleć. Nie tylko 1 listopada, nie tylko, gdy umrze celebryta…

    • No nie… kompletnie nie o to mi chodziło. Pisząc – „pamiętaj o powyższych, codziennie…” miałam na myśli pamięć o Twoich powyższych, nie o moich. I właśnie to o czym mówsz – by mieć te zasady z tyłu głowy każdego dnia! „Nie tylko 1 listopada, nie tylko, gdy umrze celebryta…”. Czyli generalnie mówimy o tym samym.
      Co do skrajności – musiałabym rozwinąć byśmy lepiej się zrozumiały jednak o tym wolałabym na prv.

  • aż nie mogę…
    moją ukochaną teściową właśnie mąż wiezie do szpitala w stanie… nie wypowiem tego słowa.
    na moim blogu wpis ostatni… o chorobie….
    i mam wrażenie, że wszędzie tylko takie wpisy widzę. to tak jak pragniesz dziecka i wszędzie widzisz kobiety w ciąży.
    tylko z tą różnicą, że ty chcesz uciec jak najdalej od tego .. a na każdym rogu czyha jakaś informacja.. i to przybliża cię jeszcze bardziej czy chcesz czy nie. ale też pomaga zmagać się z tym jeszcze bardziej. pomaga wiedzieć, że nie jesteśmy na świecie sami z chorobą…

    • Niestety to taki syndrom… Ale to normalne, bo Twoja uwaga skupiona jest tylko na jednym… I wiem, że ciężko coś z tym zrobić, ciężko od tego uciec, bo to siedzi w naszej głowie… Ale warto trochę się zresetować, pomyśleć o czymś przyjemnym, choć przez chwilę. Naprawdę takie chwile, momenty, drobnostki potrafią zdziałać cuda. Tego może nie widać, ale nasz układ nerwowy i organizm będzie nam za to bardzo wdzięczny. Stres zjada od środka. Zabija. Pozytywności Iwonko i zdrowia dla teściowej! Gorące uściski! :*

  • Los jest totalnie nieprzewidywalny… Zabiera wtedy, gdy oczekujemy, że coś dostaniemy. Zdarza się jednak, że daje, gdy już na nic nie czekamy. Tak właśnie jest w przypadku chorób, czy wypadków. Człowiek nigdy nie jest na to przygotowany. Ale mimo zaatakowania znienacka, trzeba być na tyle odważnym, by podjąć walkę. Podziwiam każdą kobietę, matkę, przyjaciółkę, każdego człowieka, który staje w ringu. Ja nie wiem, czy bym umiała. Dlatego tyle mi zajęło podjęcie deycyzji o zostaniu mamą…. Paraliżował mnie strach, a co jesli „coś” się stanie mnie lub dzieciom? Kto to udźwignie? Kto stawi czoła?

    Za trzy miesiące zostanę mamą i czytam dzisiaj o śmierci młodej, utalentowanej aktorki, mamy trójki cudnych istotek…. i strach powrócił…

    • Marta Tobie nie wolno teraz o tym myśleć! Daj sobie spokój, zajmij się sobą, naprawdę! To jest Twoje życie i możesz nim pokierować jak tylko chcesz. Fakt, że choroba nie wybiera, ale chodzi o to, żeby pięknie żyć za życia właśnie! A Ty chyba to potrafisz i tak Ci tam dobrze i wydajesz się być taka szczęśliwa… Pielęgnuj to i dbaj o siebie i swoich wszystkich trzech chłopaków. Nie myśl za dużo, tym bardziej w ciąży. To nie pomaga, a może zaszkodzić. Jesteś młoda, zdrowa i piękna. Odrzuć pesymistyczne myśli. Codziennie na świecie umierają ludzie. Ona nie jest wyjątkiem. Uśmiechów tysiąc Kochana! :***

  • Wychowałyśmy się z Gośką na jednym osiedlu, dobrze się znałyśmy, nasze drogi krzyżowały się w przyjaźni i niedoli, ojcowie alkoholicy, dorosłyśmy, każda poszła w swoją stronę.
    Leżę na plaży kilka lat temu, dzwoni mama, Gośka zmarła na raka. jakby mi ktoś w mordę dał. Pierwsza myśl: jezu, ona ma małe dzieci. Zostały bez matki…

  • Piękny i bardzo szczery post …Tak sobie myślę, że trzeba żyć chwilą, aby nie stracić z oczu tego cudu, jakim jest życie. Ciągle za czymś gonimy, dążymy do czegoś, a to zwykła iluzja … Szczęście jest tak blisko nas …. zabawa z dzieckiem….wspólny spacer brzegiem morza… Chciało by się powiedzieć Carpe diem ! Pozdrawiam ciepło

    • Dokładnie tak jak piszesz. Trzeba szukać szczęścia, w tym, co obok, co w nas. Bo można przeżyć życie, goniąc za niedoścignionym, a nie zauważyć tego, co mamy pod ręką…

      Ściskam Cię mocno! :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.