Jak bawić się z dzieckiem?

Niedawno, w tym poście, usprawiedliwiałam się przed Wami i samą sobą. Pisałam, że w natłoku spraw, które spadły mi na głowę, odpuściłam bycie super mamą. I kiedy usiadłam do napisania relacji z warsztatów kreatywnej zabawy LEGO DUPLO, na których byłyśmy w Warszawie z Tośką, przypomniały mi się słowa Małgorzaty Ohme, która prowadziła to spotkanie.

„Pozwólmy sobie na bycie nieidealnym rodzicem. Dajmy sobie prawo nudzić się podczas zabawy!” – tłumaczyła.

Bo czy każda zabawa musi być edukacyjna? Czy zawsze musimy mieć czas i ochotę bawić się z naszym dzieckiem? Myślę, że w dzisiejszych, jakże trudnych czasach, ostatnią rzeczą, której potrzebuje rodzic, jest nadmierna krytyka samego siebie. Ciągle dążymy do perfekcji, wymyślamy idealne gry i zabawy, zapełniamy każdą minutę w grafiku dziecka, kupujemy mu tony zabawek, które mają umilić mu czas, bo przecież we współczesnym świecie nie ma miejsca na nudę! Robimy to wszystko, bo wydaje nam się, iż tylko w ten sposób wychowamy dziecko zdolne, inteligentne, kreatywne.

A prawda jest zgoła inna. Nie jesteśmy w stanie nauczyć dziecka bycia kreatywnym. Kreatywność możemy tylko rozbudzić, popchnąć dziecko do działania. A najlepszym na to sposobem jest pozostawienie mu dużej swobody podczas zabawy. Pozwolenie na to, by samodzielnie tę zabawę prowadziło.

Bo czymże jest kreatywność? Najbardziej podstawowa definicja mówi, że jest to zdolność do tworzenia czegoś nowego. A w jaki sposób dziecko ma coś stworzyć, jeśli wszystko podajemy mu na tacy? Jeżeli nie dajemy mu szansy się nudzić w czasie wolnym?

To właśnie z nudy w zabawie powstają najlepsze pomysły. Z potrzeby. Z braku nadmiernego posiadania. Wtedy centymetr potrafi być stetoskopem, a klocek psem. Dziecko pozbywa się schematów w postrzeganiu i rozumieniu świata. Tworzy, kreuje…

Bardzo ważnym jest, by nie oceniać pomysłów dziecka. Jeśli zbudowało dom do góry nogami, narysowało czarne drzewo, albo czerwone niebo, nie mówmy mu, że to nie tak, bo dach jest na górze, a niebo przecież jest niebieskie. „A kto powiedział, że niebo musi być niebieskie?” (cyt. Mała Mi, Muminki). Pozwólmy, by dziecko samo przekonało się o trafności i oryginalności swojej twórczości.

Kiedy dajemy dziecku zabawkę, nie pokazujmy od razu jak ma się nią bawić. Pozwólmy mu samodzielnie odkryć jej przeznaczenie. Może się okazać, że siodełko rowerka stanie się stołem na wystawne przyjęcie, zestaw klocków do budowy zamku zostanie użyty do stworzenia odrzutowca, albo te same klocki posłużą za owoce sprzedawane w wyimaginowanym sklepie.

Kiedy Monika pokazała ascetyczny pokój swojej córki, pod postem na Facebooku padło pytanie: „Czym bawi się Twoje dziecko? Bo jeśli tylko tym co widzę, to moje umarłoby z nudów”. Osobiście nie znam przypadku dziecka, które umarłoby z nudów. Szkoda, że rodzice nie doceniają swoich pociech i ich kreatywności, z góry zakładając, że dziecko do szczęścia potrzebuje sterty zabawek. Szkoda, że nie dają im się w tej zabawie trochę ponudzić…

A czasem wystarczy wręczyć im karton, patyki, fasolę, groch, kasztany, klocki, czy kredki i po prostu NIE PRZESZKADZAĆ!

Dajmy się zadziwić, gdy pokój dziecka zmieni się w zaczarowany ogród, gdzie wszystko jest „na niby”, a takie realne, prawdziwe i piękne…

 

DSC_0246DSC_0264DSC_0262Untitled-5DSC_0348Untitled-1DSC_0238Untitled-2DSC_0433DSC_0430DSC_0235DSC_0231Untitled-4DSC_0218Untitled-3DSC_0427DSC_0415

LEGO DUPLO to zabawka, która pobudza wyobraźnię, rozwija kreatywność i wzmacnia poczucie pewności siebie u małych dzieci. Z LEGO DUPLO maluchy mogą zbudować wszystko, co tylko przyjdzie im do głowy – pojazdy, zwierzęta, domy, zamki i inne budowle własnego pomysłu. Klocki LEGO DUPLO to dobra zabawa i rozwój dla dzieci w wieku przedszkolnym, już od 1,5 roku. Dzięki klockom LEGO DUPLO dziecko może bawić się kształtami i kolorami, odkrywając sposoby ich łączenia. Zestawy LEGO DUPLO można mieszać i łączyć, tworząc coraz to nowe okazje do zabawy. Dzięki dbałości o projekt i ciągłym staraniom o zwiększanie jakości klocki LEGO DUPLO są bezpieczną i trwałą zabawką.

A zabawka to tylko początek. Reszta to czas poświęcony na wspólną zabawę.

 

24
41 Komentarzy w
“Jak bawić się z dzieckiem?”
  • Bardzo dobrze napisane. Mam nieodparte wrażenie, że współczesny rodzic wpada w pułapkę: próbuje uczyć dziecko kreatywności będąc z nim non stop, wymyślając za nie zabawy, niemal bawiąc się za nie… A tak jak piszesz: kreatywność rozwija samodzielne myślenie i nuda właśnie! Wystarczy przypomnieć sobie, jak my bawiliśmy się 20 lat temu i porównać to z zabawami naszych dzieci. To my, z którymi rodzice naprawdę niewiele się bawili, byliśmy znacznie bardziej kreatywni niż współczesne dzieciaki. Dlaczego? Bo nie podawano nam wszystkiego na tacy pod sam noc, bo nie mieliśmy przesytu obecności rodzica w zabawach i nadmiaru rzeczy.

    • To chyba wszystko presja bycia super rodzicem. A pisałam już o tym, że warto dać sobie dyspensę. Dla dobra swojego i – jak się okazuje – dzieci ;)

    • Ja nie miałam tony zabawek, ale się nie nudziłam. Wymyślałam sobie zabawki i zabawy. Jednakże pamiętam do dziś jak bardzo marzyłam o tym czy tamtym.
      Teraz, kiedy łatwiej o zabawki, chcemy też trochę zrekompensować dzieciom te swoje niezrealizowane marzenia. Tak myślę. Poza tym, zabawki są teraz tak piękne, że ja sama muszę się przekonywać, że Madame na prawdę nie jest potrzebna kolejna szmacianka, co z tego, że taka piękna. ;o) Ciężko czasem nie kupić tych piękności…

    • Argillae, ja także zauważyłam, że rodzice spełniają bardziej swoje marzenia, niż marzenia dzieci. Po transformacji, gdy kapitalizm zaczął święcić triumfy, ludzie zachłysnęli się możliwością posiadania. Wszystko jest dostępne od ręki, wszystko można kupić, bez stania w kolejkach. Dla wielu posiadanie stało się wyznacznikiem szczęśliwego życia i pozycji w społeczeństwie. Ciekawe, czy ludzie się ogarną i wrócą do korzeni, kiedy bardziej liczyło się to, by być, niż mieć. Bo w sumie co te wszystkie rzeczy nam dają? Kompensują nam chyba pewne braki w życiu… Z drugiej strony gospodarka kręci się dzięki konsumpcjonizmowi, więc ciężko stwierdzić, co jest dobre, a co złe ;)

    • Chyba najważniejsze to mieć tego świadomość. Raz na jakiś czas pozwolić sobie na małe szaleństwo, ale nie dać się zupełnie temu konsumpcjonizmowi. ;o)

  • Tak! Zgodzę się, pozwólmy dzieciom wykazać się ich kreatywnością a nie kreatywnością rodzica :) Zaskoczą nas, na pewno :)

    • Mnie Tośka najbardziej zaskakuje na wsi, gdzie nie ma zabawek, tylko tworzy zabawki z tego, co pod ręką, co na podwórku :)

  • Przymuszanie do zabawy przynosi odwrotny skutek. Jeśli dziecko ma ochotę tylko wyrzucić klocki z pudła to niech wyrzuca – też fajna zabawa, nie musi od razu zbudować zamku 3D. Sama z wielką radością obserwuję jak ewoluują zabawy mojego niespełna dwulatka i staram się za bardzo nie wtrącać – dziecko w zabawie musi też nauczyć się samodzielności, w przedszkolu będzie miało kompanów o zabawy na swoim poziomie wyobraźni – znacznie wyższym od poziomu wyobraźni dorosłych.

    • Dokładnie! Wiesz Agni, mama mi opowiadała, że zrobiono takie doświadczenie: dano grupie dorosłych i grupie dzieci spinacz i kazano wymyślić dla niego zastosowanie. Dorośli znaleźli około 5 zastosowań. Dzieci około stu. Niewiarygodne? Myślę, że bardzo realne ;)

  • Super! Świetnie to napisałaś, szczególnie podoba mi się zdanie, że najlepsze pomysły powstają z „braku nadmiernego posiadania”. W sedno. Moja córka ma pól roku i (na razie) sama decyduję co jej kupić a co nie. Już teraz widzę, że wcale nie potrzebuje wiele, dlatego przystopowałam i stawiam na jakość i prostotę. Wystarczy jedna, dwie porządne zabawki interaktywne, jakieś klocuszki, ulubiony gryzak, coś do przytulenia. Wszystkie jej zabawki mieszczą się w plastikowym pudełku wielkości dwóch małych pudełek po butach. Nie wiem co będzie, gdy sama zacznie domagać się różnych rzeczy, ten etap jeszcze przede mną.

    Co do Lego – całe dzieciństwo się nimi przebawiłam i moja córka też będzie je miała. Wolę jedne porządne klocki od pierdyliarda plastikowego badziewia. Poza tym, sama chętnie z nią pobuduję :) Ten zestaw z zamkiem i księżniczką jest prześliczny, kolory fajne ma. Tosia jak zawsze miszcz! Jestem nią zauroczona od pierwszego zdjęcia jakie zobaczyłam. Pozdrawiam!!

    • Na bank zacznie! I wtedy ciężka sprawa, ale trzeba tłumaczyć dziecku. Ja i tak uważam, że Tośka ma za dużo, choć jak tak obserwuję, to ma zdecydowanie mniej od innych dzieci. Dlatego co jakiś czas robię rewizję i oddaję bardziej potrzebującym. W ten sposób zabawki dostają drugie życie, a ja mogę kupować nowe – ku uciesze naszej gospodarki ;)

    • Ach, no i wielkie dzięki za miłe słowa! Tak, zamek jest czaderski, choć wiem, że są mamy, które nie uznają różowego koloru, a ten jest wyjątkowo księżniczkowaty ;) Ale Tośka go uwielbia i chętnie – nawet nie buduje – ale odgrywa scenki i używa klocków do wyimaginowanych zabaw. Serio Duplo u nas się sprawdza – ona się klockami po prostu bawi, co mnie szokuje, bo wcześniej w ogóle ją to nie kręciło. Chyba ten różowy zamek, który dostała w prezencie tak na nią zadziałał. Mistrzowie marketingu hahaha. Pozdrowienia!

    • Ja postawiłam na zestawy klocków podstawowych plus kilka figurek. Aktualnie Madame „buduje” przedszkola dla figurek zwierzaków. Jak skończy (czytaj skończą się klocki), to rozbiera i znów buduje. Na razie się nie bawi, ale Mikołaj już zanabył ogromny zestaw z pociągami (a takie spełnianie marzeń z dzieciństwa mamy i babci :oP ), więc może się wciągnie też w zabawę. Uwielbiam lego!

    • Właśnie, w tych klockach fantastyczne są figurki. Tośka odgrywa scenki i lubi zabierać różową (jakże by inaczej!) księżniczkę wszędzie ze sobą! Taki zamiennik lalki. ;)

  • Bardzo to wszystko trafne
    Moje podejście jest zupełnie takie samo.
    A wyrzuty sumienia to coś bez czego dzisiejsi Rodzice chyba nie potrafią się obejść…

    • Powinni robić szkolenia dla rodziców – „Jak pozbyć się wyrzutów sumienia i przestać spinać tyłek, czyli każdy rodzic jest idealny” hehe. Może je poprowadzimy, Basia? I Makówę weźmy – ona jest totalnie wyczilowana! :D

  • No właśnie, nawiązując do tamtego pytania „Czym bawi się moje dziecko?” – chyba najmniej zabawkami. Uwielbia pudełka po chusteczkach w formie sześcianów, uzbierałam ich trochę. Buduje z nich piramidy, mury, wieże, do środka wrzuca najróżniejsze rzeczy, małe figurki, kasztany, kulki z plasteliny i robi z nich grzechotki. Po bokach mają kolorowe literki, więc przy okazji uczy się literek, ustawia kolorami. Muszę kiedyś pokazać u siebie tę genialną zabawkę:)
    Kiedy Luna miała niespełna rok, na zajęciach, na które wówczas z nią chodziłam poproszono wszystkich o przyniesienie ulubionej zabawki dziecka. Usiadłam nad pudłem zabawek i nie musiałam długo się zastanawiać – to była plastikowa rurka do chowania kabli. Długość ok. metra, szara, to nią najczęściej bawiła się moja córka odkąd miała kilka miesięcy. Była wężem, głuchym telefonem, można w nią było dmuchać, trąbić, zawiązywać na niej supły, świstała, gdy się nią kręciło. No genialna zabawka po prostu!
    A Lego Duplo? Nawet w naszym ascetycznym pokoju znalazło się dla niego miejsce, chowamy je do białych pudeł w kształcie klocków lego i wsuwamy pod białe łóżko;) Gdy wysypujemy, oczy wariują od kolorów. Tymi klockami uwielbiamy bawić się wszyscy, bo jest to zabawka genialna po prostu, jedna z niewielu, którą można nazwać kreatywną, bo rzeczywiście można z niej coś wykreować, za każdym razem coś innego, co tylko podpowie dziecku i nam wyobraźnia. A gdy patrzę na Lunę, jak ciekawe rzeczy potrafi z nich zbudować, jakie historie przy tym opowiada, jestem najzwyczajniej w świecie dumna.

    • No ta wypowiedź mnie zszokowała. Dlatego pozwoliłam ją sobie tutaj umieścić. Jak można myśleć, że nasze dziecko może się nudzić? Dzieci mają wrodzoną ciekawość i chęć doświadczania. Nie podasz dziecku na tacy, to weźmie sobie samo! Wymyśli, stworzy, wykreuje. Dlatego piszę o tym, żeby może otworzyć komuś oczy, że mieć jest fajnie, ale jeszcze fajniej jest być. Bo stracić wszystko można w każdej chwili. A tego co w środku nikt nam nie zabierze. Warto uczyć dzieci obchodzenia się bez gadżetów.

      Klocki są świetne, bo naprawdę mogą robić za miliony rzeczy i właśnie one rozwijają kreatywność, bo można z nich stworzyć wszystko. Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia dziecka.

      A rurka do chowania kabli mnie rozwaliła! Co powiedzieli, gdy ją zaniosłaś na zajęcia? :D

    • Też jestem ciekawa reakcji. ;o)
      Jedną z ulubionych zabawek Madame jest tona kubków po jogurtach – buduje z nich konstrukcje.

  • Witaj, czy ten obraz z alfabetem mozna gdzies zakupic? Post oczywiscie swietny, my tez posiadamy Lego duplo i czasami sie zastanawiam czy to ja nie lepiej sie bawie niz moja corcia ;-) pozdrawiam cieplo

    • Aniu, kupiłam go w second handzie za 10 złotych, więc nie jest to produkcja masowa, a rzecz z drugiej ręki sprowadzona ze Szwecji. Jak znajdę taki drugi to dam Ci znać, kupię i wyślę, jeśli masz chęć. :)

      Ja też się sama bawię Duplo i nie mogę się doczekać kiedy Tośka złapie fazę na Lego! Mamy jeden zestaw, ale Antka jest jeszcze zdecydowanie za mała i póki co to my bawiliśmy się z Luckiem. Dla niej Lego niestety za małe, więc Duplo na wokandzie. Buziaki!

  • Odnośnie kreatywności rozpisałam się na blogu blogojciec.pl, który opublikował bardzo podobny tekst do Twojego :) My też mamy Lego Duplo, ale używamy go do gotowania :)) No i mają dla mnie wielką zaletę – są duże i raczej ciężko na nie nadepnąć :))) A odnośnie nudy, to jest tak jak z powiedzeniem „potrzeba matką wynalazków”, tak samo można uznać, że nuda stymuluje do kreatywnych zabaw :) I przy okazji tego tematu, jeżeli pozwolisz, wspomnę o pewnym miejscu, które mnie bardzo zaskoczyło (pozytywnie). A mam na myśli Teatr Małego Widza w Warszawie. Teatr dla dzieci zawsze mi się kojarzył z cichym siedzeniem na widowni i wgapianiu się w scenę, wyciągając szyję, tak, żeby widzieć cokolwiek :) Dlatego zabierając małą pierwszy raz, byłam sceptycznie nastawiona. Ale to jedyne takie miejsce (pośród wszystkich w których byłam) stworzone właśnie z myślą o najmłodszych „widzach” :) nie trzeba być cicho, a sam spektakl polega głównie na zabawie, na zaciekawieniu maluchów (nie ukrywam, że aktor/aktorzy czasami się dwoją i troją, bo małe dzieci ciężko czymś zainteresować na dłużej niż jedna minuta). Jedyny teatr dla dzieci (a byłam już w wielu, bo kochamy z mężem sztuki teatralne i chcemy naszą pasję przekazać młodej), w którym spektakl jest dla widza a nie widz dla spektaklu. No i stworzone jest wszystko tak, żeby najmłodsi mieli frajdę. Kurczę, znowu się rozpisałam :P
    BTW. też nie słyszałam o dziecku, które by umarło z nudów :)

    • O rany, właśnie mi przypomniałaś, że nawet dostałam od nich zaproszenie! Musimy koniecznie się wybrać, tylko mieliśmy straszne urwanie głowy ostatnimi czasy, ale jak widać warto! Dziękuję i pozdrawiam! :*

  • Ojej!! Dziekuje Ci mocno za tak fajna odpowiedz :-) a wiesz ze ja juz wczoraj zastanawialam sie jak bym mogla sama zrobic taki alfabetyczny obraz, niestety rozmiarowo nie moglabym taki obraz literkowy wydrukowac, wiec juz myslalam ze moze sama namaluje ? Ale jesli nie sprawi ci to problemu to ja chetnie pisze sie na taki obraz, tym bardziej ze moja corka „posluguje” sie 3 jezykami jednakze chce aby takze miala rozeznanie w polskich literkach. Wybacz za pytanie ( nie sledze twojego blogu od poczatku) czy Wy mieszkacie w Szwecji? Ps. Dziekuje mocno za ten post, zdjelas ze mnie ciezar bycia idealna i ciagle co’s wymyslajacego rodzica . Ufff jak mi lzej :-) Dzieki!!!

    • Jeszcze w Szwecji nas nie było! :D
      Nie, mieszkamy w Łodzi! :)
      Ale mamy bardzo fajny szwedzki second hand, w którym jest dużo dobrego ;)

      Aniu, niedługo u mnie będą do kupienia różne alfabety to myślę, że znajdziesz coś dla siebie. Odezwij się do mnie na hello@minimaliv.com to dam Ci znać, jakbyś nie miała czasu śledzić bloga. Choć mam nadzieję, że będziesz! :D

      Buziaki!

  • Ja takze mam nadzieje, ze twoj blog bede sledzic :-) A co do Szwecji kto wie?? moze tez kiedys bedziecie ;) OK, bardzo chetnie bede informowana o wszystkich ciekawostkach z Second Hand :)
    Ps. Bede sie „przypominac” Co. Pare dni na twoj mail :), jesli oczywiscie odpowiada Tobie taka forma przypomnien:) buziaki XXX Pieknego dnia!

    • Ania to nie są ciekawostki z SH. To będzie mój projekt, już się robi ;)
      Buziaki dla Ciebie także! :*

  • Moje dzieci totalnie klockowe. Starszy synek zaczynał od Duplo, gdy skończył roczek. Miał zestaw z chatką Kubusia Puchatka. Potrafił godzinami przekładać misia przez drzwi do domu, spuszczać po zjeżdżalni czy karmić miodkiem. Potem przyszła kolej na inne zestawy Duplo, aż uzbierało się tego pokaźne pudło. Teraz tymi klockami bawi się młodsza siostra :) To najlepsza zabawka w naszym domu – nigdy się nie nudzi! Adaś przerzucił się natomiast w wieku lat 3,5 na Lego City :) A ostatnio ma fazę na Chimę. Zbankrutować można na tych zestawach, ale wiem, że kupując dziecku taką zabawkę, nie rzucą jej po chwili w kąt, więc w sumie to dobra inwestycja. Zabawka na długie lata.

    A co do zabaw bez zabawek to młodsza córa jest w tym przypadku lepsza od brata. Często bawi się praktycznie wszystkim, co zabawką jako taką nie jest, dlatego zawsze mam dylemat, gdy ktoś się mnie pyta, co kupić małej w prezencie, czym się bawi ;).

  • Bardzo fajny blog, czytam sobie często. A ten szwedzki second hand to możesz zdradzić gdzie jest? Bo tak się składa, że też jestem z LDZ :) Anka

    • Cześć Anka! :)
      Super, że do mnie zaglądasz.

      Ten SH jest na Piłsudskiego, Central 2, pod Sporterą. To jest polski SH oczywiście hehe, ale mają rzeczy sprowadzane ze Szwecji i spory dział z rzeczami do domu, co w SH jest rzadkością. Można naprawdę trafić na perełki, polecam! :)

  • Dziękuje za odpowiedź :) znam, bywam, mam nawet pare perełek z czasów studenckich, które nadal świecą, nazwijmy to, triumfy :) nie zorientowałam się bo mnie to „szwedzki” zmyliło :) miło tu u ciebie choć nie wiem czy miło to trafne określenie…ale na tą chwilę nie znajduję lepszego. Blogów z dziećmi, o dzieciach itp. jest teraz więcej niż mnóstwo i wszystkie są do siebie bardzo podobne. Ty nie piszesz o pierdołach, bronisz swojego zdania – w komentarzach, no i sprawiasz wrażenie babki z jajami :) dlatego tak tu miło :)

    • No wiem, czasem walnę byka jakiegoś :P

      Bardzo lubię ten sklep, bo czasem można ubrania za grosze znanych marek znaleźć, a te rzeczy do domu są niekiedy fenomenalne! Pół asortymentu sobie tam skompletowałam, łącznie ze sztućcami – srebrnymi! Jak zobaczyłam Rosenthala to wymiękłam! Albo produkty duńskich marek – klasa! Ja w ogóle mam mnóstwo rzeczy z SH. Uwielbiam, gdy przedmioty dostają swoje drugie życie. Poza tym to bardzo ekologiczne ;)

      Wiesz, Anka, czasami trzeba też o pierdołach, ale ja mam tyle do powiedzenia, że nie mogę samych pierdół pisać. Mam w głowie tyle tematów, o których wiem, że napiszę, ale trochę cienko przędę z czasem ostatnio, więc tak się to rozłazi…

      Z tym bronieniem zdania to jest różnie. Dobry temat poruszyłaś. Bo z jednej strony jeśli piszę post opiniotwórczy, z wyraźnym moim stanowiskiem, to wiadomo, że takie jest moje zdanie i nie wyobrażam sobie, żebym go nie broniła, gdy ludzie piszą bzdury i podważają przykładowo badania naukowców, którzy za swoje odkrycia dostali np. Nobla! (Patrz tekst o neurodydaktyce, ten o szkole).

      Ale czasem jest tak, że przyjdzie miła osoba o kompletnie odmiennym zdaniu, napisze w bardzo mądry, grzeczny sposób swój punkt widzenia i ja się zaczynam zastanawiać, myśleć… Bo czasem warto zrobić rewizję swoich poglądów, przemyśleć coś raz jeszcze. Nie tkwię jak debil w jednej opcji tylko szukam, a nikt nie jest nieomylny! Dlatego tak uwielbiam dyskusje z ludźmi i komentarze. Bo nawet jeśli z odmienną od mojej opinią, to wnoszą coś w moje życie. Wtedy nie walczę, a nawet potrafię przyznać się do błędu.

      Lecz, gdy mi przychodzi baba i nazywa neurobiologów nieukami to mam ochotę zbanować ją raz na zawsze. A i tak tego nie robię, bo może jeszcze kiedyś – jeśli się nie obrazi – napisze coś sensownego. Taką mam wiarę w ludzi ;)

      Pozdrowienia! :*

  • świetne te klocki. Moja córka uwielbia się bawić klockami, mimo iż nie posiadamy lego duplo. posiadamy na stanie inne.
    aha. moja do tej pory uwielbia bawić się kartonowymi podstawkami do piwa. Albo bawimy się łyżeczkami, klamerkami, itp. :)

  • Pamiętam ten komentarz o neurobiologach :), bo zawsze czytam komentarze pod twoimi wpisami – taka burza myśli jest z rana bardzo orzeźwiająca :) Lubię wiedzieć co inni myślą na dany temat, jak to wygląda z ich punktu widzenia i choć też mam wielką wiarę w ludzi to czasami po prostu nie mogę tego czytać… bo co innego mieć odmienne zdanie a co innego pisać zwyczajne głupoty… no ale teraz żyjemy fast and hard a wiedzę czerpiemy głównie od dr.google;) także nie ma się co dziwić… W ciąży prześledziłam chyba z setkę blogów lifestylowo – dziecięcych, jak ja to nazywam, i tam ludzie pisali przeróżne rzeczy i uwierz mi niektóre komentarze zwalały z nóg… i same te blogi, wszystkie bardzo do siebie podobne, czasem nie wiedziałam nawet do kogo właśnie zajrzałam. I porzuciłam tą zabawę. Aż pewnego dnia trafiłam tu, i jak słodko – lukrowo, by to nie zabrzmiało, poczułam mentalne porozumienie :)
    A powiem ci, że Antonina nie wygląda jakby miała cokolwiek z second handu, piękną ma stylówkę… choć z doświadczenia wiem, że tam można takie skarby znaleźć, że oko bieleje – często nieużywane lub użyte minimalnie. I zazdroszczę Ci, że Antka nosi spódniczki, skrzydełka, opaski, spinki i wszystkie te dziewczęce akcesoria… moja Foka ma starszego brata i chyba przez to w grę wchodzą tylko spodnie i strój ninja:)

    • Anka, ona miała mnóstwo rzeczy z SH jak była mniejsza, choć nawet do tej pory nosi niektóre sukienki, które kupiłam nawet 2 lata temu. Niestety teraz już nie mam tak czasu na szperanie i wyszukiwanie, więc na Piłsudskiego wpadam raz na ruski rok i tylko na dział domowy właśnie. Zresztą tamte ciuchy kupowałam w Warszawie, gdzie jednak o wiele lepsze rzeczy trafiają… Dzisiaj ciuchy Tośce kupuję w 5 minut, sobie zresztą podobnie. Jakoś mnie to nigdy nie kręciło specjalnie. Idę do Zary, HMu i tyle. Niekiedy kupię coś przez internet, ale to zazwyczaj to, co już zostało już pokazane i mnie się spodobało, więc trensetterem nie będę nigdy hahaha. Choć kusi mnie czasem, żeby jakiś post zrobić taki zbiorczy, na przykład teraz moje typy prezentów na święta. Może się uda :)

      A Tośka uwielbia błyskotki, dodatki, sukienki, skrzydła, różdżki, no wszystko! Taki mam wdzięczny egzemplarz w domu. I mimo, że ja cała zawsze na czarno, dodatków zero, to kocham jej sprawiać przyjemność tymi drobnostkami. Zawsze jednak stawiam granicę, bo już i tak ma za dużo. A gdy dziecko ma za dużo, to nie docenia. Tak sądzę.

      Strój ninja jest świetny! Może kiedyś Antka też założy! :D

  • Moje dziecko z metki od ubrania robi sobie telefon, aparat, karte do bankomatu, opakowanie po pieluchach swego czasu było parasolką, suszarką do włosów itp. Niestety jest wiele osób, które nie rozumieją, że zamiast kupować jej kolejne pierdoły pobawiliby się z nią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.