Zabawka

 

Dzieciństwo rządzi się swoimi prawami. Powinno być radosne, głośne, przepełnione miłością, zabawą ale też nauką. My, rodzice, dokładamy wszelkich starań, aby pokazać naszym dzieciom najlepszą stronę życia. Uczymy je rozumieć, doświadczać, współodczuwać. Bo gdy dorosną, będą niosły na swoich barkach nie tylko wspomnienia tych radosnych czasów, lecz także wszystko, czym nasiąknęły za młodu.

A dzieci są jak gąbka. Chłoną z otoczenia to, co dobre, ale i złe. Nie weryfikują, nie analizują. Po prostu przyjmują świat takim jaki jest. To na nas, dorosłych, spoczywa ciężar odpowiedzialności za ich postępowanie. To my jesteśmy pierwszymi nauczycielami pokazującymi drogę, którą mają obrać, by później, jako dojrzali ludzie, kroczyli nią mądrze, rozumnie, pełni wiary w siebie i swoje możliwości. Bo w gruncie rzeczy to od nas zależy jak rozwija się nasze dziecko. Jakie książki czyta, bajki ogląda, jakimi zabawkami się bawi. To my zaspokajamy potrzeby naszych pociech. Powinniśmy robić to mądrze i roztropnie, nie dając ponieść się fali szalejącego konsumpcjonizmu.

Współczesnemu rodzicowi jest niezwykle ciężko, bowiem producenci dóbr wszelakich obrzucają nas nimi z każdej strony. Musisz to mieć! Krzyczą reklamy z ekranu telewizji. Stwarzają sztuczne potrzeby, wmawiają nam, że coś jest lepsze, bo jest… lepsze. Najlepsze! Do tego tanie. Albo drogie, wtedy ekskluzywne i też musisz to mieć! Ani się obejrzymy, gdy na półkach szafek naszych dzieci zalegają sterty niepotrzebnych magazynów, które raz przejrzane, zostają rzucone w kąt. Dziesiątki maskotek, z których przytulana jest jedna, może dwie. Pięć kompletów klocków, dwadzieścia resoraków i całe kosze niepotrzebnych bibelotów. Zbędnych, bo użytych w zabawie tylko raz.

Gdy byłam mała, wybór na rynku produktów dziecięcych był niewielki. Pamiętam kilka zabawek, którymi bawiłam się na okrągło. Kreatywne patyczki, z których tworzyło się przeróżne kształty, rozwijały wyobraźnię. Kilka maskotek, służących mi za publiczność, gdy sadzałam je na półce meblościanki, recytowałam im wiersze i śpiewałam piosenki. Domek dla lalek. Piękny, drewniany, z mebelkami. W porównaniu do tych dzisiejszych skromny i ubogi, ale radość z jego posiadania była chyba porównywalna do dzisiejszego zachwytu nad posiadaniem nowego modelu iPhone’a. Gdy na polski rynek wkroczyły jajka Tamagotchi, ubłagałam mamę, by mi takie kupiła. To oryginalne, prawdziwe, bo podróbek było multum.

Pamiętam, że robiłam z nim wszystko. Jadłam, spałam, chodziłam do szkoły. Eksploatowałam je do granic możliwości. Uwielbiałam opiekować się zwierzątkiem, które – jak prawdziwe – miało swoje potrzeby. Musiałam je nakarmić, wyjść na spacer, posprzątać, gdy robiło elektroniczną kupę. Później zaczęłam hodować chomiki, ale do tego czasu Tamagotchi zaspokajało moje potrzeby opiekuńczości i dbania nie tylko o siebie. Nie potrzebowałam niezliczonej ilości gadżetów i zabawek. Sam fakt posiadania tego jajka dostarczał mi ogromu radości.

Dziś mamy inne czasy. Nie sposób uchronić się przed morzem produktów zalewających nasz rynek. Mamy więcej pieniędzy, większy wybór, więc siłą rzeczy kupujemy więcej i częściej. Dzisiaj sztuką jest dokonać rozeznania, co jest dobre, naprawdę potrzebne, z czego będziemy korzystać, a nie kupimy i od ręki odstawimy na bok. Dlatego nie wiem, czy Tamagotchi, które dałam Tosi będzie miało dla niej taką samą wartość jak dla mnie, gdy byłam małą dziewczynką. Jednak nie mogłam mu się oprzeć. Mamy w domu dwa jajka. Jedno jest moje, drugie Antosi. Tamagotchi Friends. Mają możliwość komunikowania się, przesyłania sobie prezentów, okazywania miłości. Funkcje, których jajka z lat 90. nie posiadały, a które z biegiem czasu wydają się być tak bardzo oczywiste.

Bawiąc się z Tosią Tamagotchi, tłumacząc zasady jego działania oraz starając się wyjaśnić jej kwestie opiekuńczości, przenoszę się do czasów, gdy każda jedna zabawka miała dla mnie wielkie znaczenie. Była prezentem, czymś o co dbałam, bo wiedziałam, że to na lata. Tak łatwo dziś wymienić coś na nowe, a stare wyrzucić. Bez większego wysiłku, bez większych strat. Chcę, by to małe elektroniczne jajko przypomniało mi, jak wielką wagę kiedyś przywiązywało się do rzeczy, a jak dzisiaj łatwo jest się z czymś rozstać, bo za chwilę zastąpi to inne, nowe. A gdy już to sobie uświadomię i wrócę pamięcią do tamtych czasów, dołożę wszelkich starań, by przekazać te wartości mojej córce. Bo moją rolą jako rodzica jest pokazać dziecku najlepszą stronę życia. A jest nią nie tylko wiedza, mądrość, zrozumienie, czy miłość, ale także szacunek. Do ludzi i rzeczy.

 

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

Tamagotchi Friends jajko zabawka różowe niebieskie wspomnienia lata 90. zabawa

0
2 Komentarzy w
“Zabawka”
  • Urodziłam się w 1979 roku i moje zabawki były wręcz zgrzebne w porównaniu do dzisiejszych, a jak dostałam coś nowego, to było wielkie ŁAŁ. Pamiętam pierwszy rower, który dostałam na Komunię Świętą (nawet między szprychami go czyściłam :P, tak dbałam o swój wehikuł ), pierwsza lalka barbie (moja kuzynka, rok starsza ode mnie, dostała gorączki z emocji, kiedy rodzice kupili jej pierwszą barbie), czy nowe buty, który były „na wyjście” Wszystko było bardziej doceniane, szanowane, bo i w sklepach nie było szału z towarami. Teraz…czasem odkrywam w szafie, że wiszą ubrania jeszcze z metką, o których zapomniałam, albo po roku otwieram pudło i mówię „to ja mam takie buty, zapomniałam o nich” i czasem zastanawiam się, czy to wszystko mnie cieszy?? każda niemal rzecz jest na wyciągnięcie reki, każda niemal do zdobycia, ale brak nam tych emocji i ekscytacji, które towarzyszyły nam kiedyś, gdy dostaliśmy lub kupiliśmy sobie coś nowego…
    Ps. Sprawiasz swoimi postami, że często wracam do dzieciństwa, chyba trochę zapomnianego przeze mnie i zepchniętego w zakamarki pamięci. Dziękuję :*
    Tosia jak zwykle piękna <3

  • My mamy kilka zabawek. Nie wiem czy wnika to bardziej z faktu, że mamy mało miejsca, z faktu, że bardzo trudno przyjąć mi półśrodki w postaci tanich plastikowych paskudek i wolę mniej ale te lepsze (i nierzadko dużo droższe niestety) czy też z potrzeby wyrobienia właśnie tego szacunku do przedmiotów, o którym piszesz. Lena ma niewiele zabawek i musi liczyć się z tym, że zaraz następnej nie dostanie.
    Dobrze się Ciebie czyta. inspiruję się. pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.