Lomo w wielkim mieście, czyli mój romans z Mr. Pinkiem

Trzy lata temu miałam krótki romans z Mr. Pinkiem. Niestety, nasz związek się rozpadł, gdy zaczęłam prowadzać się z Nikonem. Byłam tak podniecona moją nową miłością, że Pink poszedł w odstawkę i całkowicie o nim zapomniałam. Jak to jednak bywa z pierwszym głębokim uczuciem, zawsze wraca się do niego z sentymentem. Wraz z nadejściem jesieni i jednocześnie okolicami naszej trzeciej rocznicy poznania, dotknęła mnie melancholia. Udałam się do Różowego z przeprosinami. Dotknęłam jego ciała i nogi się pode mną ugięły. Ponownie nie mogłam oprzeć się magii średniego formatu.

Postanowiłam randkować z jednym i drugim. Kto powiedział, że nie można bawić się na dwa fronty…

Lomografia

Nurt ten został zapoczątkowany przez grupę austriackich studentów, którzy podczas wycieczki do Pragi, odkryli w jednym z komisów ze starym sprzętem fotograficznym radziecki aparat Lomo. Posłużył on do rejestrowania wszystkich chwil ich szalonej wyprawy. Po powrocie do Wiednia i wywołaniu zdjęć okazało się, że są one nietuzinkowe, bardzo kolorowe, prześwietlone, niedoświetlone, często nieostre. Nie przystawały do współczesnej fotografii swoją jakością i walorami artystycznymi. Zdjęcia zachwyciły wszystkich i w ten sposób zrodził się trend zwany dzisiaj Lomografią.

10 złotych zasad Lomografii

1. Gdziekolwiek idziesz, weź Lomo ze sobą
2. Rób zdjęcia o każdej porze dnia i nocy
3. Lomo stanowi część Twojego życia
4. „Pstrykaj z biodra”
5. Fotografuj przedmioty z jak najmniejszej odległości
6. Nie myśl!
7. Bądź szybki!
8. Przed naciśnięciem spustu nigdy nie wiesz, co znajdzie się na zdjęciu
9. Po naciśnięciu spustu też nie będziesz tego wiedział
10. Nie przejmuj się zasadami i konwenansami obowiązującymi w tradycyjnej fotografii

Kocham to uczucie, gdy nie muszę zwracać uwagi na kadr, na światło, gdy nie muszę zwracać uwagi na nic. Po prostu sobie pstrykam. Kocham czekać na wywołanie kliszy. Kocham niepewność, czy w ogóle jakieś zdjęcie wyjdzie. Kocham oglądać efekt tej fantastycznej zabawy. Kocham mojego Mr. Pinka!

 

 

DSC_63821DSC_63922DSC_6395-2

 

A poniżej kilka z moich pierwszych zdjęć zrobionych Dianą F+ Mr. Pink.

 

1 62435

[Zdjęcia zostały zrobione w Brighton i Londynie]

 

Wróciłam do zabawy. Będę Was od czasu do czasu raczyć jej efektami, chyba, że Tośka nie odda mi Pinka, bo także się w nim zakochała. Zapewne głównie ze względu na kolor. Myślę jednak, że się dogadamy i podzielimy naszą wspólną miłością.

 

16
20 Komentarzy w
“Lomo w wielkim mieście, czyli mój romans z Mr. Pinkiem”
    • Ja, oprócz Pinka dorwałam też już Zenita. Będę się bawić, bo też chcę mieć ten klimat, o którym piszesz! :)

    • Ale ten koszt też dodaje trochę. Zwiększa napięcie przy wywoływaniu :) Ja też bardzo lubię kliszę, mam po tacie strarego Zenita i staram się od czasu do czasu załadować kliszę. Tylko zazwyczaj długo mi się schodzi z wypstrykaniem. Bo jak już zakładam kliszę, to 5 razy się zastanowię czy jest sens zrobienia tego zdjęcia? No ale to akurat przy zasadach lomografii nie obowiązuje :)

    • Wiesz, no wiadomo, że to kosztuje. Dlatego nie robię tym zdjęć non stop, pozostając również przy fotografii cyfrowej. Ale tak ze dwa razy na miesiąc wywołać sobie foty, to nie jest jakiś ogromny koszt… A nie oszukujmy się, każde hobby kosztuje! :)

    • Nasze Kluski, ja też zaczynam zabawę z Zenitem! Koniecznie musimy wymienić się efektami naszej zajawki!

      I tak, lomo to lomo, tam bardziej chodzi o fun i ekscytację! :)

  • Pięknie to napisałaś ;)
    Wiesz, że Teodor ( książka dla dzieci) ma wszystkie fotografie wykonane właśnie lomo? Masz? Jeśli nie, muszę Wam koniecznie pożyczyć, bo nie wiem czy można ją jeszcze gdzieś dostać.

  • Jednak co analog, to analog :) Uwielbiam ten efekt i czas oczekiwania na zdjęcia. Z aparatem lomo nie pracowałam nigdy, ale chyba czas odkurzyć mojego zenitha :)

  • Ja próbowałam trochę się fiszajem bawić. Ale wypstrykałam kilka klisz i się znudził;]
    Ale tradycyjna fotografię kocham, na niej się wychowałam. Mieliśmy na strychu ciemnię i sami wywoływaliśmy klisze i robiliśmy odbitki. Mam jeszcze Yashicę swoją, na której to zrobione zdjęcia wygrywały konkursy.
    Więc rozumiem że kręci, rozumiem sentyment.

    • Jak ja marzę o ciemni! To musi być fantastyczna zabawa! Tylko ta chemia na rękach mnie przeraża…

      Pokażesz jakieś zdjęcia, które wygrywały konkursy? Pliz!

    • Jak znajdę pokażę, gdzieś leżą w nierozpakowanych pudłach pewnie, bo to z ery prawie „przed internetem”;]. Mnie wszystkiego nauczył K., dzięki niemu stawiałam pierwsze kroki. Kiedyś nawet miałam okazję wraz z 11 innymi młodymi osobami reprezentować Polskę na festiwalu ArtConnexion w Rotterdamie dla młodych artystów amatorów i wernisaż tam miałam;] Ale to stare dzieje. A nawet bardzo stare.

  • Jaki piękny aparacik! Mam jednego lomo, 35 mm rybie oko, wygląda bardzo zabawnie i tak samo zdjęcia z niego, ale mimo wszystko wolę mieć większą kontrolę nad zdjęciami – dlatego wolę mojego Lubitela :-)

  • Tez w swojej kolekcji mam analoga, stary ale jary. A jaka radosc gdy wywoluje sie klisze, i oglada to co napatrykalas.
    Twoje lomo zdjecia maja swoj urok, bardzo fajnie sie na nie patrzy!

    Pozdrawiam, Kinia :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.