Tęsknię trochę…

 

W obecności Picassa rozmawiano o współczesnej młodzieży.
– To prawda – powiedział Picasso – że współczesna młodzież jest okropna, ale najgorsze jest to, że my już do niej nie należymy.

Fakt, że czasy młodzieńcze to najpiękniejszy wiek, cudny okres beztroski i życia z wakacjami. Tęsknię trochę za latami spędzonymi w liceum i na studiach. Kiedy wszystko miało inny smak, zapach i wymiar. Kiedy odpowiedzialność brało się tylko za siebie i swoje czyny, a i o tym człowiek przecież nie myślał. Wszystko rozgrywało się na płaszczyźnie emocjonalnej, bez głębszego zastanowienia. Szaleństwo, spontaniczność, ułańska fantazja i dzikość serca.

Tęsknię trochę za tymi szaleństwami. Tęsknię trochę za chwilami błogiego lenistwa. Położyć się na trawie i gapić w niebo. Myśleć o niczym, popijając wino, słuchać muzyki, czy śpiewu ptaków. Tęsknie trochę za imprezami do białego rana. Wyjść wieczorem, wytańczyć się, wyszaleć, a następnego dnia dogorywać do południa, oglądając seriale i jedząc pizzę. Tęsknię trochę za spontanicznymi wyjazdami na festiwale. Spakować się w pięć minut i pędzić pociągiem na koncerty ulubionych kapel. Tęsknię trochę za wagarmi. Olać szkołę, olać studia, pójść na piwo i pić je przez następną dobę.

Dziś już nie ma wakacji. Są urlopy. Nie ma beztroski, jest odpowiedzialność. Dziś nie mogę pozwolić sobie na całonocne imprezowanie co weekend. Nie mogę „myśleć o niczym”, gdy odpoczywam, bo każdą wolą chwilę spędzam z nią. Z moją córką. I nawet, gdy położę się na moment na trawie, by popatrzeć w niebo, po chwili słyszę:

Mama, no chodź!
Mama, poproszę jabłko. Bez skórki. Albo nie, ze skórką!
Mama, gdzie jest mój mikrofon?
Mama, pić!
(Nie rozumiem Antosiu.)
Mama, poproszę pić!
Mama, boli, pomasujesz?
Mama, gdzie plaster?
Mamo!
(Co się stało Antosiu?)
Nie ty tata, gdzie jest mama???

Tęsknię trochę za dawnymi czasami. Ale tylko trochę. Pielęgnuję wspomnienia, lecz żyję tym co dzisiaj, co tu i teraz. A tu i teraz to moja córka, mój facet, moja rodzina. I nie zamieniłabym jej na nic innego. Nie cofnęłabym czasu, nie wróciła do tego, co było. Tamten wymiar ma smak pustki.

Bo ile razy można budzić się na kacu i rozmyślać nad sensem życia?
Ile godzin można spędzić na przemyśleniach: do czego to wszystko zmierza?
Ile myśli trzeba odganiać, by usprawiedliwiać swoje bumelanctwo?

Tak, nie należę już do młodzieży. Nie dlatego, że tak się nie czuję, ale dlatego, że mam dziecko. Mam rodzinę. Nic już nie jest beztroskie i nieodpowiedzialne. Styl życia diametralnie się zmienił. Ale czy na gorsze?

Każdy etap naszej egzystencji ma swoje rozterki i niepokoje. Etap rodzicielstwa ma chyba największe. Ale daje także najwięcej szczęścia i satysfakcji.

Nie zamieniłabym miliona godzin spędzonych z moją córką na godzinę wariactw w nocnym klubie.
Nie zamieniłabym dwóch brudnych stóp na dwa zimne piwa.
Nie zamieniłabym jej koncertów w salonie na najlepsze festiwale.
Nie zamieniłabym przyjemności obrania jej jabłka ze skórki na wylegiwanie się na trawie.
Nie zamieniłabym słodkiego: „Mamooo” na najlepsze wagary w czasach szkolnych.
Nie zamieniłabym jej cudnego uśmiechu na najlepsze przeżycia młodzieńczych lat.
Nie zamieniłabym urlopów na wakacje.

A chwile bez dziecka nabierają innej wartości. Doceniam je i cieszę nimi jak… dziecko. Wtedy jestem młodzieżą. Może bez większych szaleństw, ale z małymi drobnostkami. To one teraz tworzą mój świat. Do którego zatęsknię na starość. Mam nadzieję, że też tylko trochę…

 

Łódź ManufakturaŁódź Manufaktura skrzydełka H&MŁódź Manufaktura skrzydełka H&MŁódź Manufaktura skrzydełka H&MŁódź Manufaktura skrzydełka H&MŁódź Manufaktura skrzydełka H&MZoo Safari Borysew łódzkie plecak okaidiZoo Safari Borysew łódzkie koza kozioł kozyZoo Safari Borysew łódzkie koza koziołZoo Safari Borysew łódzkieZoo Safari Borysew łódzkie koza koziołZoo Safari Borysew łódzkie koza koziołZoo Safari Borysew łódzkie koń kuc kucyk jazda konnaDSC_1543Untitled-1DSC_1470DSC_1516

 

Plecaczek Tosia wybrała sobie sama. W Okaidi. Stał się nieodzowną częścią naszych wycieczek i jej pleców.

16
23 Komentarzy w
“Tęsknię trochę…”
  • Piękny post i taki mi bliski w pierwszej jego części. Też tęsknię, a w te wakacje jakoś tak bardziej…za tym co było lata temu, kiedy byłam nastolatką, za tym co było 5 lat temu, kiedy byłam już prawie 30 – stolatką
    Drugiej części jeszcze nie znam, bo nie jestem mamą. Ale do tego tęż tęsknię i mam nadzieję, że w końcu przestanę i będę tęsknić już tylko tak jak Ty Mira.
    ściskam Waszą cudną Rodzinkę

    • Aniu życzę Ci z całego serca, by się zdarzyło. I wiem, że się zdarzy. I zatęsknisz tak po matczynemu! ♥

  • Czuję podobnie, mnie obecność dzieci dodatkowo nakręca, mobilizuje, fajnie jest gdy wyjadą, ale wtedy nic mi się nie chce, nie czuję presji i wszystko mi się rozjeżdża. Często ostatnio wracam do tych koncertów, bumelowania, Woodstocków, i innych, ale faktycznie ta nieznośna lekkość bytu bywa również męcząca.

    • Męczy, męczy. Bo sensu życia w sumie brak… Z pewnością są osoby, których celem jest zgoła coś innego niż posiadanie dzieci, czy rodziny, ale ja tego sensu nie widziałam…

  • Zacznę od trochę biblijnego: „Wszystko ma swój czas”

    Odkąd w życiu pojawia się nowe życie wiele się zmienia, bardzo wiele. Już nie ja, już nie ja i ona (ja i on) ale jeszcze ono, a może i drugie, może i trzecie (jak u nas). I musi nas – ja i ona – wystarczyć dla tych ono. I przestajemy (tak sobie o tym myślę) żyć z kimś i po coś, a zaczynamy żyć z kimś i dla kogoś.
    Ja też nie zamieniłbym :)

  • Czasami marzę by sprzedać dzieci dziadkom, powylegiwać się bezczelnie pijąc piwo i paląc papierosy w ciągu dnia. Pójść w tango, zatracić się w szczenięcej beztrosce.
    A potem, gdy już pojedzie do dziadków mi się odechciewa, chodzę jak głupek i nie mogę znaleźć sobie miejsca. Cierpię na nadmiary czasowe a i okazuje się, że smakuje tylko ten papieros późnym wieczorem, ukradkiem wypalony na tarasie jak dziecko śpi.
    Taka sytuacja.

    • Ale ja sprzedaje dzieci dziadkom, wyleguję się, ale to już inaczej jest jakoś… To ma inny smak, bo w tyle głowy mam, że gdzieś tam jest ona. I jakoś mi tęskno… do niej! :)

  • Ja jestem na etapie między szaleństwami, a myśleniem jak tu dobrze ogarnąć przyszłość. Na ten czas, żyję beztrosko, uwielbiam to wszystko co opisałaś, te szaleństwa ;) ale też wiem, że za rok (koniec studiów) trzeba będzie podjąć dobre decyzje i walczyć, bo obecne czasy nam (studentom szukającym pracy) nie sprzyjają… Ale na razie korzystam i gdzieś po cichu myślę… :)

    A Antosia jest do zjedzenia! :*

  • Nie tęsknię!!! Nie znosiłam dzieciństwa i bycia zależną. Nie znosiłam bycia nastolatką, bo to oznaczało bycia zależną i do tego zbuntowaną. I powodowało masę problemów. Brak odpowiedzialności w młodości? Nie znam. Zawsze musiałam myśleć o jutrze. O dobrych ocenach, a zaliczeniach, opłaconych rachunkach za kolejne wynajmowane mieszkanie… Wolnością i beztroską cieszę się teraz. Bo jestem zależna sama od siebie. Żyję tak, jak chcę. Kładę się na trwaie, kiedy chcę i gapię się w niebo godzinami… (Przeciez dzisiaj obiad może być nieco później…) I czekam, kiedy te dwa szkrabki, które siedzą sobie narazie grzecznie we mnie, położą się obok mnie na trawie i popatrzymy na chmury, nadając im kształty…. :)

    Mira, Kochanie, dzięki za ten tekst, bo nawet nie wiedziałam, że takie odczucia miałam zakopane w sercu. Odkopałaś je i lżej mi na duszy :)

    • Naprawdę nie znosiłaś? A myślałaś wtedy o tym, gdy byłaś mała? Serio? Ja w ogóle tego nie miałam w głowie! Może dorosłaś szybciej… I cieszę się, że choć masz kompletnie inne emocje, ten tekst wyciągnął je z Ciebie. Dziękuję Kochana! :*

  • Tak, to było cudowne:)ale już nie wróci i dobrze jak było napisane wcześniej wszystko ma swój czas:), moi chłopcy Wiktor i Tośko byli na 4 dni u dziadków, dziwny był dom bez nich:(, dodrze że są:) całuję mocno

    • Ja cały czas mam tego ducha i pielęgnuję go w sobie, gdy uda się spędzić czas bez dziecka. Tak jak pisałam, czuję się wtedy jak dziecko! :)

  • Ja na razie nie mam za czym tęsknić, jeśli chodzi o czasy, bo sama jestem mała jeszcze, ale zawsze Twojego bloga się tak przyjemnie czyta, tak ładnie piszesz… I zdjęcia takie piękne….

  • A ja tęsknię za tym co było i za tym, co chciałabym, aby było. Prześladuje mnie takie dziwne uczucie – każdy kolejny dzień, kolejny miesiąc, rok, kończę jakby westchnieniem ulgi, że znów tak cudnie się udało, tak bez większych ludzkich tragedii. Odcinam nasze kupony i chowam do kieszeni wspomnienia, a jednocześnie tęsknię za przyszłością – nienaruszoną czymś, co odebrałoby mi radość. Tak, wiem, że to głupie i na szczęście w tym wszystkim udaje mi się żyć tym, co jest i cieszyć się małymi chwilami, i nie chcieć zamieniać ich na nic, i nie zazdrościć sobie z przeszłości ani nikomu innemu, z żadnego czasu i żadnego miejsca. Tu mi najlepiej. Teraz, kiedy to piszę i towarzyszy mi ten cudowny odgłos słów, które ruszają w świat przy wtórze cykających świerszczy. A dzieci już śpią – czekałam na to od kilku godzin ;)

  • Tak zupełnie szczerze to nie tęsknie wcale. Było fantastycznie, ale teraz jest lepiej.
    I też znam to uczucie, kiedy dziecko „sprzedane” a ja zamiast kozystać, to myślami uciekam do niej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.