Showbiznes

 

Już w trakcie studiów zdecydowałam, że nie będę wykonywać zawodu dziennikarza. Nie dla mnie siedzenie w redakcji i pogoń za tematem. Nie dla mnie krew na pierwszej stronie, czy plotki o gwiazdach i gwiazdeczkach. Nie lubiłam pisać na zadany temat i nie robiłam tego dobrze. Jedyne, co tak naprawdę mnie kręciło, to wywiady ze znanymi ludźmi. Większość z nich, już po krótkiej rozmowie, okazywała się zupełnie inna, niż myślałam. Słodkie pozory…

Dlatego też boli mnie, gdy czytam wywiad, będący zwykłym spisem rozmowy. Zwłaszcza w internecie. Bez zaangażowania, bez korekty, często bez autoryzacji. Dosłowne przekazanie słów dyskutanta. Takich wywiadów jest dzisiaj na pęczki! Po linii najmniejszego oporu, byle szybciej, byle co…

Uwielbiałam zadawać pytania, wyciągać z ludzi ich emocje. Uwielbiałam ubierać w słowa czyjeś myśli, gdy ten nie potrafił do końca ich wyartykułować. Takich ludzi jest naprawdę wiele. Po rozmowie z jedną piosenkarką zostawiłam dosłownie dwa wypowiedziane przez nią zdania. Całą resztę napisałam sama. Wyszedł bardzo ładny tekst, który spodobał się jej i managerowi. Myśl została zachowana, a reszta to tylko słowa. To nic, że nigdy ich z siebie nie wyrzuciła. Przekazywały wartości, którym ona hołduje.

Bo czy naprawdę czytelnik musi dostawać chłam? Nie każdy jest mistrzem wypowiedzi, ale rola dziennikarza polega na tym, by tę wypowiedź ubrać w piękno. Jaka szkoda, że tak niewielu współczesnych pismaków to rozumie…

Mogłam brnąć w to dalej. Robić to, co lubię. Ale nie lubię redakcyjnych klimatów, podkradania sobie tematów, podpisywania się własnym nazwiskiem pod czyimś dziełem, w celu wyrobienia wierszówki. Nie lubię hien.

Dlatego zaczęłam organizować eventy. To o wiele bardziej ekscytujące zajęcie. Mnóstwo godzin spędzonych za biurkiem i na telefonie, ale także praca w terenie, wyjazdy, poznawanie coraz to nowych ludzi showbiznesu. Nie tylko tych z Polski. Stres, nieprzespane noce, ale i ogromna ekscytacja, zmieszana z satysfakcją. Tym wszystkim żyłam i oddychałam.

Po wejściu w świat kamer i reflektorów, poznaniu go od drugiej strony, od zaplecza, zrozumiałam, jak wielkim nieszczęściem jest bycie sławnym. Z jednej strony prestiż, uwielbienie, rzesze fanów, z drugiej przytłaczająca rzeczywistość osoby, która zmaga się ze swoją popularnością. Bo jak tu żyć, kiedy nawet do sklepu nie można wyjść bez makijażu? Kiedy zwykły spacer po parku zamienia się w mały spektakl? Kiedy dziennikarze przepisują twoją wypowiedź dosłownie, często wyrywając ją z kontekstu i wychodzi z tego jedna wielka kicha?

Dlatego tym bardziej nie rozumiem osób, które chcą być znane z tego, że są znane. O wielkich talentach siłą rzeczy usłyszy cały świat. Sława wpisana jest w ich życie. Ale nie mając światowi niczego do zaoferowania, pchać się na pierwsze strony gazet, czy do telewizji? To abstrakcyjne zjawisko pożera coraz więcej młodych ludzi. Oni zrobią wiele (jak nie wszystko), żeby się pokazać, by było o nich głośno. Gdy zdobędą wątpliwej jakości sławę, zatracają się w niej. Żądni splendoru i pieniędzy. A kiedy przychodzi rozczarowanie, nie radzą sobie z emocjami, popadają w choroby psychiczne, ukrywając wszystko pod hollywoodzkim uśmiechem.

Cena, którą za to płacą jest wysoka. Wyższa od środków na koncie…

Ale co z tymi eventami? Nie mówię, że nigdy do nich nie wrócę. To świetna praca. Lecz niewątpliwie, mając dziecko i planując kolejne, nie jestem w stanie pracować 20 godzin na dobę. Nie chcę. Na razie tylko w nich uczestniczę. A najbardziej lubię te kameralne, rodzinne…

PS. Zgadniecie, o którą piosenkarkę chodzi?

 

DSC_0910DSC_0917DSC_0920DSC_0921DSC_0922 DSC_0928 DSC_0923DSC_0930 DSC_0933 DSC_0934DSC_0939 DSC_0940DSC_0952 DSC_0955 DSC_0957DSC_0967DSC_0965DSC_0973DSC_0976DSC_0979DSC_0982

 

Zdjęcia zrobione w restauracji Revelo.

32
21 Komentarzy w
“Showbiznes”
  • Uwielbiam twoje teksty i zdjęcia. Klimat, który potrafisz wytworzyć słowem i obrazem. Jesteś naprawdę dobra w tym co robisz. Twoje wypowiedzi są mądre i dojrzałe, nie widzę tu pychy i pyszałkowatości, którą spotykam na innych blogach. Nie ma tu pustych przechwałek i tekstów bez sensu. Chwała Ci za to!

  • Może będę debilem, ale czy to w kontekście Robina Williamsa? Jedno mi się tylko nie zgadza, on miał talent. Wczoraj ogladałam arcyciekawy wywiad z Jandą ( kocham ją), właśnie o ludziach na szczycie i związanej tym depresji o potrzebie sprostania oczekiwaniom, o samotności, o tym, że było cos nie tak w zachowaniu Robina, w filmie w teatrze zachowywał się normalnie, nie na wyrost, tzn. na tyle na ile wymagała od niego rola. W życiu codziennym, gdy szedł odbierać nagrodę, cokolwiek zachowywał się dziwacznie jakby z takim naddatkiem tego humoru, który pokazywał w filmach. Na zasadzie muszę sprostać tym oczekiwaniom, uważają mnie za komika, muszę nim być. Chodził aż nienaturanie uśmiechnięty, nieco zbyt eksscytujący się, dziwny. Zobacz sobie jakieś jego wystąpienia. sorry, może nie w temacie, ale Janda jak zwykle celnie to spuentowała. Jestem mocno poruszona ta rozmową. Co do showbiznesu to mam podobne zdanie. Wtedy kiedy byłam w TV z dzieciakami, cały czas miałam takie poczucie, kim ja jestem żeby głosic w TV jakieś prawdy, żeby się wypowiadać, czułam lekkie zawstydzenie i zażenowanie, bo przecież ten czas powinny być dany komuś kto powie coś mądrego. Także tak.

    • No właśnie, nie zgadza się. Bo to nie w tym kontekście. Ale liczę się z tym, że teraz każdy wpis tego typu będzie miał TEN kontekst. No i spoko :) Ale z drugiej strony przecież piszę: „O wielkich talentach siłą rzeczy usłyszy cały świat. Sława wpisana jest w ich życie.”

      A dasz link do wywiadu?

    • nie dam bo się będziesz śmiała

      no tak, tak, tak myślałam, że nie o Williamsie, ale tak mi się skojarzyło to napisałam ;)

  • Kasiu dobrze pamiętam te wszystkie eventy które razem robiłyśmy. Oglądałam ostatnio film który nakręciłyśmy. A pamiętasz człowieka z lasu kabackiego ? :). I love you.

    • Madzia, Tyś moim wybawieniem zawsze była! Ja niesforna, niesubordynowana, a Ty mnie kryłaś i we wszystkim pomagałaś! Love you 2! :*

  • Witaj, Cieszę się niezmiernie, że tu trafiłam ;) Również skończyłam dziennikarstwo i miałam podobne przemyślenia, jak Ty. Studia dużo mnie nauczyły i były ważnym etapem, ale dziś wybrałam drogę związaną z moją pasją – aranżacją wnętrz i tym się zajmuje – rozwijam – bloguję. Lubię to. Tak po prostu daje wiele radości w spokoju, bez „naginania, naciągania i ścigania”. Pozdrawiam Cię serdecznie! Zapraszam do mnie -> http://www.whiteinteriordesign.blogspot.com Michalina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.