Afera

 

„Słowa słowa słowa słowa…
Wyrazy cisną się do głowy…”

I na usta też.

Bo o tym trzeba mówić. Głośno!

Wszystko ma swoje podstawy, fundamenty. Na nich buduje się całą resztę. Mam wrażenie, że wielu ludzi o te podstawy nawet się nie otarło. W związku z tym prostym faktem, nie pojmują pewnych kwestii, które w blogowaniu są kluczowe, że nie wspomnę o relacjach interpersonalnych w życiu każdego z nas. Zatem pragnę im uświadomić i wyjaśnić co następuje…

Blog to nasze miejsce, nasz dom, do którego zapraszamy miłych gości. Uchylamy im rąbek naszego świata, trzymamy na dystans, który sami tworzymy i poszerzamy bądź zawężamy jego granice.

Każdy z nas ma swoje racje, ideały, przemyślenia. Kierujemy się zasadami, które nam wpojono, lub sami je sobie wypracowaliśmy.

W związku z tym, że stoimy twardo na jakimś stanowisku, przedstawiamy na blogu własny punkt widzenia. Bloger, jak każdy człowiek, ma prawo do swojego zdania i on to zdanie po prostu wyraża. Publicznie.

Dlaczego więc niektórzy czytelnicy traktują czyjąś opinię na dany temat jako atak? Dlaczego ludzie uważają, że jeśli ktoś hołduje swoim poglądom, to jest od razu kontrowersyjny? Wreszcie dlaczego goście przekraczający próg „domu” blogera z góry zakładają, że ktoś, kto jasno wyraża własne przekonanie na dany temat, zwyczajnie krytykuje innych?

Ano dlatego, że nie ma tych fundamentów, na których mógłby coś zbudować.

W szkołach zgłębiamy budowę pantofelka, nie znając podstawowych gatunków zwierząt. Rozkładamy zdania na czynniki pierwsze, wskazując przydawki i orzeczenia, nie wiedząc nawet gdzie poprawnie postawić przecinek i jak się wysławiać. Wkuwamy twierdzenia Pitagorasa, a nie mamy pojęcia co to stopa procentowa. Trójkąty od kredytów ważniejsze. Uczymy się odpowiadać na pytania, a nie dyskutować!

A wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. I tak trąca na każdym kroku, tworząc wyimaginowane problemy…

Jeśli nie zgadzasz się z czyjąś opinią, przedstaw swój punkt widzenia. Mów o swoich odczuciach, wyrażaj swoje racje, ale nie przekonuj go do tego, że jeśli uważa, bądź robi inaczej, to jest z gruntu gorszy.

Mój blog jest generalnie wolny od tego typu zachowań, aczkolwiek przy bardziej kontrowersyjnych tematach, jak „Dzieci w sieci„, czy „Cyce na tablice – Jestem na nie„, próbowano mi już udowodnić, że jestem ekshibicjonistką, czy wmówić, że nie wyszło mi karmienie piersią i jestem zwyczajnie głupia.

Przy takich tematach wychodzi z nas syndrom „polaczkowości”. Bez poszanowania opinii drugiego człowieka, przypisuje się mu najgorsze cechy i grzechy tego świata. Bo przecież tylko jedna jest racja. „Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!”

A jak już ktoś ma inne zdanie, to zaraz znajdzie się gros ludzi, którzy stwierdzą, że to afera. Bo, żeby wymienić najbardziej popularne, aferą jest wyrażenie opinii, że dziecko nie powinno chodzić w samych rajstopkach. Aferą, że ktoś uważa, iż malowanie paznokci dzieciom to niewinna zabawa. Aferą jest także to, że ktoś otwarcie przyznaje, że robi z królików pasztet, a nawet futra. Bo przecież to temat tabu!

Ludzie drodzy. Czytelnicy kochani!

To nie są żadne afery. To najzwyczajniejsze wyrażenie opinii. Każdy ma swoją i każdy ma prawo do własnych osądów. Wy również. Ale róbcie to kulturalnie i z szacunkiem dla tych, którzy myślą inaczej. Nie bądźcie sztywni w swym zacietrzewieniu. Pozwólcie światłu wejść do waszych umysłów…

Bardzo cenię sobie zdanie innych ludzi. Ale osobiście mogę mieć przecież inne. I z reguły mam! A posiadanie innego zdania i wyrażanie go publicznie, bądź w zwykłej rozmowie, jest przez wielu traktowane jako krytyka. A czyż nie mamy prawa krytykować? Czyż nie mamy prawa się z kimś nie zgadzać? Dopóki nie obrażam, nie znieważam i nie pomawiam, mam prawo do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów. I mam także prawo do jego poszanowania przez innych. To się nazywa wolność słowa. Jest ona ograniczona, ale warto wiedzieć jak.

Nauczmy się dyskutować, szanować zdanie innych ludzi, rozmawiać i współżyć. Nauczmy tego nasze dzieci. Dajmy im dobry przykład. Bo szkoła chyba tego za nas nie zrobi…

Pamiętajmy, że nic nie jest czarne albo białe. No może zdjęcia…

 

DSC_7926DSC_7904DSC_8184DSC_8903DSC_8996DSC_8962DSC_8931DSC_9080DSC_8017DSC_4668DSC_4662DSC_6309DSC_7909DSC_5031DSC_9523DSC_9156DSC_9133DSC_4984

17
34 Komentarzy w
“Afera”
  • AFERA! ;-)
    afery parentingowe aferami, ale afera taśmowa to już przerosła sama siebie swoją nazwą. Ciekawam bardzo kto jeszcze na taśmy nagrywa podsłuchiwane rozmowy ;-P

  • Niestety grono ludzi afera sie karmi. I to takie grono ktore swoje zycie uwaza za wyjatkowo szare i nijakie. Ze „ktos ma miec lepiej ode mnie?” Never! Zazdrosc, zazdrosc i jeszcze raz zazdrosc. A że w parentingach tysiac blogow co za reklame proszku- w zamian dostajac tenze proszek- zabic by moglo, to i afer tysiac. Congratulations!

    • Nie wiem czy te afery wynikają z chęci zarobku, czy po prostu z chęci wyrażania swoich opinii… Wolę wierzyć, że to drugie. Tylko w jaki sposób to się odbywa, to pozostawia wiele do życzenia…

  • W przypadku postów innych blogerów, które przytoczyłaś, aferą nie były wpisy i opinie same w sobie, a reakcje na nie i towarzyszący im szum ze strony czytelników i innych blogerów negujących lub przyklaskujących.

    • No ale Mo, przecież o to właśnie chodzi. Czy ktokolwiek kto pisze na dany temat, robi z tego aferę? No właśnie nie. Robią ją czytelnicy. Toż przecież o tym jest mój wpis!!!

    • wydaje mi sie ze czesto to wlasnie piszący robi aferę, prowokuje celowo, motywy mając różne od chęci dyskusji po chęć zarobku nie wnikam, nie oceniam. Ale idąc za wspomnianym przykładem tych durnych rajtuzków…Jak swiat swiatem dzieciaki biegały sobie spokojnie w rajtuzkach, biegały cale pokolenia…jednym sie to podobalo, innym nie a jeszcze inni mieli to głęboko w d…(tak jak np. ja i pewno większość społeczeństwa) aż tu nagle ktoś poczuł sie na tyle natchniony ażeby społeczeństwu temu w osobnym i całkiem długim poście uswiadomić iż rajtuzy odzierają dzieci z godności (!) noo matko…I nawet nie chodzi o to ze się z tym nie zgadzam, pewnie zresztą tekst miał być w zalozeniu autora lekki i ironiczny No ale wyszedł średnio i sposób w jaki zostało to opisane…pomijając ze płytki i pusty, myśle że ten sposób zrobił własnie afere.
      A przykładów podobnych jest kilka.
      Ale to tylko moje zdanie, nie mówię ze napewno mam rację….nie to zebym robiła aferę;) po częsci zgadzam sie z tekstem Twoim. pzdr

    • Ale ja myślę, że Ty masz rację! Bo każdy ma swoją rację. Ważne tylko jest to, żeby ta racja nie przysłoniła nam całej sytuacji i byśmy nie byli wobec siebie chamami! Bo cudze racje trzeba szanować. A jak najlepiej unikać afer? Nie komentując, nie biorąc udziału w dyskusji, dystansując się. Czasami to jest tak, że wystarczy rzucić przynętę i zaraz stado piranii przypłynie by rozszarpać ofiarę. Zatem w dalszym ciągu wyciągam jeden wniosek. To czytelnicy robią afery z jakichś tematów. A tych może być miliony. I może być to cokolwiek… :)

  • Przyznam szczerze, że ja na przykład męczę się z osobami, które nie mają własnego zdania. Owszem zbytnia „oryginalność” i zachowania, które zakrawają już o zarozumiałość i despotyzm słowny, też nie są dla mnie, jednakże to nie upoważnia mnie do krytyki tychże osobników. „Podziamdziam” sobie wówczas pod nosem, że jakiś ciężki przeciwnik mi się trafił, a jak mi z nim nie po drodze, to unikam typa i tyle ;). A niech sobie żyje, opowiada swoje historie, póki nie tyka mnie i moim bliskich.
    A tak na serio, to moja racja jest najmojsza ;)
    Buziaki Mira i znów pokłony za zdjęcia. Pięęęęęęękne, oryginalne, uwielbiam je :)

    • Ja myślę, że kompletnie nie ma niczego złego w dyskusji. Należy dyskutować, tylko się nie zacietrzewiać i szanować zdanie bliźniego swego! :)

  • Dzięki Ci Mira za ten wpis, nikt chyba lepiej tego by nie podsumował. Mam straszny problem teraz w głowie po tym wszystkim co wyszło w komentarzach. Chcę już się od tego odciąć, czasem nawet żałuję, że poruszyłam ten temat, a czasem myślę sobie, że musiałam. Po prostu musiałam. Też mnie wkurzają niektóre komentarze, bo to takie dorabianie teorii i naciąganie sprawy. To, żadna afera a ludzie mi tu piszą : sądu jeszcze nie było w parentingach. Mam ochotę zapaść się pod ziemię kiedy to czytam. Ale jak piszesz wolność słowa, nikt nie ma prawa jej ograniczać póki nie godzi ona praw drugiej osoby.
    Zdjęcia twoje jak zwykle magiczne. Pozdrawiam

    • Twojej sytuacji nie ogarniam zupełnie. Ci ludzie nie znają prawa, a jak wiadomo nieznajomość prawa szkodzi. Trzymaj się, bo to zaszło za daleko, ale i tak myślę, że rozejdzie się po kościach… :) Dziękuję również za miłe słowo! :*

  • Oooo chyba już nie muszę pisać dzisiejszej notki. Co prawda nie miała być konkretnie o tym, ale ważne że ktoś się wziął i porządek w syfie parentingowym próbuje zaprowadzić :)
    Popieram. Dziękuję za ten wpis!

    • Ale właśnie ja nie piję do blogerów. Oni mogą sobie pisać co chcą. Pytanie na ile czytelnicy potrafią debatować nad różnymi kwestiami, a nie tylko rzucać w autorów gównem…

  • I ja się generalnie zgodzę. Choć też nie całkiem;) Większości przytoczonych afer nie kojarzę. Ale z ciekawości się w temat zagłębiłam ( o, głupia! po co?) i nie zwalałabym wszystkiego na czytelników. Prowadziłam kiedyś bloga szyciowego, bliska znajoma kulinarnego, przyjaciel bloga ze swoimi przemyśleniami , trochę psychologii w praktyce. I tam było tak: jest tekst, są komentarze- nie zawsze przyklaskiwanie, wiadomo. Ale te różne opinie były pod tym tekstem a u siebie każdy swoim podwórkiem się zajmował. A w parentingach jest trochę tak, że gdzieś pojawia się tekst, na kolejnym blogu ktoś odbija piłeczkę nawiązując (aluzyjnie) do poprzedniego tekstu. I nie zgodzę się, że jest to jedynie wyrażona opinia, bo często złośliwością aż ocieka… Widziałam też w sieci kilka sytuacji gdy blogerka ( o której miałam zdanie, że równa babka) bardzo niefajnie wypowiada się na temat innej blogerki. I to mnie odpycha bardzo. Ok, można powiedzieć ” nie zgadzam się”, „nie zaglądam- nie moje klimaty” albo tak jak Joanna napisać o tym, że się zostało źle potraktowanym, ale pisać, że ktoś beznadziejnie pisze albo brzydkie zdjęcia robi? Bez sera- jak mówi moja chrześnica ( czyt. bez sensu;) ).

    • Ale dlaczego nie można odbić tej pałeczki? Sama kiedy mam w głowie jakieś długie wywody na jakiś temat, nie zostawiam ich w komentarzu, tylko tworzę osobny wpis. Przecież od tego mam to miejsce, by się tu uzewnętrzniać. To jest zwykła wymiana zdań. Tyle, że bardziej przypominająca debatę, bo ma miejsce na kilku płaszczyznach. A kto powiedział, że nie można być złośliwym? Przecież to jakaś forma ekspresji! Serio, trzeba mieć dystans, bo można zwariować!

      A o sytuacjach, które przytaczasz w życiu nie słyszałam, nie widziałam, żeby ktoś na swoim własnym blogu pisał, że czyjeś foty są brzydkie, a teksty beznadziejne. Ale chętnie zobaczę i smagnę biczykiem. Pokazuj! :)

  • Jak zwykle mądra i rozsądna Mira! :)

    Słowo „afera” tak do niektórych przylgnęło, że niedługo zaczną go używać zamiennie ze słowem „opinia” czy „zdarzenie”… Takie odnoszę wrażenie…

    Mnie szczerze mówiąc śmieszy większość tych afer… Początkowo, debiutując w blogosferze, przejmowałam się nimi, ale teraz widzę, że są na porządku dziennym i większość z nich to po prostu kwestia nadinterpretacji i nieumiejętności uszanowania odmiennego zdania.

    • Jak zwykle mądry komentarz Olu! :) :*

      W ogóle dziwię się, bo ludzie piszą takie bzdury i potrafią mieć po sto komentarzy, a niekiedy mądre i ważne tematy (naprawdę widuję je na blogach, na przykład Twoim) przechodzą bez większego echa. Może dlatego Coelho się tak dobrze sprzedaje :P

  • Minimaliv, to nie było na blogu. Na fb;)
    Może masz rację, można pałeczkę odbijać na swoim blogu. Ale jak pojawia się ‚afera’ i na każdym blogu ten sam temat jest wałkowany, to już robi się nudnawo;) Za to złośliwości już mnie w ogóle nie kręcą, poza żartami. Tak czy siak- trzymam się od tego z daleka. Ale dla mnie blogowanie to po prostu zatrzymywanie wspomnień, to zdjęcia, to to co w moim życiu dobre i piękne. Nie traktuję tego miejsca jako pola do dyskusji czy dziecko ma śmigać w rajstopach czy też to się nie godzi. Ja nie mówię, że to źle, tylko ja po prostu mam inaczej- wolę takie dyskusje z przyjaciółmi przy piwie rozstrzygać ( choć niekoniecznie rajstopowe;))

    • Dokładnie. Jest nudno. Więc wystarczy napisać: „Piszesz to samo, nuda, spadam stąd”. Wyrazić swoją opinię i tyle. A nie sztucznie afery pompować. Ludzie po prostu wszystko wrzucają do jednego wora. Nie myślą. Mają klapki na oczach. Mnie załamuje poziom mentalny i umysłowy naszego społeczeństwa na każdym kroku. A odkąd czytam blogi jestem wręcz przerażona. Jak Lem: „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”.

  • Hej, zdjęcia niby czarno białe ale też w wielu odcieniach. I tyle dyskusj. I tyle opinii. I prawo do tej opinii, własnego zdania. Zgadzam się z Tobą wielu watkach, ale gdyby nawet tak nie było, nie pozwoliłabym sobie na atak. Przecież i czarny jest ładny i biały. A jeden kolor drugi podkreśla, i uzupełnia ;-) Pozdrawiam,
    A.

  • Jasne, że te pseudo-afery w parentingach wywoływane są zazwyczaj przez czytelników, a nie tych, którzy coś tam sobie opiniują. Mają prawo. Inna sprawa, że w tej konkretnej części blogosfery – komentujący czytelnicy sami bardzo często są autorami blogów. Ci nierzadko się tym karmią (tą aferą wydumaną), a Ci, którzy są czytelnikami neutralnymi, takimi, których „problemy” blogerów na co dzień nie dotykają – są zażenowani. Zarówno tematami jak i poziomem dyskusji. I tak za parentingami, jako jedym zbiorem, ciągnie się smród…
    I tak to będzie trwać, aż przyjdzie ojciec bloger i pozamiata :)

  • Polaczkowatość – trafiłaś w sedno. Mam dość udowadniania komuś, kogo nawet nie znam, komuś, kto zagląda do mojego „domu” (bloga), że nie jestem wielbłądem. Na szczęście poza miejscami w sieci, które budują swoją popularność dzięki aferom, są jeszcze takie, jak Wasze – za co dziękuję. I pozdrawiam serdecznie, ot :)

  • W świecie kobiet tylko takie rzeczy. Chwilę temu aktywnie udzielałam się na forum poświęconym mamom, dzieciom, ciążom i wytykaniem na każdym kroku błędów innych. Tragiczne w skutkach. Widziałam agresję, zero tolerancji. To hormony, brak pewności siebie, chęć udupienia anonimowo. Afery blogowe? Jak widzę to olewam. Jak widzę to już chętnie nie wracam. Bo absurd mnie nie intersuję. Gdy blogerka piszę o wartościowych kwestiach – w tym nie ma lakierów do paznokci i rajstop, usiądę i przemyśle, stuknę się w głowe i coś napiszę. Nigdy nie byłam atakowana. W bzdury mieszać się nie będę. Czasem coś w oko wpadnie. Czytam całej rodzienie i ubaw jest.

  • Ja nie wiem o co chodzi, gdzie nie zaglądnę ostatnio na jakiegoś bloga okołoparentingowego to spotykam się z tematem „afer, aferek, afereczek”. Jakaś plaga czy coś? Rozumiem, to co piszesz, mój blog=mój dom=moje wartości=moje zdanie etc. Ideą bloga jest dyskutowanie, czasami nawet w ferworze, w emocjach, jak temat tego wymaga. Więc może też należy przyjąć, że „aferowatość” jest wpisana w to codzienne pisactwo blogowe. Ludzie blogi piszą, ludzie blogi czytają i komentują. Jest to zawsze spotkanie dwóch, kilku różnych poglądów i jeśli tylko odbywa się to na odpowiednim poziomie, to każde zdanie, opinia w dyskusji jest ważna. Z pozdrowieniami.
    ps. fantastyczne zdjęcia, dawno mnie tak żadna zdjęciowa historia nie ujęła, jak ta Twoja, bardzo minimalistyczna, ale przez to niezwykle poruszająca

    • Ja właśnie nie piszę jak większość lasek, że się odcinam, bo ja się nie odcinam. To tak jakby się odciąć od rodziny. A wiele blogerek, które znam są dla mnie jak rodzina właśnie. I zawsze będę stać po ich stronie, co może wyglądać jak robienie afery. A jak się z nimi nie zgadzam, bo czasem też tak jest, to się zwyczajnie nie odzywam… A już na pewno nie piszę, że się odcinam, bo masz rację, to jest wszędzie. Mój temat jest trochę inny. Nie piszę o aferach samych w sobie, tylko o zachowaniu ludzi. Ot, co :)

  • Witaj!

    Tak sobie myślę,że my jeszcze nie dorośliśmy do tego, by zgadzać się z tym,że ktoś ma inne zdanie od nas.
    Jeżeli uważa ktos inaczej, to zaraz postrzegany jest jako odmieniec.
    No a przecież każdy ma prawo do własnego zdania. To bardzo dobrze, że nie jesteśmy tacy sami. Gdyby tak było, byłoby strasznie nudno.
    Pozdrawiam.

  • A mi się nie chce. Nie chce mi się brać udziału tych przepychankach. Zostawiać komentarzy pod postami, pod którymi trwa regularna wojna tych za i tych przeciw, zwykle bez sensu, bo od poczatku źle rozumiejących intencję autora. Niezależnie od tego, co myślę, dla tych co o swoją prawdę najmojszą walczą, to i tak nie ma znaczenia. Zwykle wymiękam w połowie komentarzy. ;o)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.