Zmiany

 

„Jesteś jak Ameryka. Żeby zrobić porządek najpierw robisz wielki chaos” – powiedział mi kiedyś Lucek.

Bo ja to mam tak, że gdy już zabieram się za generalne porządki, to najpierw muszę dosłownie wszystko powyciągać, porozwalać, przejrzeć, następnie jakieś rzeczy oddać, inne wyrzucić, a pozostałym znaleźć nowe miejsce.

Kocham zmiany. Małe, duże, wszelakie. Ciągle muszę robić przemeblowania, coś przestawiać, przesuwać, modyfikować. Ciągle muszę się przemieszczać, wyjeżdżać, podróżować. Nie potrafię żyć bez przerwy w takim samym krajobrazie. Fakt, że z wiekiem trochę mi to przechodzi, ale nadal uwielbiam ten dreszczyk emocji podczas wszelkich metamorfoz. Nawet jeśli oznacza to tylko przesunięcie stołu o 20 centymetrów w prawo.

Wiecie więc już jak się obecnie czuję, gdy stoję u progu przeprowadzki do nowego mieszkania. Nie wiem już którego z kolei. Dawno straciłam rachubę…

Czekam na dzień, gdy usiądziemy kiedyś z kubkiem kawy na własnym ganku, a gromadka dzieci będzie biegać po naszym prywatnym kawałku trawy, z dala od zgiełku pędzącego miasta. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś o tym zamarzę. Że przyjdzie moment, gdy zapragnę zamienić szum samochodów na szum drzew, a światła neonów na blask ogrodowych lamp. Ale ta myśl kiełkuje we mnie od jakiegoś czasu, więc szykuje się kolejna zmiana. Może w tej materii ostatnia…

Póki co jestem podekscytowana obecną zmianą, ale nasze stare lokum wygląda jak po wybuchu bomby atomowej. A ja w swoich porządkach dotarłam już nawet do starych zdjęć na dysku. Tam również mam bałagan wymagający uporządkowania. A jak wszystko, to wszystko, prawda?

Raczę Was dzisiaj kadrami z weekendowego wypadu do Szkockiego Rancza sprzed ponad półtora roku. Wtedy jeszcze mieszkaliśmy w Warszawie. Od tego czasu w naszym życiu zmieniło się wiele. Zmieniła się Tośka, okoliczności, my się zmieniliśmy…

Magia fotografii polega na tym, że zamykając rzeczywistość w kadrze sprawia, iż po czasie wszelkie zmiany stają się namacalne, bardzo wyraźnie widoczne. Uwielbiam powracać do tych wspomnień, jednocześnie ciesząc się na to, co dopiero nadejdzie. A co to będzie, zależy już tylko od nas samych…

 

DSC_3029DSC_2636DSC_2572DSC_2551Untitled-3DSC_2575Untitled-6DSC_2595DSC_2612DSC_2654DSC_2665DSC_2344Untitled-7DSC_2383DSC_2391Untitled-5DSC_2914Untitled-1DSC_2461DSC_2538Untitled-2DSC_2807DSC_2437DSC_3068DSC_2702Untitled-4DSC_3072

 

PS. Tak, wiem, słabe zdjęcia, to chyba też się zmieniło… ;)

16
14 Komentarzy w
“Zmiany”
  • Skąd ja to znam;) Maks od urodzenia miał z 6 razy przemeblowywany pokój ;) Nie mówię o naszym pokoju :D A Tośka cudna!

  • To zdjęcie z biegnącą Tosią i Luckiem stojącym jest takie rozczulające :D Uwielbiam takie małe szkraby i tę ich „ciamajdowatość” :D Zdjęcia faktycznie inne, chyba też na innym sprzęcie robione?

    • Tak, tak, wtedy kompletnie nie miałam pojęcia o robieniu zdjęć. Zresztą dzisiaj wiem niewiele więcej hahaha. Im więcej wiem, tym wiem mniej – serio! Dopiero brałam raz na jakiś czas aparat do ręki. Zakochałam się i tak mi zostało… ;)

  • Tosia, mega słodziak i taki gapcio ;)
    Ze zmianami mam podobnie, przynajmniej raz w roku robię gruntowne przemeblowanie naszego mieszkania, łącznie z wierceniem dziur w ścianach , szpachlowaniem, przewieszaniem luster, przestawianiem kanap, mebli, stołów. Nie lubię jak wszystko jest tak przytwierdzone na amen, dla mnie meble musza być ruchome, takie żeby je tylko poderwać i zmienić zupełnie wygląd, nadać nową funkcjonalność. Nie wiem czy to normalne, rodzina trochę dziwnie na mnie patrzy ;)

    Już nie mogę się doczekać widoku tych Twoich plafonów na suficie, starych dwuskrzydłowych drzwi i skrzypiącej podłogi…mieszkałam kiedyś na Kilińskiego w starej kamienicy z loggią, w której tata postawił wielką palmę, uwielbiałam tam przesiadywać. Stare kamienice mają swój czar ;)
    Zmiany są wspaniałe!
    Jak zwykle kilka porwanych wątków…ekhm.

    • No to masz dokładnie jak ja! Mam w życiu takie okresy, że zmieniam wszystko co weekend! Ale to chyba jak już totalnie mi się nudzi, albo mam mega dużo pracy (swojego czasu nauki) – tylko te dwie opcje :P Lucek jest w szoku, jak można być tak nienormalnym hahaha.

      Nie wiem dlaczego, ale mam dziwne wrażenie, że nasi nowi właściciele położyli panele na parkiet. A to grzech śmiertelny jak dla mnie! No ale ostatnio coraz częściej spotyka się takie dziwne rozwiązania. Podłoga więc nie skrzypi, a mieszkanko po remoncie, w sumie wygląda jak nowe. Niedługo przyjedziesz to zobaczysz! ;)

    • Hahaha. Jak studiowałam, to też miałam zawsze wysprzątane na błysk i ciasto upieczone podczas sesji. :oP

    • Aż tak bardzo chyba kopiować Cię nie będę hehe. Wystarczy mi dom w pierwszej strefie, ale z daleka od miasta – czyli jakieś 20 minut od centrum hahaha :*

    • Hahaha, tak się mówi o osobach, gdy nie wiadomo, co o nich powiedzieć. To takie neutralne: sympatyczni! :)))

      A tak serio, to Tośka niezły pulpecik był co? ;) W ogóle na piersi bardzo przytyła i to ekstremalnie szybko. Po odstawieniu dopiero powolutku zrzucała te swoje węglowodany i dzisiaj już jaka mała dama! ;)

      Buziaki!

    • Miałam napisać „fajni”, ale drażni mnie to słowo trochę, taki banał ;) a ja się szczerzę, jak na Was patrzę!

    • Masz rację, fajni to takie dziwne określenie, jeszcze gorsze od sympatyczni hahaha. No ale wszyscy wiemy, o co chodzi i fajnie, że jesteśmy sympatyczni! :) ♥

  • „Czekam na dzień, gdy usiądziemy kiedyś z kubkiem kawy na własnym ganku, a gromadka dzieci będzie biegać po naszym prywatnym kawałku trawy, z dala od zgiełku pędzącego miasta.”

    Ja też :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.