Dziecko bardzo kulturalne

Pamiętam to, jakby było wczoraj.

Późny wieczór, noc właściwie. Po cudownym dniu spędzonym na zwiedzaniu Èze, usiedliśmy na kanapie w naszym wynajmowanym mieszkaniu w Cannes. Otworzyliśmy butelkę Martini. W przypływie miłości do sztuki i do Lucka, włączyłam swój ukochany rock-balet Antala Fodora z genialną muzyką Gábora Pressera i J.S. Bacha.

Zawsze, gdy upajam się tym dziełem, a robię to całą sobą, łącznie z choreografią w moim jakże udolnym wykonaniu, przypomina mi się dzieciństwo. Mama bardzo często zabierała mnie do teatru. To ona zaszczepiła we mnie miłość do sztuki, do kultury, do podróży.

Teatr Wielki w Łodzi miał w sobie tę niezwykła magię, jaką potrafi dostrzec chyba tylko dziecko. Dla dorosłego wszystko jest takie oczywiste… To tam pierwszy raz doznałam całkowitego spełnienia, chłonąc obrazy i dźwięki Próby, w nastroju misterium i refleksji. Do dzisiaj jest to mój najukochańszy balet widziany na żywo, z którym konkuruje jedynie musical Hair w opracowaniu muzycznym Leszka Możdżera (Teatr Muzyczny w Gdyni).

Myślę, że nie skłamię, jeśli powiem, że Próbę widziałam chyba z dziesięć razy. Za każdym z takimi samymi wypiekami na policzkach. Mama kupiła mi kasetę z muzyką, której słuchałam praktycznie codziennie, próbując naśladować ruchy tancerzy. Przez wiele lat maltretowałam ją na swoim Grundigu.

Era kaset poszła w zapomnienie, a wraz z nią moja taśma. Po latach, siedząc na kanapie w tym wynajmowanym mieszkaniu w Cannes, z niewiadomych powodów poczułam przypływ emocji związanych z węgierskim baletem. Odszukałam go na YouTube i wiedziałam, że nie zasnę, dopóki nie obejrzę całości.

Lucjan, nie będąc miłośnikiem baletu, odpłynął w objęcia Morfeusza już na wejściu przybyszów w zakrwawionych płaszczach. A ja w samotności dokończyłam Próbę i Martini.

Na drugi dzień dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Do dzisiaj śmiejemy się, że Antka jest dzieckiem Wermutu. Ale jest też w takim razie dzieckiem sztuki. Dzieckiem, które chcę wychować w duchu finezji największych dzieł, jakie stworzył człowiek. Dla mnie ważniejsze od kupienia nowej zabawki, jest pokazanie jej świata niematerialnego, nauczenia miłości i wrażliwości do piękna, lecz nienamacalnego. Chcę, by doświadczała tego, czym żyłam ja, będąc dzieckiem. By, gdy dorośnie, nie chciała otaczać się tylko przedmiotami, ale także karmiła swą duszę. By miała wiedzę na temat kultury i sztuki. By chłonęła i zachwycała się nią tak samo, jak ekscytuje się nowym plecakiem z Dzwoneczkiem. By chciała, jak my, chodzić do teatru, na koncerty, zwiedzać i poznawać nowe miejsca, wieszać na ścianie obrazy Dalego.

Dlatego od maleńkiego z nią podróżujemy. Puszczamy jej – jak to nazywa – „dorosłą muzykę” różnej maści. Od klasyki, przez ambient, po Slayera. Oprócz bajek, ogląda balet i operę. Do niczego jej nie zmuszamy, jej się to po prostu podoba. Pierwszy koncert, na którym była w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki to „Muzyka Krzysztofa Komedy” (ubóstwiam!) w ramach Smykofonii. Drugi to Kult. Cieszyła się i tańczyła, choć z gilem do pasa.

Jeden z pierwszych animowanych filmów, w którym się zakochała i bardzo go przeżywała, to Calineczka Lotte Reiniger. Ta niemiecka reżyserka opracowała na początku XX wieku metodę filmu sylwetkowego w oparciu o tradycje chińskiego teatru cieni. Niesamowity klimat. Puśćcie dzieciakom!

Mam już zaplanowane sztuki teatralne, na które będziemy regularnie zabierać Antkę tej jesieni i zimy. Wybieramy się także na Disney On Ice do Atlas Areny w Łodzi. A jak podrośnie, to nieuniknionym jest, że pojedzie z nami na Aphex Twina. To już całkowicie ukształtuje ją muzycznie! ;) [Tym samym przypominam fanom Aphexa, że po 13 latach od ostatniego albumu, wydaje nową płytę! Ale chyba jego fanom nie trzeba tego przypominać…]

Jestem ciekawa, jak Wy, drodzy rodzice, rozbudzacie w swoich dzieciach ducha konesera? Czy bliska Wam jest sztuka i kultura? Co pokazujecie swoim pociechom? Może moglibyście polecić ciekawe dzieła, które warto pokazywać najmłodszym? A może macie, jak ja, wspomnienia z dzieciństwa, związane z jakimś arcydziełem, które na zawsze odcisnęło znak na Waszej kulturalnej duszy?

 

 

DSC_6233DSC_6227DSC_6122Untitled-6DSC_6194DSC_6172DSC_5961Untitled-7DSC_6234Untitled-2DSC_6264DSC_6329-2DSC_6121Untitled-4DSC_6039DSC_6005Untitled-5DSC_6102Untitled-1DSC_6158DSC_6242

20
32 Komentarzy w
“Dziecko bardzo kulturalne”
  • Arcadi Volodos
    nigdy nie zapomnę tego nazwiska… I to nie tylko z powodu jego samego, co mojego syna. Wpadłam na szatański wówczas pomysł – chociaż mnie do teatru nie zabierali rodzicie, a na pierwszym gramofonie zasłuchiwałam się w Bitelsach odgrywanych z pocztówek dźwiękowych – zabrania niespełna dziesięciolatka do FN. Usiedliśmy na (ulubionym z czasem) balkonie i od pierwszych taktów, od Schuberta do Liszta – zaczarował… Nie musiałam tłumaczyć rozbrykanemu chłopcu, ze po trzecim dzwonku panuje tam cisza, zapadł się, a może raczej uniósł?
    Bardzo długo nosił energię tych dźwięków w sobie. Zawsze dbał byśmy się stosownie ubierali idąc na koncert i chociaż radość wtedy sprawiały mu nowe zestawy lego do kolekcji – to był gotowy na kolejny z nich poczekać, byśmy mogli wybrać się do krainy zaczarowanych dźwięków. Jako nastolatek na pytania kolegów, jakiej muzyki słucha odpowiadał, że muzyki, nie dzieli na gatunki – tylko na emocje ;)
    Kiedy się wiele razy potem przeprowadzaliśmy program z tamtego pierwszego naszego filharmonicznego koncertu stanowił część jego skarbów, a na mapie naszych codzienności wpisały się ze smakiem wizyty na ulubionym balkonie w Filharmonii.

    • Maryś przezywam każdy Twój komentarz całą sobą. Jak Próbę. A to, że Kapsel dzieli muzykę nie na gatunki, a na emocje, powaliło mnie na kolana. Gratuluję Ci, że – tak jak moja mama – pokazałaś mu, co piękne i wartościowe. Mam nadzieję, że współczesny świat rodzi więcej takich rodziców. Którzy nie skupiają się jedynie na zabawkach i bajkach, ale uczą dzieci także czegoś więcej. Buziaki! :*

  • Ja mam podobne zdanie, a doznania kulturalne zaczęliśmy od muzeów. Obydwoje je lubimy i zabieramy młodego. Ja chłonę najwięcej w Muzeum Narodowym, nawet dziecku podobają się postaci na obrazach. Staramy się pokazywać różnorodność świata kulturowego, nie ograniczać do ulubionej dla nas muzyki, ale jak to ładnie napisałaś – zaszczepić – chęć poznawania, zgłębiania kultury i sztuki.

    Dla mnie niezmiennie od lat najbardziej poruszający jest Romeo i Julia Prokofiewa, za każdym razem mam dreszcze.

    • Cudnie Ania!
      My na razie z Tośką po muzeach nie chodzimy, bo myślę, że jest za mała. Byłam z nią na jednej wystawie i zwyczajnie to olała. Naprawdę sądzę, że niczego z tego nie wyniesie, ot zobaczy jakiś obraz i zapomni. A muzyka, czy spektakl pozostawia coś w środku, bo tam są emocje! Emocji nie ma w obrazach dla takiego małego dziecka. Skupiamy się zatem na innych aspektach, takich dla dziecka przystępnych ;)

    • Bo to muzeum to akurat dla nas było, młody i tak miał 10 miesięcy chyba jakoś? Bardzo mu się podobało (obrazy z ruszającymi się oczami, zbroje rycerskie etc), ale wiadomo że w tym wieku nic z tego nie zapamięta. Z kolei wiem że wtedy w teatrze by nie wytrzymał, nawet takim dla dzieci. Teraz to już co innego, bo umie się skupić, jest zainteresowany i skory do obserwacji i uczestnictwa w różnych takich wydarzeniach.

    • Ależ oczywiście! Trzeba dziecku dawkować wiedzę i doświadczenia odpowiednio do jego wieku. Teatr może poczekać. A na bank mu się spodoba. Dzieci to uwielbiają! :) Buziaki!

  • Droga Miro, jak zwykle wpis mądry bardzo i do zapamiętania :) A dla mnie też trochę nostalgiczny, bo Eze było także na mojej mapie podróży :)
    Nie wiem, czy mój głos (takiej co to tylko o ciuchach i pomponach pisze) będzie miał dla Ciebie znaczenie, ale ja ze swoim „słodkim ciężarem” chodziłam po prostu wszędzie. Zarówno do centrum handlowego, jak i do muzeum etnograficznego. Teraz chodzę z dwójką ;) Co oni sobie wezmą z tego, co im pokazuję, pojęcia nie mam. Ale wychodzę z założenia, że im więcej zobaczą, dotkną i poczują, tym lepiej dla nich. Nie wiem, ile dokładnie ma lat Antka, ale mój Chłopiec będąc podobnych rozmiarów z lubością uczestniczył w warsztatach sushi klejąc ryżowe kulki. Na jesienne wieczory jak znalazł! Z pozdrowieniami, K.

    • Zeżarło mi pierwsza połowę o muzyce i wyszło jak nie na temat :) Uzupełnię jak skarby pozwolą ;)

    • Ależ dlaczego z góry zakładasz, że Twój głos nie ma dla mnie znaczenia? To, że prowadzisz takiego, a nie innego bloga, nie umniejsza Ci przecież. Ktoś może pisać o paznokciach i zasłuchiwać się w Czajkowskim. Ktoś może pisać o ciuchach i chodzić do muzeum etnograficznego! A przecież nie piszemy i nie pokazujemy na blogu wszystkiego. Tym bardziej, jeśli nie masz takiej potrzeby, bo profil Twojego bloga tego nie wymaga. Nie bądź dla siebie taka krytyczna! :) Bardzo mnie cieszy, że pokazujesz swojemu dziecku kulturę wyższą!

      Antka nie ma jeszcze 3 lat. Na razie pochłania sushi, zamiast je lepić, ale zainspirowałaś mnie i poszukam takich warsztatów w moim mieście, bo skoro je sushi, to może sprawi jej frajdę lepienie kulek! :) Dziękuję! :*

  • Uwielbiam twoją mądrość. To jak piszesz i co przekazujesz. Wchodzę na bloga i wiem, że przeczytam tu kilka ciekawych zdań z przekazem. Blog całkowicie inny. Dumam nad twoimi zdolnościami :).

    • Wzruszają mnie takie słowa. To, że mnie czytasz, że uznajesz, co piszę za wartościowe i dumasz (choć nie wiem jakie mam zdolności hahaha). Bardzo Ci dziękuję, bo chce się więcej i więcej… :*

  • Dorosła muzyka od pierwszych dni (albo i wcześniej) – to też nasza taktyka. I wiesz co? To działa! Nasza 12-letnia Ja ma zupełnie „dorosłe” upodobania muzyczne, 7-letnia Mi uwielbia ostatnio słuchać „Męskiego grania”, a Ba mając rok z kawałeczkiem odgrywała Janis Joplin śpiewając „baby, baby..” Nie zabraniamy słuchać tego co rówieśnicy, nie krytykujemy, nie wyśmiewamy – one po prostu nasiąkają czymś innym i co innego im w duszy gra :)

    • Dopowiadam :)
      Mira uświadomiłaś mi, że jednak mamy całkiem sporo do ‚nadrobienia’. Muzyka od zawsze króluje w naszym mieszkaniu. Każda i różna.
      Mam jednak poczucie, że powinniśmy więcej i bardziej.
      Dzięki za to – uderzyłaś we właściwą strunę :)

    • Tomku, nawet dla jednej osoby, która coś dla siebie weźmie z tego co piszę, i z refleksją to przetrawi, warto blogować! Dziękuję Ci za te słowa!
      Bo ja naprawdę uważam, że nic niewarte są te wszystkie zabawki, które walają się pod nogami (pod moimi niestety także). Niewarte kolejne girlandy do pokoju dziecka. To tylko rzeczy. A dusza i wnętrze i rozwój permanentny dają spełnienie. Mało ludzi to rozumie niestety. Wolą otoczyć się bibelotami i siedzieć w swoich domach.
      A gdzie miejsce na teatr, na koncert, na podróż? Smuci mnie to, że ludzie żyją tak bezrefleksyjnie, zagubieni w konsumpcjonizmie. Blogi niestety dodatkowo to nakręcają…
      Zresztą widać to po tym tekście. Zadałam pod nim proste pytanie. Odpowiedzi jak na lekarstwo. A napisz o karmiących cyckach, albo innym debilnym temacie, to zaraz się zleci stado najmądrzejszych, mających mnóstwo do powiedzenia! Ale zapytaj o sztukę, o kulturę. Garstka. I to smuci mnie bardzo. Lecz później przychodzisz Ty i piszesz, że będziecie więcej i bardziej. I ja wtedy czuję się spełniona. Dziękuję! :*

  • Takie podejście jest i nam bardzo bliskie, kochamy Wrocław i wchłaniamy z wielką przyjemnością to co nam oferuje. I właśnie zamiast włóczyć się po sklepach wolimy wpaść na wystawę, koncert czy inny performance. Zocha była już z nami na koncercie Domowych Melodii i bardzo przeżyła ten koncert. Śpiewała teksty piosenek i nie mogła uwierzyć, że ta Pani na scenie to ta sama co w radiu. To było niesamowite obserwować ją w takiej sytuacji. To chyba trochę też zależy od podejścia rodziców, należy zadać sobie pytanie : czy dziecko zmienia nasze życie? Bo naszego prawie w ogóle dziewczyny nie zmieniły, biorą na klatę ten świat, który zbudowaliśmy już wcześniej sami. Tylko ja i mąż.

    • Ja także uwielbiam patrzeć na Tośkę, gdy zachwyca się wszystkim, co poznaje. Jak tańczy na środku ulicy, bo panowie grają na instrumentach. Gdy miała 6 miesięcy, wiozłam ją w wózku po Piotrkowskiej i zatrzymałam się posłuchać Pachelbela, którego panie grały na skrzypcach. Słuchała razem ze mną i się wzruszyła! Łkała! I słuchała dalej… Może pamiętała melodię z czasów ciąży, gdy puszczałam sobie głośno klasykę, a może jest po prostu wrażliwa. Dzisiaj, gdy słyszy smutne melodie mówi: „To mnie smuci”. Mam wrażenie, że bardzo przeżywa muzykę i to mnie cieszy ogromnie. Fantastycznie, że Twoja Zosia także uwielbia sztukę. Pokazujcie jej jak najwięcej!
      I zdecydowanie, Tośka także nie zmieniła naszego życia. Myślę (kiedyś nawet o tym pisałam), że dziecko przystaje do rodziców, chłonie to, czym oni żyją. Gdy jest odwrotnie, to chyba rodzice mają problem… Cieszę się, że macie takie podejście do życia. Niby to naturalne, a jednak dla niektórych ciężkie to zrealizowania. Pozdrawiam Cię gorąco, choć już jesiennie. :*

  • Kultura i sztuka to dla mnie ważne elementy życia. Nic też dziwnego, że chcę je przekazać swojemu synkowi. Obcowanie z wielkimi dziełami, słuchanie muzyki wielkich kompozytorów, czytanie dzieciom książek, chodzenie do teatru, do galerii myślę że w przyszłości zaprocentuje.
    To właśnie dlatego przekształciłam swojego bloga z modą dziecięca na stronę o kulturze i sztuce.

    • Wiem, byłam i będę zaglądać! :) I zdziwiło mnie, co napisałaś o Centrum Nauki Kopernik. Miałam się tam wybrać z Towsonem, ale odłożyłam w czasie, gdyż stwierdziłam, że jest za mała. Ale teraz, gdy mówisz, że to taka fabryka, to nie wiem, czy chcę tam ją zaprowadzić. Z drugiej strony zawsze myślę, że samemu trzeba wszystkiego doświadczyć i poznać. W związku z tym, pewnie w przyszłości tam zbłądzimy…
      I również uważam, że pokazywanie sztuki wyższej zaprocentuje. To jest wrażliwość, którą trzeba wpajać od dziecka. Później może być już za późno, choć i to nie jest regułą. Pozdrawiam! :*

  • Zgadzam się w 100%, iż warto pokazywać dzieciom sztukę – tę wielką, stłamszoną przez kolorową telewizję i zagłuszoną przez rozhukane stacje radiowe. Choć do zostania mamą zostało mi jeszcze jakieś 3,5 miesiąca, to myślę nieustannie, jak będę wychowywać swoje Bąki, co będę im czytać, puszczać do oglądania i słuchania. W Grecji, gdzie żyję i gdzie będą dorastać moje dzieci, nieco inaczej to wygląda. Tutaj rodzic skupia się na przekazaniu tradycji, począwszy od jedzenia, poprzez muzykę, taniec, filmy, kończąc często na przyuczeniu do zawodu wykonywanego w rodzinie przez pokolenia. Nie wiem, czy starczy mi przy tym wszystkim czasu i okazji na przemycenie Bacha, wyrwanie się 200 km do teatru, ale wiem jedno: na pewno nie ograniczę ich świata. Otworzę go na tyle, aby sami, gdy podrosną, wiedzieli, gdzie odszukać dobrą sztukę. Bo chyba o to chodzi w wychowaniu: nie narzucać, nie zmuszać, nie przytłaczać, ale otwierać drzwi, które dziecko samodzielnie przekroczy w pewnym momencie.

    • No ale jak inaczej to wygląda Marta? Właśnie idealnie! Muzyka, taniec, filmy, jedzenie to przecież sztuka! I tak wychowuj swoje dzieci! Oprócz tego pokazuj im polską kulturę, ucz polskich piosenek, języka… Będą wielokulturowe i to jest piękne! Tak naprawdę nie musisz ciągać dzieci po teatrach (skoro nie masz takiej możliwości), żeby zaszczepić w nich to, co ważne i piękne. Można robić to w domu – kwestia wyboru i doboru odpowiednich kanałów. A ja Cię znam i wiem, że zrobisz to w najlepszy z możliwych sposobów. a Bacha możesz im puszczać do snu. Będą miały koszmary hahaha! :) Buziaki! :*

    • Miro, dzięki za wiarę w moje możliwości. Wszystko wyjdzie w praniu. Co do polskich korzeni, to nie zamierzam ich im odciąć. Przemycę co polskiego się da, łącznie z chrzanem, śledzikiem w śmietanie i kapustą kiszoną …. mniam!!!

      Nie wychodzi mi z głowy jedno ze stwierdzeń, które pojawiło się w komentarzach, że „muzyka dzieli się na emocje”. Ja bym to podciągnęła do każdego rodzaju sztuki. I jak dla mnie to święte słowa. Nie ma znaczenia, czy to teatr uliczny, czy opera narodowa, Bach, czy Janis – ważne by odczuwać sztukę całym sercem i duszą. Wtedy dostrzegamy jej piękno.

      A Twoje „dziecko kulturalne” jest cudowne na zdjęciach czarno – białych :*

  • Staram się zabierać, choć może u mnie szala przechylona w stronę natury a nie kultury. Wsystkie nasze wycieczki raczej mają akcent przyrodniczy, kulturalny jest bonusowy raczej.
    Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, choć to w pewnym sensie inna muzyka. Zakorzeniona lokalnie. Sama śpiewam i od małego śpiewałam L. Pieśni ukraińskie i te „po naszemu”. I taka muzyka mu od dziecka towarzyszyła, choć głupio normalnym ludziom się przyznać, ze mój ulubiony repertuar to pieśni pogrzebowe..
    Pewnie mogłabym więcej, lepiej. Ale daję tyle ile jest naturalne, bez napinki, że czas ukulturalniać i robić wbrew sobie.
    Zwykle to takie naturalne jest, że Lew czasami wpada na zajęcia gdzie śpiewamy, albo widzi jak piszę ikonę.
    Z K. słucha innej muzy, wie jak się growluje. Z nim ogląda albumy fotograficzne, choć mam wątpliwości czy Salgado akurat należy pokazywać tak małym dzieciom;]

    • Kochana, a Ty myślisz, że u nas to na siłę jest? Proszę Cię, ja od dziecka ze sztuką i kulturą jestem zżyta, nie ma mowy o silenie się na coś, bo tak trzeba. To mój chleb powszedni. I mojego dziecka także. I nieważne czy pokazujesz dziecku Chopina, czy piosenki ludowe. To wszystko jest piękne i każdy robi to na swój sposób.

      Niemniej jednak tym postem, chciałam otworzyć oczy tym, którzy widzą cały sens życia w rzeczach materialnych. Spotykam takich ludzi coraz więcej. O najnowszej kolekcji ubrań powiedzą Ci wszystko, a jak mówisz w jakimś kontekście o Psie andaluzyjskim na przykład, to oczy otwierają i patrzą się jak na debila, a rozmowa się kończy. Niech chociaż jedna osoba zafascynuje się twórczością Lotte i pokaże to swojemu dziecku na YT. Niech chociaż jedna osoba puści dziecku coś innego niż muzykę z mini mini. Będę szczęśliwa. Myślę, że właśnie po to jest blog, żeby przekazać wartości, którym się hołduje i zwrócić na nie uwagę innym. A kto co weźmie dla siebie, to ja już nie mam na to wpływu. Buźka!

    • Może mało precyzyjnie napisała, Nie chodzi mi o ciebie totalnie, chodzi mi raczej o to, ze mogłabym bardziej spiąć pośladki i w wolne zabrać L. do galerii, by zażywał sztuki, nawet jeśli temat wystawy nas nie interesuje. Ale tego nie robię – choć nie jest powiedziane, ze nie powinnam. Chodzi mi o to by zabierać dziecko tam gdzie i my czujemy przyjemność.

    • Ależ ja też tak uważam. Pokazuję Tośce to, co lubię, co mnie fascynuje, a że jest to – jak napisałam – mój chleb powszedni to tylko na plus. Mnie nie kręci oglądanie i dumanie nad obrazami, więc nie zabieram Tośki do galerii. Zresztą byłam raz i całkowicie to olała. To chyba nie jest ekscytujące miejsce dla dziecka, ani dla mnie. Choć mam swoich ulubionych artystów i na ich obrazy mogę się gapić godzinami, ale nie zabiorę Tośki do muzeum, żeby na siłę na coś patrzyła, bo to nie ma sensu. Chodzi mi o naturalne oswajanie dziecka ze sztuką. Żeby to było, żyło w nas i naszych domach. Tyle ;)

  • Piękny wpis, piękne zdjęcia!
    Ja również rozbudzam świadomość kulturalną mojego syna (obecnie 7lat). W domu, na co dzień słucham głównie jazzu, w samochodzie mamy różne słuchowiska na audiobookach, ale najbardziej lubię chodzić z nim do teatru! Całe szczęście, że jest w czym wybierać, że są sztuki polecane dla dzieci. W Poznaniu byliśmy już we wszystkich teatrach, cieszę się Teatr Wielki przygotowuje opery dedykowane dla dzieci. Z kolei w Teatrze Muzycznym najlepiej zadbano w foyer o małego widza. A Teatr Łejery promuje młodych artystów. Jest w czym wybierać!
    Co do muzeum, to bywa różnie, choć w muzeum uzbrojenia i militariów mój syn mógłby być codziennie!
    Pozdrawiam

  • Piękny tekst, także mnie, mamę 3 – miesięcznego Dawida skłonił do refleksji, ale i do podróży w kierunku mojego dzieciństwa i w kierunku przyszłości. Moja mama zainspirowała mnie tekstami Stachury i Agnieszki Osieckiej, miłością do teatru i przede wszystkim do książki. Dziś sama stoję przed trudnym zadaniem. Chciałabym, aby dusza mojego synka była zawsze nakarmione (piękny zwrot!). Zaczynamy od muzyki i książek, zaraz po nich będzie czas na podróże, zwłaszcza do Rzymu, w którym jestem wiecznie zakochana! A potem. …mam nadzieję, że będzie tego więcej i więcej!

  • Jak ja uwielbiam Twoje przemyślenia… Tak. Uwrażliwam Kościaka. Mimo, że przychodzi mi to naturalnie bo sama karmię się nienamacalnym, to gdzieś w środku czuję też misję rodzicielską – to moje zadanie bo tata… techniczny jest ;) Do teatru chodziliśmy jeszcze w życiu płodowym malucha ;) Trudno stwierdzić czy mu się wtedy podobało czy się nudził bo każdorazowo kopał matkę niemiłosiernie. Jako niemowlę od czarno-białych książeczek wolał kontemplować czarno-białe zdjęcia Nowego Jorku, muzyki słucha pięknie, całym sobą (widziałaś te foty na blo?), uwiebia tańczyć i zasypiać przy chilli zet…
    Chciałabym zobaczyć jak tańczysz ten balet i zaintrygowała mnie zmianka o Salvadorze… bo on trzecią miłością mojego życia jest!

  • Jestem żywym dowodem tego, że oswajanie dziecka z kulturą od małego kształtuje jego gusta, uwrażliwia i otwiera wyobraźnię. Tyle, że ja pochodzę z rodziny kinomanów. Miłość do kina zaszczepiała mi głownie mama i wujek. Nie zawsze były to dzieła na miarę Bergmana, ale pewnie gdyby rodzice nie zasiali we mnie tego ziarenka, kilkanaście lat później Bergmana ze pewnie nawet bym nie poznała.

    To samo z muzyką, u mnie w domu królował między innymi rock, muzyka była z nami na co dzień i do dziś jest dla mnie bardzo ważna. Nawet nie wiesz (chociaż?) w jak wielu domach moich znajomych muzyki po prostu nie ma (ta z telewizji i telefonu się nie liczy). Na pytanie „czego słuchasz?” odpowiadają „tego co leci w radiu” (autentyk).

    Dziś sama mam córeczkę i choć ma dopiero pięć miesięcy ostatnio przyłapałam ją jak z podłogi wgapiała się w telewizor (leciała eska i jakiś straszny techno teledysk). Coś mnie tknęło, wyłączyłam telewizor i puściłam jej soundtrack z Cowboy Bebop. Przyznaję, że klasyki u mnie w domu nie ma, ale jest rock, heavy metal, jazz i funk. Taką jesteśmy z mężem mieszanką :)

  • A my z kolei jesteśmy miłośnikami teatru. Odkąd się poznaliśmy, chodziliśmy do teatru, a potem długo rozmawialiśmy o obejrzanej sztuce. Z młodą chodzimy od jej 1 r. ż do warszawskiego Teatru Małego Widza, próbujemy ją zarazić naszą pasją :) To przecież my teraz kształtujemy przyszłego dorosłego odbiorcę sztuki i od nas zależy jak bardzo będzie otwarty i uwrażliwiony na sztukę.

  • Nie jestem wielką fanką muzyki klasycznej, jednak od najmłodszych lat staram się aby jakakolwiek muzyka była obecna w życiu moich dzieci. Na porządku dziennym są też u nas wizyty w muzeach i zajęcia artystyczne :D Mam nadzieje, że dzięki temu uwrażliwie swoje dzieci na świat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.