Reserved Kids, Sia i inne Honey Boo Boo

Pamiętam, że zaczęłam malować się dość wcześnie. Pamiętam też, że rodzice mówili, iż nie jest to odpowiednie, a poza tym szybko się zestarzeję. Nie przejęłam się zbytnio ich mądrościami i najpierw po kryjomu, a później całkiem legalnie, upiększałam swoje pryszczate oblicze.

Mam skończone trzydzieści lat i raczej nie widzę skutków robienia makijażu w dzieciństwie. Może umalowane rzęsy i błyszczyk na ustach nie są właściwie dla nastolatki, ale jak ja się wtedy czułam… No idealnie! Lepiej! Doroślej!

Dzisiaj, mając swoje lata, raczej chcę się odmłodzić, niż postarzeć. I jest to chyba naturalny proces każdej kobiety, mężczyzny zresztą pewnie też. Gdy jesteśmy mali, chcemy być jak dorośli. Kiedy dojrzejemy, robimy wszystko, by wyglądać młodziej. A wiadomo, że mocny makijaż postarza, więc zostaję wierna delikatnemu wizażowi na co dzień.

Czy upiększanie się w latach młodzieńczych mnie zepsuło? Kompletnie. Czy malowanie ust, noszenie obcasów i krótkich spódniczek w wieku nastu lat sprawiło, że jestem córą Koryntu? Nie.

Dlaczego więc wszędzie, gdzie się nie ruszę, widzę i słyszę głosy przeciw jakiemukolwiek upiększaniu się przez młodzież? Dlaczego nastolatka z rzęsą pociągniętą tuszem jest obiektem seksualnym? Dlaczego dziewczynka z pomalowanym paznokciem jest od razu lolitką? A już w ogóle skąd ta nagonka na świat mediów, który chętnie wykorzystuje zabiegi upiększające dzieci do reklamy?

W czym przeszkadza ludziom umalowane dziecko w najnowszej kampanii Reserved Kids? Co jest złego w wyglądzie Maddie Zeigler, tańczącej w teledysku do utworu „Chandelier” Sia? Dlaczego tak bardzo nas to oburza?

Rozumiem to i sama jestem zdania, że najpiękniejsze jest dziecko naturalne, nieskażone ingerencją stylisty. Ale prawda jest taka, że większość z nas upiększa swoje dzieci. Kupując im dizajnerskie ubranka, dodatki, buty… Media poszły o krok dalej. Ale na Boga, to są media! One kłamią! Jeszcze się do tego nie przyzwyczailiście? Firmy muszą sprzedać produkt, artysta płytę. Taki jest świat.

Kupujecie dzieciom umalowane lalki, puszczacie bajki, w których występują księżniczki w pełnym makijażu, ale przeszkadza Wam dziewczynka z błyszczykiem na ustach w reklamie Reserved?

Ja traktuję takie zdjęcia, teledyski, filmy jako formę ekspresji, sztuki, artyzmu, nierealnego świata. Bo to nie jest prawdziwe życie! Sami w większości nie wyglądamy jak Alexis i Blake z Dynastii, a nasze dzieci nie przypominają Elsy ani Anny z Frozen, czy aktorek z serialu dla młodzieży Violetta, wymalowanych jak się patrzy.

Więc co złego jest w umalowanym dziecku na billboardzie, które reklamuje ciuchy? Jak rozumieć porównywanie tańca cudnej i bardzo zdolnej Maddie do ekspresji erotycznej?

Mnie to nie rusza. Patrzę, podziwiam, cieszę oko. Nie widzę w tym niczego gorszącego. A i z pewnością pozwolę mojej córce, gdy trochę podrośnie, przebierać się i malować. W domu, pod moim nadzorem, wyjaśniając co trzeba, pozwolę jej się pobawić. Bo to będzie dla niej prawdziwa frajda! Czy Wy nie bawiliście się tak w dzieciństwie? No może faceci nie, ale my, dziewczyny…?

Jeśli Twoja córka wyrośnie na panienkę lekkich obyczajów, to będzie tylko i wyłącznie Twoja wina, a nie jakiejś reklamy, czy klipu!

To Twoim zadaniem jest tłumaczyć dziecku jak ma się zachowywać.

To Ty masz być największym autorytetem dla swoich pociech, a nie jakaś tam gwiazdka.

To Wy jesteście rodzicami i jeśli Wasze dziecko przyjdzie do Was i powie, że chce chodzić w szpilkach, zrobić sobie tatuaż i permanentny makijaż, to Waszą rolą jest albo wyjaśnić, dlaczego nie powinno tak robić, albo pójść na pewne ustępstwa i dogadać się z nim, co do zakresu upiększenia.

Nie możecie za całe zło tego świata obwiniać mediów i agencji reklamowych. Wychowanie zaczyna i kończy się w domu. A nie na plakacie.

To Was w rezultacie mają się słuchać dzieci. A jeśli jest lub będzie inaczej, może warto się zastanowić nad tym, czy w którymś momencie Wasze wychowanie nie zawiodło. A nawet jeśli nie posłuchają Was we wszystkim, to zaufajcie im i zaufajcie sobie. One dojrzeją. Jak ja i Ty.

Ja miałam sporo luzu. Nosiłam obcasy, malowałam się, spróbowałam narkotyków, alkoholu i papierosów. Bawiłam się z kolegami. Grałam w Mortal Kombat. Czytałam Bravo, Bravo Girl i Popcorn. To dopiero była herezja! I te dodatki do gazet w postaci kosmetyków… Może już tego nie pamiętacie? To było, jest i będzie!

Wyrosłam na normalnego (powiedzmy) człowieka, który zna granice i przestrzega prawa. Moja mama zawsze powtarzała: „Nie ważne co masz na głowie. Ważne co masz w głowie!”. Zostałam wychowana mądrze, rozsądnie i tak wychowuję moje dziecko. Nie ma na to wpływu żadna reklama, tańcząca dziewczynka, czy inna Honey Boo Boo.

Zostawiam Was z moim nieumalowanym, niewystylizowanym dzieckiem i idę obejrzeć cudny teledysk Sia. Gdyby moja Tośka znalazła się na miejscu Maddie, sama pomalowałabym jej te piękne oczy.

Bo już bez przesady…

 

 

DSC_3817DSC_3829DSC_3828Untitled-1DSC_3844DSC_3848DSC_3830Untitled-3DSC_4348DSC_4166Untitled-2DSC_2949Untitled-4DSC_2377DSC_2382DSC_2385DSC_2381DSC_2945DSC_2942DSC_2952

 

24
21 Komentarzy w
“Reserved Kids, Sia i inne Honey Boo Boo”
  • Mira, masz świętą rację. To od rodzica (a zwłaszcza od matki) zależy, jaki pakiet wartości będzie posiadało dziecko. Twoja Mama bardzo mądre rzeczy Ci mówiła i się opłaciło :)

    Myślę jednak, że sprawa upiększanych dzieci w mediach, to temat dużo poważniejszy. Jak dla mnie, to ludzkość zbacza z naturalnego kursu. Dzisiaj chodzi o to, by być idealnym. Bo jak nie jesteś, giniesz – w swoich kompleksach, w czterech ścianach, oglądając wyretuszowane zdjęcia. Za naszych czasów była maskara i trochę czerwonej pomadki skradzionej mamie lub starszej siostrze. Dzisiaj to są dwunastoletnie anorektyczki, trzynastolatki mające za sobą pierwszy raz, czternastolatki zachowujące się na ulicy jak gwiazdy filmowe (spróbuj im zwrócić uwagę!) A wszystko po to, aby się upodobnić do obrazów sprzedawanych przez media. A gdzie dzieciństwo??? Posiniaczone, z aparatem na zębach i w okularach? Gdzie są pierwsze pryszcze, oznaczające dojrzewanie? Zatuszowane, pomalowane. Do tego nienaturalnie dorosłe. Pęd za wejściem w dorosłość rozpoczyna się dzisiaj dużo wcześniej. Umalowana ośmiolatka w reklamie przypomina dwunastolatkę… do tego pozuje, udając kogoś, kim prawdopodobnie nie jest.

    Każdy z nas lubi cieszyć oko tym, co piękne. Ale myślę, że granice zostają powoli przekraczane. Kiedyś dzieciństwo było czasem szaleństw. Wiele marzeń dotyczyło nowej lalki lub roweru. Zabawa w dorosłość, to była lada zrobiona z kartonu i sprzedawanie koleżance z podwórka plastikowych warzyw…. Dzisiaj mało kto daje dziecku szansę na zabawę. Zajęcia dodatkowe zabierające czas wolności… byle tylko mieć idealne dziecko. Bo przecież takie ma sąsiadka. Bo przecież takie pokazują w telewizji…

    • Marta, już moja babcia piła ocet, żeby się odchudzić. To nie jest kwestia czasów, bo dziewczyny odchudzały się zawsze i wszędzie. To kwestia domu! Dlaczego są ludzie, którzy w tym samym czasie wchodzą w dorosłość, zaczynając z zupełnie innych płaszczyzn? Przecież wyrośli w takim samym świecie, pełnym agresji, chamstwa i kosmetyków. Ano dlatego, że mieli inne domy. Domy, które pokazały, nauczyły co dobre, a co złe. Co wolno, a czego nie można. To dom nas kształtuje, a jeśli mamy anorektyczki, to znaczy, że ktoś w tym domu tego nie zauważył i popełnił błąd. A może to właśnie przez dom ludzie borykają się z problemami, a nie przez durne media? Bo takich znam najwięcej.

      Trochę chore jest już to wszystko. Wiesz, masz reklamę dziecka w samolocie, a Twoje nie może lecieć – co zrobisz? Wyjaśnisz mu, dlaczego nie może lecieć. Masz reklamę pomalowanej dziewczynki, wyjaśniasz swojemu dziecku, że ono będzie się malować jak dorośnie… Teraz Tośka chciała, żebym przekuła jej uszy. W życiu tego nie zrobię, bo strasznie mi się to nie podoba. Wyjaśniłam jej co, jak i dlaczego. Zupełnie nie chce przekuć już uszu. Dom Martusia, dom! :)

      Ściskam Cię Kochana! :*

    • Mira, zgadzam się w 100%, że dom to to podstawa i fundament do zbudowania osobowości dziecka. Nie mam wątpliwości. Moje obawy co do dzisiejszego świata dotyczą szybkości i kierunku zmian… niestety na gorsze. I nie raz myślę, że rodzic, nawet jak się bardzo stara, to wszystko, co znajduje się dookoła domu, podkopuje jego fundamenty, tak jakby na jakimś bagnie był zbudowany. Rozumiesz? Nie masz kontroli nad dzieckiem non stop. W końcu poznaje rówieśników (z różnych domów), zaczyna oglądać tv, idzie do szkoły… W poprzednim moim komentarzu chciałam jedynie zaznaczyć, że nasi rodzice bali się, czy sobie głowy na trzepaku nie rozbijemy. Dzisiejszy rodzic boi się o… o tak wiele…. że chyba najbardziej boi się, iż nie ma opcji, by uchronił swoje dziecko przed tym żarłocznym światem.

    • Tak, to jest ten proces socjalizacji, o którym piszę na fan page’u – zobacz sobie. Ale w dalszym ciągu uważam, że musisz na tyle robić dobrze i mądrze od urodzenia dziecka, żeby później ufało bardziej Tobie, niż koledze z podwórka. Że nawet jak będzie chciało zapalić fajkę, to przyjdzie z tym do Ciebie, a nie będzie fajczyć za Skórimpexem! :D A wiadomo, że i tak będzie! Ale żeby tylko fajki były problemem… Ja się boję tylko narkotyków i seksu. Boję się, że na to nie będę miała wpływu. Bo co innego jest problemem? Przecież wychowam swoje dziecko tak, żeby nie kradło itd… O tym problemie było milion lektur i filmów i zawsze, ale to zawsze, gdy bohater schodził na złą drogę okazywało się, że W DOMU ŹLE SIĘ DZIEJE!!! Anoreksje, bulimie, kradzieże, rozboje – gdzie są rodzice? W pracy, albo chleją, a dziecko samopas… Więc serio media są takie szkodliwe? Reklama Reserved? Bardziej szkodzi własna matka czy ojciec, niż dziecko ze szminką na ustach. Posrało ich wszystkich, serio.

  • Komentarz głownie skierowany do tego zdjęcia z Tobą, jak ją tak trzymasz za nogi :) Pozytywny zresztą. Przypomniałaś mi jak mama mnie tak nosiła, metr temu! I mówiła do mojego taty. Patrz Marek, jakiego mamy małego śledzia! :) Chyba u Nas na Śląsku jest to popularne, albo u mnie w domu, nie wiem.

    • Nie zarzucam, że negatywny, bo jest serducho hahaha! Tylko nie skumałam, o co chodzi ze śledziem! :)

      U nas to nie jest popularne, w sensie ta nazwa, ale to była zabawa, bo ostro nią wtedy wywijałam! :)

  • Mnie raczej bawi, że wszyscy się oburzają makijażem, ale kolczyki u niemowlaka to są super i słodkie, a z upiększaniem nie mają nic wspólnego. Ot i cała prawda o ludziach. Kiedyś niemoralna była kobieta jadąca na rowerze. Serio, poczytaj sobie prasę z początku wieku. Tak, kojarzyły się seksualnie. No wiesz, pupa+siodełko i już się kółka okołokościelne bulwersowały. :)

    • Ooo bardzo słuszna uwaga z tymi kolczykami. Bo niemowlaków z kolczykami na tony. Nie żeby mi się to podobało ale faktycznie trąci hipokryzją.

      A teledysku nie znałam, trochę wypadłam z obiegu w tym zakresie – naprawdę kogoś oburza pięknie tańcząca dziewczynka?

    • Tak jest! Kolczyki to dla mnie też dramat. Przecież później, taka dziewczynka już starsza niech sobie i usta tym błyszczykiem pomaluje, rany boskie gdzie tu problem? Wszystkie się gdzieś tam po kątach malowałyśmy! A kolczyki w mojej opinii to robienie z dziecka starej maleńkiej. Ostatnio Tośka sobie takie przyklejane na uszy założyła, nawet widać to gdzieś w jakimś poście i wyglądała strasznie! Bo chciała mieć jak inna dziewczynka (to tak w temacie dzisiejszego posta na fan page’u Minimaliv). I jakoś jej wyjaśniłam dlaczego nie będzie miała kolczyków. Przykleiła sobie raz i zapomniała za kilka godzin o sprawie. Ale to ja jestem od tego, by jej wyjaśniać co jest dobre, a co złe. Ja jestem autorytetem i mnie się słucha.

  • Ja to chyba jakaś dzika z lasu jestem, bo nie wiem kim jest ta BooBoo. ;o)
    Patrzę na dziewczynkę z reklamy reserved i widzę trochę podmalowane PS usta, a nie wymakijażowaną małą kocicę, a teledysk jest fantastyczny.
    Może wychodzi tu moje makijażowe nieobycie, bo ja umalowanie rzęs traktuje jako full make up. I pewnie dlatego moja mała Madame nie chce mieć pomalowanych pazurów czy innych eksperymentów z kolorowymi kosmetykami, bo mnie z tym nie widzi.
    I pewnie 6-cio latki zaczynające karierę w balecie to też sam seks i upadek obyczajów. Ech.
    Kiedyś nie dało się zwalić porażek wychowawczych na media. ;o)

    • „Kiedyś nie dało się zwalić porażek wychowawczych na media.” – muszę sobie to zdanie zapisać i wykorzystywać w niektórych sytuacjach okołodyskusyjnych. Bardzo celna uwaga. Teraz za wszystko wini się telewizję, sto lat temu winiło się kino, trzysta lat temu winiło się teatr. A ta młodzież ciągle tak samo wulgarna, rozwydrzona i starszych nie chce szanować ;)

    • Dziewczyny dokładnie tak! Cały czas staram się uświadomić rodzicom, że to oni są fundamentem. To, co dzieje się wokół zawsze było, jest i będzie tragiczne, zepsute i patologiczne. Tylko dom może dać dziecku wartości, którymi ma się kierować w życiu.

      Argillae, to co powiesz na to, że moja Tośka już tańczy w balecie, a nie ma jeszcze trzech lat? Sama chce i to uwielbia. Nigdy nawet jej nie pytałam, przyszła i błagała, by zapisać ją na taniec. Upadek! Lolitka z niej! :D

  • Zainspirowałaś mnie o poranku. Nie wiem, jaki to rodzaj inspiracji, ale się uśmiecham i chcę powiedzieć Ci, że mądra z Ciebie kobita! I jak Tośka wyrośnie z tej kiecy w kratę, to ja ją odkupię! Może będzie pasować na mój skrzatowaty wzrost :)

    • Już wyrasta, więc dawaj adres do wysyłki! :)

      Zainspirowałam do posiadania dziecka i ciężkiej harówy nad jego wychowaniem może? :D

  • Moja Zosia (lat 5,5), jak nadchodzą wakacje/święta/jakieś wolne dni, to się cieszy, bo wie, że jej pomaluję paznokcie :-) Takie nasze dziewczyńskie przyjemności. Oraz pokoleniowe wtajemniczanie.
    Pamiętam doskonale, jak moja ciocia, siostra mojej mamy (wtedy młoda dziewczyna) pomalowała mnie pięcioletniej powieki perłowo-białym cieniem.
    Czułam się zainicjowana w kobiecy świat. Przyjęta do grona tych pięknych istot, jakimi wydawały mi się te dziewczyny. Chciałam być, jak one. Moja mama i ciocia. I cieszę się, że to one właśnie pokazywały mi kobiecy świat.
    Podobne wzruszenie czuję, jak bawię się z moją córką.

    • Dokładnie! I nie czujesz, że robisz z niej lolitkę, tylko zwyczajnie się z nią bawisz i wprowadzasz w tajniki kobiecości. I ja też wolę wprowadzić sama w to córkę, niż żeby zrobiło to Bravo Girl! :D

  • A ja uważam, że do psychiatry powinni zgłaszać się ci, którzy widzą w takich dzieciach obiekty seksualne, lolitki itp. Wg mnie trzeba mieć coś nie tak z głową. Media rządzą się swoimi prawami. Nie uciekniemy od nich i nie uchronimy dzieci no chyba, że w bieszczadzkiej puszczy. Reklamy często bazują na granicy kontrowersji bo kto zapamięta reklamę ze zwykłym uśmiechniętym dzieckiem – nikt. A reklamę z dzieckiem umalowanym wystylizowanym na dorosłą osobę? – wszyscy będą o tym trąbić. Tak jak piszesz, to rodzic powinien umiejętnie kierować dzieckiem. Ja też jestem z epoki Bravo, Popcorn itp. Mama kupowała mi je (tak mama!!), ona nauczyła mnie jak malować kreski eyelinerem, ja jej malowałam paznokcie. I wyrosłam na normalna kobietę. Ale to właśnie dzięki rodzicom, którzy umiejętnie mną kierowali.

  • Ja zaczęłam się malować mając bodajże 11 lat. Nie była to żadna maskarada, tylko zwykły podkład który miał za zadanie ukryć popękane naczynka. Nie chciałam wyglądać jak jakaś Hanka buraczanka, dlatego starałam się to ukryć. Później doszła maskara i czarna kredka, ale to jak byłam trochę starsza. Zostałam wychowana przez rodziców nie przez media, lub ujmę to nieco inaczej nigdy nie odczuwałam potrzeby wzorowania się na mediach. Wyrosłam na samodzielną i znającą swoją wartość kobietę i jest to zasługa tylko i wyłącznie moich rodziców. Pozdrawiam :)

  • Mojej mamy młodsze siostry były pannami, kiedy spędzałam u babci na wsi najpiękniejsze chwile dzieciństwa. Obrysowane przekłutym uchem najpierw jednym, potem drugim (bo bolało). Nie zepsuła mnie wymarzona sukienka w różową kratkę, w której najchętniej nie zdejmowałabym nawet do snu, ani to, że One – malując dość mocno oczy – pozwalały mi na smak szminki, na kolor powieki i moment w którym zaklęta była magia. Białe prostokątne, malutkie puzdereczko. W nim na rączce szczoteczka i czarna, lepka maź – to był wtedy tusz do rzęs. Trzeba było nań „napluć” potem umiziać szczoteczkę i połaskotać nią rzęsy. Jaka niezwykła tajemnica kobiecości skryła się w kawałku tej chwili…
    To też mnie nie zepsuło – dziś rzęsy maluję okazjonalnie, oko również i uśmiecham się do tamtych odległych, zamglonych nieco chwil. Malowana lala – na potrzebę lustra, na tę jedną niewielką chwilę, o której nigdy nie zapomnę.
    Bo nie sprowokowała żadnego braku umiaru – ot niewinna zabawa w bycie kobietą. Takie dziecięce spełnienie marzeń. Jak podkradanie mamie szpilek, albo budowanie przed lustrem obcasów z drewnianych klocków.
    Dziecięcy świat pełen cudnych wyobrażeń. Nic nie znaczący wobec tego (jak mawia twoja mama) na to, co w głowie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.