Szklanka

Około miesiąca temu, pewna osoba z blogosfery parentingowej, nie znając mnie osobiście, zarzuciła mi, iż jestem człowiekiem widzącym szklankę do połowy pustą, między wiersze wkładając stwierdzenie, że muszę być nieszczęśliwa. To jeden z tych tekstów rzucanych przez ludzi w kogoś, kto nie zgadza się z nimi, coś mu się nie podoba, podważa ich zdanie.

Przypomniało mi się to dzisiaj. Byłam z Antką w naszym parku. Zirytowałam się, bowiem w miejscu zabaw małych dzieci, gdzie się huśtają, biegają i szaleją, były porozrzucane niedopałki fajek i potłuczone szkło. Pomyślałam sobie wtedy, że jestem obrzydliwie szczęśliwa, iż nie widzę szklanki do połowy pełnej. W takim wypadku powinnam była się ucieszyć, że tak mało tych petów, że szkła tylko trochę: „Oj tam, olać to, przecież mogłoby być tego więcej, jest pięknie, radujmy się! Alleluja!”. A ja się wkurzyłam. Zmiotłam nogą ten syf, a mogłabym go zostawić, bo przecież to nic takiego. Po co się przejmować?

Gdy czytam o kolejnych gwałtach na nieletnich, morderstwach, znęcaniu się nad dziećmi przez zakonnice, nie mówię: „Mam to gdzieś, mnie to nie dotyczy”, tylko złoszczę się i jest mi smutno, że znów zawiedli dorośli, a cierpią niewinne istoty. Jestem wściekła. Na świat, system i swoją empatię. W przypadku zakonnic z Zabrza nie mogę nic zdziałać, nie da się zmieść ich z powierzchni ziemi jak niedopałków. I to boli najbardziej.

Gdy widzę reklamę: w telewizji, na blogu, billboardzie, w magazynie – to widzę reklamę. Nie podniecam się marketingowym gderaniem i przesłaniem, bo wiem, że to reklama mająca na celu sprzedaż kolejnego „dobra”, którego tak naprawdę nie potrzebuję. Reklama. Sztuczne kreowanie potrzeby. Nie wartościowy tekst, nad którym można się zatrzymać, zastanowić, przeanalizować, strawić. To tylko kolejna lawina słów, często na niskim poziomie, powstała po to, bym piszczała z zachwytu nad produktem i wydała szybko pieniądze. Jestem raczej negatywna. Ulewa mi się. Z tej szklanki właśnie.

Gdy natknę się na jakąś akcję, prowadzoną rzekomo w szczytnym celu, nie przyjmuję jej jako dogmatu, nie łykam jak owsianki na śniadanie. Najpierw zastanowię się chwilę i zazwyczaj widzę w niej chęć zysku. Świat jest okrutny i to żadne novum. Niczego nie dostajemy za darmo. Nawet jeśli stoi za tym genialna ideologia, to i tak wszystko sprowadza się do jednego. Ludzie są żądni zysku, a pieniądz włada światem. Jeśli kupując kolejnego cheesburgera, wrzucasz monety do puszki Ronalda McDonald’a, robisz to, by usprawiedliwić swój konsumpcjonizm. Realnie wcale nie pomagasz żadnym dzieciom. Jeśli płacisz za coś więcej, tłumaczysz sobie, że robisz to, by chronić środowisko, że to ekologiczne, z nietoksycznych materiałów, oryginalne i nie wyprodukowane przez małe chińskie rączki. Po czym wracasz do domu i nie przeszkadza Ci, że oglądasz Top Model na chińskim telewizorze, robisz zdjęcia tajwańskimi aparatami najlepszych marek, idziesz do parku pobiegać w Adidasach produkowanych w Bandgladeszu.

Większość akcji pod przykrywką ideologii i wspaniałomyślności ma na celu sprzedaż kolejnego produktu bądź usługi. I jest to całkowicie naturalne. Kapitalizm. Nienaturalnym natomiast jest bierne przyglądanie się temu i kompletna bezmyślność. Przyjmowanie wszystkiego jak leci, jak widzimy, jak nam wmawiają. Mówią, że chcą dobrze, robią dobrze i należy im ufać. Nie. Ja zwyczajnie analizuję i jeśli węszę manipulację, nie zgadzam się z czymś to nie biorę w tym udziału. Mam również prawo wyrazić na ten temat swoje zdanie. I nie umniejszam tutaj żadnym takim aktywnościom. Każdy czyn prowadzący do poprawy czegoś, bądź zbudowania nowego zasługuje na pochwałę. Nawet jeśli ma on swoje drugie dno. Chcę raczej zwrócić uwagę na fakt, iż nie można kroczyć przez życie z klapkami na oczach. Należy przede wszystkim myśleć. Analizować i zastanowić się dwa razy, zanim damy się wciągnąć w kolejną marketingową gierkę.

Mogłabym być ignorantką. Nie czytać newsów, nie interesować się tym, co dzieje się wokół. Tak by było łatwiej. Żyć w swoim świecie, enklawie i udawać, że jest pięknie i kolorowo. W poważaniu mieć wszelkie akcje i kampanie, które chcą mi wyssać olej z głowy i monety z portfela. Widzieć tylko piękne obrazki, na których szczęśliwi ludzie wołają: „Kup! Przecież to ucieleśnienie Twoich marzeń i potrzeb!”. Mogłabym nie zwracać uwagi na problemy tego świata. Na biedę, choroby, zło. Leczyć się tylko prywatnie, spożywać jedynie ekologiczne produkty ze specjalistycznych sklepów, nie przejmować się podatkami i marnym socjalem. Nie zauważać brudnych, agresywnych dzieci z patologicznych rodzin na placach zabaw. Być wiecznie uśmiechniętą, i widząc szkło oraz fajki pod huśtawką, z której w każdej chwili może spaść moje dziecko, cieszyć się, że to nie miejsce medytacji jakiegoś szalonego fakira. Mogłabym być ignorantką. Ale nie jestem.

Kiedy widzę głupotę, niesprawiedliwość, kłamstwo, tanią reklamę, chore akcje, przemoc, moja szklanka powinna się zapełnić, ale łzami. Wolę jednak zatrzymać je na chwile wzruszeń. Na momenty, dzięki którym moje życie ma sens, a całe zło tego świata, otaczające mnie i dające o sobie znać na każdym kroku, oddala się na dalszy plan. Nie znika, bo współżyję i współodczuwam każdego dnia. Jedynie oddala.

Zastanawiam się, w jaki sposób mierzymy czyjeś szczęście. Jeśli coś się komuś nie podoba, nie zgadza się z tym, bądź podważa, uważa za nonsens, głupotę, coś nieetycznego lub moralnie zdrożnego to jest człowiekiem nieszczęśliwym? Bo mówi o tym głośno? Czy my dokładnie wiemy co przeżywa ta osoba, by zakładać z góry, że jest smutnym, skrajnym pesymistą? Czy ucieleśnieniem szczęścia jest pianie nad fałszywą cudownością rzeczy, które widzimy w natłoku informacji? Onanizowanie się nad wspaniałomyślnością prezydenta, który zatrzymał się specjalnie, by dać autograf płaczącej dziewczynce? Dla tej osóbki może i było to przeżycie. Cieszę się razem z nią. Jej szczęście w tym momencie jest najważniejsze. Ale mam prawo zakładać, iż cała sytuacja była ustawiona. Analizuję, myślę, nie przyjmuję wszystkiego, co poda mi na tacy TVN.

To wydarzenie nie wpływa jednak w dużym stopniu na moje życie. Dzieje się zupełnie z boku. Mogę się wkurzać, płakać, kłócić się z kimś, prowokować, wyśmiewać, głaskać, lubić kogoś, nienawidzić. Ale to satelity mojej planety. Bo moje życie i mój świat to moja córka. To jej uśmiech o poranku i wyznania miłości. Różowy królik trzymany za ucho, gdy na bosaka z rozczochranymi włosami przychodzi nas przywitać po przebudzeniu. To naleśniki z dżemem i hosomaki, które uwielbia. Długie spacery w parku w słoneczny dzień i wspólne oglądanie bajek w niepogodę. No i szaleństwa na basenie. Te są najlepsze! Moje życie to Lucek, moja mama, Czucza, Crabek, z którym zawsze mogę „pośmiać się na wesoło”. Znajomi bliżsi i dalsi. Moje życie to aromat kawy, smak wina. To wycieczki, wyjazdy, wakacje, dobre knajpy, świetna muzyka i Clint Eastwood na ekranie. Moje życie to marzenia, których może nigdy nie spełnię. To problemy, przemyślenia, chwiejności emocjonalne, które z całą pewnością nie determinują poczucia mojego szczęścia!

Moje życie to moja szklanka. Szklanka pełna nie w połowie, a w całości. Po brzegi wypełniona moją radością i smutkiem, moim śmiechem i płaczem, moimi historiami i przeżyciami. Ale to cały czas wyłącznie moja szklanka, a cała reszta to tylko spodeczek. Ciekawy, kolorowy dodatek, który podoba mi się, bądź nie. Tak jak rozmowa ze wspomnianą koleżanką z blogowego podwórka, którą serdecznie pozdrawiam.

 

 

sushi maki house of sushi nigiri łosoś sake minimaliv blogsushi maki california roll minimaliv blogsushi house of sushi zestaw minimaliv blogsushi hosomaki łosoś sake dziecko minimaliv blogsushi hosomaki łosoś sake dziecko minimaliv blogpumpkin patch icone store leggins legginsy getry kamizelka moda dziecięca fashion kidsCotton Ball Lights szare pumpkin patch icone store leggins legginsy getry kamizelka moda dziecięca fashion kids minimaliv blogminimaliv blog Cotton Ball Lights szare pumpkin patch icone store leggins legginsy getry kamizelka moda dziecięca fashion kidsminimaliv blog Cotton Ball Lights szare pumpkin patch icone store leggins legginsy getry kamizelka moda dziecięca fashion kidspumpkin patch kamizelka t-shirt okaidiminimaliv blog pumpkin patch kamizelka leggins legginsy icone store smyk koszyk adidasy zarastacja nowa gdynia zara kids minimaliv blogstacja nowa gdynia minimaliv blogstacja nowa gdynia zara kids minimaliv blogstacja nowa gdynia zara kids minimaliv blogstacja nowa gdynia zara kids minimaliv blogminimaliv blog stacja nowa gdynia zara kids czapka adidasy sukienka płaszczyk moda dziecięca fashion kidsminimaliv blog stacja nowa gdynia zara kids czapka adidasy sukienka płaszczyk moda dziecięca fashion kidsminimaliv blog stacja nowa gdynia zara kids czapka adidasy sukienka płaszczyk moda dziecięca fashion kidskwiatki wiosnaminimaliv blog kaczor kaczka stacja nowa gdyniaminimaliv blog kaczor kaczka stacja nowa gdyniadrzewo niebo minimaliv blogdziecko drzewo wiosna minimaliv bloglizak dziecko tata minimaliv bloglizak dziecko cukierek zara spodnie kamizelka buty minimaliv blog

0
32 Komentarzy w
“Szklanka”
  • Twoje dziecko je sushi?!?
    Wiem, wiem, taki tekst a ja tu o przyziemnych sprawach. Ale co tu do tego tekstu dodać, sama prawda.

  • Alleluja!!!! Uwielbiam Cię za to co napisałaś. Nie znoszę oceniania, zakładania z góry, że ktoś jest taki a nie inny. Każdy ma swój kawałek świata i są osoby, które lubią i czują ten czyjś świat a są osoby, które totalnie go nie rozumieją. Pani blogerka chyba nie czuje Twojego świata. Ok ale nie ma prawa oceniać.

    Ps. Maryśka z Antosią mogą sobie przybić piątkę w temacie sushi. U nas też hosomaki żądzą :)

    • Wiesz co, chyba ma prawo. Ma prawo sobie gadać co chce. Proszę bardzo. A ja mam prawo napisać sobie o tym tekst. I ktoś ma prawo się nie zgadzać, ktoś może mi przybić piątkę. Dla mnie to taki tani chwyt, pusta gadanina, żeby kogoś wyprowadzić z równowagi, bo śmiał, odważył się coś skrytykować. Skrytykować reklamę i sposób wykorzystania wizerunku dziecka osoby reklamującej produkt. Tylko tak jak napisałam w tekście. Jak ona zmierzyła to, że jestem nieszczęśliwa? Nie mam pojęcia! :)))

    • Właśnie o to mi chodzi, że napisała, że jesteś nieszczęśliwa, nie znając Cię, tym samym Cię oceniła. Moim zdaniem człowiek nie ma prawa oceniać innych ludzi nie znając ich. Takie moje zdanie :)
      Nota bene ja w Twoich postach nieszczęśliwości się nie dopatrzyłam tylko trzeźwą ocenę świata :)

    • Masz rację, nie może, ale to tylko teoria. Każdy może powiedzieć co tylko chce i tym samym obrazić, urazić, zasmucić drugiego człowieka. To działa w obie strony. Ona pewnie poczuła się urażona moją krytyką, więc „wjechała” mi na życie. Czasami nie ma innych argumentów hahaha. Dobrze, że nie wjechała mi na matkę! :P Buziaki! :*

  • Dokładnie: szklanka zawsze jest pełna i to w niej zawiera się cały smak życia. A że nie zawsze jest słodki, to świadczy tylko o tym, jak wiele i jak różnorodnie potrafimy doświadczać i żyć.

    Ciekawa jestem co to koleżanka z podwórka. ;) A sushi w życiu nie jadłam, aczkolwiek bardzo jestem ciekawa, jak smakuje. Póki co, nie jadłam też wędzonego łososia, serka pleśniowego ani nawet oryginalnej fety. Może kiedyś nadrobię. ;) Chwilowo objadam się swojskim smalcem z cebulką. :)

    • No to chyba muszę Cię wyciągnąć na wszystkie te przysmaki. Uwielbiam każdy jeden, który wymieniłaś! :)

    • A mi się marzy ich posmakować, tylko portfel nie pozwala. Ograniczam się do pospolitych wędlin i sera za 24 zł za kg. :) Może kiedyś moje podniebienie pozna coś bardziej wykwintnego!

    • Ola ale co do serów pleśniowych, to takie zwykłe jadłaś, tak? Mówisz o tych oryginalnych? Że na te Cię nie stać? A łosoś wędzony rzekomo dymem z pieca palonego drewnem (mam gdzieś czy to prawda czy fałsz, bo smakuje wyśmienicie) jest w Biedronce!!! Kochamy go z Luckiem i jemy kilogramami. Tani jest! :)

    • Raz sobie kupiłam takie podrabiany z Biedry (ser), ale nie miał dla mnie żadnego smaku. Co do łososia to jadłam świeżo łowionego, a na tego z Biedronki się napalam, ale zawsze jest coś ważniejszego do kupienia.

    • Ola kup go, zrób sobie przyjemność. Tym bardziej, że nie jest drogi. Życzę Ci spokojnego weekendu o smaku wędzonego łososia! :)))

    • Jak przyjdzie zwrot ze skarbówki to taki weekend będzie, a jak nie to jeszcze do środy będzie niespokojnie i bez łososia. ;)

  • wyraziłaś dokładnie to, co mi chodzi po głowie, gdy szwendam się po domu po wcześniejszym zaglądnięciu do „sieci” :P a już się wkurzałam, że pewnie tylko ja tak się przejmuję i drążę dziurę we łbie (swoim-żeby nie było ;p)

    • To nie jest kwestia do przejmowania się. To jest kwestia do ewentualnej dyskusji. W ogóle jak można przejmować się tym, co siedzi w sieci!? (No chyba, że to centralnie o nas). Tego nie rozumiem, przecież to inny świat! Nie ten nasz, w którym żyjemy i egzystujemy co dnia. To tylko dodatek. O to chodzi mi także w tym tekście. Ale potrafię zrozumieć, że dla niektórych blogowanie to całe ich życie, sposób na biznes. Nie krytykuję tego. Moim życiem to nie jest. Dla mnie to ciekawy dodatek, kolejny kolor do mojego prostego życia. Krytykuję tylko klaskanie w rytm konsumpcjonizmu. Można kupować. Ba! Nawet trzeba, by gospodarka dobrze nam się kręciła. Ale nie bezmyślnie. Ot co! :) Pozdrawiam i całuję! :*

    • Dziękuję najpiękniej jak tylko potrafię!

      O rany, pamiętam jak nie mogłam się doczekać surowej ryby. Ciąża ma mnóstwo minusów, miliony więcej niż plusów, bo ten jest tylko jeden – wydanie na świat nowego życia. Ale te sery pleśniowe, sushi, wątróbka, wino, piwo… Zamykam się już, bo mnie zabijesz! :P

      Kiedy rozwiązanie??? Chłopiec, dziewczynka? Gratulacje!!! :)

    • ciąża… eh. mi w tej ciąży nie wolno robić praktycznie nic, co mogłam robić w perwszej. na rowerze nie, seksu nie, podnosić nie, tańczyć nie, pływać nie…. to przynajmniej nie odmawiam sobie szamy. zaliczyłam okres wątróbkowy w trzecim miesiącu i serów pleśniowych w czwartym, teraz mam okres truskawkowy. jedyne czego nie tykam to alkohol, ale nie ciągnie mnie jakoś. a wczoraj wybierając kawałki szkła z piachu pod zjeżdżalnią, usłyszałam komentarz babci dwuletniego chłopca, który akurat ładował ów piach na ciężarówke – ” e tam. najwyżej się skaleczy i się plaster założy”. nawet nie wiem pod co to podciągnąć i jak skomentować, bo oprócz tego fajnie się nim zajmowała. może ja jakaś dziwna, dziecka do realnego życia nie przystosowuję…

  • Książka czeka na nocnym stoliku, a ja ostatnim zbiegiem kliknięć dziś tu trafiłam… Pewnie to faux pas, że dopiero dziś, ale cóż, jakiś czas temu już przestałam nadążać za TYM światem. Czytając Twoje „o mnie”, do pewnego momentu miałam wrażenie, że czytam o sobie, więc postanowiłam zostawić ślad po swojej tu bytności. Tym bardziej, że tekst powyższy też żywcem z mojej głowy wyjęty. I to bardzo dobry tekst. Koniec i kropka :)
    PS. Podziwiam, że chce Ci się pisać. Że znajdujesz na to czas i chęci. Śliczna córa!

    • A ja Cię znam i odwiedzam! :)))

      Tak, blogów dzisiaj jak grzybów po deszczu. Ty podziwiasz, że chce mi się pisać, a ja podziwiam, że komuś chce się to czytać! Dzisiaj ludzie wolą obrazki okraszone kilkoma słowami. Bo czasu nie ma, bo blogów tysiące. I ja to rozumiem. Ja – u siebie – wolę słowa okraszone obrazkami, choć czasem na te słowa weny, chęci i czasu brak. By je napisać. I często myślę, że to sztuka dla sztuki, tak mało osób mnie odwiedza. Ale jeśli to dla mnie przyjemne… To piszę sobie do szuflady dalej. :)

      Niezwykle mi miło, że tu zbłądziłaś. Zostań na dłużej jeśli tylko masz ochotę. Ściskam! :*

  • Pięknie napisane o szklance i spodeczku. Muszę zapamiętać. :o)
    Blogów jest teraz tyle, że ciężko wyłuskać te, do których warto wrócić. Obrazki obrazkami, ale mądrych, dobrych słów jest niewiele. U Ciebie je znalazłam i będę zaglądać po więcej.
    Trafiłam tu od mamy Makowej, którą znam (trafiłam do niej z googla za hasłem „malformacja” i jestem wdzięczna za info, ale jej blog to nie do końca to, czego szukam), ale od jakiegoś czasu nie czytam, a tu bach – na FB panpantaloni Lenka w takim samym rampersie jak ma Madame, to zajrzałam i przeczytałam fajny tekst o ośmielaniu dziecka, a później postanowiłam o baloniku też przeczytać i wsiąkłam. :o)
    PS Genialne legginsy! Skąd?

    • Żeby nie było: znam bloga mamy Makowej a nie ją osobiście. ;o)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.