Nie narzekaj!

 

Gdzie się ostatnio nie ruszę, tam wiecznie ktoś narzeka. Wszystko jest źle i nawet gdyby się zmieniło, to też będzie źle. Bo przecież nie może być lepiej. Prowadzenie firmy to udręka, ZUS jest wysoki, a podatki to rozbój w biały dzień. Leki drogie, szpitale pełne, pensje niskie. Ma pretensje do całego świata, że jest tak, a nie inaczej, ale do wyborów nie pójdzie. Nie wyjdzie na ulicę protestować, nie zapisze się do partii, lecz będzie ględził, leżąc na kanapie.

Remonty w mieście, a przez to korki, dają kolejny pretekst do utyskiwań. Tak ciężko mu zrozumieć, że to normalny proces budowania wszelkich metropolii i przez jakiś czas tak być musi, by zaowocować lepszymi warunkami w mieście.

I tylko kombinuje. Co tu zrobić, by się nie narobić. Jak wykorzystać państwo i je oszukać. Lewe faktury, zwolnienia zdrowotne, sztuczne koszty, oszustwa podatkowe, naginanie prawa i omijanie go.

I jeszcze się tłumaczy! Przecież ten kraj na każdym kroku mnie okrada, to ja nie mogę? Raczą się kałamarnicami za moje podatki, a ja jem kluski z serem, to ponarzekać mi nie wolno?

Wolno.

Ale co ci to da, mój drogi?

Jest źle. To wie każdy. Nie jest źle od dzisiaj. Jest źle od zawsze i możliwe, że szybko się to nie zmieni. Koryto pełne kalmarów i szampana jest odnawialnym zasobem polskiej trzody chlewnej. Jestem gotowa zaryzykować stwierdzenie, że jakbyś się do tego koryta dopchał, to pękł byś z przejedzenia. Bo nie różnisz się niczym od tych na górze. Ty kombinujesz jak ich oszukać, oni robią ci dokładnie to samo. Jesteście identyczni, dzieli was tylko liczba zer na koncie.

Rozumiem, że nie jest łatwo. Powiedziałabym nawet, że jest ciężko. Prawo, służba zdrowia, socjal, polityka rodzinna, edukacja… Wszystko kuleje. Ale masz dwa wyjścia. Usiąść i płakać, a później strzelić sobie w łeb, albo zacząć coś robić.

Którą opcję wybierasz?

Bo ja chcę robić coś dla siebie. Rozumiem ideę kapitalizmu, bo w takim kraju żyję i mogę się stąd wyprowadzić, albo tracić czas i energię na bunt i narzekanie, ale mogę się też przystosować. Powiesz: „nie ma pracy”. Paradoksalnie jest jej mnóstwo. Ale ona sama do ciebie nie przyjdzie. Szukanie pracy to też praca! Przejdź się po sklepach i zobacz ile ogłoszeń wisi na witrynach. Pojedź do dzielnicy bogaczy i zapytaj, czy nie możesz sprzątać ich trzystumetrowych willi. Jeśli nie masz wykształcenia – idź się szkolić. Wiele kursów jest za darmo! Naucz się szyć, malować paznokcie, kłaść kostkę brukową, kosić trawę. Tak zaczynali najwięksi tego świata!

A nie siedzisz i czekasz na cud. Jedynym cudem jest twoja głowa – centrum tego wszechświata. To w niej wszystko się zaczyna i kończy.

Nie patrz na innych. Nie porównuj się do nich. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma lepiej od ciebie. Ale czy to jest powód do narzekania? Zrób wszystko, by mieć tak samo. Dbaj o swoje poletko, tylko wtedy zbierzesz plon.

Skup się na sobie. Nie na żarłokach z Wiejskiej. Oni zawsze zrobią tak, by było ci pod górkę. A ty udowodnij sobie, nie im, że można. Albo zapisz się do partii i to zmień.

Rób cokolwiek. Oczywistym jest, że jeśli nie masz talentu nie zostaniesz drugim Malczewskim. Nie zrobisz filmu jak Skolimowski, ani nie dostaniesz pracy w banku, bo nie skończyłeś finansów. Nie wypuścisz kolekcji dizajnerskich ubranek dla dzieci, gdy nie masz pieniędzy, by je zainwestować. Ale możesz robić coś innego, w czym czujesz się najlepiej, co daje ci poczucie spełnienia i radości. Wymyśl to, pracuj, oszczędzaj, ewoluuj, realizuj marzenia!

Nie osiągniesz niczego, plując jadem. Utoniesz w swojej własnej frustracji, zamiast dryfować po oceanie możliwości i dopłynąć do celu.

Działaj, bo tylko twoje działanie określa twoją wartość. Nikt nie zrobi niczego za ciebie.

Nie narzekaj!

 

DSC_4732DSC_4727DSC_8683DSC_8680DSC_8678DSC_8719DSC_8707DSC_8712DSC_8689DSC_8812DSC_8779DSC_8789DSC_8770

Poznajecie na zdjęciach Małych Drani?

13
48 Komentarzy w
“Nie narzekaj!”
  • Uzależniłam się od Twoich postów, czytam je w słuchawkach i wtedy jest pełnia :) Tak. Masz rację. Wszędzie narzekanie. Trzeba robić wszystko by nie dać się temu ponieść.

    • Czad! A myślałam, że nikt tej muzy nie słucha ;)
      Mam świetny kawałek na następny post. Stay tuned! :*

  • Nawet ładnie Ci wyszło to nasze wspólne foto :)
    Tekst super, gdybym umiała tak pięknie pisać pewnie napisałabym to samo u siebie, a tak tylko broczę dookoła. Muszę podesłać ten tekst kilku osobom bo sporo malkontenctwa ostatnio wokół mnie.
    PS: i fotę capoeiry prześlę Tomkowi! Chyba, że już mu podesłałaś?

    • Ależ Ty umiesz pisać! Ja Cię czytam z zapartym tchem. Mądrze prawisz to i czerpię to, co najlepsze.

      Nie, nie przesłałam. Ślij! :*

  • Nie lubię narzekać. Jestem optymistką. Niestety mam męża, który we wszystkim widzi ciemne strony. Nie umiem w nim tego zmienić. Nie ukrywam, że jest to wielką zmorą dla mnie….
    Świetne zdjęcia i znajome twarze…..

  • A bo to takie nasze polskie myślenie…
    Do pasji mnie to doprowadza! Że państwo mnie kiwa, to ja je będę kiwać, dochody zatajać, podatków nie odprowadzać, renty pobierać. Ślubu nie wezmę, żeby zasiłek na samotną matkę dostać… Itp., itd.
    A przecież najpierw trzeba zacząć od siebie, żeby wszystkim nam lepiej się żyło… Z pustego trudno nalać!

    • A ja ślubu nie wezmę, bo do szczęścia mi to nie jest potrzebne. Zasiłku z tego tytułu nie pobieram. Zresztą z żadnego innego też! :)

      Właśnie tak, zacząć od siebie… :*

  • I ja od narzekania stronię choć chętnie wysłucham i przemilczę. Ludzie mają czasem taką potrzebę, taką wewnętrzną i silniejszą od nich by narzekać.

    • Ale z tym powinno się walczyć, bo to rodzi frustracje. Zarówno w osobach, które narzekają, jak i tych, które muszą tego wysłuchiwać…

  • Moja mama mówi do mnie ostatnio: „Martuniu, pamiętaj, że zawsze możesz wrócić do Polski!” A ja na to: „Żebym pierwszą rzeczą po rozpakowaniu była rejestracja w urzędzie dla bezrobotnych?! Nie ma takiej opcji!!!”. Walczyłam w Polsce, stawiałam czoła wielu wyzwaniom, bo nie mam natury narzekającej kwoki. Chciałam udowodnić właśnie sobie, że dam radę. Głosiłam: „w końcu to moja ojczyzna – nie opuści mnie tak łatwo!!!” Nie udało się. Wyemigrowałam z przewlekłą chorobą jelita cienkiego (od chronicznego stresu). Teraz obserwuję z daleka, jak staje do boju moja młodsza siostra. Do boju o jutro, o marzenia, o wolność bycia sobą. Jedyne rady jakie jej daję – żeby nie narzekała. Gderanie to pożeracz energii, którą może spożytkować na szukaniu lepszej pracy, czy doskonaleniu umiejętności. Ludzie jednak lubią narzekać. Bo to nic nie kosztuje. Bo pozwala posiedzieć kilka minut na kanapie z przyjaciółką i wypalić dwa papieroski, zanim weźmiemy się do roboty. Daje pozwolenie ojcom dzieci – głowom rodzin na spotykanie się z koleżkami i popijanie piwka w kolejce do pośredniaka. Narzekanie to prawie jak sposób na bezrobocie, biedę i problemy zdrowotne. Bo skoro sąsiad też ma tak ciężko i jego kuzyn z południa również, to nam jakoś lżej na duszy się robi :)

    • Martusia, podałam jako jedno z wyjść wyjazd. I jeśli jest to opcja, to trzeba z niej skorzystać. Ale nie narzekać, czyli tak jak napisałaś! Jak zwykle bardzo mądrze. Dziękuję! :*

  • Dobry tekst.podobno trzeba przez 21 dni robic cos aby weszło w nawyk.np 21 dni bez narzekania i moze bedziemy miec nowy, nawyk- zapomnimy o narzekaniu:) pozdrawiam

    • Bardzo dziękuję. A jeszcze bardziej się cieszę, że czynisz tak, jak napisałaś! Takich pozytywnych ludzi chcę mieć wokół siebie. Fajnie, że tu jesteś! :*

    • A ja zazdroszczę! :) Ale tak pozytywnie :) Nie na zasadzie, że mi przysłowiowy żal d**ę ściska bo ktoś am lepiej.
      Ktoś ma lepiej, ale ktoś też ma gorzej niż ja.

      Nigdy chyba nie zrozumiem ludzi, którzy mają jakieś ale do innych, którzy mają kasę i stać ich na ekskluzywne wyjazdy, drogie ciuchy czy torebki. Że wyrzucają im, że inni w PL nie żyją w takich warunkach, nie zarabiają tyle, że średnia krajowa to jest taka a taka, a oni na torebkę wydają 10 tys.

      No sorry, jak kogoś stać to czemu niby ma tego nie robić? Czemu inni muszą zaglądać reszcie w portfel..? Prawda jest taka, że jakby sami zaczęli zarabiać tyle samo, to tak jak napisała Minimaliv – „pękli by z przeżarcia”. Tak samo jeździliby na ekskluzywne wczasy i wydawali fortunę nawet na tą torebkę, niech będzie jako przykład.
      Zamiast za przeproszeniem ruszyć d**ę właśnie i tak jak napisała Minimaliv: poszukać lepszej pracy, iść na kursy, szkolenia, cokolwiek. Znaleźć jakąś pasję i przekuć to w kasę.
      Tak, wiadomo, nie każdemu się uda. Ale może lepiej właśnie spróbować a nie wylewać jad na ludzi, którzy mają kasę.
      No nie ogarniam skąd w ludziach tyle jadu, zawiści..?? Typowe podejście z „Modlitwy Polaka”?

      „Gdy wieczorne zgasną zorze,
      Zanim głowę do snu złożę,
      Modlitwę moją zanoszę
      Bogu Ojcu i Synowi:
      „Dopierdolcie sąsiadowi!
      Dla siebie o nic nie wnoszę,
      Tylko mu dosrajcie proszę.”

      Kurde no, mnie też nie stać a nie wylewam jadu na kogoś kto ma lepiej. Zazdroszczę, i zawsze sobie powtarzam, że kiedyś też tak będę, o! :) Co innego pozytywna zazdrość, a co innego zawiść :)

    • „Nigdy chyba nie zrozumiem ludzi, którzy mają jakieś ale do innych, którzy mają kasę i stać ich na ekskluzywne wyjazdy, drogie ciuchy czy torebki.”

      Marta, o tym, o czym piszesz, jest mój najnowszy post. Polki.pl. Polecam ;)

  • hej świetny post no i czytając go włączyłam muzę, akurat jak przyśpieszyło tempo muzyki to przeczytałam ostatnie słowa: ,,Nie narzekaj” wstrzeliło się świetnie. Małe dranie z Agą i Piotrkowska Off oczywiście poznałam. Pozdrawienia.

  • Bardzo bliskie mi jest to, co piszesz. Wkurzało mnie, że jako żona domowa jestem wpychana w kłamliwy stereotyp, zaczęłam więc pisać blog. Trochę dla siebie, trochę z nadzieją, że stworzę w cyberprzestrzeni żonodomowy dyskurs, do którego dołączą inni/inne. Zamiast narzekać – coś zrobiłam. Może to niewielkie coś w skali świata, ale okazuje się, że dla jakiejś grupy osób istotne. I jestem z tego dumna.
    Jak napisał Mistrz Miłosz:
    „Nie jesteś jednak tak bezwolny,
    A choćbyś był jak kamień polny,
    Lawina bieg od tego zmienia,
    Po jakich toczy się kamieniach.”

    • Pięknie zrobiłaś. I robisz to nie tylko dla siebie ale i dla innych. Inspirujesz, a to chyba największa nagroda dla blogera! :)

  • Ojjj tak,my polacy uwielbiamy narzekac ;) orzyznam ze tez mi sie zdarza,ale zauwazylam ze juz naprawde rzadko a jak juz to tylko mezowi ;) p.s. Macie cudowne zdjecia!

    • Ależ każdemu się zdarza! Przecież jesteśmy tylko ludźmi… Tylko chodzi o to, by nie zapędzać się w tym, nie przesadzać i nie psuć życia sobie ani innym! :)

  • Mnie się wydaje, ze ludziom teraz jest za dobrze. Nie mają problemów z jedzeniem, dzieci nie chodzą głodne ani zawszone, po prostu społeczeństwo zapomniało, jak paskudnie mogło by być, gdyby nie brak wojny od ponad 50 lat. Mędzą, zrzędzą, jakby szukali pretekstów do tego, żeby być nieszczęśliwymi. Zamiast docenić to co już mają. A mają zazwyczaj dużo więcej niż ich dziadkowie czy rodzice. Ale nie, mityczny „bogaty sąsiad” ważniejszy.

    • A wiesz, że nad tym samym się zastanawiam? Rozmawiałam z jednym facetem, który narzekał strasznie na wszystko, a z toku rozmowy wynikło, że ma świetnie prosperującą firmę, zarabia niemało i w ogóle mu się wiedzie w życiu. No ludzie! :)

  • Myślę sobie ja, że … że ludzie narzekając mają sposób na zrzucenie odpowiedzialności z siebie na tych na których narzekają (pewnie nie wszyscy, ale wydaje mi się, że spora część) – świadomie bądź nie. Oczywiście jest to ułudą.
    Są rzeczy, sprawy, których nie da się scedować. I koniec. Nikt nie może przeżyć mojego życia za mnie. Każdy robi to na swój rachunek, a jeżeli pozwoli na sterowanie z zewnątrz to marne szanse na „szczęście”. Uff – chyba namieszałem …
    Lepiej działać niż narzekać i udawać, że za wszystko to tamci są odpowiedzialni, a nie ja.
    Kiedyś usłyszałem (i zostało): „Można szukać powodu, albo można szukać sposobu.”
    Kropka i :)

  • Ile ja już słów o narzekaniu napisałam! Można powiedzieć, że obok wybaczania to mój temat koronny ;)
    Na szczęście odkąd sobie uświadomiłam, że na spotkaniach rodzinno-znajomościowych to taka strategia towarzyska, która ma łączyć w bólu, łatwo odwrócić bieg tej rzeki: wystarczy zacząć się chwalić – od razu chwalą się wszyscy! jeden przez drugiego! trochę cię za to nienawidzą, ale tak im z tym chwaleniem się dobrze, że ostatecznie wychodzą zadowoleni :)
    Drugi myk na życie bez marudzenia jest bardziej drastyczny: trzeba marudy wyeliminować ze swojego otoczenia albo postawić im ultimatum, a co! niech trenują optymizm, choćby pod przymusem!
    Może nigdy nie będzie u nas tak, że każdy będzie rzucał od progu ‚I’m fine, thanks!’, ale wierzę, że dążymy do zdrowego realizmu :)

    • Trzeba rozsiewać pozytywną aurę. Uświadczać narzekających w przekonaniu, że są zwyczajnie beznadziejni. Może wtedy zmienią swoje nastawienie. I pięknie odniosłaś się do Anglików. Nawet gdy im źle, nie powiedzą inaczej, a zwykłe „Dziękuję, dobrze” wprowadza od razu pozytywny nastrój! :)

  • Tekst fajny, niestety takie rzeczy na mnie nie działają.
    Nigdy nie narzekałem, jakoś dawałem sobie radę, umiałem (nie wiem czy umiem) cieszyć się małymi rzeczami. Jakieś 10 lat temu otworzyłem firmę, chwilę później założyłem rodzinę. Nie narzekałem, jak inni płakali to nawet jak było źle to mówiłem że jest ok, nie ma co narzekać. Po tych 10 latach mam już dosyć, ten czas sprowadził mnie na ziemie. Teraz jak ktoś pyta… no właśnie. Jedno wielkie G. tyle, także jest pierwszy narzekający, a ten tekst choć fajny to można między bajki włożyć.

    Pozdrawiam

    • I kogo za to obwiniasz? Poza tym nie napisałeś co się takiego stało. Nie mówię, że musisz, nie wymagam tego zupełnie, ale przez to nie wiadomo co się stało i nie można się do tego odnieść. Bo może są jakieś rozwiązania. Wydaje mi się, że zawsze dobrym rozwiązaniem jest spakowanie całej rodziny i wyjechanie zagranicę. Tam rzekomo wszystkim się udaje… Pozdrawiam i życzę wytrwałości!

    • Kogo mogę obwiniać, wina jest tylko moja, to moje błędy, moje problemy itd… Nie napisze co się stało, bo nie lubię pisać o swoich problemach (tzn. w ogóle nie lubię pisać :), a moja wypowiedź faktycznie strasznie ogólna.
      Widzisz z tym wyjazdem, też zawsze sobie to powtarzałem że zawsze mogę wyjechać i że będzie lepiej. Powtarzałem to sobie do momentu kiedy stanąłem przed taką decyzją i musiałem ją podjąć. Wtedy na tą decyzję patrzy się z zupełnie innej perspektywy. Ale zostawmy to już.
      P.S. podobają mi się Twoje zdjęcia :D, mają swój niepowtarzalny klimat i świetnie przekazują emocje.

    • No więc widzisz. Nie ma na co narzekać. No bo na siebie? Lepiej działać! Ale jeśli nie masz motywacji… Chociaż wydaje mi się, że rodzina jest zawsze największą motywacją.

      Bardzo Ci dziękuję za dobre słowo. Masz w sobie chyba jednak dużo optymizmu, bo inaczej przyszedłbyś i zhejtował wszystko, co napisałam. A tak robią frustraci. Ty nim nie jesteś. Super!!! :)

  • Napisałam gdzieś wyżej a propos zazdrości. A teraz wróćmy do narzekania: Baaardzo często już to pisałam, i to na różnych blogach w komentarzach, że stereotyp narzekającego Polaka to niestety prawda. I, że uświadomił mi to dopiero 3 miesięczny pobyt na Majorce na praktykach.. Stojąc za barem po 8 godzin i mając kontakt z ludźmi z przeróżnych krajów, niestety najgorzej wspominam właśnie własnych Rodaków. Aż wstyd..
    Polacy narzekali na wszystko. Serio. Woda za zimna, plaża za mała, druga plaża za daleko (i też za mała), drinki nie takie, za ciepło, za zimno, za duszno, woda do picia zła (na pewno z kranu, nieprzebadana), jedzenie niedobre, alkohole niedobre, leżaki za drogie, itd itp. Wszystko było nie tak jak trzeba wg nich..
    A najbardziej drażniły mnie właśnie teksty w stylu: (tu cytuję jednego upierdliwego dziadzia): „ta Wasza TAK ZWANA PLAŻA”.
    EE, no sorry, ale to ludzie wybierając miejsce na wczasy nie czytają nic o kraju? Nie wiedzą, że to nie Bałtyk i nasze szerokie i długie plaże, tyle przyjeżdżają a potem narzekają, że plaża za mała??! Narzekają, że nic ciekawego nie ma, że nie ma gdzie iść? Skoro sami sobie wybrali małą miejscowość stricte turystyczną, z kilkoma ulicami na krzyż?
    Mam wrażenie, że sensem życia niektórych ludzi jest wyszukiwanie problemów, narzekanie (non stop, na wszystko) i zatruwanie życia innym..

    Nie, żebym sama była idealna, i w ogóle nie narzekała, ale no bez przesady, wszystko ma swoje granice :)

  • Taaa…skąd my to znamy… Ostatnio na fali jest utyskiwanie na pogodę. Gorąco. Duszno. Słońce. A jak ma być? Lato jest! Dzisiaj pada. Aż się boję telefon odebrać, na facebooka wejść, drzwi otworzyć.

  • Czasami narzekam. Chyba każdy czasem narzeka. Często na wyrost tak na prawdę. Albo no to na co wpływu nie mam i tak. Ale walczę z tym. Sesja narzekania wysysa siły witalne, że czuje się gorzej niż co całodziennej harówie, jakbym przeżyła 3 listopady pod rząd. A wystarczy 10 minut śmiechu, pół godziny pozytywnej rozmowy przy kawie i już można świat zmieniać. Nie ma co truć organizmu narzekaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.