Zabawa gwoździami

 

Tę niedzielę spędzaliśmy w Hampstead Heath. Kochaliśmy chodzić tam na długie spacery. Kilkumiesięczna Antka spała w wózku, a my wtuleni w siebie, oglądaliśmy panoramę Londynu ze wzgórza Parliament Hill. Za każdym razem robiliśmy to z takim samym podziwem i zachwytem, jakby był to nasz pierwszy raz. W centrum tego ogromnego parku stał (i stoi nadal) zabytkowy pałac, a w pałacu mieściła się (mam nadzieję, że nadal się mieści) kameralna knajpka The Brew House Café, serwująca smaczną kawę i pyszne lunche. Gulasz wołowy ze świeżą bagietką i świeżym powietrzem zielonych płuc Londynu, do tego Brytyjczycy w ubłoconych hunterach z psami i wiesz, że jesteś dokładnie tam, gdzie chcesz akurat być. Jeśli pragniesz poczuć typowo angielski klimat to właśnie tam. Albo przez park prosto do Highgate. To tam też. I jeszcze w Hamsptead, ale teraz nie o tym…

Londyńska zima tego roku gdy urodziła się Antosia była niezwykle łagodna. Trochę śniegu, więcej deszczu i słońca. Tej niedzieli Hampstead Heath tonęło w błocie po nocnych ulewach, jednak słońce przyjemnie pieściło twarze, więc usiedliśmy w ogródku. Kilka par z dziećmi także wpadło na ten genialny pomysł i usiadło nieopodal nas. Gdy rodzice zajęci byli jedzeniem, piciem i sobą nawzajem, dzieciaki biegały po pobliskich pagórkach, skakały po kałużach i zjeżdżały na tyłkach po błocie, jednocześnie obrzucając się nim i piszcząc przy tym radośnie.

Ale jak one tak mogły, te dzieci? Takie brudne, głośne…
A rodzice? Powinni zwrócić uwagę, upomnieć, posadzić, przecież nie wypada!
A oni jedzą, śmieją się, cieszą, miło spędzają czas.
Inni, którzy również jedli (a byli bez dzieci), także zdawali się w poważaniu mieć to, co dzieje się dookoła i tylko czasem rzucali pobłażliwe spojrzenia w stronę rozrabiaków.

I przybiegł nagle jeden urwis do mamy, dzierżąc w dłoni plastikowy nóż i krzycząc, że on znalazł i chce wykorzystać do celów rozrywkowych i że będzie tak fajnie! Mama spokojnie wyjaśniła dlaczego mieć go nie może i że fajnie będzie także bez noża, więc chłopiec wrócił na błotną imprezę i dalej pływał brzuchem po kałużach.

I wtedy zrozumiałam, że takie powinno być dzieciństwo. Głośne, radosne i brudne. I również cieszyłam się z tymi dziećmi. Bo miło popatrzeć na brudne, ale uśmiechnięte buzie. Od razu człowiekowi przyjemniej i sam się do siebie uśmiecha.

Wychowując Tośkę, zawsze staram się pamiętać to piękne niedzielne południe w londyńskim parku. Gdy radość dziecka była ważniejsza od jakiejkolwiek kindersztuby i sztywnych ram i zasad. Wstyd mi dzisiaj przed samą sobą, że pomyślałam, że nie wypada, choć to w parku przecież było. Może to takie nasze polskie wychowanie? Może pokutuje to, że wszystko chcemy tak idealnie, czysto i pięknie.

A gdy oglądam zdjęcia brytyjskich dzieci moich koleżanek to nic nie jest czyste. Ale jest piękne. Bo zwyczajne, bo prawdziwe! I wtedy zawsze przypomina mi się historia, gdy byliśmy kiedyś w Ikei i jakiś chłopczyk w części dziecięcej chciał rysować kredą po tablicy, a jego rodzice chóralnie wydarli się na niego, że ma to wszystko zostawić bo się ubrudzi! Co najmniej jakby miał iść w tym swetrze (!) na drugi dzień do komunii…

Dlatego moje dziecko od początku ma pozwalane na więcej niż inne dzieci. Tak mi się przynajmniej wydaje. Bo kiedyś, jak Tosia był malutka, jedna koleżanka zapytała: „Mira, a Ty na wszystko jej pozwolisz?”. Odpowiedziałam, że na wszystko to nie. Ale na bardzo wiele. Bo jak inaczej ma się życia nauczyć jak nie organoleptycznie? Jak nie przez doświadczanie?

Przyznam się Wam, że pozwoliłam kiedyś Antce bawić się gwoździami. Wiem, że może wydać się to straszne, ale gdy znalazła je na stole nie wyrwałam ich z jej rąk z tekstem „zostaw, to nie do zabawy, nie dla dzieci”, tylko wyjaśniłam co to jest, do czego służy, rozsypałam na stoliku i pod moim czujnym okiem pozwalałam jej wrzucać gwoździe do pudełka. Chwilę później już zajęła się czymś innym. Jasne, że gdyby chciała pobawić się piłą mechaniczną lub nożami to bym jej nie pozwoliła. Ale jeśli mamy trochę czasu i chęci to pokazujmy dzieciom świat. Nawet ten zakazany.

A nie, że:
zostaw to, bo potłuczesz,
nie rusz, bo się ubrudzisz,
to nie dla dzieci,
nie dotykaj,
nie wchodź do tej kałuży!

A później idzie taki pędrak do szkoły i słyszy:
nie wychylaj się,
nie odzywaj niepytany,
nie krzycz,
nie śmiej się,
cisza!!!

I każą w ławkach siedzieć i nudzą się te dzieciaki, bo program nieciekawy, bo lektury do dupy, bo wieczna martyrologia, WF na korytarzu, oceny za zachowanie… Skostniała edukacja pokutuje. Rodzice też skostniali. I później mamy skostniałe społeczeństwo, które uważa, że 6 lat to za wcześnie na szkołę. Ano za wcześnie. Na taką szkołę jak u nas to i 10 lat za wcześnie! Bo czego takie dziecko się w niej nauczy? Że źle być innym i się wyróżniać? Bo równać trzeba i piątki ze wszystkiego przynosić? Bo po miesiącu już mu się w szkole nie podoba, bo nuda jak cholera, bo prace domowe, których nie powinno być zupełnie…

Ja nie twierdzę, że Brytyjczycy to geniusze w wychowaniu dzieci, czy geniusze edukacji. Powyższa historia z Hampstead Heath to tylko anegdotka i przytrafiła mi się, bo akurat tam mieszkałam. Ale jakbyśmy tak my, Polacy dali dzieciom więcej luzu…? W domu, w szkole, w życiu…

W końcu Anglia to kraj królów. A królom wszystko wolno. Nawet bawić się gwoździami, prawda? ;)

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko moda stylizacja kids fashion design buty H&M fashionkids sukienka panterka tablica Ikea

buty H&M panterka podkolanówki Calzedonia fashionkids

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko stylizacja moda design kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

DSC_8224

DSC_8220

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko moda design stylizacja kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko stylizacja moda design kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko stylizacja moda design kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko stylizacja moda design kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko stylizacja moda design kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko stylizacja kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko stylizacja kids fashion buty H&M fashionkids sukienka panterka

Untitled-4

DSC_8247

DSC_8243

lizak E. Wedel czekolada

szkoła uczennica okulary ray ban dziecko moda design stylizacja kids fashion H&M fashionkids

DSC_8311

DSC_8268

DSC_8327

DSC_8330

 

5
50 Komentarzy w
“Zabawa gwoździami”
  • Tosia tu wygląda jak angielska arystokratka przynajmniej.
    Ja wychodzę z założenia, że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko. A mojemu pozwalam czasami pogryźć kabel od laptopa, opluć sofę obiadem albo najzwyczajniej w świecie upaść. Zauważyłam zresztą pewną dziwną właściwość. Kiedy widzę, że sytuacja jest kryzysowa, np. Pulpet się o coś uderzył, podtopił się w wannie, zaksztusił obiadem, upadł, etc. i się tym przejmuję, spinam, gorączkowo mówię: „ojeeej, biedny, nic się nie stało” i próbuję odwrócić jakoś jego uwagę – to jest ryk. A jak nie reaguję, tylko po prostu spokojnie robię to co robiłam wcześniej (kąpię go, bawię się z nim lub piję kawę) to on też nie reaguje i nadal się bawi, jakby „wypadek” wcale się nie wydarzył. Dzieci chyba odczuwają naszą energię – jak się spinamy to prawie gwarantowane, że sobie coś zrobią. A jak się wyluzujemy i zaufamy im (mając na nie oczywiście oko) to będzie ok.

    • Mo, dokładnie! Dlatego ja nie reaguję histerią jak Tośka przewróci się na chodniku. OK, jakby wbiegała na ulicę to pewnie bym się darła.. Ale właśnie irytuje mnie, że dla ludzi wszystko jest albo czarne albo białe. Że wszystko jest takie oczywiste, że jak gwóźdź to nie dam. Że jak nie chce jeść to wmuszę. Takie to ciosane… A właśnie nie dać jeść, nie pomagać jak się przewróci, biec i krzyczeć na całe gardło jak będzie chciało wpaść na ulicę! Ale tak naprawdę jestem za tym, żeby każdy rodzic robił jak uważa. To jego dziecko i on najlepiej wie co dla dziecka dobre. Prędzej czy później każdy będzie spijał soki wychowania potomstwa. I my także Mo, bo nikt nie jest idealny! :)

  • Zgadzam się w 100%

    ja też daję Hani naprawdę sporo luzu i na bardzo dużo jej pozwalam

    a mój ulubiony zasłyszany tekst, powtarzany co 2 minuty przez babcię do wnuczki to:

    nie biegaj, nie chodź, nie baw się… bo się spocisz :D

    • To już kolejny tekst tego typu, a raczej dosłownie taki! Co te babcie, powariowały? :) Dobrze robisz, Justyna. Byle z głową, a ja wiem, że głowę masz na karku! :*

  • Słusznie piszesz. Jak zawsze zresztą. ;) U nas na wsi to brudzenie się istnieje, więc wiem, jaka to radocha. Obserwuję jednak jak nawet wiejscy rodzice nie pozwalają dziecku bawić się w kałuży, bo się wybrudzi (stare dresy i kaloszki).
    Co do szkoły w wieku lat, to mnie właśnie dotyczy i powiem ci, że zapowiadają się duże zmiany. Wygląda na to, że na korzyść. Oby tylko zostały wdrożone. Będą dotyczyć świadectw, a w sumie ich braku do III kl., zabaw i nauki „na dywanie” itp. Jeśli znajdą się zainteresowani chętnie strzelę o tym krótką notkę. Ostatnio byłam na zebraniu i dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy.

    • Pisz, pisz! Ja chcę także zagonić do pisania na ten temat moją mamę, która jest dyrektorem podstawówki. Żeby uświadamiać rodziców co do edukacji w szkołach. Bo tutaj znowu jest kwestia tego, że wszystko jest czarne albo białe. Czyli nie, nie poślemy dziecka do szkoły od 6 lat bo zmarnuje sobie dzieciństwo. Kij, że jesteśmy w tyle za całą Europą. Niech się dzieciaki bawią! Chodzi o to, że jedne dziecko nadaje się do szkoły już w wieku 5 lat a inne dopiero w wieku 8. I chodzi o to, by mądry rodzic w asyście psychologa zdołał to ocenić. To wszystko. Nie mierzmy wszystkich dzieci jedną miarą, prawda? :)

    • Masz absolutną rację! Jak zajebiście przeczytać coś, co samemu się myśli w tym temacie! ;) Słyszałam, że „załatwia” się teraz orzeczenie o braku gotowości dziecka do szkoły… To jest dopiero porażka. Co rodzic odpowie takiemu dziecku na pytanie, dlaczego nie idzie do I klasy razem z resztą dzieci? Załatwiłam ci orzeczenie, bo byś sobie na poradził???? Post już się pisze. Będzie jutro! :)

      P.S. Zawsze odpisujesz na moje komentarze. Taki mały gest, a jaki sympatyczny i chce się tu wracać! :) Gratuluję zaistnienia u Pani Zawadzkiej! Tak czułam! :)

    • Tej opcji z orzeczeniami to już zupełnie nie rozumiem. Tak jakby rodzice nie wierzyli w swoje dzieci. Jakby chcieli by były takie ułomne właśnie!!! OK. oczywiście, że są dzieciaki, które kompletnie nie nadają się do szkoły w wieku 6 lat, ale to jest odsetek. Reszta jest gotowa, bo dzisiaj dzieci rozwijają się szybciej. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo ja na każdym kroku widzę zajebiście inteligentne dzieciaki :)

      Co do odpowiedzi na komentarze, napiszę jedno. Zajebiste jest to, że Ty tu wchodzisz, czytasz i jeszcze chce Ci się komentować. Nie wyobrażam sobie, że Ci nie odpiszę. To byłby kompletny brak szacunku. Czasami nie robię tego od razu, bo mam Sajgon, ale robię. Ja sama czuję się bardzo źle, gdy czytam kogoś, dodaję komentarz, a po drugiej stronie cisza. Zero komunikacji. Zwyczajne „dziękuję, że tu jesteś” często w zupełności wystarczy. Szkoda, że niektórzy o tym zapominają. Tak więc dziękuję Ola! :*

    • A widzisz to działa w dwie strony, bo Ty komentujesz, dlatego, że tu jestem, a ja tu wchodzę z jeszcze większą chęcią, bo komentujesz. :) Fajnie, kiedy pod wpisem jest dyskusja, a nie tylko monologi. ;)

      Wrzuciłam notkę do siebie o zmianach dotyczących oddziałów przedszkolnych i klas I do III, ale póki co więcej komentarzy negatywnych niż pozytywnych. Co zabawne dziś przeczytałam na jednym blogu narzekanie, jaki to idiotyczny pomysł z jednym podręcznikiem, bo będzie nieładny i się zniszczy. Mam ochotę wyjść z siebie i trzasnąć drzwiami, jak czytam coś takiego. Niby chcemy zmian, oszczędności, ułatwień, a jak chcą nam je dać, to jednak nam się nie podoba. Dla rodzin wielodzietnych, czy żyjących z 1 małej pensji taki podręcznik znaczy naprawdę bardzo dużo.

  • Antosia wygląda świetnie, a to co piszesz.. Hmm moje dziecko ma luz, ale będąc np na placu zabaw 1000 razy słyszę nie wolno bo… u innych rodzin i coś się we mnie gotuje

    • Aż się chce coś powiedzieć, prawda? A przecież każdy niech robi jak uważa… Ale tak, gotuje się we mnie również.

  • Dobrze napisane :) Straszne jest to gdy widzę rodziców krzyczących nie rób tego, zostaw to itd. Przecież każdy z nas był dzieckiem ale co poniektórzy chyba o tym zapominają. Ja pamiętam jak mojej półrocznej Marii dawałam kawałki warzyw żeby sama jadła. Była przy tym brudna od stóp do głów. Wszyscy na około dziwili się, że dziecko się zakrztusi, że tyle sprzątania, że trzeba przebrać bo brudna. A ja ich miałam zawsze w głębokiej d… i tak zostało do tej pory :)
    Ps. Antosia jak zwykle cudna :***
    Ściskam Was dziewczyny!!

    • I słusznie! Chyba pokażę zdjęcia jak Tośka uczyła się jeść. To był dopiero Sajgon! Sos ze spaghetti wżarł się w podłogę na amen. Ale dzisiaj ma 2,5 roku, je sama wszystko, pije z kubka, zero problemów w tym temacie. Za to są inne. I tak do końca życia! :) Fajnie, że tu jesteś Kochana! :*

  • tyle zdjęć, a na żadnym nie ma uśmiechu… smutne, teraz dzieci mają wyglądać idealnie, pozować idealnie…

  • mala.mi – Wszystko spoko, tylko, że Tośka wcale nie pozuje – 100% zdjęć jest robione podczas jej zabaw, spacerów. Rzadko kiedy proszona jest nawet żeby spojrzała się w stronę obiektywu. Tośka już po prostu tak ma! Luz, zabawa, a mama sobie „cyka foty”. Z ręką na sercu – nie znam drugiego tak pogodnego dziecka, a uśmiech nie jest tu jedynym wyznacznikiem. Polecam przejrzenie reszty postów – na pewno znajdziesz coś z uśmiechem :) Miłego dnia :))

    • O, Nejt, właśnie, Ty wiesz jak ja robię foty…
      Pewnie, że mogę powiedzieć Tośce „spójrz się na mnie” i mam wtedy sekundę by strzelić zdjęcie. Ale to jedno zdjęcie na sto! A i tak jak tak właśnie powiem, to mam wtedy przerażone dziecko jak np. na zdjęciu numer 3 :) Nie wiem, może dziecko Małej Mi uśmiecha się non stop i jara jak głupie gdy czyta książki, czy bawi klockami, by mogła złapać ten uśmiech w kadr… Ale moje jest inne i to jest świetne! :D
      Dzięki, że się odezwałaś ;)

  • Dziecko brudne dziecko zdrowe. Jak nie Fabis skacze w kałuży to nie krzycze tylko nu foty robię żeby ta radość uwiecznic :) fajnie piszesz:)

    • Otóż to! :) I tutaj znowu przykład: Nie zabraniałam Tośce nigdy skakać po kałużach, a teraz sama już w zwykłych butach nie lubi, bo mówi, że mokre ;) Doświadczenie…

      Dziękuję za miłe słowo Mała Mamo! :*

  • Jak moja córa zaczynała chodzić były wakacje. Latała w krótkich spodenkach i co chwila się przewracała. Ja biegłam do niej przejęta, a ona w tym czasie sama wstawała, otrzepywała kolana i biegła dalej. Nawet jak obtarła skórę do krwi to nie zwracała na to uwagi, byle iść dalej. Większym problemem jest dla niej, kiedy na spacerze ubrudzi ręce – wtedy przyleci do mnie ze zmarszczonym czołem i pokaże łapki do otrzepania, po czym znowu jej nie ma. Daję mojej Hanuśce bardzo dużo luzu, bo obie tego potrzebujemy. Ona świetnie się bawi, a ja nie wtrącam się co kawałek z tekstem „nie biegaj bo się spocisz” albo podobnym. Spoci się? To znaczy że się dobrze bawi. Wystarczy mieć zapasowy podkoszulek w torbie na zmianę i po problemie. A jak się ubrudzi to trudno, takie jest dzieciństwo.
    Świetny tekst i super kreacja małej :) tylko gdzie kupić takie słodkie podkolanówki?

  • A ja mam nadzieję, że jednak troszkę demonizujesz (albo to ja obracam się w liberalnym towarzystwie). Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby osoby, które znam wszystkiego dzieciom zakazywały. Moje dzieci mogą wszystko, co nie zagraża ich bezpieczeństwu i większość znajomych wychowuje w podobnym duchu. Szkoła, tu też się sporo zmieniło, przynajmniej jeżeli chodzi o wczesną edukację. Chociaż z relacji znajomych słyszałam, że jednak daleko nam do Angli.

    • Gosiu, zawsze trzeba troszeczkę podkoloryzować, żeby był dobry wydźwięk. Ale naprawdę uważasz, że demonizuję? To bardzo mocne słowo! A tak, ten tekst z Ikei to samo życie. I słyszałam, widziałam takich (i nie tylko tego typu) akcji bardzo wiele. Stąd taki komentarz po moich obserwacjach. Zwłaszcza babcie na placykach mają szajbę. Idzie taka z dzieckiem do piaskownicy i nie pozwala mu siadać na piasku, rzucać nim, bo się ubrudzi… Co więc to dziecko ma tam robić? I owszem, w niektórych szkołach się wiele zmieniło, ale to jest cały czas jedynie odsetek…

      Generalnie wżyciu nie przypuszczałam, że mój tekst wzbudzi aż takie zainteresowanie. Opisałam tylko swoje doświadczenia i pomyślałam, że jakoś tak mało Polaków odnosi wielkie sukcesy, a Brytyjczycy są lepiej przystosowani do życia i pracy, posiadają lepszy start dzięki edukacji właśnie. Lepiej radzą sobie ze stresem, generalnie są wyluzowani i ciągle żartują, nie żyją w wiecznej spinie jak my, w Polsce. Mieszkałam tam, poznałam ich, a co do edukacji to wiem jak jest też od mojej mamy, która jeździ na szkolenia prowadzone przez Brytyjki. Zaufaj mi, że to co jest w szkołach w UK to nie śniło się nikomu w Polsce.

      To tylko moja luźna obserwacja, nie demonizowanie rzeczywistości. To luźny tekst o tym, żeby sie nie spinać. I nie chodzi w tekście o zakazywanie WSZYSTKIEGO! Jedni zakazują tego inni tego, a te zakazy są bez sensu właśnie. To jest jakaś tam paraliteratura. Gdyby Smarzowski nie przeginał swoich filmów, byłyby one takie zajebiste? :D

      Pozdrawiam Cię ciepło! :*

    • Zgadzam sie z Gosia. Mieszkam w UK, ale mam o wiele mlodsza siostre takze znam troche sytuacje obecna w Pl szkolach, do tego kolezanki nauczycielki oraz dzieci znajomych chodzace do szkol tu: chwala, owszem, ale jesli chodzi o poziom to podobno tak sobie. Sama sie zdzwiwilam, gdy znajomi przyniesli mi opinie na polrocze o synu do przetlumaczenia, ktory sie szkola nawet nieinteresowal, jezyka poki co w ogole nie znal, a byla tylko i wylacznie pozytywna :) wiec dalej ani on, ani oni nic nie robili, bo jakos to bedzie :) tez lubie ten luz, choc czesto tylko na wierzchu, ala mam nadzieje, ze jak tylko zalatwimy tu co mamy zalatwic, wykonczymy domek to wrocimy, tak, by i dzieciom nie mieszac ze wzgledu na szkole, jakos wole, by Pl skonczyly poki co.
      Niestety gdzie tylko pojde moje pozwalanie synkowi na samodzielnosc nie spotyka sie z taka obojetnoscia :( z jednej str fajnie, ze ktos jeszcze tak na wszelki wypadek ma oko na moje Szczescie, a z drugiej wygladam jak zla matka :( bo ciagle slysze: przewroci sie, przytnie paluszki, polknie. A ja widze jak bardzo istrozny i uwazny moj synek jest wlasnie przez to, ze pozwolilam mu na samodzielnosc. Nawet jak sie przewroci, on usmiech, ja w miare spokojna, a ludzie obok… niektorzy sie za3muja, panikuja. Jednak np.upadek dziecka na placu zabaw pokazal mi, ze chyba mam racje. Chlopczyk spadl z niewielkiej wys, usmiechnal sie nawet ogladajac raczki, jego mama pow o Jezu podlatujac do niego, przytulajac, pocieszajac, az sie poplakal :O

    • Kasiu ja nie twierdzę, że Brytyjczycy to geniusze. Napisałam to w tekście. To spotkało akurat mnie i jakoś tak stało się przyczynkiem do napisania tekstu. Tak sobie pomyślałam, że akurat oni wtedy fajnie potraktowali swoje dziecko… Ale nie twierdzę, że nie spotkałoby mnie to też w Polsce. Niestety z tego co widzę, to tutaj jest masakra. Mieszkałam w Warszawie – był koszmar. Mieszkam w Łodzi – jest to samo. Ciągle widzę na placykach, w parkach (a łazimy non stop, zwłaszcza jak jest ciepło) jak rodzice upominają dzieci o kij wie co… A częściej od rodziców – babcie. No te to już kosmos… Tak więc jak widzisz, to była dobra anegdotka żeby zacząć temat ;)

      A Tobie życzę szybkiego uporania się z budową, remontami i wszystkim innym by jednak wrócić do Polski! A gdzie będziecie wracać???

    • Agata to my się cieszymy, że nas odkryłaś! Zapraszamy częściej, choć ten tydzień mam okropnie napięty i mało wpisów bardzo… Ale już mam pomysł na kolejny post i nie będzie to post o rajstopach! :) Ściskam!

  • Amen! Dlatego ja w Londynie jeszcze jakis czas zostane… odpowiada mi to zycie tutaj… szkola jestem zachwycona… Lubie ten angielski luz… taaaak jeszcze tu zostane…

    • No my postanowiliśmy wrócić… Jednak gdy pojawiło się dziecko to jakoś bardziej zatęskniło się za domem… :)
      A Ty zostań zostań! Jak przyjedziemy do Londynu w wakacje to na bank się spotkamy! :)

  • Podoba mi si pani podejscie, bo czasem mam poczucie jakbym byla wyrodna matka, a ja chce, pragne tylko, by moje maluszki sobie poradzily, gdy mnie nie bedzie, gdy nas zabraknie. Marze, by byly samodzielne, silne, zaradne… takze zapewne wroce na Pani bloga :)

    • Będą z pewnością! Moim zdaniem sukces tej samodzielności leży w tym, by jednak nie robić za nie wszystkiego, a nawet specjalnie nie pomagać. Wiem, że to może wydać się wredne, ale wredne jest życie, które każdego z nas kopie po dupie. My musimy sobie radzić sami. Niech nasze dzieci też będą na to gotowe! :) Zapraszam oczywiście i do zobaczenia! :*

  • Miło jest odkryć takie miejsce w sieci, jak Twój blog:)) bardzo ładnie i mądrze piszesz, a Toska jest przecudna. Na pewno będę zaglądać tu często.

  • Ja mało kościołowa jestem ale kolezanka opowiadala ze podczas angielskiej mszy dzieciaki biegaja, maja swoj kącik rysowały obrazki i zostawiały je pod ołtarzem:) Podczas gdy w polskim kościele usłyszala od jakiejs starej trąby (cytat;) ze jej dziecko jest niegrzeczne bo zbyt głośno gaworzyło a tu pzrzeciez kościółek…

    • Kamila, wszędzie się znajdą „stare wredne baby” i młode wredne też ;) W Anglii to co mnie uderzyło, że starzy ludzie są generalnie zajebiści i wyluzowani. Piją, bawią się, używają życia… Przede wszystkim mają na to pieniądze. U nas też by może mieli gdyby większość kasy nie szła na leki albo na rydzykowe grzybobranie. System po raz kolejny zawodzi. I państwo. Na każdym kroku :(

  • Bardzo spodobało mi się określenie, że dzieciństwo powinno być radosne i brudne, w pełni się z tym zgadzam i mam zamiar te „zasady” wprowadzać u siebie :)

  • Bardzo, bardzo mądry tekst. Dużo takich ostatnio znajduje. Aż szkoda, żem młoda, bo mi się zachciewa być matką :D I jeszcze ta fajna mała hipsterka na zdjęciach :))

  • Zgadzam sie w 100%. dopisala bym do tego jeszcze „a gdzie masz kapcie?” i „dlaczego twoje dziecko nie ma skarpetek, czapki, kurtki itp?” pozdrawiam;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.