10 tekstów z placu zabaw, za które mam ochotę zabić.

1. Jak nie przestaniesz, to pójdziemy do domu.

I siedzi. Nie idzie. Bo gdzieżby poszła i spełniła swoją groźbę. Lepiej pogderać, postraszyć. A maluch ma to w poważaniu. Matka niech sobie pogada, a ja i tak zrobię swoje. Przecież nie pójdzie! No bo mówi, że pójdzie, a nie idzie. To chyba można dalej broić, nie? Do widzenia pani!

2. Zaraz dostaniesz w dupę.

A może tak panu przyleję? Wydarłam się na cały plac. Zmieszał się. Dobrze, że sama w dupę nie dostałam, bo na takiego wyglądał. W dresie. Ale mój Lucek też chodzi czasem w dresie i jest niegroźny, więc zaryzykowałam. No i może przy dzieciach i matkach by mnie nie zlał. Ale ryzyko było. Satysfakcja też. Co śmieszniejsze, dosłownie 3 minuty później ten sam tekst poleciał w stronę wnuczka od wściekłej babci, stojącej obok nas. Nie musiałam już nic mówić, bo Tośka zareagowała, krzycząc: „Nie mówi się dupa!”. Moja strażniczka kultury.

3. Podziel się z kolegą łopatką.

A czy pani dzieli się swoim telefonem i samochodem? Ja nie daję innym bawić się swoimi zabawkami. Przynajmniej nie często. Dlaczego więc dziecko ma się wiecznie dzielić czymś, co jest dla niego najcenniejsze? Jak będzie chciało, to samo pożyczy w przypływie wielkoduszności. A jeśli to dla niego zbyt duży problem, to po co je zmuszać? To jego własność! Inaczej rzecz się ma w miejscach, gdzie zabawki są wspólne, tj. kącik zabaw w knajpie, żłobek, przedszkole. Dzieci są na tyle mądre, że szybko zrozumieją różnicę. Sprawdziłam. Polecam. Myśleć.

4. Zostaw to, bo się ubrudzisz!

To po co wychodzi pani z dzieckiem na dwór? Niech siedzi w pokoju w stroju komunijnym. Tylko, żeby przypadkiem kurz mu na mankiecie nie osiadł, bo jeszcze cały biały tydzień przed wami. A jak już musi wyjść na świeże powietrze to pani mu smycz uwiąże, by przy nodze stał i warował. Bo niebezpieczeństwo zabrudzenia jest zbyt wielkie, by móc się swobodnie poruszać.

5. Nie biegaj, bo się spocisz.

Oklepane hasła zawsze na czasie. Naprawdę myślałam, że to już legenda. Ale nie. Moda na vintage ma się dobrze. Gdyby brontozaury umiały mówić, już w jurze hasło to niosłoby się echem. Może chociaż w erze teleportacji ten tekst umrze, bo teleportując się nie trzeba się ruszać, a tym bardziej biegać.

6. Nie można bić dzieci, rozumiesz?

Powiedziała, dając mu klapsa. Ciekawe skąd w nim tyle agresji i chęci do bicia.

7. Uważaj, bo zrobisz sobie kuku.

Na muniu pan już sobie zrobił chyba. Tylko niech się pan później nie zdziwi, gdy w wieku kilku lat dziecko będzie mówiło jak roczniak. Mniam, brum, kap kap. Wiadomo, że maluchowi, który zaczyna się uczyć mówić nie będziemy wyjaśniać świata językiem Homera, ale etap miau miau i hau hau powinien zostać szybko zastąpiony wyrazami. Pamiętam, gdy odwoziłam Tośkę do przedszkola, a ona trochę marudziła, mówiłam do niej: „Antosiu, musisz zrozumieć, że to jest dla Ciebie ważne. Nie możesz siedzieć cały czas z mamą. Powinnaś nabywać umiejętności miękkie, socjalizować się z rówieśnikami. Edukacja w grupie jest niezbędna do Twojego prawidłowego rozwoju.” Mijający nas ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Antka też. Ale dzięki takim rozmowom moje dziecko powiedziało niedawno, wchodząc na zjeżdżalnię: „Tato, będziesz mnie asekurował?”.

8. Nie wolno tak robić!

Drze się na tą małą, ale nie wyjaśni już dlaczego nie wolno. Skąd to dziecko ma wiedzieć, że nie może wchodzić na plac zabaw przez ogrodzenie, albo nie popychać pustej huśtawki, stojąc centymetr od niej. Nie rozumiem, dlaczego rodzice nie tłumaczą swoim pociechom ich złych zachowań, a tylko rzucają komendy. To do niczego nie prowadzi!

9. Piątka? Dlaczego nie szóstka?

Powiedział ojciec do syna. To akurat nie z placu zabaw. Zasłyszałam ostatnio, zażywając przyjemności w saunie. Kolejny nieśmiertelny tekst. Ale syn kompletnie rozłożył mnie na łopatki, odpowiadając tacie: „Bo piątki są fajniejsze!”. Pani siedząca obok dorzuciła: „Mądrze chłopak gada!” i tatuś się zmieszał.

10. No i dlaczego to zrobiłaś? Przecież Ci tłumaczyłam, tyle razy! 

To mój tekst. Nie wiem po co o to pytam. Zawsze tłumaczę Antce dlaczego nie wolno tak robić, jakie są konsekwencje, o których sama się zresztą przekonuje, ale i tak zadaję to głupie pytanie. I tak powtarzam: „Przecież Ci tłumaczyłam!”. To wytłumacz jej jeszcze raz! I jeszcze! Kiedyś zrozumie! Rozumiesz?

To są cytaty.
Z życia wzięte.
Spotykacie się z tym na co dzień?
Dodalibyście coś do listy?
A może sami mówicie coś swojemu dziecku, czego nie chcecie, a jednak wylatuje Wam to z ust?

 

 

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

DSC_6010

fotografia dziecięca fotografia rodzinna fotografia portretowa studio foto minimaliv

drewno las

drewno las

DSC_5942

2
43 Komentarzy w
“10 tekstów z placu zabaw, za które mam ochotę zabić.”
  • Mi się kilka razy wymsknęło „bo zaraz… dostaniesz”. Tylko nie wiem co (?) Kwiaty?
    Mnie nikt nie bił, ja bić nie zamierzam – skąd taki tekst wbity w czerep?

    • To właśnie takie teksty, które wypowiadamy mimochodem… No ja też tak mam. Muszę się kontrolować :)

  • Nie biegaj bo się spocisz – no cóż tu akurat się nie zgodzę :P Przy chorobie z możliwością wychodzenia, lub zaraz po córka miała nakazane przez lekarkę „spacery, zabawa, ale żadne bieganie, jazdy na rowerze itp, żeby się nie zgrzała, nie spociła” Nie znając aktualnego stanu zdrowia dziecka nie oceniałabym. My ostatnio zapalenie oskrzeli i dwa tygodnie „Martyna nie bieeeeegaaaaaj!!!!!

  • Świetny tekst :))) Uśmiałam się. Też często słyszę tego typu rzeczy. Ostatnio rozwalił mnie na łopatki tekst jednej z mam na przedstawieniu w przedszkolu Maryśki – do dziewczynki wola ” Kochanie nie biegaj tak, dziewczynce nie wypada”. No żesz ugryzlam się w język żeby jej czegoś nie powiedzieć.
    I jeszcze jeden tekst. Maria moja ostatnio czuje ogromne przywiązanie do swoich zabawek i nie bardzo chce sie nimi dzielić. Była u nas pewna mama ze swoją dwulatką i moje dziecko odstawilo scenę pt. „Zostaw to moje”. Na co mama rzeka: Marysiu podziel sie zabawka bo następnym razem jak Ty do nas przyjedziesz to tez nic Ci nie damy do zabawy. Już miałam cos odpowiedzieć na co moje dziecko rzekło że nigdzie się nie wybiera. Mina tej kobiety bezcenna :))

    • Już kiedyś na fejsie poruszałam ten temat. Mówić, czy nie mówić? I zgodnie wszyscy pisali, że się nie odzywają. Ale mnie tak korci, nooo! Ale z tym „przylaniem w dupę” nie wytrzymałam. To już koszmar.

  • Najbardziej jestem zafascynowana paniami menadżerkami – siedzą obok dziecka i non stop wydają mu polecenia: „weź wiaderko, wsyp piasek, nie foremką, łopatką, nie rozsypuj, dosyp jeszcze, uklep, za dużo wysypałaś, dosyp, łopatką…” I tak przez godzinę. Panie ciekawskie i porównujące też są częste. Zadają dokładne pytania o umiejętności twojego dziecka, po czym opowiadają jak to ich potomek robił to wcześniej/lepiej. A tak z pozytywnych rzeczy – uwielbiam Twoje zdjęcia <3

  • Tez jakiś czas temu popełniłam wpis o podobnej tematyce.
    A co do tekstów z placów zabaw. To widze dokładnie dwa typy matek/opiekunek/babć. Typ-ławka i typ-sęp. Pierwszy rozsadza sie 10 metrów od placu zabaw i co jakis czas wykrzykuje kolejne komendy. Typ drugi krąży wokół dziecka i kontroluje kazda czynność.

  • Najlepsze jest to z brudzeniem się! Ubierze taka matka dziecko jak do Pierwszej Komunii, a potem sterczy przy nim i strzepuje każdy pyłek. Chore! Zresztą spotykam to często na podwórku czy w gościach. Dla mnie brudzenie się jest wpisane w dzieciństwo. Mam automat i proszek, a na podwórko zakładam stare ciuszki, więc po co na Boga mam zabraniać dzieciom pobawić się w kałuży czy w piasku? Kompletnie tego nie rozumiem, a sama padam ofiarą pełnych zgorszenia spojrzeń, kiedy wybrudzić się pozwalam :P.

    • I dobrze, że pozwalasz! Ja też nie lubię, gdy ubiorę Tośce ładną sukienkę, a ona od razu zaleje ją sokiem… No ale na plac zabaw to chodzimy raczej w strojach niekomunijnych! ;)

  • Punkt 6 niestety znam. 8 też, tylko zmodyfikowany – „Nie krzycz!!!”. Wniosek jest jeden – być lepszą mamą niż moja własna.

  • Moja Polka (19m) wdrapała się na zjeżdżalnię (ziuuu) i szykowała się do zjazdu kiedy pod prąd wlazł na zjeżdżalnię koleżka (21m).
    Ja: Polcia, poczekaj, aż kolega zejdzie.
    Mamuśka: nie reaguje.
    Ja: Może Pani pomoże synkowi zejść, bo go moja mała uszkodzi.
    Mamuśka: Ja tu nie mam nic do powiedzenia. On się nie słucha. Ale to moje trzecie.

  • Dzisiaj pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga i od razu po żałowałam…że dopiero teraz ;-) moja przygoda z piaskownicą zaczęła się właśnie jeszcze raz,ponieważ mam synka który ma półtora roku. Powoli właśnie zaczynam poznawać sytuacje, które opisujesz. Czasem są one śmieszne, czasem wkurzające.
    Super blog:-) proszę o wiecej :-) od wczoraj masz we mnie kolejnego fana :-)

  • Moja mama mi opowiedziala:
    „Bądź grzeczny, bo ja nie to ta Pani Cię ze sobą zabierze” na co moja mama: „ja nie jestem straszna i nigdzie Cię nie zabiorę” moja mama była wyraźnie poruszona, że ktoś się wysługuje jej wizerunkiem… znam 26 lat moja mame i nie jest taka straszna zeby nia dzieci straszyc :D
    Druga sytuacja mijam ostatnio w parku kobiete ktora 20 lat temu gonila nas za to ze gramy na podworku w pilke, na pewno powybijamy okna, jestesmy glosno itd… kobicinka zrobila sie wiekowa, ledwo porusza sie o kulach w drodze powrotnej juz ja widze pod blokiem (tym gdzie zazwyczaj gralismy w pilke) nagle przed nia przelatuje chlopak za pilka… grubo ponad metr przed nia…. i slysze ta sama spiewke… babka ledwo sie poruszala, ale miala wystarczajco sily wydrzec sie na dzieci ze graja ze to zle, ze okna, ze glosno itd itd…. a potem sie dziwic ze dzieci przed komputerem siedza ;)
    zawsze zadaje sobie pytanie ciekawe jakby sie czula jakby ktos jej wnuczkow tak sie czepial?

    • To jest problem. U nas dzieci nie mają gdzie piłki kopać, bo wszyscy się czepiają. A później zdziwienie, że piłka u nas na fatalnym poziomie… A wszystko zaczyna się od podwórka!

  • czytasz mi w myślach, jakiś czas temu napisałam tekst o potworach z placu zabaw, czyli typach matek -potworów, te wszystkie matki, ojcowie zresztą nie są dłużni, i ich teksty, a do tego dochodzi jeszcze zachowanie, ja w takich sytuacjach zapominam po co przyszłam na plac i gapię się z rozdziawioną gębą i nie mogę uwierzyć.
    Do M. nie wiem, jak strasznie muszę wyglądać albo jak bardzo gapić na takie sytuacje, ale mną też straszą dzieci, kiedyś jedna była taka zawzięta, „Pani patrzy i cię zabierze”, że ja sama w końcu uwierzyłam, że mi to dziecko w końcu wciśnie i będę musiała zabrać!!!

    • To jedno, a drugie, że często różne panie widząc, jak Tośka płacze, same mówią, że mi ją zabiorą. Ale zawsze wtedy głośno Tosi tłumaczę, że nikt jej nie zabierze. Panie są zmieszane i nic już się nie odzywają…

  • Ja matka terrorystka dodam kilka ciepłych słów od siebie:
    -nie nakazuje dzielenia się zabawkami na siłę, zawsze „zdziwione oczy” pytam, czy mają ochotę dać mi pogrzebać w swoich torebkach, czy kosmetyczkach, tylko trochę się pobawię i oddam-koniec tematu
    -jeśli cię uderzył to oddaj- liczę się z linczem, mało mnie to interesuje, ze kogoś urażę, nie, nigdy nie karzę dzieciom kogoś bić, nie uczę agresji, uczę obrony, bo jeśli jeden dwulatek z uporem maniaka tłucze wiaderkiem mojego dwulatka i żaden nie rób tak, nie wolno, to boli, nie pomaga należy pokazać jak boli i wytłumaczyć po raz kolejny dlaczego nie bijemy innych
    -uważaj bo się przewrócisz-powtarzam milion razy dziennie, a one i tak się przewracają, ale moje dzieci nie chodzą ciągle biegają
    -„dasz radę! świetnie! wspinaj się dalej na pewno ci się uda! brawoooo!-jeśli publicznie ktoś będzie darł na placu zabaw czy w parku linowym mordę to będę to ja-z góry przepraszam za niedogodności

  • Czasami siedząc z Ba na placu zabaw pytam:
    może już pójdziemy do domu?
    I zaraz pukam się w myślach w głowię: genialne pytanie do 2-latki, matko.

  • Trafiłam tu przypadkiem, bo koleżanka udostępniła link… i zostanę na dłużej. Chociaż ja niedzieciata jeszcze, nie ciągnie mnie też jakoś szczególnie, mimo że ze mnie rycząca trzydziestka.. (chociaż za rok, dwa pewnie się rozmnożymy, bo małż bardzo chce ;) ). Fajnie piszesz i mądrze. Nawet takie niematki jak ja właśnie czytać powinny. No i zdjęcia piękne robisz.

  • Wszystko widziałam, niestety. Jeszcze sytuacja – mama daje dziecku pączka, soczek w kartonie czy loda a potem wisi nad dzieckiem i jęczy” uważaj bo się ubrudzisz, no nie widzisz jak jesz” a niby jak ma zobaczyć i po co?
    Inna- lato, cień, mama ciągle poprawia dziecku czapkę wołając: uważaj, popraw czapkę bo ci uszy przewieje…
    Taka sytuacja: leje, Asia w kaloszach i płaszczu skacze w kałuży, ja pod wiatą kilka metrów dalej. Podchodzi do niej starszy facet i pyta- czy mama wie że ty tak skaczesz? Ja wołam lekko zirytowana: tak, mama wie i nawet pozwala. Na to pan podszedł do mnie, wyciągnął rękę i powiedział: bardzo pani dziękuję, przywróciła mi pani wiarę w to, że jednak są jeszcze na tym świecie normalne matki. Prawie padłam

  • no i trafiłam tu…siedzę od kiedy Ludwiczek (1rok) :) usnął. Siedzę, zamiast coś sprzatnąć, uprasować to, co odsunęłam tylko na chwilkę, żeby poczytać coś tam…. No i wśród różnych coś tam… trafiłam do Ciebie. Cudownie! Czytam i sie zachwycam! Poznaję i chcę jeszcze. Ciekawie, zadziornie (momentami dość), prawdziwie…lubię to. No i zdjęcia! Ojoj jakie cudne, bajkowe, magiczne! Ostatnio założyłam konto na Instagramie właściwie tylko po to, bo nacieszyc oko zdjęciami, pieknymi zdjęciami. Dziekuję za miły wieczór, sporo lektury zostawiam sobie na później…mniam!

  • 9/10 jest dla mnie równie zabawne, ale do punktu trzeciego dorzucę swoje trzy grosze. Jeżeli moja córcia bawi się swoją łopatką, to rzeczywiście nie mam zamiaru ingerować w jej „własność” ale czasem łopatka idzie w kąt, córcia zajęta jest cudzymi zabawkami, a jej łopatkę dojrzy inny żądny zabawy maluch. Wówczas (w 9 przypadkach na 10) moja córa przypomina sobie o swojej własności i po szarży godnej rozwścieczonego nosorożca biegnie do swojego piaskowego kumpla krzycząc „To moje! Oddawaj!” Moim skromnym zdaniem jest to wymarzony scenariusz, aby pokazać dziecku iż dzielenie się swoją prywatną wyłączną zabawką niesie ze sobą pewną wartość, a zwrot „podziel się z kolegą, koleżanką…” ma swoje uzasadnienie.

    A tak poza tym to prowadzi Pani wyjątkowego bloga. Dzisiaj go odkryłem i wiem że często będę tu zaglądał :)

    pozdrawiam

    • O, świetny przykład. Tak, wtedy jest to moment idealny. Ja też wtedy tłumaczę Tośce, że nie bawiła się swoim, a czyimś, więc niech nie robi afer. Zresztą, gdzieś już kiedyś pisałam, że nigdy nie zmuszałam jej do dzielenia się i może dlatego tak bardzo chętnie dzieli się dzisiaj wszystkim ze wszystkimi. Bez presji, nauczyła się dzielić…

      Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Cudnie, że do mnie trafiłeś i zapraszam częściej! :)
      I mówmy sobie na Ty, Kuba, plizzz! :)))

      Pozdrawiam gorąco!

  • Ja mówię: „przestań!” I tego chciałaby się pozbyć. I staram się zastępować: „powoli!” na „ostrożnie”.
    A z tekstów innych najbardziej mnie wkurzają pomocnicy, który usiłują pomóc nieradzącej sobie matce płaczącego na ziemi dziecka tekstem „bądź grzeczna bo cię zabiorę!”. No rzesz!
    I rozwalił mnie kiedyś pewien pan, który powiedział Madame, że jest śliczna i ją zabierze, a po chwili dodał, że żartował i sam ma 3 takie śliczne wnuczki. WTF!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.