Oczy matki

 

Zadzwoniła Poppy.
– Przyjeżdżajcie na Mazury!

Nie musiała nas długo namawiać.

Kocham te bezkresne pola i pastwiska.
Łąki mgłą nad ranem spowite.
Lasy malowane soczystą zielenią.
Jeziora z wodą czystą, przejrzystą…

Tam lato pachnie inaczej. Przywodzi na myśl najpiękniejsze wspomnienia dzieciństwa.

Pierwsze kolonie. Wybory miss, chrzciny i śluby. Zielone noce. Dyskoteki i tańce na odległość wyciągniętych ramion. Nauka pływania i egzamin na kartę pływacką. Ogniska z gitarą i śpiewy do rana. Ryby z frytkami i surówką. Obozy przetrwania. Strzelanie z łuku, kajaki, chodzenie po bagnach. Budowanie szałasów, nocne podchody, poranne musztry. Nowe znajomości i wakacyjne sympatie. Ciepłe deszcze zmywające z młodego ciała wszystkie grzeszki młodości…

Wspaniale tak cofnąć się pamięcią, nawet dwadzieścia lat wstecz. Odświeżyć obraz szczenięcego okresu życia. Kontemplować beztroskie chwile spędzone na łonie natury, pozbawione smaku betonu w ustach mieszczucha.

A doświadczyłam tego wszystkiego dzięki mojej mamie. To ona pokazała mi Mazury i Suwalszczyznę. Ona zabierała na organizowane przez siebie kolonie i wycieczki. Zaraziła mnie pasją podróżowania i spędzania wolnego czasu nad wodami wielkich jezior. Gdy podrosłam, posyłała na obozy, dbała, bym czynnie spędzała każde wakacje…

Chciałabym bardzo nauczyć tego swoją córkę.
Pokazać jej to, co było dane zobaczyć mnie.
A ja widziałam wszystko oczami matki…

Zrozumiałam to podczas wizyty w Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, gdzie wybraliśmy się z Maczkami.

Upał dawał nam się we znaki od dnia poprzedniego. Południowe plażowanie trochę nas zmęczyło, ale chcieliśmy pokazać dzieciakom ciekawe miejsce. Kupiliśmy bilety i weszliśmy na teren safari. Niestety włączył mi się tryb marudzenia. Bo za gorąco, bo w sumie Tośce się tam nie spodoba, bo dopiero się obudziła i z pewnością będzie grymasić, bo to bez sensu i w ogóle po co my tam idziemy? Moje negatywne nastawienie udzieliło się Luckowi i Antce, która rzeczywiście zaczęła jęczeć…

I nagle dostałam w twarz.

– Mam już tego dość! Mam dosyć twojego zrzędzenia! Twoje dziecko odbiera wszystko tak jak ty i jeśli masz takie podejście, nie dziw się, że jej się nie podoba! – słowa Poppy grzmiały jak mazurska burza. Cisnęła we mnie piorunem prawdy, trafiając prosto w serce.

Bo dziecko widzi świat oczami swoich rodziców. Ono poznaje i doświadcza wszystkiego przez pryzmat naszych emocji. Jeśli te są negatywne, nie możemy oczekiwać, że dzieci będą miały pozytywne nastawienie do świata i ludzi.

I przecież ja to wiem. Wiem i rozumiem. Ale jestem człowiekiem i miewam gorsze dni. Doceniam wtedy posiadanie u boku kogoś, kto bez ogródek potrafi odpalić najcięższe działo i oddać salwę w mój rozsądek.

Upadłam, wstałam, otrzepałam się ze sceptycyzmu i ruszyłam na spotkanie dzikich zwierząt.

Cudownie było patrzeć na zachwyconą miejscem Tośkę. Zmiana mojego stosunku do sytuacji zaowocowała naprawdę miłą wycieczką, choć nic tego nie zapowiadało.

I właśnie ten incydent uświadomił mi, jak ważne jest dbanie o siebie, swoje emocje i samopoczucie. Jak niezmiernie istotne jest to, byśmy byli szczęśliwi, aby tym szczęściem zarażać nasze dzieci. Pokazywać im świat pełen przygód. Uczyć ciekawości i chęci poznawania nowego.

Oczywiście robię to na co dzień, ale zdarzają mi się dni takie jak tamten. I wtedy jest tragicznie. Obie z Antką nakręcamy się wzajemnie i psujemy sobie humor. A wystarczy jedna iskierka, by spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość z innej perspektywy i na nowo rozpalić w sobie radość.

Bo wszystko siedzi w naszej głowie…

Chcę, by moja córka widziała świat pięknym i wesołym. Zresztą chyba widzi, bo w drodze powrotnej do domu, podziwiałyśmy przez szybę pędzącego samochodu mazurskie krajobrazy, a ona ciągle powtarzała: „Jak tu ślicznie!”. Śliczne okazały się również kominy rafinerii w Płocku, więc zmartwiłam się lekko jej poczuciem estetyki, ale najważniejsze, że obie wróciłyśmy z wycieczki szczęśliwe.

Niech tak już będzie zawsze…

 

DSC_0642DSC_0635DSC_0593DSC_0561DSC_0626DSC_0630DSC_0589DSC_0605DSC_0612DSC_0616DSC_0655DSC_0656DSC_0667DSC_0699DSC_0532DSC_0684DSC_0329-2

 

W następnym poście zaserwuję Wam solidną porcję zdjęć z tych naszych pięknych Mazur!

Do zobaczenia!

32
25 Komentarzy w
“Oczy matki”
  • Święta racja! To od rodzica zależy, jak dziecko patrzy na świat. A raczej – jego pierwsze odczucia, gdy go poznaje, trzymając nas za rękę. Ja też myślę: dzięki temu, gdzie jestem, moje dzieci pokochają wieś, zwierzęta, zapach łajna i wieczorne ogniska. Bo ja kocham to wszystko i tę miłość w nich zaszczepię. A moja szwagierka (również mieszkanka mojej wioski) od samego początku uczy swoje dziewczyny, że pies śmierdzi i ma zarazki, że kury dziobią, a owce mają pchły. I w ten oto sposób brzydzą się tym wszystkim, a niejednokrotnie też nami – bo spędzamy dużo czasu na farmie. Mnie ogarnia pusty śmiech, słuchając szwagierki, a patrząc dzieci – współczucie. Bo tracą możliwość nawiązania tak cudownej więzi z przyrodą.

    Ja tam zabieram się do kupowania kaloszy, taczek, grabek i łopatek :D :D

    • Marta u Ciebie to dopiero będzie czad! Ja już widzę ich umorusane buzie, buty i ręce i szaleństwa w błocie!
      Teraz już nie ma wyjścia, jak dzieciaki Wam troszkę podrosną to przyjeżdżamy, może my też już wtedy z drugim ;)

  • Jak zwykle świetny post!
    Nastroje i zachowania rodziców przekładają się na nastroje i zachowania dzieciaków. Dlatego zawsze staram się uśmiechać przy małej, staram się razem z nią zachwycać najmniejszą drobnostką. Chcę żeby podbijała świat z wielkim uśmiechem i pieśnią na ustach, a nie zrzędzeniem i negowaniem wszystkiego.

    • Trzeba się starać! Wczoraj Tośka po balecie miała mega histerię. Byłam spokojna i radosna jak nigdy (trochę tych histerii za nami i nauczyłam się już wiele) i tak szybko się uspokoiła, że byłam z niej bardzo dumna! Ale może to też moje pozytywne nastawienie sprawiło, że wszystko wróciło do normy w takim tempie. Później spędziłyśmy cudowny wieczór tylko we dwie! :)

  • 30 lat mi zajęło, by w końcu zebrać się i dotrzeć na Mazury i zdecydowanie o 30 lat za wiele. Cieszy, że są jeszcze w Polsce miejsca prawdziwe, dzikie, bez stresu i po prostu piękne.

  • Gdy przeczytałam słowa, które usłyszałaś od Poppy, to tak, jakby i mnie ktoś obuchem w głowę uderzył… Niby takie proste, a dobrze od kogoś usłyszeć. PS Kadzidłowo nad również zachwyciło w tym roku (szczególnie latorośl, ale sami cieszyliśmy się jak dzieci ;)

    • Nawet jeśli ten tekst pomógł jednej osobie, to warto było go pisać i przyznawać się do błędu! :)))

  • Mi zajęło 33 lata:)w ubiegłym roku byłam na Mazurach pierwszy raz, a że z daleka przybyłam(Śląsk Cieszyński:) tym bardziej mi się podobało, pewnie wrócę……..

    • Piękne miejsce, po prostu bajeczne! Tak pięknie jest chyba tylko jeszcze w Bieszczadach. No ale co kto lubi, wiadomo…
      Ja lubię Mazury, bo nie ma tam buractwa, nie jest tak przaśnie, wieśniacko i kiczowato jak nad polskim morzem (mimo, iż właśnie to wieś hehe). Tam jest dziko i cudnie, a ludzie tacy prawdziwi i kochani…

  • Z dzieckiem trzeba zawsze wyluzować :) i obserwować jej emocje – jeśli się podoba, super! jeśli coś jest nie tak, trzeba zmienić czynnik negatywny na pozytywny. Luz i spontan – cieszyć się trzeba, a nie narzekać! No, Matka, ciesz się z życia ;)

    • Ale ja nigdy nie narzekam! Ja marudziłam! Czasem tak mam… Ale piszę to po to, żeby uświadomić sobie, że nawet takie głupie dni to strata AŻ całego dnia z naszego krótkiego życia… Tym się łatwo zaraża i to jest straszne. Nie chcę tak (choć serio nie zdarza się to nagminnie, na szczęście!). A z życia cieszę się jak głupia! :))) :*

  • Kominy Orlenu w Płocku sa piękne, szczególnie nocą. Oglądam je już ładnych parę lat, a nadal mnie zachwyca ten widok :) Daj znać, jak jeszcze kiedyś będziesz w mieście chemii i kominów – z chęcią zabiorę Was na spacer po Płocku.

  • Moje tereny to piękne góry Beskidy do Wisły na rowerku pykam, zapraszam serdecznie do nas , jest pięknie i spokojnie a Mazury ach…. cudne, tylko czemu mam tak daleko:(

  • Super tekst. Pasuje jak ulał do mego zrzędliwego od paru dni nastroju – a mam 13miesięczne bliźnięta które tak jak piszesz patrzą poniekąd moimi oczami na świat. Także i Ty i Makóweczka jak widać pomogłyście nie jednej mamie coś zrozumieć i puknęłyście nas w czoło :)
    Dopiero niedawno odkryłam Twój blog – i bardzo go polubiłam :) Fajnie piszesz – o z sensem co najważniejsze :)
    Także będę zaglądać regularnie :) Pozdrawiam – Ula (już mniej zrzędliwa ;) )

  • „Z prochu powstałeś, to wstań i się otrzep!” (Wojaczek) – cieszę się, że się otrzepałaś ;) Ileż to razy ja się łapie na tych nastrojach moim, na Maksa działających ;) Tekst -jak zwykle – trafił w sedno. Pozdrawiam serdecznie!

  • O rany, chyba powinnam ten tekst, a przynajmniej jego fragmenty, wydrukować i przechować na rodzicielską przyszłość. Mądry i wartościowy.

  • jak Dziewczyny napisały powyżej mądry ,fajny tekst -no ,ale to już u Ciebie norma, pozdrawiam serdecznie
    ps; napisz (jeśli możesz)gdzie w Łodzi Tosia chodzi na balet:)

  • Ja zwykle w punkt.
    Też to widzę u nas. Jak mam nastrój do d… to i Madame bardziej mędzącą, a jak jestem tak zajarana, że aż się świecę z ekscytacji to i dziecko moje potrafi się zachwycić. ;o)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.