Z kotem na kolanach, czyli jak założyć rodzinę

 

Jak to w każdym związku bywa, i my mieliśmy z Luckiem swoje wzloty i upadki. Teraz mamy tylko te pierwsze.

Raz nawet, jeszcze przed pojawieniem się Tośki, chciałam się z nim rozstać. Myślę, że i tak to słaby wynik, jak na nasz staż. Jakoś tak dziwnie do siebie pasujemy. Ja gadam, on mnie słucha. On gada, ja go nie słucham. I wszyscy są szczęśliwi. Wczoraj moja koleżanka powiedziała, że Lucek na pewno ma gdzieś wszyty chip z marihuaną. To ja w takim razie mam wszytą amfę…

Jak to często bywa w tego typu sytuacjach, poszło o głupstwo. Musiała to być błahostka, bo nawet nie pamiętam jak się zaczęło, ale nie odzywaliśmy się do siebie kilka dni. Dla mnie to była męczarnia, bo z niemówieniem mam problem. Dobrze, że zanim pan Cukierberg wymyślił Facebooka, istniało Gadu-Gadu. Przecież przez telefon przy nim rozmawiać nie będę! A mieszkaliśmy pod jednym dachem.

Lucek zachował się wtedy idealnie. Nie podsycał napiętej atmosfery, nie zagadywał, tym samym nie dając powodów do dalszych kłótni. Zamiast tego ofiarował mi czas na przemyślenia, na zastanowienie się nad naszą wspólną przyszłością. Ujęło mnie to dogłębnie. Jego stoicki spokój był najlepszą bronią na mój wybuchowy temperament. Użył jej świadomie i trafił prosto w moje neurotyczne serce.

W trakcie tych długich godzin milczenia rzucił tylko jedno pytanie: „Naprawdę chcesz skończyć stara, samotna, z kotem na kolanach?”.

Gdybym miała wtedy tego kota, zrzuciłabym go z kolan, upadając na nie i gruchocząc kości. W jednej chwili rozstąpiły się przede mną wrota prawdy objawionej. Zrozumiałam to, czego zawsze się obawiałam, ale odtrącałam od siebie niewygodne myśli. Trafił w samo sedno.

Od zawsze bałam się samotności. Nienawidziłam jej. Dla mnie szczęście to ludzie. Bliskość drugiego człowieka. Jego ciepło, czuły dotyk i słowo. Nie jestem typem samotnika. Wtedy, podczas naszych cichych dni, również nie byłam sama. On był, trwał, czekał. Jego słowa nie były bezpodstawne, gdyż znał moją chaotyczną przeszłość. Wiedział, że go kocham, ale zachowuję się irracjonalnie.

Kto wie jak potoczyłyby się nasze losy, gdyby nie ten kot.
Niedługo później wyjechaliśmy do Cannes i zdecydowaliśmy się na dziecko.
Założyliśmy rodzinę…

 

DSC_1718DSC_1901skrzynka drewniana vintagedrabina sad jabłoń jabłka drewnoszpadel łopata grabie polska wieśmisa emaliowanaMoover Effii Mamissima czerwony wózek dla lalekDSC_1775szklarniaorzechypolska wieś misa kalosze gumiakisłonecznik polska wieśMoover Effii Mamissima czerwony wózek dla lalekwiadro emaliowanegołąb na dachuMoover Effii Mamissima czerwony wózek dla lalekogórki kiszenie ogórkówpolska wieśDSC_1855DSC_1579Moover Effii Mamissima czerwony wózek dla lalek kotDSC_1625DSC_1918DSC_1924polska wieśMoover Effii Mamissima czerwony wózek dla lalek

Wiecie, że nie ilość się dla mnie liczy, a jakość. Wózek Moover to geniusz i polecam jego kupno dla każdej małej damy. To prezent od babci na pierwsze urodziny Antki. Ma więc prawie dwa lata. Jest niezniszczalny! Jeździł po miejskich i wiejskich drogach, a spało w nim już chyba wszystko. Jak widać, łącznie ze zwierzętami. A nie, przepraszam. Kot nie spał. Kot uciekł po 30 sekundach!

22
29 Komentarzy w
“Z kotem na kolanach, czyli jak założyć rodzinę”
  • a ja odkąd mam rodzinę baardzo pokochałam samotność. Parę godzin w tygodniu tylko dla siebie. A nawet cały dzień by sie przydał. Po prostu po to, żeby pobyć ze sobą…

    • Nie o takiej samotności mowa. Tak, to chyba każdy lubi. Przecież nie można być z kimś non stop! :)

  • „Naprawdę chcesz skończyć stara, samotna, z kotem na kolanach” – także tego, w sumie to Ty wiesz najlepiej czego Ci zazdroszczę :*
    Lucek Ci chyba z nieba spadł. Nadal mam przed oczami to jak się z dzieciakami bawił. On jest stworzony dla Ciebie, a Ty dla niego!

    A pierwsze foto to miszcz!

  • Wiesz widać po Lucku ten spokój, a po Tobie te szaleństwo :D U nas jest podobnie, tyle że ciche dni nie wchodzą w grę bo ja będę P. wiercić dziurę tak długo aż nie wybuchnie, bo inaczej szlak mnie trafia…. taka to okrutna jestem :P

  • Identycznie jest u nas. Tylko że nam raz na jakiś czas takie ciche dni się zdarzają… Jest to właśnie chyba czas na wyciszenie, przemyślenie pewnych spraw, poukładanie sobie w głowie wszystkiego.
    I po tych paru (jakże dłuuuugich dniach) nadchodzi przełom…”a po nocy przychodzi dzień….” i jest cudownie jak wcześniej :)
    Czasami myślę sobie że to taki nasz mały sport – najpierw się pożreć o pierdołę, żeby potem się pogodzić i iść dalej naprzód :)
    Pozdrawiam :)
    P.S.U Ciebie zdjęcie kaloszy jest nawet piękne!!!!!!

    • My od tego czasu nie mieliśmy żadnych cichych dni… Jakoś tak jest pięknie. Ale masz rację, czasami warto przemilczeć i przemyśleć sobie co nieco ;)

      PS. Kalosze są piękne hahaha! :*

    • Tylko spróbuj! Zagonię Cię do mnie siłą!

      Taki komplement z Twoich ust (spod palców) jest na miarę złota, mój Mistrzu! :*

  • Niejedna marzy o takim mężu ;-)
    Ja jestem bezdzietna z wyboru (a może i najpierw życie wybrało, że mamą nie będę), no w każdym razie mimo spokojnej i szczęśliwej bezdzietności zazdroszczę czasem takich sielskich rodzinnych obrazków…
    A teraz zmienię temat – zdjęcia są tutaj piękne, ba, artystyczne! I bije z nich spokój i harmonia Waszej rodzinki. A mała mamusia z kotkiem w wózku przypomniała mi własne dzieciństwo…
    Ten wpis obudził we mnie wiele myśli….

    • Lucek nie jest moim mężem, ale czy to ważne? ;)

      Dziękuję Ci przebardzo za komplementy! Spokojnie jest tylko na zdjęciach, ale mimo szaleństw chyba żyjemy w harmonii :) Pozdrawiam cieplutko!

  • Dostrzegam w tym co piszesz wielkie podobieństwo do mnie i Kamila, do naszego życia…
    Rok temu, też było kiepsko przez chwilę, też była mową o rozstaniu. Byłam w wielkim żalu, że musimy mieszkać w tej okropnej irlandii, miałam żal do losu, do siebie i odbijało się to na wszystkich!!! Na szczęście mój opanowany maż (wówczas jeszcze nawet nie narzeczony) uświadomił mi pewne wartości i tamtego dnia, pokochałam go jeszcze bardziej, tak całym sercem. Nastąpiła zmiana. Dwa różne charaktery, a działamy jak w zegarku :)
    Ostatnio mi wyznał, że oszalał na moim punkcie…cudnie do usłyszeć z ust męża :)
    A Lucek…obserwuję Was na zdjęciach i widać kto u Was ma temperament, a kto jest balsamem :) Od razu, jak tylko zobaczyła Jego zdjęcia, domyśliłam się, że to Lucek jest tutaj tym balsamem, a Ty Mira niespokojną duszą :)
    Może dlatego, że dostrzegam w nas podobieństwo zobaczyłam to na zdjęciach i wyczytałam między Twoimi cudnymi wpisami :)
    Ps. Kota też mamy ;)

    • Uwielbiam jak mi piszesz Ania! :*

      Tak się cieszę, że z mężem Ci wyszło. Wyjdzie i z dziećmi, zobaczysz, będziesz miała małą gromadkę! :)

      PS. My nie mamy kota w domu, mamy go na wsi. A nawet całą/małą gromadkę! ;)

  • Uwielbiam Was….i te zdjęcia Twoje <3 i wciąż mam przed oczami ten mój sen z trójką Minimalivowych dzieci na tym jachcie <3
    U nas podobnie bardzo. Ja temperament Bartek stoicki spokój. Lat wspólnych już razem 11! W tym najpiękniejsze 3 od ślubu. W naszym przypadku ślub właśnie był przełomem i od tego czasu same wzloty! :-)
    Ściskam Was mocno :-*

    • Ten sen był tak intrygujący, że opowiadam go każdemu! Ciekawe czy się spełni. Jeśli tak, to możesz zostać wróżką i łoić hajs na przepowiedniach! :) Cudnie, że Wam się układa, bardzo się cieszę! Buziaki! :*

  • M.
    Recytować strof poświęconych memu życiu małżeńskiemu nie będę. Przyrównywać tymże zjawiskom z osobistymi doświadczeniami nie mogę. Niemniej, odnajduję w wątku, rozmaite rodzaje uczuć. Sposób, w jaki rozpisujesz ten tekst, wywołuje u mnie najlepsze uczucia. Tytuł naukowy się Tobie należy :) Za sens.

    • Dziękuję, staram się jak mogę.
      Tak kocham fotografować, że mogłabym nie robić w życiu nic innego! Ale wiele nauki przede mną. Tak naprawdę to nie umiem nic kompletnie, ale już niedługo kursy, kursy i tylko kursy. Jaram się! :)

  • Tak to już jest, podobno najbardziej ranimy tych, których kochamy. A oni i tak przy nas trwają :)

    Zdjęcie Antosi ściskającej kota jest przerozkoszne :):):)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.