7 grzechów głównych Matki Polki

 

Gdy zostajesz mamą, na każdym kroku spotykasz ludzi, którzy służą dobrą radą. U jednych wynika to z czystej troski, u drugich z brudnej przemądrzałości. Jeszcze inni lubią sobie pogadać, a pozostali po prostu wyrażają swoje opinie, nawet jeśli nikt ich o to nie pyta. Czyli całkiem jak ja tutaj.

Myślę, że warto słuchać, co mają do powiedzenia. Nawet, jeśli ich poglądy są skrajnie odmienne od naszych. Może się bowiem okazać, że akurat przypadkiem natrafiliśmy na świetną wskazówkę, która… i tak nas pewnie zaprowadzi donikąd. Dlaczego? Bo my matki wiemy najlepiej. Wiemy doskonale co robić, by naszym dzieciom było dobrze. A jak nie wiemy, to pytamy. Przecież nie jesteśmy głupie. A przynajmniej większość z nas.

Nie wiem jak Wy, ale ja, nawet gdy pytam, i tak robię wszystko po swojemu. Grzeszę…

Grzech 1.

Spałam z Tośką od urodzenia.
Już w szpitalu łóżeczko było mi zbędne, gdyż chciałam ją mieć przy sobie. I tak się zachwycałam tym małym stworzeniem, a poziom adrenaliny wzrastał z dnia na dzień, że spałam mało. Lecz gdy emocje opadły, zrobiłam się senna. Niestety karmiłam piersią non stop (patrz: grzech 2), więc szybko zmęczyło mnie nocne wstawanie. Naturalnie więc podzieliliśmy z Antką naszą sypialnię. A ona w mgnieniu oka przyzwyczaiła się do nowej sytuacji i ciężko nam było wyeksportować ją do siebie. Aż tu nagle, w dniu, gdy polecaliście mi bajki dla dzieci, puściłam jej „Świat Małej Księżniczki”. I stała się rzecz niesłychana. W jednym z odcinków Księżniczka mówi, że nie chce już więcej spać z rodzicami. Po obejrzeniu tego epizodu Antka zdecydowała, że i ona przeprowadza się do siebie.

Grzech 2.

Karmiłam na żądanie.
Teoretycznie to żaden grzech, ale ja karmiłam na… każde żądanie. Mój tok myślenia wskazywał na fakt, iż dziecku chce się pić, a wody nie podaję. Dziecko chce possać, a smoczka nienawidzi. Dziecko jest głodne, a chce jeść. O każdej porze. Dlaczego więc mam mu odmawiać tej największej przyjemności i pierwszej potrzeby? Mówią, by karmić co trzy godziny, by wyrabiać dobre nawyki, żeby pierś nie zastępowała smoczka, bo się uzależni. „Zobaczysz jak będzie ci ciężko ją odzwyczaić” – słyszałam. Niedługo przed pierwszymi urodzinami, posadziłam Antkę na kanapie i oznajmiłam: „Kocham cię bardzo, ale mam dość. Jesteś już duża. Koniec z piersią!” I wręczyłam jej butlę z formułą. Zrozumiała.

Grzech 3.

Usypiałam na piersi.
Bo tak mi było łatwiej. Zmiana życia w postaci zostania matką daje w kość samoistnie. Nie potrzebowałam dodatkowych atrakcji, a chyba każdy rodzic choć raz poczuł na własnej skórze, co oznacza usypianie dziecka. Suszarka, samochód, projektor, muzyka… Każdy ma swoje metody. Ja wybrałam tę najbardziej grzeszną. Jedyny minus tej opcji, to wyrzeczenia związane z wieczornymi wypadami na miasto. Przyzwyczajając dziecko do takiego schematu, możemy być pewne, że mamy z głowy jakiekolwiek wyjścia. Chyba, że jesteśmy bez serca i nie przeszkadza nam, iż dziecko drze się wniebogłosy. Ja znieść tego nie mogłam, więc uziemiłam się na cały rok. Ale rok szybko minął i… patrz: grzech 2.

Grzech 4.

Zwlekałam z odpieluchowaniem.
Od czasów naszego dzieciństwa zmieniło się wiele. Cud techniki w postaci pampersów rozpieścił rodziców do tego stopnia, że tylko nieliczni decydują się na odpieluchowanie dziecka przed skończeniem przez niego roku. Bo to ciężka praca, okupiona nerwami z powodu zasikanych (i nie tylko) podłóg, dywanów i ciuchów. Odwlekałam ten proces. Nie czułam się na siłach podejmować wyzwanie, ale też mi się nie chciało. Pampersy to wygoda. Aż pewnego dnia, gdy Antka miała już skończone dwa lata, obudziłam się z myślą: „Tak, zrobię to dzisiaj”. Po tygodniu umiała już załatwiać się na nocnik. Desperacja?

Grzech 5.

Usypiałam w wózku.
Kolejny grzech, za który miałam cierpieć katusze. Bo jak można przyzwyczaić dziecko do takiego „dziadostwa”? Ano można. Tym bardziej, gdy przed chwilą odzwyczaiłam je od usypiania na piersi. Poza tym nie widzę większej różnicy pomiędzy wygodnym wózkiem a łóżeczkiem. Na dodatek dziecko może spać na dworze, na świeżym powietrzu. Właściwie kompletnie nie rozumiem, dlaczego usypianie dziecka w wózku jest złe. Macie jakieś sensowne argumenty?

Grzech 6.

Nigdy nie robiłam niczego o stałych porach.
Wiecie już, że karmiłam na żądanie. Każdy dzień starałam się przeżyć inaczej. Nie było mowy o rutynie. Inaczej bym chyba zwariowała. Wiadomo, że mniej więcej rytm dnia miałyśmy zachowany: rano pobudka i śniadanie, wieczorem kolacja i spanie, w ciągu dnia celebracja życia. I to było dobre! Poznałam natomiast wtedy inną mamę, która sztywno trzymała się harmonogramu. Miała ustalony program, dzień zaplanowany co do minuty. Gdy nadeszła zmiana czasu z zimowego na letni, jej synek zwariował, gdyż niefortunnie byli poza domem, a on zazwyczaj o 19 jadł już swoją zupę. Przesunięcie o jedną godzinę okazało się dla niego tragedią. Wtedy zrozumiałam, jak dobrze nie mieć dziecka-robota, które nie słucha swoich potrzeb, tylko zaprogramowane działa jak maszyna.

Grzech 7.

Nosiłam na rękach, kołysałam, bujałam, przytulałam, rozpieszczałam. Dałam sobą manipulować. Bo mam tak mądre dziecko, że w wieku kilku miesięcy wiedziało już co to cwaniactwo, udawanie i jak zrobić mi na złość, płacząc. Geniusz.

Więcej grzechów nie pamiętam, żadnego nie żałuję.
No może trochę tego usypiania na piersi.
Wnioski wyciągnięte.

Ale głównie jeden podstawowy:
Nie spinać się!
Wszystko ma swój czas i swoje miejsce.
Wszystko płynie…

A Wy, macie jakieś grzechy na sumieniu?

DSC_0048DSC_0033Untitled-2DSC_20131DSC_1697DSC_0811IMG_0873DSC_0789DSC_3635DSC_0314DSC_0123DSC_65611

 

 

12
77 Komentarzy w
“7 grzechów głównych Matki Polki”
  • Kurcze chyba nie za bardzo zrozumiałam tekst. Nie wiem czy był to hołd w stronę rodzicielstwa bliskości, czy jako Matka która piersią nie karmiła długo (bo egoistycznie wolałam butlę niż długie leczenie grzybicy sutka), bo nie spałam z dzieckiem, mam czuć się Matką gorszą? Naprawdę mam problem ze zrozumieniem… Pomocy! :)

    • Nigdy w życiu nie masz się czuć gorszą. Moje stanowisko jest jasne i wynika to również z tego tekstu. Każdy robi to co lubi i co uważa za słuszne, bo nie ma jednej słusznej drogi wychowania. Ja miałam jeszcze gorzej. Miałam grzybice całych piersi, kanalików mlekowych. Gdyby nie to, że rodziłam w UK i dostałam specjalny lek, umarłabym i z karmienia nic by nie wyszło. W Polsce ten lek dla kobiet karmiących jest zabroniony. A uratował moje karmienie…

      Przesłanie tekstu jest proste. Ludzie mają tysiące rad dla młodych matek. Jeśli nie robimy tego, co oni uważają za słuszne – grzeszymy. Proste! :)

    • no i dziękuję! :)
      tyle teraz tekstów wychwalających jakąś metodę a obrażających tych którzy jej się nie poddają, że czasami widzisz atak tam gdzie go nie ma…. jest to strasznie przykre…. najgorsze co można zrobić drugiej kobiecie to zarzucić jej, że jest gorszą matką… nie wyobrażam sobie takiego zachowania (abstrahując od przypadków skrajnych)
      nie spałam z dzieckiem… z wygody, ze strachu, jemu spi się lepiej- nigdy nie wyciągał rąk, że chce być ze mną w nocy, nawet w chorobie…
      chyba to mój grzech- że moje życie jest tak samo ważne jak życie moich dzieci… bo gdyby nie ja, co one by miały? gdybym ja była nieszczęśliwa czy one by potrafiły? nie sądzę…..

    • Wiem, o czym mówisz. Ale dla mnie to jest absurd. Można się z czymś nie zgadzać. Można na przykład stać na stanowisku, że tylko i wyłącznie karmienie piersią jest dobre – bo każdy ma prawo do swojego zdania. Ale najgorsze co może być, to mówić drugiej matce, że jest złą matką tylko dlatego, że robi inaczej. To nie są kwestie życia lub śmierci, tu nie chodzi o bicie dziecka. Karmienie butelką, czy spanie razem czy osobno nikogo jeszcze nie zabiło! :) No ok, ssą pojedyncze przypadki przygniecenia dziecka, ale to błąd statystyczny ;) Ten tekst jest trochę przewrotny i mam nadzieję, że wszystko już kumasz! :))) Pozdrawiam! :*

  • ale zdjęcia powalają… chyba póki co wolę żywsze kolory itd (może dlatego, że takiego efektu uzyskać jeszcze nie umiem?), ale te są tak w stylu „nowojorskim”, ze szok! Piękne!

  • Grzech 4 i 5 nie jest mi obcy. Bujałam młodego w wózku, aż w końcu powiedziałam STOP i przeprowadziłam go do łóżeczka. Pierwsze trzy dni to był jakiś horror, ale po trzech dniach sam grzecznie zasypiał. Co do grzechu nr 4 to grzeszę do tej pory :P syn mój już skończył w czerwcu 2 lata, ale jak widzi nocnik dostaje furii i nie da się posadzić nawet na minutę. Z toaletą dokładnie ta sama historia. Może Ty mi coś poradzisz ze swojego doświadczenia, bo już tracę wiarę.
    Pozdrawiamy :)

    • O tym jest w puencie. Na wszystko trzeba czasu i trzeba do wszystkiego dojrzeć. Nie ma co się spinać, w końcu przyjdzie moment, gdy wyprowadzimy dziecko z naszego łóżka, ono zacznie sikać na nocnik. Najgorzej to frustrować się z takich powodów, bo to tylko pogarsza sprawę…

  • Ja za grzech uważam, że nie spałam z Pulpetem od początku. Pierwsze pół roku ten biedny mały człowiek musiał w łóżeczku samotnie tak… Okropna byłam!

    • Haha, wiem o co Ci chodzi. Nie, nie byłaś okropna. Dojrzałaś do tego później…

      A wiesz, że to Kościół w XIX wieku wprowadził zakaz spania z dziećmi? ;)

  • Wszystkie grzechy popełniałam, poza 6. przy dwójce plan się u nas sprawdza idealnie, ale nie z zegarkiem w ręku. Z samym Ryskiem tez działaliśmy bez planu, ale po pojawieniu się Heli wszystko stanęło na głowie i trzeba było to uporządkować. Poza tym wszystko jak wyżej, a spanie z dzieciakami w ogóle mi nie przeszkadza, tzn. Rysiek śpi sam, ale Hela cały czas z nami. Luz ;)

    • Piszę z perspektywy posiadania jednego dzieciaka. Jak będzie drugie wszystko może się zmienić :)
      Ja jestem tak niezorganizowana, że chyba tak to sobie tłumaczę, choć histeria tego dzieciaka mnie przeraziła! Jak można zaprogramować człowieka… Jeszcze nie dojrzałam do planowania. Ale znam ludzi, którzy robią tak całe życie i im z tym świetnie. Nie potępiam tego kompletnie. Ja po prostu się chyba do tego nie nadaję… Jak to dobrze, że ludzie są różni! :)

  • grzech nr 1 – nie oponowałam, gdy lekarze zasugerowali cesarskie cięcie…
    zbyt wiele tych grzechów mam na sumieniu, aby je wszystkie wymieniać :-)

  • Grzeszylam tez: kompletnym brakiem programu, karmieniem piersia na zadanie (teraz juz jestesmy na butli, ktora… tez jest na zadanie ;D), usypialam na cycku, a teraz bujam i nosze wciaz na rekach usypiajac Malego mimo ze wazy juz sporo kilogramow… Ale za to od poczatku spi w swoim lozeczku i nie mam z tym problemu a on chyba tez nie skoro od skonczenia 4 miesiaca przesypia cale noce? :) Ach i dodalabym jeszcze – nigdy go cieplo nie ubieralam mimo ze wszyscy dookola mi gadali „a zaloz jeszcze sweterek, a czapeczke, a kocyk…” itp itd ;)

  • Grzeszę tak samo i to nadal przy prawie 2-latku. Uwielbiam te grzechy, sprawiają że życie staje się prostsze! :D I to wszystko tu wyżej wymienione, nie kłóci się z dbaniem też o siebie, swój czas i swój rozwój, bo mam wrażenie, że niektórzy myślą, że rodzicielstwo bliskości wiąże się z wyrzeczeniem się SIEBIE. :)

  • To kompletnie nie są żadne grzechy. To jest zupełnie naturalne i normalne co robiłaś. Wszsytkie znane mi mamy, moje przyjaciółki robiły/robią to samo.

  • w takim sensie* (bo wiem przecież., że nazwa jest ironiczna), że dla mnie to nie jest nic nadzwyczajnego. Norma, naprawdę, coś powszechnego w moim odczuciu., Bo jakże mogłoby być inaczej?

  • Grzech 1 – Nie chciałam długo karmić piersią, bo uważałam to za niepotrzebną męczarnię. Góra trzy miesiące. Jako że i tak nie miałam wystarczająco dużo pokarmu, to przeszłam na butlę po kilku tygodniach. Nareszcie wolna! Zresztą już wcześniej dokarmialiśmy butlą, bo inaczej mała na piersi spadała z wagi ssąc cały dzień bez przerwy, więc mus.

    Grzech drugi
    Pierwszy raz zwiałam na imprezę, jak miała miesiąc. Potem wyjeżdżałam na weekend regularnie, bez dziecka, zajmował się nim tata lub babcia. Jeszcze nie miała roku, jak bez niej wyjeżdżaliśmy na wyjazdy trwające ponad tydzień. Przeżyła ;)

    Grzech trzeci
    Wciskałam smoczek tak długo i często jak się dało, byleby mieć cisze i spokój. Mała za chwilę ma dwa lata i nie zamierzam jej odsmoczkowywać. W Norwegii widziałam czterolatki ze smoczkami.

    Grzech trzeci
    Jak tylko mogłam to wyekspediowałam dziecko do własnego łóżeczka. Zaczęło lepiej spać. Byleby karuzelka była włączona (grzech trzeci i pół?)

    Grzech czwarty
    Moje dziecko ma własny telefon. Prawdziwy, dotykowy Samsung Monte. Bawi się menu i czasem słucha mp3 (za stary model na puszczanie filmów).

    Grzech piąty
    Mamy telewizor włączony non stop, bo dziecko chce oglądać bajki lub inne filmy. Nie siedzi wgapione w telewizor, pilnuje tylko, by był włączony. Nauczyła się go włączać z kojca, jak miała rok i tak zostało.

    Grzech szósty
    Moje dziecko jest brudne. Brudzi się błotem, brudzi się brudną podłogą w domu, brudzi się ziemią na balkonie i łażą po niej brudne robaki z lasu. Czasem zeżre kawałek patyka albo liścia.

    Grzech siódmy
    Zapewne po wakacjach zapiszę ją do żłobka. Nie dlatego, że muszę, tylko dlatego że tak mi będzie wygodniej, poza tym odciążę babcię, a sama będę mogła mieć więcej czasu na pracowanie (pracuję w domu) i na wylegiwanie się i czytanie książek ;)

    • Twój grzech siódmy jest moim ósmym haha. Ale masz listę, wow! ;) Ona dowodzi, że i tak źle i tak nie dobrze. Zawsze komuś coś nie będzie pasować…

    • grzech nr 6 u lavinki – usmialam sie do lez – tez sie do niego zapomnialam przyznac ;)

  • Grzeszę macierzyńsko z wielką satysfakcją. Bardzo się cieszę, że jest nas więcej – grzesznych, niepoddających się wszechobecnym „jedyniesłusznym” instrukcjom obsługi dzieci. Mody wychowawcze zmieniają się, przemijają, zastępowane są przez inne – wręcz przeciwne do poprzednich. Uznałam więc, że szanując wiedzę i pomysły specjalistów od dzieci oraz wszystkich ciotek-dobra-rada, potraktuję je jak nieobowiązkową inspirację i pójdę swoją ścieżką. Z pewnością popełnię jakieś błędy, ale przynajmniej będą moje własne.

    • No czyli tak jak ja, też się uczę na swoich! :)
      A tekstu ani bloga nie znałam. Bardzo dziękuję! Nadrobię! :*

  • Świetny tekst! Przy pierwszym dziecku byliśmy tak przerażeni tą NOWOŚCIĄ że daliśmy się omamić podręcznikom i „dobrym radom”, szczególnie tych specjalistów od marketingu zupek i kaszek :/ Przy drugim dziecku wszystko w zasadzie szło na luzie i bez spinania się. Nie stresuję się, że już 18.00 a o 18.15 mój syn musi zjeść bo inaczej zrobi awanturę a jeszcze go nie wykąpałam. Nie czuję się już wyrodną matką, bo nie położyłam dziecka na drugą drzemkę i teraz mi marudzi. Trudno, przeżyje, nic mu się nie stanie. Zbyt łatwo można się wpędzić w kozi róg słuchając dobrych rad i opowieści idealnych matek. Pokiwać głową, przytaknąć, a dalej robić swoje ;)

    • Dokładnie jak mówisz. Dlatego dobre rady przyjmuję i chowam do szuflady. Bo to zwariować z tym wszystkim można!

  • Ja grzeszyłam właśnie tym, że moje dziecię śpi od samego początku samo! W swoim małym, wstrętnym łóżeczku ;) No i z tym odpieluchowaniem też jeszcze zwlekam… aż będzie ładnie i ciepło za oknem ;)

    • Ty wstrętna matko, jak mogłaś! :D

      Rozwala mnie właśnie to, że „moja racja jest mojsza niż twojsza”. Chcesz spać z dzieckiem – śpij. Nie chcesz, albo ono nie chce – luz! Żałosne czasem te przepychanki…

  • Eeee, dla mnie karmienie na żądanie było i jest super :). Spanie z dzieckiem tez mi nie przeszkadza, myślę że przyjdzie moment na rozdzielenie i też będzie ok, na nic nie mam ciśnienia. Najważniejsze nasze zdrowie i samopoczucie, a kto nie grzeszy niech pierwszy rzuci kamieniem!

  • Czuję się nieswojo, bo niby skąd ty znasz moje grzechy?:)Popełniłam je wszystkie i kolejny ze żłobkiem również. Czas się chyba wyspowiadać i przyjąć pokutę?
    Ps. Przez ostatnie 14 m-cy nikt mi nigdy nie dał rady!Ani dobrej, ani złej. Czyżbym była jakaś….inna?;)
    Pozdrawiamy

    • Nie inna. Miałaś szczęście, albo chowasz się w swojej norze i nie wychodzisz do ludzi hahaha. A może Twoje dzieci już podrosły? ;)

  • Co do punktu piątego (odpowiadam, bo pytasz, a nie dlatego, że jestem jedną z tych mamusiek, które zawsze i wszędzie wtrynią się ze swoją radą ;)), problem jest taki, że jak dziecko śpi, to można wiele zrobić. Usypianie w wózku powoduje, że jesteś do tego wózka przywiązana (haha, i wyszło szydło z worka, że był to również mój grzech!). Ale ja mam specyficzne dziecko. Wózek stanął, dziecko się budziło. A już w ogóle przeniesienie śpiącego dziecka w inne miejsce u nas graniczy z cudem, więc i w samochodzie nie możemy/nie mogliśmy usypiać, i na rękach…

    Dobra, wracam czytać dalej, bo bawię się przy tym świetnie ;).

    • Przywiązana do wózka? Jak to? Ja wystawiałam Tośkę na balkon i robiłam co musiałam. A generalnie to ja byłam taką matką, że nic nie musiałam i spędzałam 11 godzin na dworze. Serio! Bo co robić w domu z dzieckiem? Przecież to zwariować można?! o.O

    • O, ja też całymi dniami na dworze, jak tylko pogoda na to pozwala, a jak nie pozwala, to półdniami ;).

      No mój się budził, jak tylko wózek przystanął. I w krzyk. Jak nie spał, a ja wózek zatrzymałam – ta sama reakcja. Do teraz zrobienie zakupów graniczy z cudem, bo zatrzymuję się przy półce z pieczywem i dalej to już na sygnale. Wszystkich przegania z kolejki, itp. Na spacerze butów nie mogę nawet zawiązać, bo tylko póki jedziemy (koniecznie wzdłuż drogi z autami ;)), nie płacze. Wiem, kosmos jakiś! Dlatego dla mnie pierwsze pół roku to był koszmar, bo mam dziecko, które samo nie poleżało nawet minuty. Nieważne, że karuzelka nad głową, mata edukacyjna… Dzisiaj wspominam to jak horror. Brrr… Ale ma to też swoje plusy – w tym momencie nic nie jest mi straszne! Przeżyłam pierwszy rok, przeżyję wszystko ;).

  • E tam, grzechy… W myśl dzisiejszych zasad wychowawczych jesteś Matką Idealną!

    Ale ja się przekonałam: ile ludzi, tyle opinii. Zawsze można oberwać po głowie! Śpisz z dzieckiem? Źle! Nie śpisz? Jeszcze gorzej! Coś o tym wiem… Dlatego sama staram się tylko przedstawiać swój własny punkt widzenia (z podkreśleniem na własny, nie słuszny!), bez oceny, pouczenia, itp. Mam zbyt dużo wątpliwości, żeby podawać gotowe recepty!

  • Przyznaję się do wszystkich i mam jeszcze jeden. Jako bardzo wyrodna matka nie zmuszałam rocznego synka do „koniecznej!!! południowej drzemki”. Jak mogłam zabierać go na wycieczki do lasu, na sanki, bawić się w rajdy, czytać książki, malować, bawić się klockami itd… no ja się pytam jak??? I tę beznadziejność swoją powtórzyłam przy córci. A mogłam przwiązać do łóżka… Tak, tak moje dzieci kończąc rok dostawały już „normalne” łóżka, żeby mogły zasypiać ze mną ale już u siebie. Mea kulpa…

    • Ooo, ja też nie zmuszałam! Bo i w sumie jak? Bardzo szybko skończyły się u nas te drzemki. Mówili, że mózg się gorzej rozwija, bla bla. Nie zauważyłam, żeby coś jej się stało w głowę hahaha. Buziaki!

  • Wszystkie wymienione grzechy rowniez popelnilam i zadnego z nich rowniez nie zaluje! :D Normalnie jakbys napisala o mnie!;)))

  • Hihi, bardzo moje te grzechy :) z tym wyjątkiem ze za drugim razem tata co jakiś czas brał na siebie pokutę i nauczył sie usypiać córkę przez „lulanie” na poduszce po uprzednim podaniu „cycka z butelki” A grzeszna matka na miasto ;)

    • Właśnie to napisałam w tekście, że to jedyny minus i to, co bym zmieniła przy drugim dziecku… Żeby jednak nie być tak przywiązaną. A wszystko po to by móc grzeszyć wychodzeniem na miasto! :)

  • wszystkie :D
    ale muszę wykorzystać Twój motyw z bajką, bo Hania nadal śpi ze mną, chbociaż z drugiej strony, ja chyba też się do tego przyzwyczaiłam :-)

    • Ja powoli miałam dosyć… Ona jest ogromna i śpi w poprzek, nigdy normalnie! :)
      To już jest czas i pora. A jak się przeprowadzimy, to kupię jej ogromne łóżko, bo widzę, że tylko takie może mieć. Dziecięce łóżeczko to dla niej więzienie (każde, nie tylko to ze szczebelkami) ;)

  • … to wszystkie moje grzechy więcej nie pamiętam i nie postanawiam poprawy!!!
    A teraz po 2 latach i 5 miesiącach każdy mówi że Aleks jest fantastycznym Dzieciaczkiem. Jeśli chodzi o rady cieszę się, że mieszkam daleko od Babć, ciotek bo moje macierzyństwo opiera się na intuicji – czasami bywało ciężko ale jesteśmy szczęśliwi

    • Ja także byłam przez pierwsze pół roku życia Tośki bez nikogo do pomocy. I nawet nie wiesz, ile mnie to nauczyło. Mogłam liczyć tylko na siebie, a to najlepsza szkoła życia.

  • To są „grzechy”? – dajcie spokój. Dlaczego niby nie wolno robić tych wszystkich rzeczy. Niby czemu są one złe? W Stanach 4-latki biegają w pieluchach i nikomu nie przyjdzie do głowy, że to źle. Za 10 lat okaże się, że to oddzielne spanie jest szkodliwe dla rozwoju dziecka, a wczesne odpieluchowanie zaburza poczucie bezpieczeństwa dziecka.

  • O kurcze popełniłam wszystkie Twoje grzechy, może by założyć nową społeczność choćby „Matki warte grzechu:)”. Buziaki dla szczęśliwego dziecka grzesznej matki.

  • uwielbiam Cię , wszystkie grzechy popełnione ,tak jak u Ciebie, własnoręcznie bez przymusu( nie licząc małej OCZYWIŚCIE ) Pozdrawiam Aga z Łodzi

  • Wszystkie grzechy popełnione i zamierzam popełniać dalej jak będzie ku temu okazja :)
    Zdjęcia są mistrzowskie, uwielbiam twój styl fotografowania.
    Buziaki dla Was!!

    • Bardzo mi miło i bardzo się cieszę kochana!!! Pasteli u mnie nie uświadczysz… Chociaż może kiedyś… ;)

  • Nigdy nie mów nigdy, ja powoli zaczynam przechodzić na jasną stronę mocy ale czerń, szarości i brązy nadal uwielbiam ponad wszystko :)

  • Piękne te twoje grzeszki… całkiem podobne jak moje.. :)
    Żałuje, że z pierwszym tak nie grzeszyłam tylko słuchałam „podpowiadaczy” :(
    Ale najważniejsze, że słucham swojej intuicji, choć czasem jest to „męczące” i wcale nie takie łatwe „pochylić się nad dzieckiem”

    • Nie jest łatwo, jest wręcz bardzo trudno. Ale myślę, że wyluzowanie się, a nie spinanie właśnie z tymi wszystkimi metodami, które MUSZĄ działać, powoduje, że jest łatwiej. Bo nie przeskoczymy pewnych kwestii, ale możemy je sobie umilić. A jak będziemy się spinać i wściekać to nic nam to nie da! :)

  • Już za cztery miesiące zaczynam grzeszyć. Mam kilka niegrzesznych koleżanek i już z brzuchem ich nie rozumem. Dobrze że propaganda luzu i bliskości kiełkuje :)

  • Fantastycznie piszesz, a co do grzechów popełnianych przez mamy to z moim kilkuletnim synkiem (dawno temu i za lasami) oglądałam program kulinarny (wersja powtórkowa) Macieja Kuronia o godzinie pierwszej w nocy, bo Albert (moje dziecko:) ) to uwielbiał…potem spał też do pierwszej, tyle, że po południu :) i co? i nic …szczęśliwy, mądry i zdrowy czternastolatek kręci mi się po mieszkaniu…a ile się nasłuchałam, ze tak nie można…a właśnie , że można :)

    • Jasne, że można! Wszystko można tylko pewnie te, co muszą wstawać do pracy na 8 rano bardzo zazdrościły, że możesz sobie pospać z dzieckiem do 13 hahaha. Nie wiesz jak jest? ;)

  • Zabierałam na budowę, nosiłam non stop w chuście, za lekko wg babek ubierałam, nie dawałam smoka bo przecież wg niektórych nie ma dzieci bezsmoczkowych, usypiałam w hamaku, odebrałam radość posiadania telewizora. Więcej grzechów nie pamiętam!

  • Zdjęcia świetne, miło popatrzeć :)
    Ja ostatnio zbieram cięgi za rozpuszczanie dziecka (prawie 3 miesiące), bo noszę, bo bujam. Do spania z dzieckiem to się boję przyznać nawet, szczególnie jednej koleżance której synek zasypia od małego sam grzecznie w łóżeczku. Zasypiania przy piersi to oduczyć nie mogę, mimo że już raczej jej nie karmię, ale po prawie 3 miesiącach całodziennych kolek chcę odpocząć od ciągłego ryku i nie mam sumienia jej odzwyczajać jeszcze. Wózek też przerobiłam, ale ostatnio wózek to zło…i żadna siła dziecka nie zmusi do zostania w nim. A inne grzechy jeszcze przede mną. :) Tak…też jestem grzesznicą. Pozdrawiam inne grzesznice :)

  • No dobra. Teraz już wiem – chcę Cię kiedyś poznać. Czasem mam wrażenie, że czytam o sobie. Naprawdę możliwe, że tak wiele nas łączy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.