Dzieci w sieci

Gdy urodziła się Antka, zaczęłam jej robić zdjęcia. Setki, tysiące zdjęć. Część z nich wrzucałam na Facebook’a. Niektórzy znajomi biadolili, że ileż można, tylko to dziecko i dziecko (dementuję, nie tylko!). Mimochodem było go jednak najwięcej. Przełom w życiu, nowy etap, do tego mieszkaliśmy za granicą. Nie każdy mógł na żywo zobaczyć nasz cud. Dzieliłam się ze światem swoim wielkim szczęściem, bo mnie, jak i części tego świata, na tym zależało.

W pewnym momencie pomyślałam jednak, że może rzeczywiście jestem monotematyczna, a ktoś może nie chcieć patrzeć non stop na moje słodkie dziecko. Bo on dzieci nie lubi, ich widok go drażni, a Tośka wcale nie jest słodka, tylko gruba i brzydka! Ale to działa w dwie strony. Mnie mogą drażnić zdjęcia jedzenia, zdjęcia psa, kota, kozy czy pięknych widoków ukazanych z perspektywy wyciągniętych nóg. Wszystko może drażnić wszystkich. I dlatego na Facebook’u istnieje magiczny przycisk „unfriend”, z którego niejednokrotnie nie omieszkałam skorzystać.

Po dwóch latach zapragnęłam mieć swoją przestrzeń. Taką, gdzie będzie mógł zajrzeć każdy, czyjemu sercu temat jest bliski. Powstał więc blog. Wysłałam zaproszenia znajomym. Jedni polubili, zaglądają, komentują, inni przeszli obok tematu obojętnie. I wszyscy jesteśmy szczęśliwi. A ja najbardziej! Bowiem blog jest dla mnie szufladą, do której wkładam swoje myśli. Chowam zdjęcia, których robienie sprawia mi nieopisaną przyjemność. I właśnie o tych zdjęciach chciałam dzisiaj napisać…

Znajomi zastanawiają się, czy nie mam problemu z wrzucaniem do sieci fotek mojego dziecka. I tak przykładowo kolega pyta: „Lucjan, nie boicie się, że jak mała dorośnie, to wam dupy skopie za 3 miliony jej zdjęć w internecie?”. Do trzech milionów jeszcze nam trochę brakuje, ale nawet jeśli ich kiedyś tyle opublikuję, to i tak będą stanowić odsetek wszystkich zdjęć dzieci w sieci i zdjęć w ogóle. Co będzie gdy mała dorośnie? Nie wiem nawet co będzie jutro…

O jakości moich zdjęć się nie wypowiem, gdyż ciężko mi oceniać swoje „dzieło”. Mogą się podobać lub nie. Jednak nie przedstawiają one niczego wulgarnego. Nie są obsceniczne. Nie pokazuję na nich swojej córki w sytuacjach uwłaczających jej godności. Nikt śmiać się z niej nie będzie, bowiem nie ma z czego. A to chyba jeden z głównych argumentów używanych przez przeciwników publikowania zdjęć dzieci w sieci. Śmiejecie się, patrząc na Antoninę? Bo ja się tylko do niej uśmiecham. Jest słodka i urocza.

Inna, dzisiaj już moja była znajoma, zagrzmiała: „Nie wrzucaj do sieci zdjęć Tośki, bo Ci ją ukradną Rosjanie!”. Nie wiem jak z tym polemizować, ale czuję na plecach oddech ruskiej mafii za każdym razem, gdy robię upload. Dodam tylko, że gdy tej mądrali urodziła się córka, jej profil (publiczny!) zapełnił się fotkami dziecka w takiej ilości, że cały mój blog chyba tego nie przebije. Czasem żałuję, że już się nie znamy. Ciekawi mnie bowiem, czy Rutkowski wyruszył na kolejną misję do kraju krasnych dziewek.

„A jak będzie taki pedofil siedział przed kompem i podniecał się zdjęciami Tośki?”. Bo jest doprawdy czym. Atrakcyjność seksualna mojej córki jest na takim samym poziomie, co edukacja w Polsce. Marnym. Myślę, że ci zboczeńcy mają na swoich dyskach zupełnie inne zdjęcia. I nie są to niewinne fotki dwulatki szalejącej w piaskownicy, czy chichrającej się na huśtawce. Nie ten poziom dewiacji. A jeśli kręci kogoś widok dziewczynki bawiącej się na plaży w kostiumie kąpielowym (takie zdjęcia także dodałam), to nic już na to nie poradzę. Tak samo może podniecać się przed ekranem, jak i stojąc po pas w wodzie, dwa metry od niej. I też nie będę o tym wiedziała.

Oczywiście, wrzucając zdjęcia córki do sieci, narażam ją na krytykę. Choć chyba bardziej siebie jako matkę. Ona tego nie przeczyta. Każdy może napisać, że jest gruba, brzydka i garbata. Że nieładnie ubrana, ma niemodne buty i fryzurę. Niemniej, to samo może o niej powiedzieć przygodnie spotkany przechodzeń w parku. I tu jest nawet gorzej, bo mogłaby te słowa usłyszeć.

A ja bloga prowadzę, ponieważ chcę mieć pamiątkę. Z naszego życia, z naszych chwil. I żałuję, że nie robiłam tego wcześniej. Należę do osób, które potrzebują bodźców. Pisząc dla siebie, selekcjonując i obrabiając zdjęcia, których nikt by nie zobaczył, szybko bym się znudziła i moje chwilowe wysiłki zakończyłyby się fiaskiem. Na blogu mam Was. Moich czytelników. To Wy mnie motywujecie, dodajecie skrzydeł. Dzięki Wam chcę jeszcze. Chcę więcej! Piszę, fotografuję, publikuję. Ktoś powie: „Ale przecież możesz robić zdjęcia ptaszkom, kwiatkom, kurkom, kamykom…”. Mogę. I robię! Ale kamyk, czy kurka są mi mniej bliskie, niż moje własne dziecko. To ono jest najważniejszą częścią mojego życia. To dzięki niemu wzięłam aparat w dłonie i zainteresowałam się fotografią. (I później jeszcze bardziej dzięki Mo!). Nie widzę więc powodu, dla którego nie miałabym dzielić się z innymi tym, co robię. Tak jak miliony matek, fotografów, ludzi na całym świecie, którzy wrzucają do sieci zdjęcia swoich, czy cudzych dzieci (jako portfolio na przykład).

Dnia 4 czerwca świętowaliśmy 25-lecie wolnej Polski. A skoro kraj nasz wolnym jest, to i my, ograniczeni jedynie Konstytucją, jesteśmy wolni. Naturalną implikacją wolności jest tolerancja. Bądźmy więc tolerancyjni i cieszmy się naszą wolnością. A jej granicą niech będzie wolność drugiego człowieka. Mówiąc najprościej: „Żyjmy i dajmy żyć innym!”.

„Dziękuję, dobranoc. Wpisujcie miasta!”, że zacytuję wieszcza Kosę.

A gdybyście jeszcze mieli ochotę poznać zdanie moich koleżanek, to zapraszam TU oraz TU. One też się rozpisały…

 

 

DSC_9854

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

DSC_4564

DSC_3133

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

3
132 Komentarzy w
“Dzieci w sieci”
  • Najwazniejsze to, byc pewnym tego, co sie robi i to kochac! Wszystko inne niech traci na znaczeniu :)
    a zdjecia zawsze sa cudowne, podobnie jak Antka, zreszta wszystkie Antki fajne sa :)

    sliczne sandalki!!!

  • Nie wiem jak z tym polemizować, ale czuję na plecach oddech ruskiej mafii za każdym razem, gdy robię upload.
    – jesteś moim miszczem!!

    A tak na poważnie to uwielbiam Twoje opisy! Ten jeste jednym z naj!

    PS. Antak ma już rowerek! Cudoooo! :)))

    • To się może wydawać śmieszne, ale jest dużo zaginięć małych dzieci. Od kilku lat współtworzę portal o poszukiwaniu osób zaginionych, w tym również dzieci (www.szukamywas.pl). Mam kontakt z rodzinami, których dzieci zaginęły w tajemniczych okolicznościach. Takie rzeczy się po prostu dzieją, ale nie wszyscy o tym mają okazję usłyszeć….

    • Mamiczko, ja to rozumiem, ale takie rzeczy się dzieją i poza blogami, poza nami jakby… Czy to, że publikuję zdjęcia Tosi zwiększa szansę na jej zaginięcie?

    • Raczej nie zwiększa to szans, bo to nie o to chodzi. Po prostu to może komuś coś ułatwić. Los potrafi płatać różne „figle”. Blog jest o tyle mało bezpiecznym miejscem, że ma dużo większy zasięg niż zwykłe konto gdzieś na fejsie. I zdjęcia z bloga w większości wypadków wyskoczą szybciej w grafice google. Dużo zależy też od tematyki bloga, ale śledząc jakiś regularnie, często można uzyskać dużo informacji, o których nie zdajemy sobie sprawy. Wiem po moim blogu, po jakich hasłach ludzie potrafią do mnie trafić. I czasem nie są one w żaden sposób związany z tematyką bloga. Może gdybym nie siedziała tak w tej tematyce, nie byłabym aż tak ostrożna. Ja się po prostu boję, bo nie chciałabym znaleźć się na miejscu tych rodziców, których taka tragedia dotknęła. Inaczej na to patrzę po prostu. I zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre osoby mogą mnie odbierać jako histeryczkę, że przesadzam itd. Mają prawo mnie tak oceniać, ale ja wolę dmuchać na zimne, niż podawać coś komuś na tacy. Nie chcę tu oczywiście siać żadnej paniki, bo nie w takim celu to pisałam. Tylko akurat przy tej okazji można poruszyć problem takich zaginięć dzieci.

    • Ale zrozum, że ułatwić może też to, że codziennie jestem w spożywczym i kupuję z Tośką tam bułki i mleko! Matko, to jakaś paranoja już jest!

    • To jednak nie jest to samo :) Bo prawdopodobieństwo, że w okolicy spożywczaka trafisz na osobę, która np. „zawodowo” zajmuje się wyszukiwaniem takich dzieci jest mniejsze, niż jeśli ta osoba przegląda sobie zdjęcia dzieci w sieci. Bo może sobie siedzieć np. w Belgii i szukać polskich dzieci, a niekoniecznie musi chodzić po mieście i się rozglądać.

    • Wszystko zależy od tego ile informacji udostępniamy na blogu. U mnie nie jest napisane gdzie mieszkamy, o eventach na które chodzimy piszę zazwyczaj kilka tygodni po fakcie, tak samo o wakacjach czy wyjazdach. Nie ma nigdzie nazwiska mojego dziecka. Za mało informacji żeby ktoś mógł nas zlokalizować. Faktycznie czasami jakaś czytelniczka rozpoznaje nas na mieście, ale nie chodzimy samotnie ciemnymi opuszczonymi ulicami, ja też nie zostawiam małego bez nadzoru, więc jestem przekonana o swojej racji, że blog nie zwiększa prawdopodobieństwa porwania ani go nie ułatwia… Poza tym… Skoro te porwania są tak powszechne to dlaczego nie słyszałam jeszcze o porwaniu dziecka blogerki? Przecież byłoby o tym 500 razy głośniej.

    • Co więcej, ktoś może pójść za nami i w sekundę wiedzieć, gdzie mieszkamy!!! A nie wysilać się i czytać latami blogaska, by wyciągnąć info, że mieszkam w Łodzi!!! Tak jak 800 000 innych ludzi (dzisiaj chyba mniej).

    • Jezuuu brawo brawo BRAWO! Rozsądny (jak mój haha) głos w sprawie! Ostatnio właśnie się zastanawiałam: jaki problem jest pokazać tym kilkunastu czy kilkudziesięciu albo i kilkuset nawet tysiącom ludzi zdjęcie dziecka, kiedy codziennie mijamy tyle lub więcej na ulicy! I to z możliwościami jakich świat nie widział, a tu to jednak jest wirtualne. Ludzie bojący się o wizerunek dziecka nie zasłaniają mu przecież twarzy kominiarką na ulicy, na plaży nie rozglądają się za pedofilami!

    • Boodzik, to nie zakładasz dziecku torby na głowę jak z nim idziesz przez miasto żeby go nikt nie porwał i żeby nie szastać jego wizerunkiem na prawo i lewo? Ja zawsze to robię, mam nawet całą kolekcję dizajnerskich papierowych toreb na głowę. Polecam!

    • Już od dawna ten rower. Ale sportsmenką to ona nie jest hahaha. Ale uczy się, uczy. Nie chciała biegówki to teraz niech ma. I niech walczy! :)))

  • ja też piszę bloga, tez wrzucam tam zdjęcia mojej córki… ale podobnie jak Ty uważam, że to świetna pamiątka… dla nas i dla niej. Z doświadczenia wiem, że bardziej bolą słowa wypowiedziane w twarz niż jakiś głupi komentarz napisany na blogu, który zniknie w otchłani Internetu w przeciągu chwili. Pedofile i inni ” porywacze” mniej mnie przerażają niż dziwni panowie kręcący się wokół placu zabaw, bo oni rzeczywiście mogą być bliżej mojego dziecka, niż ktoś kto robi sobie dobrze siedząc 300 km stąd. A wolność… jest w nas! Korzystajmy więc z niej z szacunkiem i odpowiedzialnością ;-) Pozdrawiam serdecznie ;-).

    • Właśnie. Ktoś może sobie robić dobrze przed kompem na widok moich zdjęć (ale kto by chciał hahaha) i też o tym nie wiem. Poza tym naprawdę, są inne zdjęcia w sieci, więc to, co wrzucam ja raczej nie jest dobrym materiałem dla pedofila.

    • Publikując zdjęcia dziecka nie robisz nic złego, ale nieświadomie możesz doprowadzić do tragedii. Dzieci giną w tajemniczych okolicznościach (również w Polce). Od kilku lat w ramach wolontariatu pomagam w poszukiwaniach. Z naszych doświadczeń wynika, że niektóre dzieci są wcześniej obserwowane. A w dzisiejszych czasach ustalenie miejsca zamieszkania nie jest żadnym problemem. Wiem, że bardzo dużo osób nie zdaje sobie sprawy, dlatego o tym wspomniałam.

  • Brawo ! Naprawdę, wielki szacunek za to co napisałaś.
    Sama prawda.
    Co jakiś czas spotykam się z „krytyka” tego iż prowadzę bloga, wstawiam zdjęcia córki.
    Teksty typu ” pedofil, mafia itd. ” działaja na mnie jak płachta na byka o.O
    Nienawidzę kiedy ktoś się wtrąca w moje życie , a sam robi podobnie. Setki zdjęć .. baaa nawet tysiące zdjęć dzieci na FB oczywiście profil prywatny .

    Ps. Tekst o ruskiej Mafii , również mój ulubiony ! :)

    • Je i uwielbia! Jak była młodsza mówiła zawsze: „Mama, chcę HOMOSAKI”! :)

    • Tośka jak była mniejsza to jeszcze kochała mule, ale teraz coś gorzej z tym smakiem… Może dlatego, że w Polsce są mrożone i średnio smakują… Czas wybyć do krajów frutti di mare! ;)

  • następnym razem na zadane pytanie „po co?” i „dlaczego” będę odsyłała do Ciebie :)
    A Tośka jest przesłodka i przekochana i cudnie się ją ogląda!

  • To najnormalniejszy wpis na ten temat jaki przeczytałam na blogach. Bardzo za niego dziękuję, od niedawna czytam Waszego bloga, Antka jest cudowną normalnie wyglądającą dziewczynką – z tego co zdążyłam zauważyć – i wreszcie przekonałaś mnie do założenia bloga swojej córce. Nie wiem jaka będzie jego forma, nie wiem co z tego wyniknie, ale ja byłabym wdzięczna swojej mamie gdyby kiedyś -dzieści lat temu miała możliwość prowadzenia dla mnie takiego pamiętnika. Pozdrowienia i chyba w wolnej chwili przeczytam Was od początku :)

    • Wspaniale! Miło mi, że tu jesteś. Rozgość się, zapraszam! Trochę już się tego uzbierało ;)

  • Dziękuję Ci za ten tekst, chyba czytasz w moich myślach, bo dzisiaj rano po przebudzeniu miałam taką myśl – wątpliwości, za dużo tych zdjęć, za dużo tych moich dzieci… Teraz jest mi lepiej, chociaż wiem, że każda z nas blogujących ma takie dylematy, fajnie, że wspieramy się nawzajem i to jest siła. A plusów płynących z blogowania jest nieskończenie wiele. Najważniejsze to na pewno ta niezwykła pamiątka, której by po prostu nie było. Uwielbiam Twoje piękna zdjęcia, uwielbiam Twoje podkłady muzyczna i uwielbiam to, że jesteś z Łodzi ziomalu mój ;)

  • Ja nie publikuję zdjęć swojego młodego (takich na których widać wyraźnie jego twarz), chociaż wszyscy się chyba tego spodziewali, jak wyszło na jaw, że jestem w ciąży. Nie dziwię się, matka-fotografka-blogerka – było to dość oczywiste, a jednak… Nie publikuję, ponieważ mój narzeczony jest przeciwny publikowaniu swojej prywatności w sieci. Nie muszę chyba mówić jakie zderzenie dwóch światów tu nastąpiło :) Szanuję jednak jego odczucia na ten temat i idąc na kompromis, publikuję zdjęcia bez wyraźnego wizerunku jego i naszego dziecka, piszę bardziej o swoich uczuciach, niż faktach. Czasem żałuję, bo mam wiele pięknych kadrów, którymi chciałabym się pochwalić bardziej jako fotograf niż matka, a czasem myślę, że może jednak ma rację i cieszę się, że jest to „nasze i naszych najbliższych”. W żadnym wypadku jednak nie krytykuję innych, ich dzieci, ich świat, ich wybór. Sama zresztą lubię oglądać takie fotografie, choć nie będę chyba w stanie zrozumieć publikowania zdjęć swoich dzieci na nocnikach (tak, zdarzają się takie).

  • zanim przeczytam wyznam, że ja na publikowanie zdjęć mam wielką chęć i wielki opór – jestem tak po środku i nie potrafię się zradykalizować w poglądach
    może tekścior mi pomoże

    • Wiem o czym piszesz, Lucy. Ja też się zastanawiam nad tym, uwierz mi. To nie jest tak, że beztrosko żyję i niczego nie analizuję. Chyba głupia bym była. Ale naprawdę, jest tyle blogów na całym świecie… Fotografowie pokazują zdjęcia dzieci, rodzice wysyłają fotki dzieci na konkursy, albo same dzieci – naprawdę widzę więcej zagrożeń niż jeden blog. A ja chcę go mieć. Kiedyś jak będzie trzeba to wszystkie wpisy będą prywatne. I zobaczy to tylko Tośka. O!

    • Nigdy nic potwornego ze strony ludzi mnie nie spotkało i raczej nie obawiam się realnych zagrożeń typu porwania, pedofile, złodzieje, wyśmiewanie w jakimś środowisku itp.
      Obawiam się tego, że wrzucając coś do sieci traci się nad tym kontrolę (niby są mechanizmy prawne, ale często ciężko wyegzekwować swoje prawa). Są świrnięte babki, które „kradną” czyjąś tożsamość i na przykład publikują ukradzione zdjęcia, jako zdjęcia własnego dziecka. Są problemy z wykasowaniem w razie potrzeby treści z internetu, bo google zachowuje też to, co w miejscu źródłowym zostało usunięte. Są ludzie, którzy to co znajdują w internecie traktują, jak swoje i wykorzystują zdjęcia do aukcji na allegro, do demotywatorów, do ulotek reklamowych i pewnie wielu innych rzeczy.

      Publikowanie zdjęć to zawsze jakieś tam ryzyko mniejszych lub większych kłopotów. Ale prawie każda działalność implikuje jakiegoś rodzaju ryzyko. Żeby być w 100 % bezpiecznym trzeba by było nie wychodzić z domu i nikogo do niego nie wpuszczać. Ciężko znaleźć złoty środek, gdy jest się odpowiedzialnym za kogoś innego, a nie tylko za siebie.

    • Lucy, znaki wodne, zabezpieczenia przed zapisaniem zdjęcia na swoim dysku i odpowiednie ujęcia i jakoś da się z tym żyć.

  • zgadzam sie z kazdym Twoim slowem,nie mozna z kazdej strony szukac zagrozen :) Ja tez lubie wrzucać fotki mojego dziecka na fb i bloga :)

  • Jak dla mnie ten blog jest przecudowny piszesz w taki sposób ze nie można się od niego oderwać !!! Jestem jego faanka a Tosia oj gdybym miała córkę to taka a mam póki co syna :) Zgadzam się z teza ze skoro ja oglądaj innych zdjęcia typu selfi codziennie czy jedzenia jakie ktoś spożywa to równie dobrze może obejrzeć zdjęcie mojego dziecka!

  • Mnie bardziej od zdjęć zastanawia nieco inna kwestia, którą sama próbuje rozwiązać. Jaś za rok idzie do szkoły. I tak się czasami łapię na pytaniu samej siebie, czy on nie będzie wściekły jak mu koledzy wypomną coś co zamieściłam na blogu? Niby staram się żadnych rzeczy, które mogłyby go ośmieszyć nie wstawiać, ale wiadomo, że dzieciaki różne są.

    Bardziej od wstawania zdjęć w sieć (już pomijam fb, bo często jest on zablokowany) jest to JAKIE te zdjęcia dodajemy.
    Bo pięknie ubrana 2latka w piaskownicy to jedno, ale są też zdjecia dzieci na nocnikach (matko boska … ), nago na plaży itp. I są pewne granice mimo wszystko.

    • I to są takie foty, których ja w życiu bym nie umieściła. W ogóle tego nie rozumiem i nie ogarniam. Absurd. Fakt, że kiedyś były inne czasy i ja na prawie każdym wakacyjnym zdjęciu z dzieciństwa, do jakiegoś, nie wiem, 6 roku życia jestem totalnie goła! A więc biegałam tak, miałam robione takie zdjęcia i było ok. A pedofilia nie jest od wczoraj i nie od wczoraj dzieci mogą się śmiać, widząc małolatę na plaży bez majtek. Ale ok. XXI wiek. Nigdy w życiu moje dziecko nie było nagutkie na plaży…

      A co do Twoich wątpliwości, mam identyczne! Serio. Nie wiem jak mogą zareagować koleżanki Tosi w przyszłości. A co gorsza, koledzy. Niemniej jednak to są fotografie, a nie fotki bobasa, obsranego po pachy (za przeproszeniem). Pytam więc właśnie w moim poście – z czego te dzieci mają się śmiać? A jeśli kiedyś do tego dojdzie, to najpierw Tośce wyjaśnię wszystko, porozmawiam z nią, później porozmawiam z dzieckiem, które się śmiało, a na sam koniec – jak będzie trzeba – usunę jej zdjęcia.

      To rzeczywiście jest temat do rozważań, ale kurde, zdjęcia dzieci walą po oczach z witryn fotografów. Dzieci pokazują się w telewizji i tak samo można się z nich śmiać (np. program Duże Dzieci). Dzieci grają w serialach, też można się z nich śmiać. Dzieci grają w filmach… Naprawdę Noemi, czy nasze dzieci na zdjęciach są tak żenujące, że uważasz, iż jakieś dziecko byłoby w stanie wyśmiać nasze?

  • Popieram Cię w 100%.

    Jeszce rozumiem oburzenie wrzucaniem zdjęć na bloga – ok, każdy je może zobaczyć. Ale tak jak napisałaś, „Myślę, że ci zboczeńcy mają na swoich dyskach zupełnie inne zdjęcia. I nie są to niewinne fotki dwulatki szalejącej w piaskownicy, „. Zboczeniec może siedzieć przy placu zabaw/parku i obserwować/podniecać się czy robić zdjęcia.. I co? Nie wychodzić z dzieckiem z domu?

    Mnie ten „problem” póki co nie dotyczy, ale wiem, że kiedy będę miała dziecko, myslę nad blogiem, wiem, że np. moja matka będzie wielce oburzona.. Jest jaka jest.. „Wystarczy jedno zdjęcie, po co to to wrzucać tyle, obgadają Cię potem”. No to już ich problem nie mój :)

    Ale wiesz co? Najbardziej nie rozumiem oburzenia wrzucaniem zdjęć na fb.. Jeżeli ktoś ma zamknięty profil, znajomych a nie byle kogo, kto może to zdjęcia zobaczyć to nie wiem w czym jest problem..
    Ok, wiadomo, że to wszytsko gdzieś zostaje, jest na serwerach, cholera go wie, kto tym zarządza, ale bez przesady.. Nagich zdjęć dziecka nikt normalny nie wrzuca do sieci..

    Ostatnio znajoma wrzuciła filmik dot. pedofilii, po czym oznajmiła, ze ona „nie wrzuci żadnych zdjęć swojego dziecka, NAWET Z USG.” No cóż.. już widzę tę rzeszę pedofili podniecających się zdjęciem z usg.. No ale każdy ma prawo do swojego zdania :)

    • Ja zredukowałam swoją liczbę znajomych na fejsie o kilkaset. Zrobiłam to przed narodzinami Tośki. Wrzuciłam kiedyś piękne zdjęcie kobiet z gołymi piersiami, ale to była fota artystyczna. Serio, jakiegoś fotografa. Ktoś mnie zgłosił i zablokowali mi konto na chyba miesiąc. Musiałam do nich pisać i błagać, by mi oddali mój profil. Konfidenci wśród znajomych to chleb powszedni. Dlatego warto robić rewizje. I jak ktoś nie chce publicznie wrzucać fot na blogaska, to niech robi to dla znajomych albo w ogóle. Wolność.

    • ja co jakiś czas właśnie robię przegląd i redukuję. Wielu osób też nie przyjęłam. I nie mówię tu o tych, których w ogóle nie znam, bo to nawet nie wchodzi w grę :) ale tych, których znam, ale nie jestem co do nich przekonana – ponad 50.
      Plus, w poprzedniej firmie np. miałam osoby z pracy, ale na oddzielnej liście, blokowanej, więc widzieli tyle, co osoby postronne. Czyli nic :)

      jeśli ktoś ze znajomych by mnie zgłosił tak jak Ciebie, za artystyczny akt, to nie wiem co bym zrobiła.. Moja znajoma np. często lajkuje zdjęcia dziewczyn z tatuażami, nie jakieś roznegliżowane, ale jak się można domyślić również lekko erotyczne.. Mi to nie przeszkadza (a nawet jakby, to bym po prostu przestała obserwować i tyle) ale mogę się założyć, ze znalazłyby się osoby z odmiennym zdaniem.

    • A co w sytuacji, kiedy ktoś z naszych znajomych udostępni nasze zdjęcie na swoim profilu? Jest to możliwe? Wtedy to zdjęcie trafia ponownie do szerokiego kręgu odbiorców, przy założeniu, że osoba, która je udostępniła nie ma poblokowanej prywatności. Nie znam się aż tak na fejsie, więc nawet nie wiem, czy jest taka możliwość? Bo kiedyś, jak toczyła się taka dyskusja u mnie na fanpagu, to właśnie jakaś osoba napisała, że to jest możliwe.

    • Otóż nie. Ja się znam i powiem, że nie jest to możliwe. Jeśli Ty masz ustawienia prywatne, nawet jeśli ktoś udostępni Twoją fotkę to i tak zobaczą ją tylko Wasi wspólni znajomi. Chill out! :)

  • Ja mam niestety bardzo przykre zdarzenie za sobą, dlatego nie pokazuję twarzy mojego Malucha ani na fejsie, ani na blogu, nigdzie. Nie chcę tu przytaczać wszystkiego, bo dużo pisania by było, ale jeśli chciałabyś przeczytać dlaczego nie pokazuję mojego dziecka to zapraszam http://czymzajacmalucha.pl/inne-wpisy/262-nie-pokazuje-na-blogu-twarzy-mojego-dziecka-dlaczego.html Po tym wpisie dostałam kilkanaście maili z opisem podobnych zdarzeń. Więc takie rzeczy się po prostu dzieją…Szanuję jednak zadanie innych w tej kwestii, bo to jednak trudny temat. Każdy rodzic postępuje tak, jak uważa za słuszne. Mi intuicja podpowiada coś innego, niż Tobie, ale to nie oznacza, że miałabym Cię krytykować :)

    • No właśnie, intuicja. Rób więc tak jak Ci podpowiada. A ja pędzę czytać Twój post!

    • Mamiczko. Historia, którą opisałaś, rzeczywiście jest zatrważająca, jednak ma się kompletnie nijak do publikowania zdjęć dzieci w sieci. Wybacz, ale to, co przytrafiło się Tobie, może przytrafić się każdemu! Nie jest natomiast to zupełnie adekwatne!!! Nie prowadząc bloga, mogłabym paść ofiarą porwania mojego dziecka. W ten sposób można w ogóle nigdzie nie wychodzić, nie jeździć na wakacje… Po prostu trzeba uważać! To tak, jakby nie chodzić ulicami, bo samobójca może akurat przetrącić Ci kręgosłup, rzucając się z dachu wieżowca. To się zdarza, ale nie każdemu! Moim zdaniem, jak ktoś chce ukraść dziecko, to nie chodzi i nie szuka takich po blogach, bo tych jest miliardy, tylko ma na to inne sposoby.

      Mojej Tosi też jakaś pani robiła fotki na plaży. Dziwiliśmy się, ale była starsza, bardzo miła, rozmawiała z nami. Nic się nie stało. Po prostu jej się Tosia chyba podobała. Mogłam spanikować i uciec. Ale po co? Po prostu bardziej uważałam na moje dziecko. Zresztą zawsze na nie uważam!!! Nieważne w jakiej sytuacji!!!

    • Sposoby są różne. Dziś internet daje na wyciągnięcie ręki dużo informacji. Dużo więcej, niż nam się wydaje. My np. z wolontariuszami tylko przez sam internet odnaleźliśmy kilkanaście zaginionych osób, a wydawać by się mogło to niemożliwe. Każdy wpis w sieci, każde zdjęcie pozostawia po sobie ślad, który przy odrobinie pracy można zidentyfikować. Jasne, że może to się przytrafić każdemu. Tylko ja np. nie chcę kiedyś płakać, że w jakiś sposób przyczyniłam się do nieszczęścia. Nawet, jeśli to miałaby być sytuacja jedna na milion, że ktoś uprowadził dziecko na podstawie takiego zdjęcia, to ja nie chcę być tą jedną na milion. Staramy się chronić swoje dzieci na różne sposoby. Myślę, że nikt np. nie puszczałby swojego dziecka w rejony, w których wie, że ktoś może dziecku zrobić krzywdę. A internet wbrew pozorom takim miejscem właśnie jest. Jasne, że to się może wydawać wręcz nieprawdopodobne, że taki pech miałby się akurat przytrafić mnie. Ale jeśli właśnie by się przytrafił? W moim wpisie nie do końca wyjaśniłam ten związek zdarzenia z niepublikowaniem zdjęć, zdaję sobie z tego sprawę. Pisałam go jednak pod wpływem emocji, bo chociaż minęło już sporo czasu, dla mnie to jest tak, jakby to było wczoraj. I trudno w takich sytuacjach wyrażać to, co się chce przekazać.

    • Mamiczko. Statystyki są takie, że w dzisiejszych czas jest o wiele mniej zaginięć i morderstw niż np. w latach 90 ubiegłego stulecia. Serio. Nie panikuj aż tak, bo to można popaść w jakąś paranoję. Porwać dziecko może mi każdy. Ot, tak. Szansa, że zrobi to, bo widział fotkę na blogu jest miliard razy mniejsza.

    • Każdego roku policja odnotowuje około 17 tysięcy zaginięć obywateli polskich w kraju i za granicą. Ludzie giną bez względu na wiek, płeć i status społeczny. Giną z powodu chorób (fizycznych, psychicznych), wypadków, codziennych problemów i kiedy padają ofiarą przestępstw. Spośród wszystkich zgłoszeń policja odnotowuje rocznie około 320 zaginięć dzieci do 6 roku życia, około 800 zaginięć dzieci w wieku 7-13 lat i około 5 340 zaginięć dzieci w wieku 14-17 lat. To są aktualne statystyki z Itaki. Uważasz, że te 320 zaginięć małych dzieci rocznie to mało?

    • Nie uważam, że mało. To bardzo dużo. A jesteś wstanie wziąć od nich staty z lat 90? Chętnie bym się im przyjrzała z ciekawości. Z tego, co mi wiadomo, było więcej zaginięć. I to bez Internetu.

    • Postaram się uzyskać takie informacje. Jeśli mi się to uda, dam znać :) Też chętnie to porównam.

    • 320 zaginięć dzieci, sprawdzałaś ile się odnajduje? 95% Wychodzi na to, że nie wiemy co się dzieje z 16 dziećmi. W większości przypadków dobrze wiemy co się z nimi dzieje.. są porywane przez skonfliktowanych rodziców, taka matka, ojciec dobrze wie co się dzieje z jej dzieckiem, dziećmi (niejednokrotnie rodzic porywa rodzeństwo), ale takie są procedury, że musi zgłosić to jako zaginięcie. Proszę Cię nie siej paniki, wiem, ze strata dziecka to najgorszy z możliwych scenariuszy i trzeba przy maluchu mieć oczy dookoła głowy, ale nie dajmy się zwariować.

    • Otóż to! Ja rozumiem, że Mamiczka siedzi w tym i ten temat jest bliski, ale to wszystko to już sianie fermentu. Na dodatek nie poparte niczym, bo statystyki mówią same za siebie. A czy w tych zaginięciach i porwaniach jest chociażby jedno dziecko, którego mama prowadziła bloga???

    • Mira…przecież ja nie piszę, że to dotyczy mam prowadzących bloga. Zupełnie w innym znaczeniu to pisałam. Jako o ogólnym zjawisku. Na dzień dzisiejszy nie wiemy, jak internet/blogi/zdjęcia wpłyną na to zjawisko i czy w ogóle wpłyną. Ja chcę być ostrożna. JA. Nie chcę wpływać na zdanie innych, nie miałam nawet takiego zamiaru. Jeśli uważasz to za sianie fermentu, to usuń moje wpisy. Ja się przecież nie obrażę :) To Twój blog i możesz decydować o tym, co tu będzie.

    • Zupełnie się nie rozumiemy :)) Napisałam o tym, bo: nie chcę zamieszczać wizerunku mojego dziecka w sieci ——> uważam, że takie zdjęcie może wpaść w niepowołane ręce ——-> ktoś może to zdjęcie wykorzystać w takim celu, na jaki nie mam ochoty ——-> może to być np. porwanie/uprowadzenie dla okupu, czyli zaginięcie (ale tu już nie chcę rozwijać tego wątku, bo znowu będę źle zrozumiana). Jeśli uważasz, że to co pisałam nie jest na temat, usuń.

    • Nie, nie. Napisałam wcześniej, że to fajny temat do dyskusji. Może chciałabyś napisać tekst gościnny o porwaniach na mojego bloga? Zapraszam!

    • Bo tak pisałyśmy równocześnie do siebie :)) Ten temat jest tak trudny, że nie wiem, czy dałabym radę sklecić coś takiego, co nie byłoby zbyt długie, ale jednocześnie zawierałoby wszystkie ważne informacje. Ale dziękuję za propozycję i wyrozumiałość ;)

    • Mamiczko, chcesz propagować ten problem, to pisz. Gdziekolwiek. Tak samo jak robisz to tutaj w komentarzach.

    • Ok, pomyślę nad takim wpisem :) Porozmawiam z dziewczynami, które są wyznaczone do kontaktów z policją, może uda się uzyskać jakieś bliższe dane. Bo tu, w komentarzach, to ja sobie rozmawiam z Tobą i z innymi tak bardziej prywatnie, skupiając się na moim zdaniu na ten temat, a taki wpis poświęcony temu problemowi musi się opierać na jakichś danych, zestawieniach itd. Jeśli uda mi się coś ustalić, skontaktuję się z Tobą. Dziękuję :)

    • I całe szczęście, że 95 % się odnajduje. Niestety nie zawsze żywych. I nawet jeśli miałoby to być 1 dziecko rocznie, to o jedno za dużo. Tak jak pisałam wcześniej, mam z tym kontakt każdego dnia. Nie wszystkie zaginięcia są tzw. porywaniami rodzicielskimi. Czy ja sieję panikę? Napisałam tylko, że takie rzeczy się po prostu dzieją, chociaż niektórym ciężko w to uwierzyć. Tak naprawdę dopiero za kilka lat będziemy wiedzieć, jak internet wpłynął na liczbę porwań. Piszesz, że przy maluchu trzeba mieć oczy dookoła głowy, a jednocześnie uważasz, że publikowanie jego zdjęć w internecie jest zupełnie bezpieczne – bo tak rozumiem Twoją wypowiedź. Ja mam inne zdanie na temat, Ty masz inne i ok :) Ja nikogo nie zamierzam tu do niczego przekonywać. Po prostu zwróciłam uwagę na to, że taki problem istnieje. I tyle. A co inne osoby z tym zrobią, to już ich sprawa.

    • Te co się odnajdują, są żywe, jakiś niewielki odsetek to wypadki śmiertelne, o porwaniach, morderstwach można mówić w promilach. Oczywiście, że nawet 1 to za dużo, ale niestety po świecie chodzą zarówno normalni ludzie jak i pedofile i mordercy. Nigdy nie wiesz co się może przydarzyć i wykluczenie nawet tego 1 przypadku rocznie musiałoby skutkować, że pozamykalibyśmy się wszyscy w klatkach. Skoro masz z tym kontakt każdego dnia to szczerze powiedziawszy współczuje rodzicom którzy mają z Tobą styczność w tak traumatycznych chwilach w ich życiu. Do takich spraw trzeba podchodzić z głową, nie emocjonować się nad wyraz. Chyba dla tych ludzi masz być oparciem, a nie osobą która wszystko widzi w ciemnych barwach. Może jestem dziwna, ale dla mnie w takich chwilach racjonalne podejście wolontariusza byłoby nieocenione, sam rodzic w głowie sobie poukładał już mnóstwo czarnych scenariuszy. „Tak naprawdę dopiero za kilka lat będziemy wiedzieć, jak internet wpłynął na liczbę porwań”, a to już w ogóle bzdura, którą nie wiem jak skomentować. Co do publikowania zdjęć dzieci w internecie to nie mam pojęcia jak mogłoby to wpłynąć na „zwiększenie szansy porwania”, na spacery też należałoby wychodzić z dzieckiem nakładając mu worek na głowę? Bo komuś się spodoba, bo ktoś pójdzie za Tobą i dowie się gdzie mieszkasz? Jak będzie miało się coś takiego przydarzyć to i tak się przydarzy. Notabene przeczytałam Twój wpis i wydaje mi się, że albo Twoje doświadczenia przy pomocy rodzicom, których dzieci zaginęły wpłynęły lekko paranoicznie na Ciebie, albo po prostu histeryzujesz.

    • Nejtidi mam nadzieję, że po swoim wpisie lepiej się poczułaś :) Twoje osobiste wycieczki do mnie nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości, ale nie będę Cię wyprowadzać z błędu. Masz bardzo atakujący styl wypowiedzi, a ja niestety nie lubię rozmawiać w taki sposób.

    • Nie zamierzasz przekonywać? Tyloma komentarzami chyba zamierzasz! :) No i spoko, nie mam z tym problemu, możesz głosić swoje zdanie, dyskutować, polemizować. Od tego są między innymi te blogi. A że robisz to grzecznie, to nie mam nic przeciwko! :)

      Nie chcesz, nie publikujesz. Ale ja w życiu nie uciekłabym z hotelu i sprawdzała auto cały tydzień tylko dlatego, że ktoś zrobił mi zdjęcie ;) Myślę, że jesteś zeschizowana. Pewnie dlatego właśnie, że w tym siedzisz. Dlatego ja nie mogłabym pracować np. w hospicjum. Ciagle miałabym jazdy, że mi dziecko zaraz umrze. Do tego trzeba mieć silną psychikę. Ty już chyba na maksa wsiąknęłaś w te porwania i zaginięcia. Trochę Ci współczuję, bo żyć w ciągłym strachu to jakiś kosmos.

      I jeszcze tylko dodam, że są bardziej znane blogerki ode mnie, które od lat zamieszczają fotki swoich dzieci na blogach. Są rozpoznawane na ulicy itd. Jakby ktoś chciał porwać ich dzieci, już dawno by to zrobił.

    • I obyś nigdy nie musiała być w takiej sytuacji, bo to nic fajnego. Gdyby ktoś zrobił zdjęcie normalnie, bez tych całych ceregieli, pewnie nie zwróciłabym na to uwagi. Tylko mnie intuicja nie zawiodła. Ja nie żyję w ciągłym strachu :))) Może moje wypowiedzi brzmią tak dramatycznie. Ale zgadzam się z Tobą, że fakt, że mam kontakt z zaginięciami na pewno wpłynął na mój stosunek do pewnych spraw. Może zbyt dużo analizuję? Pewnie tak.
      Ta rozmowa naprawdę nie ma na celu przekonywanie nikogo do czegokolwiek. Jeden, drugi komentarz, tu pytanie, tam odpowiedź i się zrobiła dyskusja :D
      Nie jestem fanatyczką. Nigdy nie próbuję przekonywać do swoich racji, ale lubię rozmawiać, poznawać zdanie innych osób na różne tematy. Dzięki dzisiejszej rozmowie dowiedziałam się np. o tym, że z tym udostępnianiem na fejsie są ograniczenia :)

    • No wiem, mam tak samo, tez lubię dyskutować. Ale naprawdę to jak piszesz wygląda tak, jakbyś się strasznie bała. Nigdzie ani jednej fotki, uciekanie z hotelu, sprawdzanie auta… Pisałam już, że mojej Tosi też robili zdjęcia nie raz! Przypadkowi ludzie! I nigdy z nią nie uciekałam. Nie chcę sobie psuć życia ciągłym strachem. Naprawdę uważam, że większe zagrożenie czyha na nas na ulicy…

    • Bo wszystko zależy od okoliczności. Jak Maluch jest na placu zabaw, to też rodzice innych dzieci robią zdjęcia jakieś wspólne zdjęcia. Nie robię szopek i Maluch normalnie bierze w tym udział :)) Funkcjonujemy zupełnie normalnie :)) Po prostu tamta kobieta nie robiła tego zdjęcia dla przyjemności. Wtedy nie miałam jeszcze tej pewności, ciężko opisać słowami jej zachowanie. Monitoring potwierdził to wszystko i nikt nie miał wątpliwości, że to nie było przypadkowe. Po konsultacjach z osobami, które powiedzmy orientują się trochę w takich klimatach, oddaliśmy samochód do sprawdzenia. Dlatego akurat ja jestem wyczulona na to – w takim sensie, że sama, świadomie zdjęć małego nie zamieszczam. Siebie czasem pokazuję ;) Ale nawet, gdyby to mi się nie przytrafiło i gdybym się nie interesowała zaginięciami, to i tak bym fotek Malucha nie wstawiała. U Ciebie też jest inna sytuacja, bo Ty swojego dziecka na fotkach nie ośmieszasz, robisz to wszystko z głową. Ale są blogi, gdzie mamy kompletnie zatraciły chyba jakiś instynkt samozachowawczy i publikują takie zdjęcia, że ręce opadają. Ale mimo wszystko i tak tego nie neguję, bo tak jak pisałam wcześniej, każda mama postępuje po swojemu. I nie każdemu musi się to podobać.

    • Ja to traktuję jako fotografię. Staram się robić coraz lepsze zdjęcia, obrabiać je. Zapisałam się na kursy. Wszystko dzięki Antosi… Ej serio, niech ci wszyscy ludzie martwią się o siebie i swoje dzieci. Bo zacznę podejrzewać, że to oni chcą mi Antkę ukraść hehe. Jaki ktoś ma problem z tym, co ja robię? Niech patrzy na siebie, swoją rodzinę i będzie szczęśliwy! Jeśli ja lubię robić to dla miliarda ludzi, „chwalić się dzieckiem i być ekshibicjonistką” to MOJA SPRAWA! To jest moje życie, moja rodzina, moje szczęście lub nieszczęście. A on niech idzie sobie rosół ugotować i martwi się tym, czy z jego dziecka nie będą się śmiać z jakiegoś błahego powodu. Rozwaliła mnie laska, która martwi się O MOJE WŁASNE DZIECKO bardziej niż o siebie. No dziękuję za troskę…

  • Szukałam statystyk dotyczących porwań dzieci, przez osoby obce, ale niestety znajduję jakieś lakoniczne statystyki, które nie dają pełnego obrazu. Mając świadomość jak bardzo została rozdmuchana sprawa małej Madzi z Sosnowca okazuje się, że porwania dzieci w naszym kraju nie są czymś normalnym. Sama mam w głowie twarze kilkorga dzieci, które faktycznie zaginęły bez śladu. Jak podają statystyki na stronie policji, dzieci w 95% przypadków odnajduje się w przeciągu kilku dni. W większości jeżeli dochodzi do porwań zazwyczaj są to tzw. uprowadzenia rodzicielskie skonfliktowanych ze sobą rodziców czy w ogóle przez rodzinę. Jeżeli chodzi o pedofilię to zazwyczaj dzieci są krzywdzone przez rodziców lub osoby z bliskiego otoczenia. W przypadku pedofilów, którzy krzywdzą przypadkowe dzieci i niekiedy je mordują, są to faktycznie przypadkowe dzieci, które rodzice „spuścili z oka”. Historię o śledzeniu czyjegoś bloga po to żeby porwać, skrzywdzić jakieś dziecko według mnie można sobie między bajki włożyć. Oczywiście o dziecko należy dbać, chronić, ale nie dajmy się zwariować. Taki blog to pamiątka na całe życie, zarówno dla rodziców jak i dla dziecka.

  • Każdego dnia na Facebooku pojawia się 300mln nowych zdjęć. Na Instagramie – 5mln, na Flickr – 4.5mln. Spośród wszystkich 3.5T zdjęć wykonanych od początku istnienia fotografii, 10% zrobionych zostało tylko ostatniego roku. Podobnie jest z publikacją tekstu, video. Żyjemy w świecie natłoku informacji gdzie dane tworzone są szybciej niż jesteśmy w stanie je skonsumować. Nie jestem fanem statystyki, ale w świetle tych informacji myślenie że ktoś w tym natłoku znajdzie moje dziecko by je porwać jest trochę irracjonalne. Taka sytuacja może zdarzyć się wszędzie na niezliczoną ilość innych scenariuszy… Internet jest tutaj na najdalszym horyzoncie błędu statystycznego.

    P.S. Dane z

  • Twoja Mała jest przeurocza, więc pokazuj jak najwięcej! :) myślę, że „ktoś porwie…” to trochę wyolbrzymianie, bo to może stać się na każdym kroku. A takie miejsce to rzeczywiście wspaniała pamiątka.

  • Dlaczego blogerki zawsze pisząc teksty w temacie upubliczniania zdjęc swoich dzieci kurczowo trzymają się wątku, że inni to czesto gesto umieszczają zdjecia dzieci na fb?? Ja nie wrzucam zdjec moich dzieci na fb nie wrzuca takowych zdjec również mój mąż. Zawsze jest to przez nie delikatnie „obśmiane” ja mam bloga a ty wrzucasz tonami na fb. Otóż nie droga matko blogerko ja mając ok 200 znajomych nie widziałam nikogo kto hurtowo wrzucałby zdjecia a jesli mjuż sie pojawiaja sa to profile prywatne. To raz dwa jakby to wszystko w bardzo ładny jezyk nie zostało ubrane i takie byłoby bardzo górnolotny to ja i tak jestem na nie i nikt mnie do słuszności takiego zamieszczania zdjec dzieci w sieci nie przekona.
    Jesli juz tak droga mamo upierasz sie przy tym ze to taka pamiatka na lata tylko z dziecinstwa Twojego dziecka ten blog to dlaczego ten blog nie jest blogiem prywatnym? tylko dla rodziny np? Można tak zrobić? mozna to dlaczego nie??
    Wiesz ja bym nie chciała aby moje pamietniki z czasu dziecinstwa moich dzieci czytalo multum ludzi.
    Dlatego też uważam że mamy blogerki sa w pewnym stopniu ekshibicjonistkami lubią poklask to ze ktoś ich czyta oglada zdjecia dzieci pochwali jakie to dziecko piekne jak fajnie ubrane jak fajnie z rodzina czas spedzacie.
    Dlaczego o tym wprost nie piszecie tylko co rusz ktoras pisze o tych pamiatkach na całe zycie które wszyscy czytaja????
    Nie rozumiem
    A to, czy dzieci bedą sie smiały i z czego???
    Dzieci sa okrutne , a niech bedzie i taka sytuacja.
    Mamam kolezanki Twojej córki ze szkoły czyta bloga ma zawistny charakter i powie swojej coreczce wiesz a (jestem tu ppierwszy raz i nie wiem jak twoja córka ma na imie sorki niech bedzie Ola) Oli mama to pokazuje wszystkim jej zdjecia głupia nie? kolezanka idzie do szkoły i mówi innym dzieciom ze Oli mama to całe jej zycie w necie pokazuje patrzcie jaka ma tu głupia mine itp itp. Dzieciaki smieja sie z Oli-ostracyzm gotowy.
    Ja jestem na nie ale Ty rób jak uważasz tylko przyznaj sie do tego, że to wcale tak nie wyszło mimochodem…

    • A dlatego, że jest to jakiś przykład. Po prostu. Ty nie robisz, inni robią.

      Ja Cię do niczego nie przekonuję, tylko przedstawiam swoje stanowisko.

      To nie są pamiętniki z dzieciństwa Antoniny (tak ma na imię moja córka). To są moje myśli, przemyślenia. Polecam poczytać blog, to będziesz wiedziała o czym piszę, a nie mi coś zarzucasz. Najpierw poznaj blog, a później komentuj, bardzo proszę.

      Ekshibicjonistką nie jestem, ale lubię pokazywać swoje fotografie. To nie są fotki pod tytułem: „Hej popatrz, jaką Antka ma super kieckę”, tylko „Hej, uczę się robić zdjęcia, idzie mi coraz lepiej”. Ale tego także nie wiesz, bo nie czytasz mojego bloga.

      Co do śmiania się to wybacz, ale nie mam ochoty tego komentować. Tak samo będą się z niej śmiały, że nie ma chrztu ani komunii i że jej rodzice nie są małżeństwem. Sorry, ale mieszkałam długo w różnych krajach i nigdzie nic nie było problemem. W Polsce jest. A ja mam to gdzieś. Więc jak chcesz się śmiać to bardzo proszę, a moim dzieckiem się nie martw. Martw się o swoje!!!

      „Ja jestem na nie ale Ty rób jak uważasz tylko przyznaj sie do tego, że to wcale tak nie wyszło mimochodem…” – czyli wyszło jak??? Bo chyba Cię nie kumam. I widzę, że nie przeczytałaś uważnie tego tekstu. UPS, uważaj, śmieję się z Ciebie!!!

    • 1.Ekshibicjonistką jesteś tu nie ma o czym dyskutować.Pokazujesz wszystkim swoje prywatne zdjecia. Ja mam mnustwo zdjec moich dzieci ale w prywatnych albumach
      2.Robić zdjęcia i wrzucać do sieci możesz oczywiście, swietne hobby swoją drogą :) moje również, ale nie musisz dzielić sie zdjęciami akurat swojego dziecka. To jest Twój świadomy wybór, ja pokazuje swoje prace na forach dla fotografów i tam też dostaje mnóstwo cennych wskazówek Polecam!!!
      3.Ja wiem, że Polska to taki mało tolerancyjny kraj Ty też to wiesz, więc na prawdę nie rozumiem dlaczego świadomie narażasz na to Antosie (b.ładne imie:))
      4.Ja również przedstawiam swoje stanowisko mogę je wyrazić to blog publiczny!Nie wszyscy musza Cie głaskac po główce i sie z Tobą zgadzać

      Dalsza dyskusja jest zbedna bo mnie nie przekonasz. Życze Ci tylko aby za pare lat Twoja corka z powodu Twoich egoistycznych pobudek nie doswiadczyła żadnych przykrości

      Pozdrawiam Cie serdecznie
      Kasia

    • Ach, jeszcze jedno, ostatnie, bo pęknę! Pisze się „mnóstwo”, nie „mnustwo”!

      Ściskam Cię ciepło i zapraszam w poniedziałek na kolejną dawkę fotek! ♥
      Mam dziwne wrażenie, że skoro czytasz takie blogi jak mój, lubisz podglądać życie innych, więc powinno Ci się podobać! :*

    • No dobra, jednak jeszcze jedno. Zanim zaczniesz mnie głaskać po główce, albo mnie biczować, proszę, zapoznaj się troszkę z moim blogaskiem hehe. Bo takich jak Ty, wpadających na chwilkę i przedstawiających swoje stanowisko, nie muszę tolerować. Choć to robię, bo mi nie robi, że sobie tutaj piszesz. Pisz ile chcesz, dopóki nie jesteś wulgarna (a dziękuję, że nie jesteś) możesz się wyżywać do woli, jeśli ma ci ulżyć! :)

      Teraz już na serio dobranoc! ♥

    • Spójrz: http://deser.pl/deser/51,111858,16100916.html?i=25

      Znają go na całym świecie. Wiadomo co robi, jak się nazywa, gdzie mieszka. Publikuje zdjęcia dzieci, często lekko roznegliżowanych. I jakoś nikt się z nich nie śmieje. Wszyscy podziwiają i uważają te kadry za piękne. Obeszły już chyba cały internet. Nie będę Cię do niczego przekonywać, bo nie ma to sensu. Pokazuję jedynie różne strony medalu. Bo Twoja troska o moje dziecko powaliła mnie na łopatki :) Pozdrawiam.

  • Zgadzam się z Tobą! Zawsze jak mnie ktoś pyta czy nie boję się, że moje dzieci ogląda pedofil odpowiadam, że: A skąd mam wiedzieć, że sąsiad który co rano mówi mi dzień dobry nie jest pedofilem, czy też za zdjęciem komentującej dziewczyny nie kryje się facet? Nie wiem, tego i tak samo nie wiem co będzie jutro. Ale to chyba nie znaczy, że lepiej zrobię jak zamknę dzieci w ciemnej piwnicy?! Na pewno są zdjęcia które powinny być tylko w rodzinnym albumie np. nagiego dziecka, ale myślę, że nie można dać się ze wszystkim zwariować :)

  • Myśmy poszli inną drogą – może dlatego, że nasza najstarsza panna jest już początkującą prawe12-letnią nastolatką, a średnia od września zaczyna szkołę. Nie pokazujemy ich zdjęć. My tak, Ty tak. I dobrze :)
    Czy tu jest konieczność wypracowania jedynego słusznego stanowiska? U nas nie ma zdjęć naszych córek, ale z chęcią zaglądam na blogi, gdzie są dobrze zrobione zdjęcia dzieci – patrz powyżej.
    I nie mam potrzeby „nawracania” wszystkich do tego, żeby tych dobrych, zrobionych z wyczuciem i smakiem zdjęć nie publikowali.

    • No dokładnie Justynka! Jakby Tosia miała dzisiaj 12 lat, to pewnie sprawa toczyłaby się inaczej. Przede wszystkim bym się jej zapytała czy tego chce czy nie. Jak rodzice się rozwodzą to sąd nie pyta malutkiego dziecka o zdanie, z kim ma mieszkać. Bierze pod uwagę fakt inne okoliczności. Natomiast, gdy dziecko jest duże, a sąd rozumny, to zawsze będzie się kierować zdaniem dziecka.

      Poza tym tak jak piszesz, ja wrzucam wydaje mi się ładne zdjęcia, nad którymi pracuję, uczę się tego i sprawia mi to radość. Moje stanowisko jest takie, żeby każdy robił jak chce. A serio o pedofila i mafię się nie obawiam. Jeszcze gdybym była milionerką… Ale my w wynajętym mieszkanku mieszkamy i sobie po prostu żyjemy… Serio, porywacze mają inne obiekty zainteresowań hahaha. Uściski dla Was, Kochani!!! :*

  • Mówi się, że dzieci i ryby głosu nie mają. Ryby się łowi w sieci, dzieci się wrzuca do sieci. Ja wrzucam golasa, ale też wiozę golasa przez pół miasta komunikacją miejską i zupełnie niczym się to nie różni poza zasięgiem – niestety mój blog ma mniejszy zasięg niż centrum Wrocławia. Chlip.

    • Hahaha, jak zwykle wnosisz trochę uśmiechu i humoru do mojego domu. I niezmiennie za to Cię kocham :*

  • Fajny blog :-), świetne fotki-:) zawsze lubiłam i lubię oglądać zdjęcia dzieci – są prawdziwe i wszystkie urocze….!
    Jestem matką dwójki najwspanialszych na świecie (oczywiście) dzieci, jestem z nich dumna, z najmniejszej rzeczy, którą zrobią czy słowa, które wypowiedzą, ale nie umieszczam zdjęć na portalach społecznościowych z wielu powodów, niektóre wymieniono już wyżej.
    Piszę w tej chwili ogólnie, nie w odniesieniu do bloga, ale muszę zgodzić się trochę z Kasią tj. Te „blogi – pamiętniki” to nie zawsze tak jest… Dla mnie pamiętniki są raczej czymś intymnym, osobistym, a nie publicznym.
    Blogi- pamiętniki bardzo często stają się sposobem zarabiania na życie i nie ma może w tym nic złego, ale czy moje dzieci byłyby szczęśliwe kiedyś z tego, że ich mama robiła im zdjęcia, opisywała jaka firma je ubrała i dzięki temu zarabiała?… One nie mogły powiedzieć ” nie chcę tego”, a może nie rozumiały jeszcze…
    Raczej pozwolę im samym o tym zadecydować, kiedyś.
    Mam wrażenie, że trochę my Mamy zagalopowałyśmy się i pokazujemy, że nasze dzieci są Naj, ale w kwestiach , moim zdaniem, drugorzędnych tj. najlepsze stylizacje, najlepsze zabawki…. czy to jest najważniejsze? Czy nie jest to trochę tak, że pokazujemy naszym dzieciom „popatrz jesteś popularny bo masz piękną stylizację”, czy nie uczymy ich próżności, a przez to zatracamy wartości wyższe?

    • Mamciu! (mówię tak do mojej mamy :))

      Po pierwsze zapraszam na mojego bloga. Może wtedy zmienisz zdanie. Nie można oceniać kogoś, nie przeczytawszy ani jednego posta poza tym jednym, dzisiejszym.

      Po drugie to nie jest pamiętnik. To jest pamiątka. A to wielka różnica.

      Po trzecie, nie robię tego, ale mogłaby to być moja autobiografia. Czy wtedy coś by się zmieniło?

      Po czwarte, nie zarabiam na blogu za wiele. Właściwie tylko jeden jedyny raz. I wyobraź sobie, że odłożyłam te pieniądze dla mojego dziecka. Nie cieszyłabyś się po latach, gdybyś uzbierała fajną sumkę dla siebie? Ja bardzo!

      I ja nie pokazuję mojego dziecka, że jest naj w kwestii stylizacji i zabawek. Ale tego nie wiesz, bo mojego bloga nie znasz. :)

      Pozdrawiam!

    • cyt Czy nie jest to trochę tak, że pokazujemy naszym dzieciom „popatrz jesteś popularny bo masz piękną stylizację”, czy nie uczymy ich próżności, a przez to zatracamy wartości wyższe?
      a czy jeśli będziemy ubierać je brzydko to będą lepiej czuły te ” wartości wyższe” Myślę, że wszystko zależy od wychowania dziecka w poczuciu własnej wartości z zachowaniem szacunku i empatii wobec innych. I zupełnie nie widzę tu związku ubierania i próżności?! Pokazując stylizację na blogu raczej chcę być inspiracją dla „być może mniej pomysłowych w kwestii doboru odzienia dla swojego dziecka mam” a nie po to aby pokazać” mnie na to stać- więc proszę zazdrościć! ;-)

    • Poza tym przecież nie wszystkie blogi parentingowe są o ubraniach. My z moim synem na blogu „występujemy” w najzwyklejszych ciuchach świata, głównie z lumpeksu. Bo nie o ubrania chodzi przecież, a właśnie o wartości, które próbuję pokazać przez swojego bloga aby zainspirować inne mamy (i nie tylko mamy). Pokazywanie dziecka (między innymi, bo nie jest ono jedynym elementem na blogu) ma jakiś konkretny cel.

    • Szafapoli po pierwsze zgadzam się z mo, wszystko jest kwestia bloga. Ale np. co do uczenia dziecka próżności bo prowadzi się bloga modowego (patrz my) się nie zgodzę. Po pierwsze my nie piszemy o nas naszym życiu, przemyśleniach bo zwyczajnie nie chce, i nie uważam bym uczyła córkę próżności bo przede wszystkim nie chodzę za nią całym dniem i nie mówię jej „pamiętaj kochanie masz bluzkę od zary, czy nie wiem np. boso to jest coś”, dla niej to tylko ubranie, materiał, który albo się podoba albo nie! Myślę, że częściej rodzice są próżni i myślą że te markowe ubrania coś im wynagrodzą. Ja staram się pokazać na blogu, że i na przysłowiowym bazarze kupisz dziecku świetne spodnie, pod względem wzoru, kroju, jakości materiału i nawet nie wiesz ile razy mi wypomniano brak metki!

    • do Aneta, przede wszystkim przeczytaj mój komentarz, bo ja odniosłam się do słów ” mamcia” która twierdzi, że cytuję ” Czy nie jest to trochę tak, że pokazujemy naszym dzieciom „popatrz jesteś popularny bo masz piękną stylizację”, czy nie uczymy ich próżności, a przez to zatracamy wartości wyższe?
      zapraszam na mojego bloga szafapoli.blog.pl a sama zobaczysz , że głownie ubieram dziecko w SH i właśnie to pokazuję na blogu. Że po pierwsze nie trzeba wydawać kupy kasy żeby Nasze dziecko wyglądało fajnie , a po drugie, że ciuchy to nie jest żadna wartość. To tylko ładne opakowanie, a to co włożymy do środka jest najważniejsze ;-) pozdrawiam

    • Mo Kochana, no właśnie, jaki cel? Bo wychodzi na to, że tylko i wyłącznie zaspakajasz swoje ekshibicjonistyczne potrzeby (patrz: komentarze Kasi, która pisze „mnustwo” przez u otwarte).

    • No i właśnie nie jest to tylko i wyłącznie zaspokajanie swoich ekshibicjonistycznych potrzeb. Ja mam poczucie misji, żeby pokazać, że można inaczej niż Polaki-cebulaki, że można wege dziecko mieć, że można blisko ale mądrze wychowywać i że można czasami po prostu uciec na weekend bez wyrzutów sumienia. I chyba misję tę spełniam skoro dostaję masę komentarzy i maili, w których inne mamy piszą, że jestem dla nich inspiracją ;)
      Ale wiadomo, będą tacy, którzy stwierdzą, że robię to po to, by podbudować swoje ego.

    • Powiem tylko jedno ja wulgarna nie jestem, ale Tobie jak widać brak klasy.
      Wytykasz mi ten błąd ortograficzny już któryś raz …
      Straszne straszne biję się w pierś a ty powinnaś zastanowić się nad sobą bo to wytykanie na każdym kroku jest nieładne i nieeleganckie. Ja już wolę czasami taki błąd machnąć niż zachowywać się jak dziecko w szkole podstawowej

      Kasia, która popełnia błedy ortograficzne

    • Chodziło mi o zwrócenie uwagi na konkretną Kasię. A tylko Ty walnęłaś takiego byka.

      Co do klasy, cóż, mam podstawową, z tej szkoły, z której jestem :)

  • 1000 razy zastanawiałam się nad tym tematem zanim założyłam bloga, ale cóż założyłam i namiętnie wypełniam go zdjęciami zwłaszcza moich dzieci….

  • To strasznie trudny temat. Chyba wszędzie trzeba znaleźć złoty środek. Ja osobiście nie widzę zagrożenia z umieszczania zdjęć dzieciaków na blogu choć sama dbam o to by te zdjęcia nie były poniżające, ośmieszające czy pokazujące dziecko w jakiejś dla niego wstydliwej sytuacji. To dla mnie przesada. Dobrze, że to napisałaś.

  • Mam identyczne zdanie. Wiesz o tym. W dzisiejszych czasach lubimy popadać w skrajności: albo wrzuca się zdjęcia dzieci z kupą na tyłku albo zasłania się im twarz papierową torbą, żeby broń Boże nie zobaczył ich na Fb pedofil. I jedno i drugie jest skrajnością i dla mnie nie jest normalne. Jak we wszystkim i tu trzeba znaleźć złoty środek. idąc tropem przeciwników, wszystkie dzieci występujące w reklamach, serialach, pozujące w sesjach modowych są wystawione dla pedofilów i porywaczy. Brzmi raczej paranoicznie, prawda? No właśnie. ;)

  • Pingback: Afera | Minimaliv
  • Ostatnimi czasy modny temat w internetach. A takie matki co wrzucają wstrętne i bezmyślne, co chcą klepać hajs na ślicznej buzi swego dziecięcia…. A przecież prywatność, szanowanie wizerunku, pedofile, masoni i cykliści…
    Ja się uśmiecham, jak czytam te radykalne komunikaty i notki.
    Każdy robi jak uważa.
    Ja wrzucam i nie mam z tym urojonych problemów, choć wiem, ze inni mają.

  • Znalazłam w końcu pod hasłem „ruska mafia minimaliv” ten tekst. Fajnie, że mamy podobne zdane na ten temat. I tak powinnaś skomentować to co napisałam ja, a nie robić z siebie prekursorkę myśli, która podejrzewam, że jest uniwersalna dla większości blogujących matek. Temat „publikowanie zdjęć dzieci w internecie” sam się prosi o komentarz odnośnie „ruskiej mafii” czy pedofila czyhających na nasze dziecko więc, „żenadą” jak to napisałaś, jest raczej Twój komentarz i głęboka wiara w to, że nie robię nic innego tylko rozczytuję się w niszowych blogach. Mira, idąc tokiem Twojego rozumowania cała blogosfera parentingowa tworzy żenujące kopie Twoich tekstów bo jakieś takie dziwnie znajome są nagłówki Twoich wpisów…

  • Wiesz, miałam taki pomysł, żeby wziąść udział w projekcie 52/2012 i wrzucać raz na tydzień 1 zdjęcie Madam na mojego bloga, ale zrezygnowałam. Rozmawiałam z koleżanką i ona powiedziała coś co mnie zmusiło do przemyślenia sprawy: nie wrzucam zdjęć dzieci, bo nie wiem, czy by tego chciały. Pomyślałam i stwierdziłam, że ja bym nie chciała i je usunęłam. Nie publikuję swoich zdjeć na blogu, więc i córy nie pokazuję.
    Taką podjęłam decyzję, ale nie zamierzam teraz nawracać całego świata na swój pogląd.
    I być może za parę lat Madame przyjdzie do mnie z pretensją dlaczego nie prowadziłam jej bloga, go Zdzisia i Misia mają, a ona nie. ;o)
    A Twój blog bardzo lubię za mądre słowa. Zdjęcia – piękne – są tylko miłym dodatkiem. Jak muzyka. :o)

    • Chciałam jeszcze zapytać o aparat-magiczne oko, który ma Tosia na zdjeciach: gdzie można kupić takie cudeńko?

    • Nie wrzucam zdjęć ośmieszających Tośkę, więc nie widzę najmniejszego problemu w tych fotkach :)

      A aparat jest z Pan tu nie stał. Kupiłam w sklepie stacjonarnym, nie wiem czy mają online :)

  • Ja nic takiego nie sugerowałam. To są przepiękne zdjęcia ślicznej dziewczynki. Napisałam tylko o moim podejściu do moich zdjęć w sieci i tego, że doszłam do wniosku, że jak unikam publikowania swojej twarzy, to i twarzy córki też nie będę w necie pokazywać. Tyle.
    Dziękuję za namiar na aparat.

  • My również założyliśmy bloga, by dodawać tam zdjęcia naszego berbecia. Jednak postanowiliśmy opatrzyć go hasłem, żeby niepowołane oczy nie mogły tam zaglądać.
    Hasło mają najbliżsi:)
    A co do fejsbuka… Już jakiś czas temu przekonałam się o tym, że to totalnie kiepskie miejsce do opowiadania o własnym zyciu ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.