Adopcja dzieci przez pary homoseksualne

Szliśmy rano z Luckiem na śniadanie i podeszła do nas pani z Radia Łódź. Chciała, byśmy wypowiedzieli się na temat akcji „NIE dla Ciechana”. Powiedziałam dwa słowa, tutaj napiszę więcej.

Znacie zapewne sprawę, bo głośno o niej w mediach. Oczywiście, temat ważny niebywale. Od razu znalazły się knajpy, które w asyście dziennikarzy spuściły piwo w toalecie oznajmiając, że już im nie smakuje. Marketing na najwyższym poziomie. Ale ja nie o mediach…

Sama akcja mnie śmieszy, podobnie jak wszystkie tego typu manifestacje. Bo „facet coś napisał”, to nie będę piła jego piwa. Otóż będę. Bo lubię. I jeśli mam na nie ochotę, a knajpa go nie podaje, to wychodzę. I kto na tym traci? Ale to już wolna wola każdego człowieka. Ktoś nie chce piwa sprzedawać, ktoś nie chce go kupować, ktoś ma to wszystko gdzieś. Przecież każdy ma swoje poglądy i może je manifestować. W końcu mamy wolność słowa zapewnioną konstytucyjnie. A co już inni z tym zrobią i w jaki sposób, to ich sprawa. Można przed kamerami, można w zaciszu domowego ogniska. Jakkolwiek.

Bardziej chciałabym się skupić na fakcie adopcji przez pary homoseksualne i przedstawić Wam swoje stanowisko.

Otóż zupełnie nie przeraża mnie ten rodzaj adopcji. Przeraża mnie nasze społeczeństwo. Bo co z tego, że dziecko pary homoseksualnej znajduje się w rodzinie pełnej miłości, żyje w dostatku, otoczone opieką, kiedy jest narażone na ostracyzm społeczny? Powszechny brak tolerancji dla odmienności w Polsce owocuje nagonką na dzieci par homoseksualnych. One nie cierpią z powodu posiadania rodziców jednakowej płci. One są wykluczone i wyśmiane przez otoczenie. W szkole, na podwórku, wszędzie gdzie się nie ruszą, wytykają je palcami. Zresztą to samo tyczy się dzieci rodziców wszelkich grup narażonych na dyskryminację. Homoseksualiści to akurat odsetek.

A naprawdę warto się zastanowić, czy lepiej będzie dziecku u pary homoseksualnej, czy w sierocińcu? Czy lepiej mu żyć z dwiema kochającymi je mamusiami, lub tatusiami, czy żeby wegetowało w rodzinie pełnej patologii?

Spójrzcie na nagłówki artykułów w gazetach. Na każdym kroku media krzyczą drukowanymi literami, że jakaś matka zabiła swoje dziecko nożem, a ojciec wyrzucił inne przez okno. Pijana matka wiozła dziecko bez pasów i spowodowała wypadek ze śmiertelnym skutkiem. Siostry zakonne molestowały i biły swoich podopiecznych. Takich historii jest na pęczki. A nie spotkałam się z artykułem (w Polsce wielu homoseksualistów wychowuje wspólnie dzieci, jednak prawo do dziecka ma tylko jedno z rodziców), żeby jakaś para homoseksualna wyrządziła jakąkolwiek krzywdę swojemu dziecku. Oni, adoptując, robią to niezwykle świadomie. Nie ma mowy o wpadce, czy nieprzemyślanej decyzji. Poza tym większość homoseksualistów nie chce mieć dzieci. Ci, którzy się na to decydują, mają taką potrzebę. Myślę, że to zupełnie normalne. Uważam, że lepiej takiemu dziecku w domu kochających rodziców, nawet odmiennej płci, niż na przykład w takim miejscu.

Środowiska katolickie uważają, że dziecko powinno być wychowywane przez biologicznych rodziców. Niestety nie zawsze taki dom można stworzyć. To jedno. Drugie, to tolerancja. Uświadomienie sobie, że ktoś inny tak naprawdę jest taki sam jak my i powinien mieć identyczne prawa. Mogę się z czymś nie zgadzać, ale dopóki nie ogranicza to mojej wolności, dlaczego mam coś bojkotować? Bóg kocha wszystkich tak samo i chce dla wszystkich dobrze, prawda? A przecież stworzył człowieka zarówno hetero, jak i homoseksualnego. Czy można mówić o boskim błędzie?

Denerwuje mnie to, że wszyscy przeciwnicy środowisk LGTB, z Kościołem na czele (który nie powinien wypowiadać się w kwestii rodziny, ponieważ duchowni takowych nie mają), wiedzą lepiej, co jest dobre dla cudzych dzieci. Nie ma dowodów na to, że dzieci par homoseksualnych wyrastają na przestępców, chwiejnych emocjonalnie zwyrodnialców. Natomiast dzieci z rodzin patologicznych zazwyczaj takie się stają. Dlatego mówię NIE patologiom, a homoseksualizm i adopcja dzieci patologią nie jest. Raczej próbą stworzenia bezpiecznego środowiska tym maluchom, które zostały go pozbawione.

Stanowisko prezesa Jakubiaka jest zgoła odmienne od mojego. Mimo to, nie bojkotuję jego piwa. Po prostu uważam, że jest nietolerancyjnym homofobem, którego powinno się uświadamiać. Ale nie stanie się to poprzez zaprzestanie picia Ciechana. Nie tędy droga! Ta sytuacja pokazuje, jak ważna jest debata społeczna, przedstawiająca kolejne argumenty za przyjęciem ustawy o związkach partnerskich. Jak ważna jest nauka tolerancji i szacunku do tego, co powierzchownie wydaje się inne. A przecież ci ludzie są tacy sami. Jak ja i Ty.

W Stanach Zjednoczonych lub Australii adopcja dziecka przez pary homoseksualne jest dozwolona i przebiega tak samo, jak tradycyjna adopcja. W Europie adopcja dziecka przez związki gejowskie lub lesbijskie legalna jest w Belgii, Danii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Norwegii, Szwecji, na Islandii, a także w katolickiej Hiszpanii.

48
89 Komentarzy w
“Adopcja dzieci przez pary homoseksualne”
  • Bardzo pięknie to napisałaś, dokładnie w tym samym kierunku podążają moje myśli. Już dawno analizowałam tą sytuację, od kiedy sprawa została nagłośniona, chyba pierwszy raz czytałam o parze homoseksualnej adoptującej dziecko w WO. Właśnie wtedy zrozumiałam jaką atencją i troską otaczają dziecko tacy opiekunowie. Tak jak napisałaś ich rodzicielstwo jest przemyślane, dojrzale i zawsze wynika z ogromnej potrzeby posiadania dziecka, które będzie owocem ich wielkiej miłości. W domach hetero w wielu sytuacjach macierzyństwo jest przypadkowe i nie wszyscy radzą sobie z tym tak jak powinni. Patologia; alkohol, przemoc, pedofilstwo, niedobrze mi już od tych wiadomości. Większość naszego społeczeństwa niestety ma bardzo zaściankowe, ortodoksyjne podejście do wychowania dzieci przez pary homoseksualne. Mało tego. Uważają, że ich stanowisko jest jedyne i słuszne nie zostawiając miejsca na polemikę. Wiesz, ja początkowo byłam sceptyczna, albo raczej ostrożna, pewnie jak każdy, nie znam, więc czułam się trochę niepewnie. Czytałam, rozmawiałam, analizowałam i wiem, że teraz jestem absolutnie na TAK.
    Bardzo dobry tekst kochana.
    Rozpisałam się, ale to temat rzeka, zwłaszcza jeśli reprezentuje się liberalno lewicowe poglądy ;)

    • Ja w sumie także jestem ostrożna. Ale jestem ostrożna we wszystkim. Bo nieważne, czy to np. dwie kobiety, czy para heteroseksualistów. Zawsze jest strach, obawa… Chodzi o to, by nie wykluczać innych tylko ze względu ich „odmienność” i rozpatrywać każdy problem indywidualnie! Bo wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, a jeśli ktoś tego nie rozumie, to ma problem z tolerancją, po prostu… Buziaki Aga! :*

  • Nikt nie powiniem być dyskryminowany, ale żyjemy w społeczeństwie demokratycznym, a demokracja polega na tym, że to większość decyduje.
    Jeżeli większość będzie chciała kalifatu to go będzie miała, jeżeli większość nie chce homopropagandy to jej nie będzie, itd.
    Chcę podkreślić, że żyjemy w cywilizacji chrześcijańskiej i to dzięki temu możemy mieć odmienne poglądy i nawet o nich dyskutować. A jeżeli ktoś chce naprawdę, ale to naprawdę walczyć o prawa kobiet, dzieci a nawet homoseksualistów, to polecam udać się do krajów muzułmańskich.

    • Nie wszystkie kobiety w krajach muzułmańskich są uciemiężone. Ba, nie wszystkie UWAŻAJĄ, że są uciemiężone. Po pierwsze, jest coś takiego jak relatywizm kulturowy. Po drugie, polecam książkę Tomka Michniewicza „Swoją drogą”. Tam jest pięknie opisane jak „biedne i prześladowane” są kobiety w Arabii Saudyjskiej, kraju uważanym za jeden z najbardziej antykobiecych na świecie.

  • Czytam Twojego bloga z uwielbieniem!!! Jesteś wspaniałą osobą i dobrym człowiekiem! Twoje posty powinny być czytane codziennie w wiadomościach, rano, w południe i wieczorem. Oby jak najwięcej takich ludzi na mojej drodze i każdemu tego życzę. Antosia ma wspaniałą i mądrą mamę, uczę się od Was!

    • No to mi pojechałaś! :)

      Ewo, niezmiernie się cieszę, że możesz się tutaj czegokolwiek nauczyć. Może lepiej napisać zainspirować, bo nauczycielem to chyba jestem słabym ;) Ściskam Cię ciepło i pozdrawiam. Chyba pierwszy raz u mnie komentujesz?

    • Drugi raz komentuję :) a czytam systematycznie, nauczycielem jesteś świetnym :) trzymaj tak dalej !!

    • Niestety tylko tak możemy zbawić świat. Otwartością i tolerancją na innych. Oczywiście wszystko ma swoje granice. Tolerancja rasowa w Stanach na przykład jest przykładem przegięcia w drugą stronę. Tam biały czuje się uciśniony, bo czarny jest panem. I to już jest chore… Chora jest także skrajna poprawność polityczna. Przykład: wyrzucenie szefa (współzałożyciela) Mozilli z firmy tylko dlatego, że wpłacił wiele lat temu 1000 dolarów na kampanię przeciwko małżeństwom gejów. Koleś został ukarany za to, że miał swoje poglądy. Czyli NIETOLERANCJA! To samo z prezesem Ciechana – identyczna sytuacja, ten sam bojkot. Zatem to wszystko działa w dwie strony, ale to już chyba materiał na kilka dodatkowych postów. Jedyne, co można, to w jakikolwiek sposób uświadamiać. OBIE STRONY! Bo i jedna i druga przegina w stronę własną. Ale to chyba jest z tego wszystkiego najnormalniejsze (czyt. zrozumiałe) – takie czysto ludzkie pobudki… ;) Pozdrowienia!

    • Minimaliv,
      Bialy nie jest ucisniony w USA a czarny na pewno nie jest panem! Wiem, bo mieszkam w USA od 20 lat. „I to juz jest chore…” Szczerze, to wstydzilabym sie takiej wypowiedzi. Ale, no wlasnie, ludzie maja prawo do wlasnych opinii I nic innym do tego.

  • Zabawne ile miejsca media poświęcają sprawie adopcji przez pary homoseksualne, a nie adopcji samej w sobie. W Polsce więcej jest wyselekcjonowanych, po specjalnych kursach itp., par czekających na dziecko do adopcji niż dzieci, które się do niej kwalifikują. Podobnie ze sprawą finansowania in vitro, a co z leczeniem bezpłodności, nie znam par, które leczyłyby się na NFZ. Problem jest mi znany, bo najpierw wydaliśmy z mężem fortunę na leczenie, potem czekaliśmy 3 lata na dziecko do adopcji. Czakaliśmy to mało powiedziane, przeszliśmy wiele szkoleń, robiono wywiady środowiskowe w naszych miejscach pracy, wśród sąsiadów i rodziny. Oboje mieliśmy dobre prace, znacznie więcej niż średnia krajowa, kiedy byliśmy już blisko powiedziano nam, że mamy za małe mieszkanie – mieliśmy 2 pokoje, wzieliśmy kredyt i kupiliśmy większe. Oboje mieliśmy już wszystkiego dosyć, bo byliśmy młodymi ludźmi, którzy zaczęli żyć pod dyktando ludzi z ośrodka adopcyjnego, przed wyjściem wieczorem do pubu zastanawialiśmy się czy ktoś nas nie zobaczy i nie uzna tego za wykroczenie. Skończyło się dla nas szczęśliwie, stał się cud i zaszłam w ciążę. Wyjechaliśmy do innego miasta i jesteśmy bardzo szczęśliwi we trójkę, a mogliśmy być w czwórkę, gdyby nam dano wtedy dziecko.
    Co do nieszczęśliwych dzieci w związkach homoseksualnych, o których autorka posta nie słyszała w polskiej telewizji, to się wcale nie dziwię, bo lewacka telewizja tego nie powie. Jednak sa badania robione przez Amerykanów i statystyki niestety nie są korzystne dla lobby homoseksualnego. Dorosłe dzieci wychowywane przez pary homoseksualne w dorosłym życiu częściej są uzależnione od alkoholu i narkotyków i częściej są beneficjentami opieki społecznej. W ubiegłym roku dosyć głośno było o nich w Wielkiej Brytanii i nawet lewacka BBC nie mogła tego przemilczeć.
    Moja najlepsza przyjaciółka jest lesbijką, kocha dzieci, a mojego syna najbardziej i jednocześnie jest największym przeciwnikiem adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Zawsze jej mówię, że jest pierwsza do zajęcia się synem, gdyby nam z mężem coś się stało, a ona twierdzi, że wtedy by musiała zmienić swoj sposób życia i być samotną matką.
    Przepraszam za tak długi komentarz, ale sprawa adopcji bardzo mnie dotyczy.

    • Magdo, określenie „lewackie” jest obraźliwe, więc proszę używaj tutaj innych zwrotów. Tak samo jak Ty uważam, że generalnie powinno się skupić na problemie adopcji (przez wszystkich), tak samo in vitro, ale nie o tym jest ten post.

      Rozumiem, że Twoje przekonanie na temat adopcji przez pary homoseksualne jest podyktowane stwierdzeniem Twojej najlepszej przyjaciółki. Analogicznie powinnam stwierdzić, że ludzie lubiący imprezować też nie powinni mieć dzieci. Bo moi przyjaciele, którzy prowadzą rozwiązły tryb życia są przeciwni posiadaniu dzieci w ogóle. Zresztą napisałam w tekście, że homoseksualiści generalnie nie chcą mieć dzieci. A ci, którzy chcą – robią to bardzo świadomie. Więc to, że Twoja przyjaciółka nie chce mieć dziecka, nie jest stanowiskiem wszystkich ludzi jej orientacji, a jedynie jej własną opinią na ten temat.

      Bardzo gratuluję zajścia w ciążę i cieszę się Twoim szczęściem! A kwestia tego, że nie udało Wam się zaadoptować dziecka jest zupełnie inną sprawą. Zawiódł system. O tym również powinno się mówić głośno, ale tak jak napisałam wcześniej, nie o tym jest ten post. Nie mogę wrzucać wszystkiego do jednego wora, bo stworzyłby się chaos.

      Niemniej jednak bardzo dziękuję Ci za ten komentarz (nie przepraszaj, że długi!), bo to bardzo ważny głos w sprawie adopcji generalnie. Pozdrawiam!

  • Całkowicie się zgadzam z artykułem. Dodatkowo, warto się zapytać samych siebie, czy jako rodzice (o ile ktoś rodzicem oczywiście jest), odmówilibyśmy możliwości wychowywania dzieci, swoim własnym dzieciom, gdyby okazały się homoseksualne?

    • Dobrze napisane.
      Zacznijmy od siebie.
      Jeżeli jesteśmy rodzicami pomyślmy czy chciecibyśmy, aby w przypadku naszej śmierci nasze dzieci zostały adoptowane przez parę homo.
      Ja bym nie chciał.
      I jeszcze propunuję ćwiczenie dla wszysktich. Każda czytelniczka proponuję swojemu partnerowi tydzień seksu analnego. A następny tydzień zmiana ról.

    • A mnie drogi r jest to bez różnicy. Jeśli zajęliby się moim dzieckiem odpowiednio, zapewnili mu bezpieczeństwo i kochający dom, to dlaczego nie? Wolałabym właśnie by moja Tośka trafiła np. do pary lesbijek, niż do zakonnic. Serio. Uczę moje dziecko tolerancji do odmienności na każdym kroku. Tłumaczę jej pewne zjawiska. A kompletnie nie rozumiem ostatniej części Twojej wypowiedzi. Co ma seks analny z moim partnerem do adopcji dzieci?

  • Szanowna M.
    Ma wiele wspólnego, jeżeli adoptować mają pary homo. Wszyscy ludzie są tacy sami i jedyną rzeczą jaka wyróżnia osoby homo, jest to, że preferują seks z osobami tej samej płci.
    Czy zaczynamy oceniać ludzi na podstawie ich preferencji seksualnych, czy na podstawie ich osiągnięć?
    Bo jeżeli na podstawie osiągnięć, to nie ma potrzeby wspominać o rasie, religji, czy preferencjach seksualnych. Ale z moich obserwacji wynika, że część środowisk homo chce być traktowana specjalnie tylko dlatego, że są homo.
    I z tym się nie zgadzam.
    Moją propozycją o seksie analny chcę zaproponować pełną solidarność z parami homo.
    Uważam, że homoseksualizm nie jest normalny, ale daleki jestem od oceniania wyborów innych ludzi czy ich sposobu życia, jeżeli nie ma to negatywnego wpływu na życie mojej rodziny i moje.

    • Ja z tym również się nie zgadzam. Więc tu się zgadzamy.

      Nie rozumiem nadal, dlaczego mam się solidaryzować z homoseksualistami poprzez uprawianie seksu analnego? Solidaryzując się z kalekami mam obciąć sobie wszystkie kończyny? Co za bezsens… A zresztą, czy go uprawiam, to moja prywatna sprawa. Ich także. Ja im do sypialni nie zaglądam. Tobie też nie. Możesz sobie uprawiać figle do woli. Ogranicza Cię tylko Twoja własna wyobraźnia.

      Co do normy, to na jakiej podstawie stwierdzasz, że oni nie są normalni? Tak samo w takim razie nie jest w Twojej nomenklaturze normalne uprawianie seksu analnego, oralnego, a miliardy heteroseksualistów na całym świecie to robi. Myślę, że jest wiele bardziej nienormalnych rzeczy na tym świecie, niż związki lesbijskie czy gejowskie.

      Na koniec dotarłeś do sedna wypowiedzi/wydźwięku mojego posta. Dopóki nie uderza to w Ciebie i Twoją rodzinę, to nie ma się o co pienić. Nie ma co zabraniać innym żyć tak jak chcą. Jeśli żyją prawie, to należy ich wspierać. I to chyba tyle…

    • Homoseksualizm jest normalny? Nie wierzę oczom moim co czytam .. ;) W jakim sensie naturalny??
      Autorko – widzę, ze wierzysz w Boga, a czytasz Biblię? Ten sam Bóg, który nas stworzył, powiedział także, ze homoseksualizm jest dla Niego grzechem i jest obrzydliwością.

  • Śmieszne: „który nie powinien wypowiadać się w kwestii rodziny, ponieważ duchowni takowych nie mają”. Równie dobrze Ty nie powinnaś wypowiadać się o wychowywaniu dzieci przez pary homoseksualne, skoro sama nie tworzysz takiej pary.

    • KK usilnie próbuje uchodzić za autorytet w kwestiach rodziny. Wypowiadać się każdy może, jednak autorytetem jest żadnym.

    • Od razu śmieszne. Nie można normalnie polemizować, tylko od razu wyśmiewać? Nie wypowiadam się na temat WYCHOWYWANIA dzieci przez pary homoseksualne. Tekst jest o tym, że uważam, iż powinno pozwolić się parom homoseksualnym te dzieci adoptować. Jeśli są w stanie, jak homoseksualiści, zapewnić dziecku odpowiednie warunki bytowania i otoczyć miłością i opieką. Problemem nie jest posiadanie dwóch mam, a nietolerancja naszego społeczeństwa dla takiego stanu rzeczy. Ciężko nam zrozumieć, że ktoś jest inny, chce i może żyć inaczej. Bo musi być tak jak chcemy my. Bo moja racja jest mojsza niż twojsza. I tak, uważam, że KK jest ostatnią instytucją, która powinna jakkolwiek wypowiadać się w kwestiach rodziny. To nie jest ich misja. Ich misją jest zbliżenie ludzi do Boga. Nieważne jakiej ci ludzie są orientacji.

    • nie jestem z KK, ale jesli chcecie wiedziec co Bóg myśli na ten temat i a temat rodziny w ogole, to polecam lekturę Biblii.

  • Szanowna M.
    Moim zdaniem solidaryzujesz się z homos, popierając ich w sprawach.adopcyjnych.
    W całej wymianie poglądów pod twoim postem nie zauważyłem osób homo, które wyraziłyby swoje zdanie, a to chyba ich najbardziej dotyczy.
    W stosunku do twoich wypowiedzi nie użyłbym nigdy określenia : ” bez sensu”.
    Jeżeli uważasz moje wypowiedzi za „bez sensu” zbanuj mnie.

    • Szanowny r.

      Nie mam potrzeby banowania Cię. Użyłam stwierdzenia „bez sensu” do mojej wypowiedzi w nawiązaniu do Twojej wypowiedzi. „Solidaryzując się z kalekami mam obciąć sobie wszystkie kończyny?”. Tak, uważam to za bezsens. Nie muszę robić czegoś tak samo jak ktoś, by się z nim solidaryzować. Solidaryzować się znaczy zgadzać się z kimś w jakiejś kwestii, popierać go. I to robię. Nie muszę tego manifestować poprzez seks analny. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

  • Akurat były jakieś procesy o molestowanie seksualne w rodzinach homoseksualnych w stanach, tego chyba się nie da uniknąć w 100%. Zresztą to woda na młyn przeciwników. Ciekawe dlaczego nie są przeciwko parom heteroseksualnym, tam molestowanie wychowanków zdarza się o niebo częściej. No ale cóż, brak symetrii w logice prawicowców jest dość oczywisty, inaczej nie musieliby się trzymać idiotycznych zasad w imię swej powiedzmy „kultury”.

    Wytykaniem palcami z tego konkretnego powodu nie przejmowałabym się zbytnio, dzieci z domów dziecka są także wytykane palcami. Natomiast nie jest powiedziane, że z marszu rodzina homoseksualna musi być kochająca. To nie jest takie proste, ludź jest tylko ludziem, każdy rodzic adopcyjny przechodzi przez gehennę, zwłaszcza gdy trafi mu się starsze dziecko. Problem z orientacją tylko kumuluje problemy (które oczywiście da się rozwiązać, ale to jest trudne i nie zawsze się udaje).
    Wielka szkoda, że polskie społeczeństwo nie jest gotowe, ale może kiedyś będzie. Mam przynajmniej taką nadzieję. Skoro nareszcie akceptowane są dzieci rodziców rozwiedzionych (w latach 50 i 60 były wytykane palcami), to może i za jakiś czas będą adopcyjne (dziś wystarczy być adoptowanym, by być wytykanym palcami, dlatego wiele rodzin hetero to ukrywa, by dziecko nie miał problemów w szkole).

    • Fantastyczna wypowiedź. Dziękuję Ci Lavinka! A widzisz, zgłębiłam nieco temat, może trochę za późno, bo inaczej sformułowałabym swój tekst, ale masz rację. Są przypadki molestowania dzieci przez pary gejów. Nie ma dowiedzionych przypadków molestowań przez lesbijki. To znaczy ja takich nie znalazłam, więc nie chcę, by moja wypowiedź została zrozumiana jako: „nie znalazłam to nie istnieje”. Ale sedno jest takie, że człowiek jest człowiekiem i nie ma znaczenia, czy homo czy hetero. Molestować, czy zabijać może każdy. Tylko dlaczego Z KLUCZA należy tym „innym” odbierać prawo do szczęścia?

    • Wiesz, to jest pochodna problemu, że częściej na pedofilię cierpią homoseksualiści. Diabli wiedzą dlaczego, ale jak to się przemnoży przez kilka miliardów ludzi, to takich przypadków będą tysiące. Zakazanie adopcji nic nie zmieni, bo pedofil jak zechce, to sobie ofiarę znajdzie i bez tego. Ale wytłumacz to ludziom, dla których wszystko może być tylko czarne lub białe.

    • Właśnie ciężko… Ale wierzę, że kiedyś to się stanie. Naprawdę. Że światło tolerancji spłynie na nich jak cud… Już nawet w Kościele są przebłyski! :)

  • Super post i totalnie się zgadzam. Niestety znowu homofoby się drą w komentarzach. Ale im więcej takiego jak Twoje podejmowania tematu tym większa szansa, ze za 1-1,5 pokolenia to oni będą w mniejszości. Tego sobie, Tobie i wszystkim życzę. Normalności i tolerancji.

    • Tak, ja sobie życzę tolerancji heteroseksualistów dla homoseksualistów, ale i odwrotnie! Ciężki temat, bo zawsze grupa uciśniona popada w skrajności. Dlatego im dłużej trwa taki rozłam, tym gorzej będzie później, bo jak już osiągną swoje, to mogą przeginać. Dlatego też uważam, że tolerancję trzeba wpajać naszym dzieciom od urodzenia, bo to jest klucz do pokoju na świecie i spełnionego życia. A nie zacietrzewionego chamstwa szerzącego się na każdym kroku. Oby więcej ludzi miało tę świadomość, zamiast rzucać kamieniem w kogoś tylko dlatego, że się różnimy… Przecież nikt nikomu nie każe utrzymywać z tymi ludźmi relacji, przyjaźnić się… Dlaczego mój głos ma odbierać im szczęście? Niech żyją jak ja i Ty. Niech żyją godnie.

    • Hmm, w ramach tolerancji i wypowiedzi na poziomie, jak ktoś ma inne poglądy lub stanowisko, to z miejsca jest „homofobem drącym się w komentarzach”?
      Można być tolerancyjnym względem homoseksualizmu (nie mylić tolerancji ze ślepą akceptacją), ale adopcja dzieci to nie tylko kwestia „prawa homoseksualistów do szczęścia”, bo od takiego ich prawa zależałoby życie, wychowanie i równowaga psychiczna adoptowanych przez nich dzieci. A jak ktoś wspomniał już w komentarzach, są badania dowodzące, że fakt posiadania rodziców jednej płci może mieć negatywny wpływ na rozwój dzieci.
      To już nie jest kwestia orientacji seksualnej tylko przyszłości adoptowanych dzieci. I własne „chcę mieć dziecko” nie może przysłonić dobra drugiej istoty ludzkiej – dziecka.

    • Aniu zły wpływ na dziecko może mieć wszystko. Słaby argument. Badania? Chciałabym je zobaczyć, konkretnie. Wtedy dopiero się wypowiem. Badania dowodzą, że młodzi ludzie wpadają w depresję i popełniają samobójstwo, gdy ich rodzice się rozwodzą. I co? I nic! Dlatego to wszystko jakieś frazesy są i kompletnie na mnie nie działają… Sorry.

  • „Nie ma dowodów na to, że dzieci par homoseksualnych wyrastają na przestępców, chwiejnych emocjonalnie zwyrodnialców” – są dowody np. raport Marka Regnerusa (2012a) zatytułowany „How different are the adult children of parents who have same–sex relationships?”
    Wracając do mojej próby adopcji, to nie był odosobniony przypadek, nie wiem ile par, które adoptowały dzieci znasz, bo ja znam kilkaset. W Polsce na adopcję czeka się przynajmniej 3 lata. Kryteria jakie trzeba spełniać są bardzo wygórowane np. uprawianie tzw. wolnego zawodu, skreśla Cie na starcie. Kilka lat temu, żeby zacząć się starać trzeba było być małżeństwem przynajmniej 5 lat. Jeżeli kryteria dla wszystkich będą takie same to jestem za. Tylko ciągle dzieci do adopcji w Polsce jest za mało. Adoptować można tylko dziecko, które nie ma rodziców, lub są oni pozbawieni praw rodzicielskich. Chyba, że autorka jest za odbieraniem przez państwo praw rodzicielskich wszystkim rodzicom, którzy nie spełniają określonych kryteriów, tylko kto je będzie określał i skąd pewność, że opieka społeczna nie zapuka do naszych drzwi.

    • Dzięki, zapoznam się chętnie z raportem. Ale pozostanę przy swoim stanowisku, które wyraziłam w komentarzu powyżej. Człowiek jest tylko człowiekiem. I tak samo ten z tzw. „dobrego domu”, jak i z patologii, jak i z domu rodziców homoseksualnych może wyjść na porządnego człowieka, a może zostać degeneratem.

      A co do Twojej próby adopcji, to rozumiem, że zostałaś skrzywdzona przez los/państwo, ale dlaczego ciągniesz ten temat, skoro nie o tym jest ten post? I dlaczego mi tutaj imputujesz, że jestem za odbieraniem przez państwo praw rodzicielskich wszystkim rodzicom, którzy nie spełniają określonych kryteriów? Przecież to w ogóle nie na temat. Już raz to pisałam, w poprzednim komentarzu. Więcej nie będę.

  • Nie chcę być odebrana źle, ale mam całkowicie odmienne zdanie od Twojego. To znaczy, nie w całości, bo absolutnie nie nigdy nie ma zgody na to, żeby dzieci cierpiały w patologicznych rodzinach. Jednak z punktu widzenia osoby wierzącej muszę Ci powiedzieć, że środowisko katolickie nie mówi, że dziecko ma być wychowywane za wszelką cenę przez rodziców biologicznych, bo są takie sytuacje, czy patologie, kiedy dla dobra tego dziecka jest to po prostu niemożliwe. Nie zgadzam się jednak z tym, że lepiej żeby taka osoba była wychowywana przez pary homoseksualne, bo mimo tego że będą je kochać tak jak najlepiej potrafią, to dwie kobiety mimo wszelkich starań nie będą w stanie zastąpić dziecku ojca ( i tym samym pokazać mu dobrego wzorca mężczyzny), podobnie dwóch mężczyzn nigdy nie będą potrafili zastąpić matki. Dodatkowo jest chociażby w Polsce wiele małżeństw, które chcą i mają do tego odpowiednie warunki, żeby móc adoptować dzieci, jednak prawo jakie istnieje utrudnia im to na różne sposoby. Mam jeszcze jedną myśl na temat tego, czy Kościół powinien się wypowiadać na temat rodziny, czy nie. Otóż powinien. Bo Kościół to nie tylko hierarchia, księża, biskupi i papież, ale przede wszystkim w ogromnej większości normalni ludzie, którzy mają rodziny. Wszyscy wierzący stanowią Kościół, tak gwoli ścisłości :)
    pozdrawiam Cię serdecznie :)

    • Dominika, na moim blogu nigdy w życiu nie zostaniesz źle odebrana. Bardzo cenię sobie odmienne od mojego zdanie i bardzo Ci za ten komentarz dziękuję. Jesteś grzeczna i ładnie się wypowiadasz, co tylko uświadcza mnie w przekonaniu, że są ludzie, z którymi, mimo że się nie zgadzam, mogę spokojnie i kulturalnie dyskutować.

      – Co do środowisk katolickich, to czytałam wypowiedzi i takie stwierdzenia właśnie padały.
      – Odnośnie wzorca mężczyzny na przykład, to nie wiem, czy w rodzinach heteroseksualnych, gdzie ojciec alkoholik leje swoją żonę, dziecko otrzyma dobry wzorzec. Na dwoje babka wróżyła.
      – Kwestia adopcji dzieci generalnie nie jest tematem tego posta. To kwestia zupełnie odrębna i ubolewam nad tym, że taki w naszym kraju z tym dramat. Może rodzice, którzy chcą adoptować dzieci, a mają pod górkę, powinni bardziej walczyć o swoje prawa? Ja bym tak robiła.
      – Co do Kościoła, to chodziło mi dokładnie o jego głowy, nie o zgromadzenie wiernych. Ci nie wychodzą na ambonę i nie przekonują tłumów do swoich racji. Kościół, za pomocą swoich przedstawicieli, opiniuje i przedstawia swoje poglądy. A te są jakie są i ja się z nimi nie zgadzam.

      Dodam, że już katolicki biskup Essen Franz-Jozef Overbeck wypowiedział się przeciwko wszelkim formom „dyskryminacji” jednopłciowych par i dzieci, które te pary adoptowały. Stwierdził, że „Dobro dziecka musi mieć pierwszeństwo”. Jest światełko w tunelu! ;)

    • Zgadzam się z Dominiką.
      Szczerze powiem, że jako osobę wierzącą, denerwują mnie mocno komentarze osób niewierzących lub niepraktykujących, że KK nie powinien się mieszać do tego czy tamtego, gdyż nic na ten temat nie wie – mam wrażenie, że często (z rozpędu? z lenistwa? z przyzwyczajenia? bo taka wizja dominuje w mediach?) te osoby wypowiadają się na temat, o którym tak naprawdę nie mają pojęcia, nie znają go dobrze, a przede wszystkim nie rozumieją czy też nie chcą zrozumieć czym jest Kościół katolicki i wiara.
      Tak jak napisała Dominika, Kościół to nie tylko hierarchia i księża, ale przede wszystkim wspólnota ludzi wyznających tę samą wiarę. Tak samo, księża i biskupi to nie do końca „faceci mówiący kobietom jak mają żyć” (cytat – mam nadzieję, że dokładny – z któregoś z dalszych komentarzy), bo nie przekazują oni swojego „widzimisię” tylko dogmaty wiary (to tak w naprawdę telegraficznym skrócie).
      Co do adopcji dzieci przez pary homoseksualne – tu też zgodzę się z Dominiką. Jakie wzorce na temat rodziny wyniesie z domu dziecko wychowywane przez dwóch ojców/dwie matki? Jaki wzorzec mężczyzny i kobiety i ich relacji? Boję się, że może to, szczególnie w dorastającym, młodym człowieku, powodować ogromny zamęt i niepewność. To raz. (co nie znaczy, że uważam, że dziecku będzie lepiej w patologicznym środowisku!). Druga sprawa – jaki wzorzec rodziny otrzyma takie dziecko? Czym jest rodzina?
      Piszesz, Minimaliv, że sama pochodzisz z „dysfunkcyjnej” rodziny (sama użyłaś tego określenia, powtarzam je za Tobą, bez najmniejszej intencji urażenia Cię!), ale śmiem twierdzić, że są to dwie zupełnie inne kwestie. Czym innym jest wzorzec silnej matki i braku ojca (z takich czy innych przyczyn), a czym innym fakt posiadania dwóch matek/dwóch ojców.
      Nie wiem czy udało mi się zachować choć odrobinę logiki w mojej wypowiedzi i wyjaśnić moje poglądy – strasznie ciężko tak napisać nie za długo i z sensem, co się myśli, gdy myśli kłębią się w głowie na dany temat. Trudny temat.
      Pozdrawiam!

    • Aniu, no przekazują dogmaty wiary, a ja się z nimi nie zgadzam i ich nie uznaję. I nie musi mi nikt mówić jak żyć (zwłaszcza kapłan), bo ja sama doskonale to wiem. Chcę żyć, i mam nadzieję, że żyję dobrze, mądrze i prawie. Mam swój mózg i raczej ogranicza mnie prawo ludzkie, a nie boskie, które powinno być niby odgórne, a ulega ciągłym zmianom, więc sami sobie przeczą, bo raz ustalą jedno, za chwilę drugie, zmieniają wiarę i religię pod współczesnego człowieka (co akurat jest dobre dla społeczeństwa, ale podważa ich autorytet w moich oczach). A więc cała religia nie ma sensu, bo za 1000 lat w końcu oznajmią, że Jezus wcale nie umarł na krzyżu (na co są dowody naukowców), a Maria Magdalena po prostu uprawiała seks.

      Nie rozumiem, dlaczego wzięłaś słowo dysfunkcyjny w cudzysłów. Czy uważasz, że jeśli ktoś żyje w rodzinie dysfunkcyjnej to jest inny? Ten cudzysłów na to by wskazywał. Czyli przejaw nietolerancji? ;)

      Odpowiadając na pytanie, czym jest rodzina, odpowiem: Rodzina to miłość, stan umysłu, a nie stan posiadania matki, czy ojca. Dzisiaj rodziną jest także singiel! Ale ktoś, kto tak twardo trzyma się dogmatów Kościoła, nie będzie się z tym zgadzał, bo Kościół po prostu mówi inaczej. I ja to szanuję. Ale osobiście nie słucham Kościoła w najmniejszym stopniu, bo nie jest dla mnie autorytetem. Dla Ciebie może być jak najbardziej i super. :)

    • Choć dodam, że bardzo lubię nowego papieża i podoba mi się jego podejście do tematu religii i wiary. Dla mnie ten człowiek pięknie rozgranicza istnienie Boga, od całej tej religijnej szopki. Bo wiara, a religia to dwie różne sprawy. I to chyba pierwszy raz od czasów podstawówki, kiedy z przejęciem czytałam 10 przykazań na szczęśliwe życie papieża Franciszka. Coś pięknego!!! Pozdrowienia!

    • Krótko, bo przy chorych małych dzieciach trudno o odpowiednią ilość czasu i skupienia przy pisaniu.
      Nie zgadzam się, że wiara katolicka dostosowuje się do społeczeństwa, trochę za daleko posunięte stwierdzenie, wynikające być może z bazowania na opiniach/artykułach(nie wiem!) niż z pogłębionej, rzetelnej wiedzy w tym temacie. Trudno mi o tym dyskutować na szybko w komentarzach, szczególnie, że mam wrażenie, że jesteś uprzedzona (?nie wiem czy właściwe słowo) i traktujesz mnie protekcjonalnie (są „naukowe” – tym razem cudzysłów z pełną premedytacją! – dowody na to, że Chrystus nie umarł na krzyżu, że mogę sobie wierzyć w co chcę, ale Ty wiesz lepiej – niestety, taki jest ton Twojej wypowiedzi) – trudno z takim tonem dyskutować, szczególnie, że wydawało mi się, że moja wypowiedź jest stonowana i uprzejma.
      Również z uprzejmości ujęłam w cudzysłów słowo „dysfunkcyjna”, gdyż nie uważam, żeby rodzina składająca się z matki z takich czy innych względów wychowującej samej dzieci/dziecko była w najmniejszym stopniu dysfunkcyjna. Stąd cudzysłów. Skąd pytanie czy jest on wyrazem nietolerancji? Bo jestem osobą wierzącą, więc z miejsca nietolerancyjną? Dziwnie to zabrzmiało, nawet jeśli to był żart. Szczególnie w tej dyskusji.
      Zanim będę komentować doniesienia GW, wolałabym ustawę przeczytać, bo na samych komentarzach i doniesieniach tejże gazety nie lubię sobie wyrabiać opinii – są mocno tendencyjni. Jednak, żeby znów nie było zaraz uproszczeń, że nie mam nic przeciwko przemocy domowej – oczywiście, że MAM! Zarówno względem kobiet, dzieci jak i mężczyzn (tak, taka też ma miejsce niestety nadzwyczaj często, choć mało się o niej mówi). Ale chciałabym wyrobić sobie opinię na podstawie źródła a nie artykułu na temat… Więc przepraszam, ale się nie wypowiem jeszcze. Ponadto, to, że jestem osobą wierzącą nie znaczy, że jestem współodpowiedzialna za błędy innych katolików, stowarzyszeń katolickich itd. Na tej zasadzie, tak upraszczając wszystko, jeden ateista byłby odpowiedzialny za np. napad dokonany przez innego ateistę (bo najwidoczniej wyznają te same wartości). Absurd! Katolicy to normalni ludzie mający takie samo prawo do błędu jak wszyscy, nie ma co wszystkich wrzucać do jednego worka i robić z nich skrajnych oszołomów.
      I na koniec – wiara naprawdę nie pozbawia człowieka mózgu, wierz mi.
      Jeśli zbyt krótko wyjaśniłam temat – przepraszam, usprawiedliwiłam się na początku komentarza.
      Pozdrawiam!

    • Szybkie wyjaśnienie co do porównań z ateistami, napadem i odpowiedzialnością, żebyś nie posądziła mnie o brak logiki ;) Oczywiście, katolicy wyznają te same wartości, ale to nie znaczy, że są to ludzie, którzy nie popełniają błędów, nie błądzą, ani też, że błąd jednego katolika automatycznie świadczy o jakiejś ułomności w tym kierunku całej wspólnoty Kościoła katolickiego. Wręcz przeciwnie – Kościół katolicki to święta wspólnota grzesznych ludzi – czyli, że w tej społeczności/wspólnocie zachodziło, zachodzi i będzie zachodzić napięcie między dobrem, świętością i złem – grzechem.

    • Aniu nie chce mi się z Tobą dyskutować, wybacz. A konwencję przeczytaj. Nie dla mnie. Sama dla siebie. Bo też jesteś kobietą. Ściskam.

    • Jestem wierną czytelniczką Twojego bloga. Wydawało mi się zawsze, że każdy jest tu mile widziany (sama tak twierdziłaś), że można ze sobą dyskutować. Ta dyskusja pokazuje tymczasem dobitnie, że jednak nie. Sorry, że nie chce Ci się ze mną dyskutować. Ciekawe czemu – czy prezentuję nie te poglądy, co należy w tym miejscu? Bo nie sądzę, by forma moich dotychczasowych odpowiedzi była nieodpowiednia.
      Piszesz wyżej o pustych frazesach – w tym wypadku widzę, że pustym frazesem jest tolerancja (tu – cudzych poglądów) – nawet nie silisz się na poważne potraktowanie rozmowy ze mną. Szkoda.

    • Aniu bardzo się cieszę, że jesteś wierną czytelniczką. Ale wybacz, mnie też może nie chcieć się z kimś rozmawiać. I naprawdę, nie muszę się z tego tłumaczyć. Może wolałabyś, żebym nic nie odpisała? Tak byłoby kulturalniej? Po prostu zamilknąć? Traktuję Cię poważnie, ale nie mam ochoty dyskutować. Tak trudno to zrozumieć? Może ja Cię zmuszę teraz do dyskutowania o wpływie infrastruktury na zindustrializowane społeczeństwo XXI wieku? Podejmiesz temat? Bo akurat na to mam teraz ochotę… [oczywiście żartuję]

      Aniu, nie czuję się w obowiązku odpowiadać miliardem słów na każdy komentarz. Jeśli piszę, że nie mam ochoty dyskutować to po prostu jej nie mam. A Ty możesz wyjść, trzasnąć drzwiami i tylko Twoją decyzją będzie, czy wrócisz, czy nie. Mam ostatnio mało czasu, mało mnie tutaj, wolę żyć w realu niż nadmiernie skupiać się na blogu i siedzieć w necie i ostatnią rzeczą jakiej teraz pragnę, to tłumaczyć Ci dlaczego nie znoszę Kościoła, nie wierzę w Boga, a wierzę a naukę i badania i przekonywać Cię do czegokolwiek, bo nigdy w życiu nie było to moim zamiarem. To tyle. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  • Sprawę mojej adopcji poruszyłam, żeby Ci uzmysłowić, że w Polsce nie ma problemu z niechcianymi dziećmi. Niewiele dzieci w domach dziecka nadaje się do adopcji – czyli ich rodzice są pozbawieni praw rodzicielskich. 90% to dzieci, które mają rodziców np. alkoholików lub bardzo biednych ludzi, którzy sami nie zrzekli się praw rodzicielskich – te dzieci nie mogą być adoptowane. Sprawdź statystyki i dane ile par oczekuja na adopcję – 5 lat temu było to 80 tyś. Napisałaś artykuł o adopcji przez pary homoseksualne, a nie znasz badań i danych na temat samej adopcji, stanu prawnego w Polsce i badań dotyczących dorosłych dziś dzieci, wychowywanych przez pary homoseksualne. Odrębną sprawą jest tolerancja dla par homoseksualnych, ja jednak uważam, że samo zauważanie ich odmienności i żadanie dla nich „praw” jest przejawem braku tolerancji.
    Nie podoba mi się ton jakim piszesz o moim „skrzywdzeniu”, bo ja się za skrzywdzoną nie uważam.

    • Wybacz w takim razie, ale tak to zabrzmiało. Dziękuję, że wyjaśniłaś o co Ci chodzi. Z pewnością zgłębię swoją wiedzę na ten temat. Jestem Ci bardzo wdzięczna za wszelkie informacje. Pozdrawiam.

  • Szanowna M.
    Jezeli możesz, odpowiedz mi dlaczego w całej tej dyskusji nie słychać głosu par homo.
    Czy walczymy w cudzej wojnie?

    ps
    Uważam, że odpowiadając ma mój post słowami: „Mam nadzieję, że to rozumiesz”, traktujesz mnie protekcjonalnie.
    Nie czytam twojego bloga w celu zgłębienia mądrości życiowych, a raczej traktuję go jako rodzaj rozrywki.

    • To ja już nie wiem, jak mam pisać. Co jest złego w napisaniu: „Mam nadzieję, że to rozumiesz”? No mam taka nadzieję, no! Tak samo bym Ci powiedziała, jakbym z Tobą rozmawiała, ale zapewne zabrzmiałoby to inaczej, bo to kurna blog i słowo pisane, a nie mówione. Tutaj wszystko jest trudniejsze…

      A co do Twojego pierwszego pytania, to odpowiem: Skąd ja mam to wiedzieć, dlaczego nie słychać (a raczej nie widać) głosu par homo? I naprawdę, (znów) zrozum, że ja o nic nie walczę. To tylko moje stanowisko, nie żadna walka. Jakbym chciała walczyć, to wyszłabym na ulicę, a nie pisała sobie tekst w wygodnym fotelu… Po prostu dzielę się z innymi swoją opinią. Można z tym polemizować, zgadzać się lub nie. Od tego są blogi, czyż nie?

      Cieszę się bardzo i niezwykle mi miło, że czytasz mnie dla rozrywki. Od kiedy u mnie gościsz? Pozdrowienia!

  • Droga Minimaliv

    cieszę się, że potrafimy rozmawiać mimo różnicy zdań :) Chciałam jedynie dopowiedzieć na temat dość odrębny od głównego tematu, nie chcę żeby mi to gdzieś umknęło, no i chciałam się podzielić z Tobą tą myślą. Myślę, że dzisiaj generalnie jest dość duży problem z dobrym wzorcem mężczyzny. Ojciec alkoholik nigdy nie jest dobrym wzorcem, to chyba dość oczywiste (chociaż nie chcę tutaj obrażać i ranić ludzi, u których kiedyś mógł się pojawić taki problem w domu) i zawsze wszelka patologia pozostanie złem. I myślę, że jest tak niezależnie od orientacji seksualnej.
    pozdrawiam Cię serdecznie :)

    • Droga Dominiko, u mnie właśnie tak było. Ojciec nie dał mi żadnego wzorca. I bez tego wzorca właśnie wybrałam sobie wspaniałego życiowego partnera. Nie wiem, czy czytałaś, ale zapraszam do lektury tego bardzo osobistego tekstu: http://minimaliv.com/2014/06/tata/. Jestem więc przykładem dziecka, które mimo wychowania w rodzinie, w pewien sposób dysfunkcyjnej, wyszło na ludzi. Myślę, że dzieci par homoseksualnych i bez takiego wzorca mogą żyć normalnie… Uściski! :*

  • Szanowna M.
    Dziękuje Ci za szybkie odpowiedzi. Czytam Twojego bloga razem z żoną od kilku miesięcy bo mamy dziecko w podobnym wieku.
    Uważam, że jest naprawdę dobry i zawsze z przyjemnością go odwiedzam.
    Życzę dobrej nocy.

    • Bardzo mi miło. Mam nadzieję, że nasza polemika Cię nie odstraszy. Wiele się dzisiaj dowiedziałam, co z pewnością jest polem do rewizji poglądów. Ja naprawdę nie jestem zafiksowana na jedną opinię. Jednak w tej dyskusji kluczem jest dla mnie tolerancja. I fakt, żeby nie negować inności, zarówno płciowej, jak i tej poglądowej, jak i każdej! Nie zakładać, że coś jest złe tylko dlatego, że jest inne. Każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, adopcje przez pary homoseksualne także. Może w tekście zbyt generalizowałam, ale chyba nie umiem inaczej i nie mam po prostu wystarczającej wiedzy, co udowodniła Magda (wyżej). Dlatego tak mi miło, gdy przychodzą tu mądre osoby, które przedstawiają mi swoje stanowisko i mogę się dowiedzieć od nich wielu ciekawych rzeczy. Dziękuję Wam.

  • Są osoby homoseksualne i czytają.

    Mam prawie 30 lat, cudowną partnerkę, 3 adoptowane ;) koty, ukończone studia nauczycielskie, dochodową i stabilną pracę, własne mieszkanie z ogrodem i marzę o dziecku od co najmniej 8 lat, ale… martwię się o nie, mimo, że jeszcze go nie mam – martwię się o to czy damy mu wystarczająco dużo miłości, bliskości, troski, pewności siebie i siły do zmagania się z tym nieprzychylnym naszej rodzinie światem, i boje się – boje się o to czy da sobie radę, czy nie będzie mu przez nas dużo ciężej, czy nie będzie mieć do nas pretensji, dlatego waham się. I od 8 lat marzę.

    • Rośnie pokolenie dzieci, przynajmniej tych, co znam, których to nie będzie dziwić i będą podawać rękę, żeby przeprowadzić przez grząską ścieżkę nieprzychylnych oczu [jeśli się takie ostaną]. Przysięgam.

    • Droga A. Bardzo mi miło, że tu jesteś.

      Asia napisała Ci tak pięknie, że aż się wzruszyłam.
      A ja życzę Ci z całego serca, byś w końcu mogła przestać marzyć, a Twoje marzenia stały się rzeczywistością.
      Pozdrawiam ciepło!

  • Ciechana nie pijam ale nie żebym pijała wcześniej.
    Adopcja w PL jest dla najbardziej wytrwałych i zdeterminowanych. I tylko ci docierają do finału. Więc jestem na tak, jeśli są na tyle zdeterminowani i system ich nie zmiażdży, to znaczy, że się nadają. To nierówna walka z systemem i gra w dokuczanie.
    A patologię namierzymy w każdym środowisku, i patriarchów koscielnych i gejowskim.

    • Dokładnie. Tylko tej kościelnej jakoś coraz więcej i więcej. A powinni świecić przykładem, skoro uchodzą za autorytet…

  • o matko! dokładnie! każde słowo!
    szlag mnie trafia jak księża wypowiadają się na temat rodzin, szlag mnie trafia jak faceci decydują o życiu kobiet!
    I też nie przeraża mnie wychowywanie dziecka przez parę gejów (bo oczywiście zazwyczaj o gejów a nie o lesbijki chodzi), przeraża mnie społeczeństwo! to ono nie jest na to gotowe, bo jest tak zaściankowe, że aż po oczach bije.
    ostatnio gdzieś przeczytałam, że tak naprawdę to małej grupie homoseksualistów zależy na legalnych małżeństwach, adopcjach- im zależy na tym żeby mieć wybór! no bo jak „ktoś” może „komuś” powiedzieć NIE w tak osobistej sprawie jak małżeństwo czy rodzicielstwo… teoretycznie, bo w Polsce właśnie ksiądz ma taką władzę…

    • Dokładnie, jesteśmy jak większość grup społecznych – bardzo różnorodni w całej masie. Dopuszczenie możliwości zawierania związków czy adopcji dzieci nie spowoduje, że cała grupa nagle rzuci się, żeby korzystać z tych „przywilejów”, ale zrozumieć nie umiem jak ktoś mi, równoprawnemu członkowi tego społeczeństwa, który pracuje dla niego, płaci wszystkie składki/podatki/inne mówi, że jestem bezproduktywna (cyt. Pawłowicz) i z pozycji Boga decyduje o moim życiu mówiąc co mogę a czego nie mogę robić czy zawierać.

    • Akurat Bóg dokładnie określił się co do homoseksualizmu.

  • Za dużo jak na mnie komentarzy, wiec wybacz jeśli coś powielę ;)
    Musiałam się przespać z tematem. Znasz mnie całkiem dobrze. Wiesz jak było i jak jest.
    Czy pary homoseksualne potrafią zastąpić rodziców – tego nie wiem. Wiem, ze są to ludzie wyjątkowo delikatni i wrażliwi. Chyba żadne mężczyzna nie potrafi zrozumieć tak kobiety jak „gej” właśnie. Mam kilku takich kolegów i dla mnie to super osoby są! Jednak mężczyzna + mężczyzna & wychowanie. Nie jestem w 100% pewna, ale nie jestem też przeciwna. To chyba jednak lepsza alternatywa jest niż rodziny patologiczne. Kurczę, trudny to temat jest bardzo.
    Bo dziecko powinno mieć normalny dom i czerpać wzorce z normalnych rodziców.
    Pokręcony ten nasz świat.

    A wpis bardzo dobry moja droga!

    • Aniu ale co to jest norma? Czy mamy dzisiaj normalne domy? Dla mnie norma, to miłość, dobro, ciepło, bezpieczeństwo. Reszta jest względna… I całkowicie rozumiem Twoje obawy. Każdy z nas je ma. Dopóki coś nie będzie powszechne i nie przekonamy się jak jest, zawsze będą jakieś niepewności. Ale nie rozumiem odbierania prawa do szczęścia człowiekowi takiemu samemu jak ja i Ty. Środowiska katolickie mówią, że trzeba mieć pretensje do natury. W ten sposób nie powinno się pozwalać adoptować dzieci w ogóle! Bo skoro natura poskąpiła ludziom możliwości posiadania dziecka, to z jakiej racji mogą je adoptować? A przecież kobieta w związku lesbijskim może urodzić sobie dziecko sama, a później i tak wychowa je jak chce. Jak Ty i ja.
      Buziaki!

  • EMPATIA.

    Wyobraźcie sobie następującą sytuację:

    Jesteście nastoletnią dziewczyną. Maciej kilkanaście lat – wiecie już, że jesteście inne niż większość i czujecie, że nigdzie nie pasujecie. Kochacie swoich rodziców i ufacie, że pomogą Wam rozwiązać problem, lecz ich reakcja łamie Wam serce – krzyki, wyzwiska i oskarżenia nie kończą się, z dnia na dzień relacje ulegają drastycznej zmianie – z ukochanej córki stajecie się dzieckiem „tylko socjal”. Rodzice próbują wszystkiego – wywożą Was w nocy do szpitala psychiatrycznego, zabierają komputer, telefon, wszystkie oszczędności, w końcu dotkliwie biją nie potrafiąc poradzić sobie z sytuacją. Dopiero zaczynacie studia dzienne, lecz nagle zmuszone jesteście opuścić dom rodzinny i radzić sobie na własną rękę, na niczyją pomoc nie możecie liczyć.

    Zakochujecie się, czujecie, że na to czekałyście latami – macie ochotę całować, tulić i trzymać za rękę wybrankę serca, lecz nie możecie, musicie ukrywać to uczucie. Jeśli czasami się nie uda możecie spodziewać się pogardliwych spojrzeń, przykrych komentarzy, nawet naplucia w twarz. Kochacie ją, słyszałyście o gwałtach w celu „uzdrowienia”, chcecie, żeby była bezpieczna – nie trzymacie za rękę.

    Kończycie 25 lat – dalsza rodzina na różnych uroczystościach ciągle wypytuje o męża i dzieci, nie wiecie już co macie odpowiadać, przestajecie na nie przychodzić. Wasz siostra wychodzi za mąż, długo razem zastanawiacie się czy jako osobę towarzyszącą możecie zabrać partnerkę – przychodzicie same, samotne, „stare panny”, bawicie się średnio.

    Pracujecie w specyficznej branży, macie w biurze wesołe i serdeczne koleżanki, które ciągle opowiadają o swoich chłopakach, partnerach, mężach – Wy musicie milczeć, wiecie jak bardzo konserwatywne poglądy ma Wasz szef. Ramka ze zdjęciem na biurku oraz za częste podwożenie autem czy całowanie na pożegnanie jest wykluczone, ciągle musicie się ukrywać i gryźć w język.

    Chcecie mieć razem dziecko, długo się nad tym zastanawiacie, macie masę obaw, ale postanawiacie spróbować. Prywatna klinika z Waszego miasta odmawia Wam inseminacji, ponieważ przed zabiegiem obowiązkowa jest obecność męża. Po kilku miesiącach szukania udaje się dopiero w Białymstoku – zachodzicie w ciążę, jesteście wniebowzięte.

    Ciąża przebiega prawidłowo, lecz pewnego dnia staje się coś strasznego – trafiacie na stół operacyjny w bardzo ciężkim stanie, dziecko udaje się uratować. Rodzina, ta która odrzuciła Was jako nastolatki, nie pozwala Waszej partnerce wejść na szpitalną salę. Umieracie bez najmniejszego pożegnania z nią. Wasze wymarzone dziecko decyzją sądu zostaje z Waszą rodziną, tak samo mieszkanie, które było Wasze, spłacane wspólnie, ale kredyt wzięłaś za życia tylko na siebie.

    • Jesli jest EMPATIA, to nie ma problemu z zadnym tematem.

      Dziekuje A.

  • A mnie zastanawia dlaczego osoby przeciwne takim adopcjom są natychmiast uważane za nietolerancyjne? ( nota bene wydźwięk tego słowa jest negatywny, więc jeśli już chce być Pani taka nowoczesna i PC to lepsze będzie słowo „akceptacja”). Ale nie o tym, ja na przykład jestem przeciwna adopcjom przez pary homoseksualne, mimo że nie jestem homofobem i mam znajomych gejów, jestem przeciwne nie dlatego, że to obrzydliwe itd. ale dlatego ,że to po prostu wbrew naturze. Podkreślam NATURZE a nie Bogu. Co więcej takie adopcje stają się powszechne w imię poprawności politycznej i tak opiewanej przez Panią tolerancji, a nie dla dobra dzieci.I szału dostaję kiedy widzę, że wszystkich przeciwników wrzuca Pani do jednego wora z napisem : oszołomy i homofoby, ja się pytam gdzie Pani tolerancja???

    • Z ogromnym szacunkiem Joanno, mam ochotę wykasować Twój komentarz i zapewne to uczynię. Dlaczego? Dlatego: „wszystkich przeciwników wrzuca Pani do jednego wora z napisem : oszołomy i homofoby, ja się pytam gdzie Pani tolerancja???”. Bo to chyba nie do mnie to zdanie, a do kogoś innego…

    • Gdzie w takim razie kiedykolwiek nazwałam kogokolwiek homofobem i oszołomem, ja się pytam, gdzie???

    • Wbrew naturze? Wbrew naturze jest również to, że siedzimy całe dnie przed komputerami, zamiast ruszać się i przebywać na powietrzu. Wbrew naturze jest przetworzona żywność, jej współczesna produkcja. Wbrew naturze jest golenie nóg i wyrywanie brwi. Jajko czy kura? Natura czy kultura? Kiedyś kobiety wychowywały dzieci razem, mężczyźni pełnili inne role i na pewno nie byli tak zaangażowani w proces wychowania jak obecnie. Jeszcze nie tak dawno temu z 16 dzieci, które się rodziły parze do względnej dorosłości dożywały 4 i nie był to specjalny problem. „W przypadku pingwinów zaobserwowano, że niektóre osobniki płci męskiej łączą się w pary na całe życie i zdarza się, że wspólnie budują gniazdo, w którym zamiast jajka umieszczają kamień próbując wysiadywać go. W 2004 roku pracownicy ZOO w Central Parku eksperymentalnie podmienili jednej męskiej parze pingwinów kamień na prawdziwe jajko, po czym zaobserwowali, że wyklute pisklę para pingwinów otoczyła taką samą opieką jak pary osobników płci przeciwnej” – zwierzęta wbrew naturze? Najpierw trzeba byłoby zdefiniować co to znaczy zgodnie z naturą, zwłaszcza, że przecież rodzimy się „skażeni” kulturą.

  • No nie wiem jak Pani ale ja nie jestem pingwinem, przywoływanie takich cytatów to czysta demagogia. Moglibyśmy tak wymieniać się komentarzami w nieskończoność, tylko po co? Panie mają prawo do swojego zdania i ok, ale ja też mam prawo do swojego i nie życzę sobie być nazywana zaściankową, ograniczoną i jakie tam jeszcze padły określenia w komentarzach. Najbardziej zaś kocham „argumenty” typu w krajach Europy zachodniej takie rozwiązania mają miejsce od lat. Czyli ja w rajach Europy zachodniej lub kochanej za tolerancje Skandynawii zaczną obcinać ludziom lewe ucha to my tez to zrobimy? No bo skoro tam się sprawdza jakieś rozwiązanie to musi być cudownie. Ja Państwa tak męczy zaściankowość i brak tolerancji Polaków to przecież można się wyprowadzić i nie męczyć dłużej. To tak jak z blogerkami, po co krytykować i męczyć się czytając coś co się uważa za głupie, można po prostu przestać zaglądać na dany blog , zamiast oczekiwać zmiany poglądów jego autorki. Co niniejszym zamierzam uczynić.

    • Właśnie miałam o to serdecznie Panią prosić. Bo po pierwsze nie potrafi Pani chyba czytać, jeśli kieruje do mnie te oskarżenia, a po drugie nie wiem po co traci Pani swój cenny czas. Wszystkiego dobrego!

    • PS. Ja z Panią nie walczę, nie przekonuję do niczego. Ja przedstawiam na swoim blogu swoją opinię. Mam przyjaciół o wielu odmiennych poglądach i nadal się przyjaźnimy bo… Uwaga uwaga! Tolerujemy swoje odmienne poglądy! Hurra! To możliwe! :) Czego serdecznie Pani życzę. Nie piszę do widzenia, gdyż już tu Pani nie zajrzy, więc zakończę krótkim „Żegnaj!”.

  • Miałam już nie pisać,ale po raz ostatni muszę.wzruszyła mnie Pani troska o mój cenny czas i umiejętność czytania. Zapewniam, że nabyłam ją już dawno temu. Za to Pani chyba nie, lub przynajmniej nie ze zrozumieniem,janteż nikogo nie przekonuje i nie ma potrzeby życzenia mi umiejętności tolerancji. Napisałam, że Pani ma swoje poglądy a ja swoje i to jest ok. Żyj i daj żyć innym.

    • Oczywiście, że nie umiem. I błagam nie „paniuj” mi już więcej, tyle razy pisałam, że u mnie na blogu mówimy sobie na Ty… A zresztą już się pożegnałyśmy, prawda? To uściski gorące posyłam.

  • Skłoniłaś mnie tym wpisem do głębszych przemyśleń. Gdyby ktoś, jeszcze wczoraj zapytała mnie co o tym myślę skłoniłabym się ku odpowiedzi, że małżeństwa, wspólne życie par homoseksualnych tak, ale adopcja nie. Dzisiaj nie potrafiłabym podać odpowiedzi, muszę się nad tym jeszcze raz dogłębnie zastanowić… Wszystkie podane przez Ciebie argumenty do mnie przemawiają.

    • Kaśka, a wiesz, jesteś już kolejną osobą, która mi to mówi? I wiesz, ja naprawdę sama na takie bite 100% nie wiem, co myśleć. Bardziej skłaniam się ku TAK, ale to nie jest prosta sprawa, mimo wszystko. Ale przynajmniej wiem, że nie jestem na NIE! Tak jak napisałam w tekście, nie przeraża mnie ta forma adopcji. Przeraża mnie społeczeństwo… Bo nie ma „normy”. Gdyby ludzie uczyli swoje dzieci, że OK jest mieć np. dwie mamy i że inne dzieci tak mają, mimo iż ich dzieci mają rodziców różnopłciowych, to nie byłoby problemów.

      Zawsze gdzieś występuje jakaś dysfunkcja. Znam ludzi z „dobrych domów”, gdzie mama i tata i wszystko powierzchownie wspaniałe. A wyszli z tych domów ci ludzie jak zombie. Tak ich rodzice skrzywdzili… Dlatego nie ma normy, nie ma reguły, każdy przypadek powinno się rozpatrywać oddzielnie. Pozdrawiam!

  • Masz rację, rodzin dysfunkcyjnych jest więcej niż nam się wydaje i to to powinno razić nas bardziej niż rodziny homoseksualne. Nigdy tak o tym nie myślałam, dopiero Twój wpis mi to unaocznił. Dotąd rodziny patologiczne były jednym tematem do dyskusji, a homoseksualne zupełnie innym. Tymczasem czytając Twoje argumenty widzę, że są to rzeczywiście kwestie, które należy rozpatrywać równolegle. Mam o czym myśleć, lubię taki stan :)

  • Super! W końcu ktoś to napisał :) Mam zdanie identyczne! :) Najważniejsze w tym wszystkim jest dobro dziecka. A Polska jest bardzo nietolerancyjnym krajem czy to dla lesbijek czy homoseksualistów, a także dla innych narodowości.

    • Niestety mamy ogromny problem z tolerancją. I to działa na szkodę nie tylko dzieci par homoseksualnych (bo to akurat u nas rzadkość i ekstremum), ale także wszystkich, którzy odstają od tej wymyślonej, dziwnej „normy”. Mam nadzieję, że moje dziecko doczeka czasów, w których tolerancja i miłość do bliźniego będzie na porządku dziennym. Tego ją uczę. Empatii i tolerancji. A nie walki o nie wiadomo co, w imię nie wiadomo czego…

  • Miło przeczytać rozsądną notkę na taki temat. Dobrze wiedzieć, że są ludzie, którzy myślą podobnie. I, że można o tym rozmawiać kulturalnie i spokojnie. Bo niestety poza internetem często wygląda to zgoła inaczej….

  • A ja nie potepialabym akcji nie picia Ciechana tak do końca. Jeśli kogoś pan J. osobiście obraził to rozumiem niechęć do wszystkiego co sie z jego osoba wiąże. Dodatkowo taka akcja jest dość medialna wiec ma szanse zaistnieć w jako przeciwwaga dla homofobicznej wypowiedzi.
    Nie sadze jednak żeby miała ona zmienić czyjekolwoek poglądy. Potrzebna nam raczej dlugofalowa, rzeczowa debata społeczna niz „szczekanie” na siebie z dwóch stron barykady.
    Bardzo podoba mi sie ten post. Pozdrawiam

  • e tam. dla mnie homoseksualizm w Polsce jeszcze z 50 lat będzie tabu w najlepszym przypadku, a zwykle piętnowaniem i koszamarem. ludzie się z tym kryją boją się ostracyzmu. moja znajoma zrobiła szopę na pół miasta jak sie dowiedziała, że jej mąż to gej (dokładnie jak tu!! : http://www.eporady24.pl/homoseksualizm_meza_i_rozwod_z_orzeczeniem_o_jego_winie,pytania,3,18,3081.html ) i co jej z tego przyszło? zupełnie nic, a facetowi – tona smutku.

    • Bardzo mi się podoba Pani artykuł. Zawsze podziwiam osoby tolerancyjne, otwarte. Mark Regnerus to pseudo socjolog, który swoją nienawiść do osób homoseksualnych przekłada na badania. Smuci mnie, że tylu jest pseudo socjologów i pseudo psychologów, którym ich chora nienawiść każe podrabiać badania, by wyszło zgodnie z ich jedynie słuszną myślą. Jeżeli człowiek zawsze będzie się słuchał większości to będzie bezwartościową flagą dyndającą na wietrze. Ja zawsze idę pod prąd, ale nie dla samego buntu, tylko przez przypadek mam inne przemyślenia i doświadczenia niż typowy Polak. Sam urodziłem się osobą bi i bardzo boli mnie nienawiść do inności. Poświęciłem swoje całe młodziutkie życie walcząc o tolerancję, choć nadal nie mam odwagi przyznać się do swojej inności. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.