Czy Facebook to problem?

W sieci krąży filmik, który z jednej strony wydawać się może zaskakująco prawdziwy, a z drugiej jest czystą fikcją, która ma skłonić ludzi do myślenia. Ale do myślenia nad czym? Nad zatrważającym wpływem social media na nasze życie, czy samym tragizmem ludzkiej natury i upadkiem współczesnego człowieka? Mnie ten obraz skłania do refleksji nad sobą. Nad własnym wnętrzem i życiem, a nie tym, co na zewnątrz.

 

 

Cofnijmy się do czasów, gdy nie było blogów, instagramów, facebooków i twitterów. Czy człowiek był inny? Nie. Od zarania dziejów jesteśmy tacy sami. Zmieniają się jedynie okoliczności. Targają nami te same uczucia miłości, zazdrości, zawiści, nienawiści. Tak samo jesteśmy nieszczęśliwi jak i szalejemy ze szczęścia. Nasze rozterki nie różnią się od tych, które przeżywali ludzie w epoce wiktoriańskiej, czasach wojny, czy Okresie burzy i naporu. Wszak jesteśmy tylko ludźmi.

Zmieniło się tylko to, co na zewnątrz. Zmienił się świat. Współcześnie spędzamy w internecie większość naszego życia. Kontaktujemy się za pomocą czatów ze znajomymi rozpierzchniętymi po całym globie, albo tymi, którzy mieszkają dwa bloki dalej. Pracujemy, komunikując się mailowo. Szukamy tej pracy w sieci, by przesyłać CV przez formularze aplikacyjne. Siłą rzeczy, komputer, internet, media społecznościowe stają się naszym chlebem powszednim, bo wymagają od nas tego warunki, w których przyszło nam egzystować.

Kiedyś nie było telefonów, ani czatów i ludzie, by ze sobą porozmawiać musieli się spotkać. Nikt nie siedział przed ekranem komputera, tylko szedł osobiście szukać pracy do danej placówki. Celem kontaktu z kimś z odległych stron pisało się listy, nie maile. Wysyłało się pocztówki, zamiast wrzucać na Facebooka zdjęcie z podróży do Tajlandii.

Było po prostu inaczej. Ale czy my byliśmy inni?

Sąsiad podjeżdżał do sąsiada, by zaszpanować nowym autem. Rodzina zapraszała krewnych, by pochwalić się nowo wyremontowanym domem. I tak samo ten sąsiad zazdrościł drugiemu auta, jak krewni domu. Zawsze mieliśmy takie same pobudki i identyczne ich konsekwencje. Jedyna różnica jest taka, że dzisiaj robimy to na większą skalę. Możesz wrzucić zdjęcie na Naszą Klasę i zobaczy je nie tylko sąsiad, ale cała wieś i klasa z podstawówki! Wszyscy znajomi z Facebooka dowiedzą się, że pijesz drinka pod palmą na Hawajach, opalając jędrne ciało odziane w kostium z najnowszej kolekcji Agent Provocateur. Nie tylko ci, do których wyślesz kartkę z wakacji.

Social media dają nam globalny zasięg, ale nie zmieniają kompletnie niczego w nas samych. Bo jeśli jesteś zakompleksiony, a twoje życie jest smutne, to i milion lajków pod zdjęciem, na którym imprezujesz z Bradem Pittem, nie zmieni twojego samopoczucia. Wrócisz do domu i obudzisz się rano na kacu z takim samym smutkiem, jaki towarzyszył ci dnia poprzedniego. Nie zmienią go też komentarze w stylu: „wow, ale ci zazdroszczę”, czy „taki to pożyje”. Bo ty nie żyjesz. Ty wegetujesz. I starasz się udowodnić całemu światu, a najbardziej sobie, że tak nie jest.

Jeśli nie chcesz kłamać (jak robi to bohater filmu), pisząc, że jesteś radosny i masz wspaniałe życie, a w rzeczywistości zmagasz się z depresją, to walcz z tą chorobą. To usterka organizmu jak każda inna. To po prostu chora głowa, jak wątroba, czy płuca. Idź do lekarza, weź prozac, zmień perspektywę. Marna szansa, że uda ci się to bez leków, bo z chemią bez chemii walczyć ciężko. Ale jeśli masz czas i energię to spróbuj bez recepty. Ale walcz!

Jeśli nie chcesz kłamać, że jesteś aktywny, a w rzeczywistości tkwisz całymi dniami z nosem w ekranie, to rusz tyłek sprzed komputera i pognaj na spacer do lasu (na to nawet nie trzeba pieniędzy). Jeśli odczuwasz potrzebę, zrób zdjęcie, wrzuć na Instagram i powiedz całemu światu, jak bosko pooddychać świeżym powietrzem!

Z kolei, gdy ci smutno i musisz to ogłosić publicznie, również to uczyń. Nie obawiaj się, że znajdzie się ktoś, kto nie będzie chciał cię mieć w znajomych. Na miejsce tej osoby przyjdzie druga, która cię wesprze.

Jednak, jeśli całe twoje życie to jedno wielkie narzekanie, nie dziw się, że ludzie nie chcą tego czytać, ani na to patrzeć. Wszyscy mamy swoje problemy i nie lubimy otaczać się tymi, którzy rozsiewają wokół siebie negatywne emocje. Tak samo na Facebooku, jak i w realu w końcu będą mieli cię dość. A najbardziej dosyć będziesz miał ty samego siebie. Bo wszystko co robisz, powinieneś robić dla swojego samopoczucia, a nie dla ludzi, na pokaz.

Zmień swoje życie. To nie Facebook jest problemem. Problem siedzi w tobie. W twojej głowie. Przestań zazdrościć sąsiadowi lepszego auta. Zrób wszystko, by sobie takie kupić. Nie zazdrość koleżance smukłej sylwetki, bo jeśli się postarasz, schudniesz 20 kilo i też będziesz szczupła. Nie mów, że komuś się udało, bo miał farta, a tobie wszystko przychodzi z trudem. Nie wiesz, czy ten człowiek nie zmagał się kiedyś z takimi samymi problemami, które ty masz teraz. Pomyśl, że ciężko na to pracował i zrób to samo.

Pracuj. Zwłaszcza nad sobą. Nie skupiaj się na tym, co do sieci wrzucają twoi znajomi, lub obcy ci ludzie. To jest ich życie, nie twoje. Nie bądź zawistny, bo doprowadzi cię to do frustracji. Ciesz się ich szczęściem i szukaj w tym czasie swojego. Pamiętaj, że nie potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, które widzisz na blogach, czy Instagramie. Bo ty masz inne potrzeby, musisz je tylko sobie uświadomić.

Wejdź do swojego wnętrza i znajdź coś, co kochasz. Co jest na tyle bliskie twojemu sercu i charakterowi, że przyniesie ci takie samo zadowolenie, jak lunch na mieście użytkownika „kama97”, który właśnie lajkujesz na Facebooku. Bo może ty wcale nie lubisz łazić po knajpach, a kochasz gotować w domu. Bo może to, że obserwowany przez ciebie „tom_ek” ma nowego iPada, wcale nie oznacza, że ty masz potrzebę posiadania kolejnego sprzętu. Albo to, że znajoma mamuśka kupiła swojemu dziecku domek do ogrodu, bo żyje na wsi, nie musi cię frustrować tylko dlatego, że mieszkasz w bloku.

Dostosuj się do panujących realiów, a jeśli się z nimi nie zgadzasz, to je zmień. Lub chociaż spróbuj. Świat nie jest sprawiedliwy. Jedni jeżdżą Bentleyami, inni komunikacją miejską. Ale jedni i drudzy są ludźmi i targają nimi takie same uczucia. Ktoś, kto mieszka w pałacu pod miastem może być tak samo nieszczęśliwy, jak ten żyjący na 50 metrach z teściową. Tak samo oboje mogą tryskać radością i szczęściem. Dzieci z rozbitych rodzin mogą ułożyć sobie wspaniałe życie, a te z kochających domów ociekających lukrem nie znajdą nawet drugiej połówki. Molestowany i bity w dzieciństwie człowiek odnajdzie w sobie siłę i chęć do działania, osiągnie niewyobrażalny sukces, a drugi, któremu podano wszystko na tacy, zaprzepaści swoją szansę.

Bo twoje życie należy do ciebie i ty nim zarządzasz. Musisz je przeżyć, nie mierząc swojego szczęścia miarą innych ludzi. Ty masz swoje potrzeby i niech one cię prowadzą. Nie skupiaj się na roli mediów społecznościowych i tym, że mogą niszczyć ludzi. Oni niszczą się sami, od dawna. Nie popełniaj tego błędu. Nie niszcz – buduj! Skup się na tym, co w twoim życiu najważniejsze. Reszta niech będzie obok, oswój się z nią i przyjmij z pokorą.

Może poświęcisz na to miesiąc, a może całe lata, ale nie przestawaj. Bądź rozważny. Szukaj szczęścia w sobie!

 

 

DSC_8248

DSC_8157

DSC_8176

DSC_8154

DSC_8232

DSC_8319

DSC_8245

DSC_2828

DSC_7928

DSC_7885

DSC_8201

DSC_7554

DSC_7555

DSC_7568

DSC_7601

DSC_7618

Untitled-1

DSC_7530

DSC_7836

 

 

0
34 Komentarzy w
“Czy Facebook to problem?”
  • Zdjęcie Antki biegnącej po drewnianej podłodze – uwielbiam. I cały tekst. Aż udostępniłam na moim facebook’u. Będzie o czym myśleć cały dzień, dzięki!

    • To tez moje ulubione! Widać na nim jej krnąbrność hihi :)

      Cieszę się, że sprowokowałam do myślenia. Miłego dnia! :*

  • Piękny tekst. Po prostu piękny. Otworzył mi oczy. Tego dziś właśnie potrzebowałam. Jesteś bardzo mądrą kobietą. Idę pracować … nad sobą. Pozdrawiam Was ciepło.

  • Świetny tekst. Masz rację, że ludzie się nie zmienili, jednakże według mnie to, że social media rozpowszechniają wszystko na większą skalę, wzmaga też ludzką samotność i negatywne uczucia. Informacje, które bez Facebooka nigdy by do nas nie dotarły, nie spowodowałyby zazdrości/smutku, a przez taką kolej rzeczy, siedzi w nas więcej złych emocji. Mimo to, chyba jednak nie potrafiłabym z portali społecznościowych zrezygnować :( Pozdrawiam :)

    • Dlatego trzeba być rozważnym, trzeba myśleć. Mnie social media nie robią krzywdy w ogóle. Znam swoją wartość. Nie załamuję tym, że ktoś ma więcej ode mnie, bo od zawsze to wiedziałam. Taki jest świat. I tylko ode mnie zależy, czy będę miała więcej (chyba, że wygram w totka, ale to też zależy ode mnie, bo przecież trzeba pójść i puścić ten los, prawda? ;)). Co mi da to, że będę analizować fotki znajomych, czy innych blogerów…

      Moim zdaniem bardziej szkodliwy od social media jest konsumpcjonizm. Facebook to tylko przekaźnik, źródło… Jak ze wszystkiego, trzeba umieć i z niego korzystać… :)

  • trafiłam tutaj przez Roksanę, która skomentowała jako pierwsza ten tekst :-)
    ten tekst jest znakomity. serio. czyta się jednym tchem, a do tego potem zaczyna myśleć na jego temat. bo faktycznie wielu ludzi myśli, że ‚teraz mamy takie czasy i przez to ludzie są tacy, a nie inni”. dziękuję.

  • Jakie to prawdziwe i szczere. Chciałbym kiedyś spotkać taka osobę na swojej drodze jak Ty. Dziękuje

  • O rany, jakbym schudła 20kilo, to bym się chyba stała przezroczysta ;) Ale poza tym pełna zgoda. życie jest za krótkie, by je marnować na ciągłe śledzenie sąsiadów. Ja nawet nie wiem, czy moi sąsiedzi mają samochód ;)

  • Odkryłam blog niedawno. Żałujęx że nie wcześniej, bo nie dość, że o ważnych rzeczach piszesz, to jeszcze „pióro” świetne”. Myślę bardzo podobnie, udostępnię , bo warto by myŚlało tak wielu. Pozdrawiam.

    • Bardzo dziękuję, miło mi niezmiernie!
      A że niedawno to nic straconego. Można nadrobić powoli! :)
      Gorące uściski! :*

  • Pięknie napisane.
    Dzięki internetowi marnuję sporo czasu, który mogłabym spożytkować zdecydowanie lepiej.
    Dzięki internetowi chcę rzeczy, które tak naprawdę nie są mi do niczego potrzebne.
    Dzięki internetowi poznaję bardzo wartościowe osoby, których inaczej nigdy bym nie spotkała.
    Dzięki internetowi trafiam w miejsca, które mnie bardzo inspirują…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.