Dziecko na mieście

Bo ja to jestem taka, że jak mi coś nie pasuje to mówię głośno i wprost. Nie gadam za plecami, ale też nie przemilczę. Mój przyjaciel Crabek zawsze powtarza, że lepiej sobie odpuścić, nie nakręcać się, zachować dla siebie. A ja odwrotnie. Komentuję, zwracam uwagę, daję informację zwrotną. Tak też jest w przypadku restauracji, kawiarni, czy barów. Lubię, bywam i konsumuję, a że w moim życiu pojawiła się Tośka, to bywam i konsumuję razem z nią. Dlatego temat dziecka w knajpach jest mi bardzo bliski.

W ostatnich latach w naszym kraju zmieniło się wiele. Zdecydowanie na lepsze. Kąciki zabaw można spotkać w przychodniach, bankach, salonach optycznych, lodziarniach, restauracjach… Warto to docenić, ponieważ współcześni rodzice to w większości aktywni młodzi ludzie, którzy chcą zabierać swoje dzieci na miasto i takie małe przestrzenie wydzielone dla najmłodszych, stanowią wielkie udogodnienie i pozwalają maluchom choć przez chwilę zająć się sobą. Niestety smuci fakt, iż kąciki te są domeną głównie wielkich miast, ale żywię nadzieję, że i to wkrótce się zmieni.

Na mieście bywamy często. Taki lajfstajl. Mam więc kilka doświadczeń związanych z przystosowaniem lokali dla najmłodszych. W jednej pizzerii, gdzie zaskoczyła mnie pozytywnie obecność nakładki na toaletę, brak już było stopnia, by dziecko mogło umyć ręce, bez potrzeby gimnastykowania się rodzica w celu utrzymania go wiszącego na zlewie. W innej restauracji, połączonej z delikatesami, zapewniono dzieciom fantastyczną rzecz. Kuchnię z Ikei. Zapomniano jednak dokupić produkty, by mogły coś na niej ugotować. Kreatywność maluchów nie zna granic. Nikt im nie dał, to wzięły sobie same – leżący tuż obok asortyment na sprzedaż. W ten sposób moja Antka wyszła z kuchni zalana olejem, bowiem znalazła otwartą już puszkę ze szprotami. Gdzie indziej, od dłuższego czasu kelnerki rozdają dzieciom zabawki w opłakanym stanie. Brudne, popsute, do niczego się nie nadające. No może na podwórko, ale nie do restauracji, gdzie się jada! Jeszcze inne miejsce zaoferowało dzieciom stare malowanki i kilka kredek, niestety nie zatemperowanych.

Ach, ta moja szklanka do połowy pusta. W każdym z tych miejsc zareagowałam. Grzeczna rozmowa załatwia wiele. Dzięki takiemu podejściu udało mi się zmienić w moim mieście kilka miejsc. O jednym nawet pisano, że wreszcie mamy lokal naprawdę przyjazny dzieciom. Chcę wierzyć, że miałam w tym swój mały udział. Robię to dla siebie, dla mojego dziecka, dla wszystkich, którzy mając warunki i ochotę, zamiast tłuc schabowe w weekend, wychodzą na lunch, zabierając ze sobą dziecko. A czasem wystarczy jedynie zwrócić uwagę, porozmawiać z managerem, nakierować myślenie na odpowiednie tory. Niejednokrotnie właściciele knajp nie mają dzieci i po prostu nie pomyślą o kwestiach oczywistych dla rodziców. Mówcie głośno co Wam leży na sercu. To działa! Przynajmniej w mojej Łodzi. Serce roście, patrząc na to miasto…

Z mojego punktu widzenia to, że jest dobrze, nie znaczy, iż jest idealnie. Nie cieszmy się jak głupi, bo ktoś dał dziecku dwie kredki i kawałek kartki. Restauracje generują ogromne zyski i kupno stolika z krzesłami oraz kilku zabawek nie jest specjalnie dużym wydatkiem. Wychodzę z założenia, że zawsze może być lepiej, a nastąpi to wyłącznie wtedy, gdy my, klienci, naszą postawą, zwróceniem uwagi i krytyką (ale nie krytykanctwem!) nakłonimy szefów lokali do pewnych zmian. Przecież to ich interes i z pewnością zależy im na każdym kliencie, a lokale przyjazne dzieciom przyciągną tych dodatkowych, dzietnych. Pamiętajmy jednak, by nie wpaść w pułapkę chamstwa i roszczeniowości, bo to do niczego nie prowadzi. No może jedynie do tego, że w rezultacie będziemy musieli chodzić do knajp w krawatach. Bo przecież klient w krawacie jest mniej awanturujący się.

 

 

off piotrkowska Łódźoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesyoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesyoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesyoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesy wostokoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesyoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesyoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesyoff piotrkowska Łódź Spółdzielnia restauracja delikatesyminimalivoff piotrkowska Łódź minimalivoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracja off piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź Drukarnia restauracjaoff piotrkowska Łódź mitmi baroff piotrkowska Łódź yellow pub meblotekaoff piotrkowska Łódź yellow pub mebloteka

Miejsca: Spółdzielnia i Drukarnia / Off Piotrkowska Center

0
27 Komentarzy w
“Dziecko na mieście”
  • Masz 100% racji że w małych miastach jest tragedia, szukając knajpy na obiad po chrzcie zależało nam przede wszystkim na kąciku dla dzieci i w naszym rodzinnym mieście znalazłam tylko jedną taką knajpę – świeżo otwartą! W małych miasteczkach jest mentalność, że dziadkowie blisko to nikt dziecka do knajpy nie bierze :(

    • A to takie krótkowzroczne bardzo. Bo przecież czasem dziadek z babcią nie mogą, a my chcemy wyjść z domu, do ludzi, rozerwać się… I bierzemy ze sobą dzieciaka, a jemu wcale wiele nie potrzeba! Kilka zabawek i zajmie się sobą! Trzeba mówić o tym głośno, żeby się zmieniało. Zwłaszcza w tych miastach małych. Pozdrawiam Cię gorąco i życzę (nam wszystkim) większej świadomości restauratorów na „zadupiach” i nie tylko! ;)

  • Spółdzielnia to wspaniała knajpa pod tym względem. Byłam tam w sobotę z córką i partnerem. Oboje doszliśmy do wniosku że był to udany wypad na miasto. Córka się grzecznie bawiła przy kuchni z IKEI i tablicy a my spokojnie zjedliśmy. Była na tyle pogodna że też co nieco chętnie zjadła, bez awantur, krzyków i próśb, żeby siedziała grzecznie na miejscu. Oby więcej takich miejsc :)

    • To właśnie tam dzieciaki pootwierały puszki z rybą. Pogadałam z managerką i niedługo później były już wszystkie potrzebne do „gotowania” zabawki i w bonusie dorzucili tablicę. No genialnie jest. I sałatka z mango i łososiem i prosecco z kija, no kocham i chodzę non stop! ;) Do zobaczenia!!! :D

  • Pięknie tam u Was. Koniecznie musimy z M wpaść do Łodzi, ale to za kilka lat, jak wyrośnie z fochów podróżnych :D
    Kurcze, ja też z tych co nie milczą, ale nie wpadłam na to żeby zwrócić uwagę komuś, że nie są przystosowani. Jak np w Pizzy Hut w moim mieście – pomazane kolorowanki i niezatemperowane kredki:| zmienię się :D

    • Koniecznie przyjeżdżajcie! Mała uśnie i w drogę. Dojedziecie aż do Łodzi! Kamila, kto jak kto, ale Ty masz język w gębie. Walcz! :))) Buziaki!

  • swietne te dwa miejsca!
    absolutna racja, my wczoraj tez na miescie, z wozkiem do ogrodka a potem przebieranie na wolnym stole, ku zdziwieniu Hiszpanow drinkujacych obok… po przeciez swiat nie sklada sie z samych hipsterow w vansach, rodzice (mlodzi!) tez chca miec z dzieckiem fun w publicznych miejscach, pomyslcie o tym drodzy wlasciciele knajp.

    • Dlatego nagłaśniać, rozmawiać, proponować! Będzie coraz lepiej. Pamiętam jak kiedyś przebierałam Tośkę na stole w chińskiej knajpie w Londynie. Bo też byli nie przystosowani. Fakt, że na piętrze, gdzie nie było klientów, ale jednak to restauracja! A niech by tylko spróbowali coś powiedzieć! ;)

  • Do niektórych chyba nie dociera fakt, że dzieci są częścią społeczeństwa i to bardzo liczną. Ale i tak wszystko idzie ku dobremu porównując sklepy i różne lokale usługowe dziś i dwadzieścia lat temu:) Nie pamiętam, żeby gdziekolwiek były kąciki dla dzieci gdy byłam małą dziewczynką.

    • Dokładnie, jest coraz lepiej. A z tym wyposażeniem dla dzieci to jest trochę tak, że to błędne koło jest. Bo ludzie nie wychodzą, ponieważ miejsca nie są przystosowane dla dzieci, a nie są przystosowane, bo właściciele nie widzą potrzeby. Ktoś jednak powinien to przerwać i tym kimś powinien być restaurator. By zachęcić i zwabić klientów właśnie.

  • Faktycznie albo nie ma albo często to co jest nie nadaje się do zabawy. Mieszkam akurat w stolicy więc tu często coś jest. Dziecko zawsze jest ze mną więc generalnie staram się wybierać miejsca sprawdzone gdzie wiem czy i co jest. Dobrze że mówisz głośno o tym. Ja nie umiem ale kibicuję tym co odwagę mają :)

    • Gdy wróciliśmy z Londynu mieszkaliśmy w Warszawie ponad rok (ja wcześniej kupę lat, ale z dzieckiem tylko około roku). I w stolicy jest super pod tym względem. Nawet zastanawiam się nad wpisem polecającym fajne knajpy w Warszawie, przystosowane dla rodzin z dziećmi… A chodzisz do Pompona? Tam było tak wspaniale!!! W jakiej dzielnicy mieszkasz?

    • No to trzeba się ruszyć! Przecież to miejsce kwitnie! Nie byliście nigdy? Serio? Koniecznie muszę Was wyciągnąć!!! Na kawę, na prosecco, na rogale w Drukarni… Nie wiecie co tracicie! :)

    • Wszyscy tak narzekają na te remonty, korki itd. Dzisiaj stałam w korkach godzinę bitą. A ja się tak cieszę, tak raduję na to co będzie później. I nie straszny mi syf teraz, bo wiem, że niedługo będzie lepiej. Dla nas, dla naszych dzieci. Kropiwnicki zapuścił Łódź strasznie. Wiem, że większość inwestycji jest nietrafiona zupełnie, ale niechże się coś dzieje. Cokolwiek. Wróciłam do Łodzi po latach i chcę by było tu jak wszędzie indziej. Bo na razie Łódź w tyle… Ale trzymam za nią kciuki. Jest piękna w swoim eklektyźmie. Jak Londyn normalnie! :))) Pozdrawiam! I do zobaczenia na mieście! ;)

    • Jestem „zakochana” w OFFie. I w Niebostanie. I ostatnio w Pikniku nawet też. I będę w EC1 bo jest nieziemskie. I słyszałam, że ARTinkubator też jest świetny. I w ogóle w nowej Piotrkowskiej też jestem, bo się strasznie cieszę… że ludzie siedzą. Jak w normalnym mieście – siedzą na ławkach, gadają. Czekam na miejskie Wi-Fi i na rower miejski… A, i mieszkam obok Legionów i Gdańskiej – to, co tutaj się dzieje to jest szaleństwo. Trzymam kciuki, żeby remonty szły dalej, bo jestem w nieustannym szoku, że nawet tutaj (!) można. (a obok mnie się otwiera jakaś alternatywna Oficyna. Kurcze, czy ktoś by pomyślał, że na brudnej Gdańskiej komuś się będzie chciało robić performance? Czy ktoś wierzył, że księgarnia Pegaz dzięki „lokalom kreatywnym” znowu będzie działała? Że w Parku Śledzia ktoś postawi awangardowe „instrumenty muzyczne” dla dzieciaków?). Złości mnie to miasto czasem, ale wystarczy, że zjem krem ziemniaczany z chorizo w Spółdzielni i jestem wniebowzięta. Jest dobrze.
      (sorry za przydługi pean, ale dziś tak pięknie słońce świeci i Gdańska wygląda tak pięknie….:D)

    • Pisz! Pisz do mnie dużo! Uwielbiam Twoje wynurzenia! :)
      A ja będę się starać o lokal dla kreatywnych. Taka kreatywna jestem hahaha! To Cię zaproszę na otwarcie i będziemy piły prosecco z kija, które kupimy w Spółdzielni na hektolitry. Bo kto by kupował w sklepie :P

      Jaka to alternatywa na Gdańskiej? Informuj proszę! :)

      Piknik zawiódł mnie strasznie. Długa opowieść. I nie mają nic dla dzieci! Ale nie dlatego się rozczarowałam akurat… Nie pójdę tam już więcej. Taka jestem. Nawet feedback nie pomógł, bo zatrudniają gówniarstwo i chamstwo chodzące. A managera brak. Szef kuchni więc poszedł na pierwszy ogień. Też do dupy. A byłam tam raz i było najlepiej! Myślę, genialny lokal, mój już zostanie. Ale nie. Raz drugi i raz trzeci i więcej szansy nie dam.

      Też zawsze muszę się rozpisać, no… Ale z Tobą tak miło wymieniać się literami :)

  • Ja raczej w domu tłukę kotlety. Z różnych względów. Więc nie o restauracjach a o zdjęciu napiszę. Bo zdjęcie nr1 bardzo mi się podoba. Te kolorowe krzesełka, jakby z innej bajki a tak pięknie tu pasują.
    PS Nigdy nie byłam w Łodzi i jedyne co słyszałam to, że jest brzydka. Tym zdjęciem obalasz moje wyobrażenie.
    Pozdrawiam

    • Witaj Gosiu! Napisałam, że kto chce i kto ma warunki. Niektórzy w ogóle nie znoszą łażenia po mieście, wolą siedzieć w domu, na wsi, biegać po lesie… Ja lubię i to, ale uwielbiam knajpy. Więc co kto lubi i jak kto może. Twoje kotlety z pewnością są pyszne! :) A Łódź się zmienia… Poprzednie władze doprowadziły to miasto do ruiny, a teraz remonty, rewitalizacje… Mam nadzieję, że uda mi się pokazać więcej ładnej Łodzi tylko z tym czasem ostatnio trochę gorzej… Ale co się odwlecze… Mam postanowienie. Dzięki Tobie! :) Pozdrawiam! :* PS. A skąd jesteś?

  • Eh a byłam w Łodzi jakiś czas temu na targach jedzenia ulicznego i szkoda, że nie wiedziałam o tym miejscu. Następnym razem zawitam :)
    A co do takich miejsc to w Warszawie nie jest lepiej. Pomijam miejsca typowo dla rodziców z dziećmi. W normalnych restauracjach często patrzą na rodziny jak na kosmitów, nie wspomnę o kąciku do zabaw. Ale zmienia się to powoli na plus :)

    • Wiem, że w Warszawie jest ok, ale rodziny są w całej Polsce! ;) Dlatego chciałam poruszyć ten temat… A do Łodzi przyjeżdżaj koniecznie!!! Zgadamy się :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.